Piszemy operę

Zima i wszystkie z nią związane kurwy

zbliżają się do nas z tamtej strony nieba.

Chodzi być może o rachunki za prąd,

grube ubranie i możliwość grypy.

A z tamtej strony nieba jest ciepło,

są dalekie kontynenty i nowe wrażenia.

Mieliśmy pisać z Prochaską operę,

lecz na razie brzmi tylko uwertura.

Nie do uniknięcia jest zły człowiek

na scenie i jego śmierć w ostatnim akcie.

Materiał jest na razie jak piasek,

a potrzebne są tajne obrzędy.

Będziemy udawać śpiewaków, którzy

udają, że nie są prawdziwi.

To właśnie dziwi: prosty zbiór dźwięków

powtarzanych bez końca, tak pięknie.