Malta

Tu kończy się bajka. Zamykam

więc oczy i już nie trzeba się oczyszczać.

Wiersz jest jak zespół luster, obraz

odsyła do obrazu, błyski pojawiają się

na zewnątrz, gdy ktoś odpala papierosa lub

świeci latarką w ziemię wokół kwiatów,

szukając rosówek, które połkną ryby,

które pan kucharz i wiadomo co dalej.

Naczynia się łączą w delikatnym seksie,

naczynia na umysł, śmierć, życie, herbatę.

A strych i piwnica to są labirynty

i kości czaszki służą jak materiał

do zwieńczenia makabrycznego żartu.

Będziemy pili z własnej czaszki, jeśli

tylko zręcznie i chyżo wypowiem zaklęcie.

Lecz milczę, patrząc jak wpisujesz

w rubryki cyfry i łacińskie nazwy,

obserwuję rękaw twojej koszuli

i diabeł mnie kusi, by pisać o nim,

jakby w ten materiał wcieliła się potęga

wszechświata, lecz cytat, tytuł znany

z dzieciństwa, w jakąś fałdkę mózgu

zawinął się niegdyś i właśnie zbudził;

jest tylko rzeczywistość i właśnie jej nie ma.

Powtarzając tę mantrę, wychodzę na balkon.

Burza nadciąga od strony Malty.