Pożegnanie z czerwienią

pani ma takie zagraniczne dziecko

słyszała wciąż mamusia śniadoskórej buzi

tak bardzo orientalnej w łazienkach alejach

gdzie buź takich niewiele doprawdy zostało

kiedy się przepychała z wózeczkiem przez gruzy

jaka śliczna Chineczka słyszała w Krakowie

spacerując po plantach radośnie wpatrując

się w środek szkolnej sceny kiedy jej córeczka

sadziła ryż schylona w jedwabnej piżamie

tak bardzo była dumna do dnia gdy wariatka

uderzyła Chineczkę bo głośno śpiewała

piosenkę o Chińczykach i małych Murzynkach

na zachodzie uznała że najlepiej będzie

podszyć się pod Hiszpankę na drogę do źródła

wiedzy dała Chineczce czerwone pończochy

budrysówkę i szalik buzia była piękna

chociaż pończochy w biegu koniecznie na czarne

trzeba było wymieniać w brudnym szkolnym kiblu

ale w końcu musiała spytać mamę w domu

co też pan miał na myśli gdy na lekcji stwierdził

że tak czerwone ciuchy noszą tylko kurwy

bogiem a prawdą użył słowa które brzmiało

dostojniej ale dla niej było bez różnicy

śniada buzia na szczęście ukryła rumieńce

po wyjaśnieniach piękna czerwień jakoś zbladła

i wtedy zrozumiała chyba po raz pierwszy

za to po wszystkie czasy że trzeba uciekać

lubi czernie zielenie popiele granaty

usta maluje wiśnią zgaszoną ugrami

oczy łagodzi brązem ożywia uśmiechem

który płoszy przez wieki utrwalony smutek

i wyszła za blondyna do niej nikt nie mówi

ma pani takie zagraniczne dziecko