11 lutego 2002

Pamiętam śniegu,

żeby cię pozdrowić,

kiedy jest poniżej zera.

Kończysz się

w wyższych temperaturach,

tak jak ja na skutek

myślenia, ale

zatrzymać się nie da;

rój głosek w mózgu

wciąż się powiela

i przebija przez

chęć, by zapomnieć.

W czymkolwiek

się roztopisz, zawsze

nadejdzie pora,

że coś z ciebie wróci

na trawnik przy bloku,

mnie też nie leczy

ta myśl — stoję

po kostki w tobie.

Jest świt.