Wiersze o fryzjerach

Jako „najwybitniejszy przedstawiciel

Szkoły Poezji Upierdliwej, która ostatnio

święci takie triumfy”, zmuszony jestem

przypomnieć ci, że obiecałaś skrócić moje

włosy po powrocie. Dowolnie wybranym

powrocie. Wróciłaś, a ja nadal nie mogę

patrzeć w lustra. Trzy tysiące luster.

Sto pięćdziesiąt tysięcy za sztukę.

Kiedy lustra nie schodzą, trzeba

spróbować z wierszami. Trzy tysiące wierszy

o fryzjerach. Tysiąc egzemplarzy.

Dałem trzy lustra za egzemplarz

i umoczyłem. Drugi rok chodzę

po mieście, zaczepiam nie ostrzyżonych

i jęczę jak sprzedawca poradników dla kobiet

w ciąży. Podejdź bliżej i rzuć okiem na to:

„Tylko fryzjer i jego uczeń

widzieli ostatnie tchnienie szeryfa.

Był pierwszym, który chuchnął na lustro,

za które dali całe pięć dolców.

Takich rzeczy się nie zapomina. Tymczasem

ten, który wiedział, że szeryf odepnie pas

przed goleniem, zmierzał

w stronę bezbronnego jak niemowlę banku”.

31 VIII 93