W knajpie

Marzeniem: nie zawsze jadać,

Ale żartować, pić, gadać,

Gdy noc zapada;

Na dnie szklanki śledzić rysy,

Śmiać się z was, dumne cyprysy,

Mogiło blada!

Nie przeczyć racji nikomu

I w niczym, kiedy tam w domu

Znów zupa stygnie;

Zapomnieć, o, wielkie słowa,

Że kędyś tacza się głowa

Dzieci w malignie.

Mija się, gubiąc wśród drogi,

Przyjacioły, mija wrogi,

Czułości płoną!

Lepiej zagrać sobie w kości,

Słowa to chwyty miłości,

Z której się kona.

Ich — nigdy nic nie przemienia,

Znalazłem w chwilach natchnienia

Smętek tych rzeczy,

Których nie pojmą gamonie:

Wzgardliwy, przybieram skronie

W laur, który przeczy.