Kantyczki panna Sommera

2

Przed chwilą dzieci pytały mnie

o literaturę i, wiesz, stałem się jak zegar;

chodzę w tłumie, ale to nie jest wskazanie,

to tylko błąd przyzwyczajenia.

Mogłem stać się rybą, wazonem

lub czystą sentencją, język

złapałbym na gorącym uczynku,

mógłbym powplatać się w rzeczywistość

tylko czy komuś potrzebny gobelin?

Glob i owszem, ludzie lubią okrągłe.

Boją się płaskiego, no i szczelin,

stamtąd zawsze może wyjść przyczajony

konduktor i zażądać biletów,

co drugi ich nie ma i szczerzy zęby,

ale taryfy ulgowe nie istnieją.

Wszystko to ładnie wygląda, stół,

karta dań i to, że jest wybór;

osnuwać słowami chwilę,

to wydaje się kuszące, a potem jak

pająk wyssać ją i pusty kokon

zostawić dla pamięci.

Niech dziecko tam chodzi i uderza,

niech wierzy, że dźwięk jest pełen znaczenia.

W końcu po to ustawiłem w tej ciszy

ten niemożliwy instrument.