Porno

Wieczór. Na ławce ostatniego

papierosa dopala się szybko.

Jakiś skate śmiga po placu.

Wygina ciało a popiół opada

na trawę. Seks z tą „ciszą”

jest zupełnie niemożliwy.

I ja także jestem niemożliwy.

Nerwowo biorę ostatniego

macha i otumaniony ciszą

przenoszę się szybko

na drugą ławkę. Skate opada

na zimną glazurę placu,

jakby był panem placu.

Wydaje się niemożliwy

ten ruch, gdy lekko opada.

Kiedy tu byłem ostatniego

razu, nie robił tego tak szybko.

Tak czy inaczej jest ciszą,

która jest irytująca, ciszą

pochłaniającą przestrzeń placu,

jak pustynia, tajemniczo i szybko.

Choć nie jest niemożliwy

scenariusz, w którym do ostatniego

znikają domy wokół, opada

kurtyna, właśnie tak, opada

powoli obciążona ciszą

i spojrzeniami widzów, ostatniego

widza. Tymczasem na placu

następny piruet, niemożliwy

do powtórzenia. Wykonany szybko

wabi jak porno, by szybko

go utrwalić. Lecz jego ciało opada,

jest w tym ten niemożliwy

rys, szczelina wypełniona ciszą,

tak, że zamieramy na tym placu,

oglądając pierwszy raz coś ostatniego.

Szybko się męczy, opada z sił,

i leży na placu jak niemożliwy teraz śnieg.

Do ostatniego ścięgna wypełniony ciszą.