Rozciągnięcia

Wieczór jest zwyczajnie soft,

czarno-białe nasionka rośliny leżą na watce

i kiełkują, nikt w domu nie zna jej nazwy

ani nawet nie wiadomo, skąd przybyła,

a jednak kiełkuje.

Najwyraźniej ta wiedza skąd, dokąd, dlaczego

jest jej zbędna. Z sąsiedniego pokoju dobiega

delikatny scratching, Marek na tym tle

mruczy swe medyczne mantry — nazwy leków

jak imiona odległych planet.

Wszystko wydaje się jak na holenderskim

obrazku, połyskliwy werniks oddala

w oszałamiających refleksach myśl,

że, ona urośnie, dojrzeje i zniknie,

zostanie pestka.

Kość obrana z tajemnicy,

właściwie sama tajemnica.