Książeczka dla Marka

Wiersze nie mają tytułów

i firany wybrzuszają się też niezatytułowane,

dobrze by było, gdyby żadnych nazw

nie wytrawiał na płytce podstępny lokator;

lecz nie ma wyjścia — zaryglowani

siedzimy w tym puchu, ja, ty i tych

paru facetów, z którymi cię zdradziłem.

Z kuchni dobiega dźwięk — to Tomasz

parzy herbatę — dźwięk wielokrotnie złożony

jak zdanie, przypomina o dwugłosie:

w najdoskonalszej

konstrukcji przychodzi moment, gdy

nie ma stykających się ramion.

Więc nie stykamy się, no i nie mówimy,

z dzióbka czajniczka leje się woda

ja, ty i tych paru facetów — też pewnie

zdradzanych — słuchamy przez moment;

dzyń łyżeczki kończy rozmyślania,

skrzypienie drzwi przekreśla je całkiem.