Ci faceci w czółenkach

tkających na wodzie wzór nie do odczytania,

pracują wszystkimi mięśniami.

Nawet ich szczęki prują wodę jakby darły

tkaninę z napisem „Malta 2001”.

Siedzę tuż przy jeziorze i myślę,

że też jesteśmy z wody. Wielki ocean

wylałby się z nas wszystkich tu zgromadzonych.

Przepłynął kajak,

smuga po nim znika — piana się jeszcze

kołysze, lecz następna fala ją niszczy.

Dziecku obok pęka balon i spiker

ogłasza koniec mistrzostw świata.