Wiersze na głos i perkusję

Wszystko zależy od Zety i kasy,

deszcz nawet, który wywrócił

donicę na werandzie. Rododendron

ze swymi bezradnymi liśćmi

nasiąka teraz chemikaliami, coś

brudnego czai się za tym obrazem.

Liczę w myślach pieniądze,

bębni jednak intensywnie. Gdyby

wystawić na ten deszcz perkusję,

byłaby z tego niezła muzyka,

naturalny automat. Krople spadając

na blachy wprawiałyby je w drżenie

i szelest łączyłby się z płynącą

strugami wodą. Tak, za tym obrazem

drzemie coś brudnego, choć

błyskawica tu nie przybędzie

by rozjaśnić mrok. Co najwyżej

odetną prąd i doliczę się tych

rzeczy, na które mnie nie stać.

Ciemności kosztują tyle, co światło.