Zmierzchun
Póty w cieniu jałowca śniła rozłożyście,
Aż z lasu wybrnął Zmierzchun — i pomącił liście.
Złote żuki, wylęgłe z ciepłych snów dziewczyny,
Wnicestwiły1 się w bujnej piersi — kosmaciny.
Poznał żuki — po złudzie... I jednym spojrzakiem2
Ogarnął — krzak — dziewczynę — i nicość za krzakiem.
Płodząc we łbie żądz nagłych jadowite męty3,
Pełznął ku niej — w biel ramion zaborczo wśmiechnięty.
Tchem drapieżnym uderzył o senny brzeg ciała...
— „Śmierć, lub miłość!”... Pobladła — i miłość wybrała!
A w dalekim ogrodzie — za siódmą gęstwiną —
Tam widziano dwie dłonie, co z baśni w baśń płyną.
Żałowały się wzajem, zmarniałe przedwcześnie, —
A deszcz padał w ogrodzie — i padał deszcz we śnie.
Obie mokre od deszczu, w nierównej z snem walce
Do modlitwy o szczęście splatały swe palce.
I w dalekim ogrodzie omdlewały czasem,
Gdy je Zmierzchun zbyt pieścił w swej norze — pod lasem.
Przypisy:
1. wnicestwić się (neol.) — zniknąć (w czymś), wniknąć (w coś). [przypis edytorski]
2. spojrzak (neol.) — spojrzenie, rzut oka. [przypis edytorski]
3. męty — to, co mąci, np. drobne cząsteczki zawieszone w płynie, mącące jego przezroczystość; niejasność i chaotyczność myśli lub wypowiedzi; tu: pożądanie, mącące myśli. [przypis redakcyjny]