Kriegsmarine1

Wyrzuciło nas na plażę między

Niechorzem a Rewalem.

Zatonąłem jak łódź podwodna kapitana Hirscha.

Kriegsmarine byłaby dumna, widząc jak idę na dno,

jak odmierzam dno, jak dnem się staję między

brzaskiem a dniem, wpadając ci w oko

w światłach dyskoteki, gdy pytasz mnie,

jak się czuję w tej koszulce oblepionej

wodorostami i czy mogę ją zdjąć.

Chcesz rzucić okiem na tors, na nogi, na uda,

na jądra kołyszące się jak dzwony,

na to skwaszone podniebienie.

Chcesz mi usta językiem, taką wielką mową,

większą niż mowa najświętszego ze świętych,

otworzyć, żebym mógł mówić,

żebym mówił wiele, żeby z tego

mówienia zrodziło się istnienie.

Lecz nic nie zdjąłem, nie pokazałem,

nie ruszyłem się z miejsca.

Patrzyłem jak asfalt paruje.

Jak się woda-ptak zrywa ku niebu.

Z miną obojętnego onanisty

położyłem się na placu, gdzie

przed chwilą kołowały najnowsze

wielkie samochody.

Słuchałem jak dudni.

Słuchałem jak dnieje.

Drzewo bez gałęzi widziałem

pod powieką.

Przypisy:

1. Kriegsmarine (niem.) — marynarka wojenna. [przypis edytorski]