Mała medytacja

Miska z wodą emaliowa i mydliny

brudne od rdzy z czyszczonej blachy.

Idę wynieść to na dwór i wylać pod drzewo

spienioną masę czegoś, co nie żyło,

choć może nie do końca, ta woda

mogła być częścią czyjegoś ciała,

żelazo też, a nawet mydło —

właściwie wszystko kiedyś wszystkim.

To mnie onieśmiela i delikatnie ją kładę.

Potem patrzę w okno. Ciągle schylone

cienie snują się po kuchni, z dwóch

lamp pada światło. Lep pełen much

kołysze się miarowo na kinkiecie —

sam środek świata i wiedzy o świecie.