Otwierająca puszkę

Ciekawe, która z tych osławionych

ochotniczych formacji kobiecych

przeszkoliła ją [nauczyła polskiego,

itd.], przyczepiła do spadochronu

i zrzuciła, pierwszemu lepszemu,

w prezencie. Nie skaleczyła się,

i już się nie skaleczy:

kilka miesięcy intensywnego otwierania

puszek [mają tam takie

specjalne, puste, do otwierania]

robi swoje. Mam co robić. Umrę

i będę miał co robić. Zna szyfry,

których nigdy nie zdołam złamać.

A tu jeszcze ten. I ta duża torba.

Brakuje mu tylko transparentu

z napisem: Kolego, coś dla ciebie:

CZYTAJĄCA LIST. Odejdź,

o tym się nie pisze,

to trzeba namalować. Odejdź,

powiedziałem, bo złamię ci szczękę.