Rita, Gombrowicz i citroën w Vance, 1966

Tamtej nocy, kiedy kończyłam się kochać

wyświetlił się ten obraz, melancholijny

orgazm: Gombrowicz oparty o samochód. Za nim

nad nim, jakby upozowana na dachu samochodu,

młoda, uśmiechnięta Rita. Zasypiałam wtedy

rozciągnięta nad sobą jak drętwy uśmiech. Nie ma

wyjść i wściekle nie ma

i ciężko. Niedługo potem

znalazłam to zdjęcie: stoją jak wyłożeni przy drodze

a nikt

nie ma tam dostępu. Jak czasem sama do siebie

kiedy widzę

że życie biegnie tą swobodną,

ostateczną linią losu, kiedy wiem

że jestem — a nie pojmuję jak — i jak

to możliwe. Kiedy wtulona, wbita, wprasowana w coś w kogoś

i tak: tu się zaczynam

tam się kończę.

O, kurnik!

Otchłań! Gombrowicz

oparty tyłkiem o maskę samochodu, w marynarce, w szaliku

z niepokojem czy napięciem w twarzy, jakoś pochylony

do ziemi patrzy

poza granice zdjęcia. W otwartych drzwiach samochodu

Rita ulatuje

oparta łokciami o dach

w jasnej bluzce, uśmiechnięta prosto w obiektyw —