Wiersz do antologii „Księgarnia Państwowego Instytutu Wydawniczego przy ulicy Foksal w Warszawie we współczesnej poezji polskiej”

„Chodź, Lolitko”, szepcze

czule, szarpiąc

paczkę z plutonem

Lolitek, bo człowiek

o wyglądzie właściciela

większej ilości ogródków

strasznie potrzebuje jednej

na jutro. „Mogą być dwie”.

Jezu, żeby ten, który wnosi

paczki z Lolitkami

z ulicy, wniósł tu jeszcze

łóżko z ciepłą pościelą,

i żebym się w nim położył

i żeby ona usiadła w nogach,

w szlafroku, i żeby powiedziała

tym samym szeptem: „Skłamałam,

mówiąc: Pan Puzyna chyba

wyniósł wszystkie. Skłamałam,

a ty wyszedłeś stąd bez Kamyków”.

I żebym zasnął, zapominając

o egzemplarzu, którego nie zdążył

wynieść, i który już od lat

stoi tam, za mną, pośród czegoś,

o co nigdy bym nie zapytał.

I żeby Mogą Być Dwie

choć raz zapomniał reszty.

17 XII 91