Przedbiegi

Ta... jestem trzydziestoletnim

facetem i leżę. Wychodzi mi to lepiej

niż wszystko inne. Gromadzę się nad ranem

w okolicach kawy i obserwuję

jej pianę na brzegach kubka.

Zawsze ci mówiłem, że to jest powietrze,

a teraz zmieniam zdanie i gdy przychodzi

sąsiadka, jej pomarszczone ciało studiuję tak,

jakby była lekcją układania bukietów.

Chociaż rosnę, to inaczej niż przedtem.

Jej głos może stać się twoim głosem.

I całe moje zwierzę wychodzi naprzeciw

sączącym się zza okna pomrukom ulicy.

Być może jeszcze czuję różnicę,

skrobiąc pysk żyletką, żałując czasami,

że nie mogę wraz z warstwą włosów

zdjąć wydarzeń, które, o tak, chciałbym bardzo,

mogłyby spłynąć w korzenie kanalizacji.

Ale nie da się „zrobić początku”.

Zawsze jest letnio i bez drgawek.

Powszednieje wiadomość podawana co rano:

będziesz upadać.