Młodzieniec o wzorowych obyczajach

LI. Na miasteczku uniwersyteckim

podszedłem do niego gdy zwymiotował a był

w moim wieku może trochę starszy i zapytałem

skąd biorą się gwiazdy które robią

to samo gdy późno wracamy do domu

gwiazdy robią to od lat w dół urwiska

kiedy idziemy z drugiego końca miasta

przemówiłem gdy rzucił się przeklinać

konstelacje których nigdy nie widział

a mieliśmy w oczach piętno jednej

i tej samej gwiazdy kiedy na mnie spojrzał

podszedłem by mu powiedzieć iż gwiazdy

od lat robią to za każdym razem z kim innym

II

pijemy alkohol na żydowskim cmentarzu

a potem siusiamy w zaroślach

Leszek nie kryje się z tym co ma w spodniach

i to robi wrażenie na zmarłych

każdy z nas zauważam siusia w znacznej

odległości od obecnych i nieobecnych

natomiast Leszek chwali się tym co mu

wystaje ze spodni i to robi wrażenie

na zmarłych jestem jednym z nich

więc jestem jednym z nich odkąd dwie dziewczyny

i trzech chłopaków załatwia się

wśród grobów jak u siebie w domu

LIII

pijemy alkohol na żydowskim cmentarzu

tłuczemy szkło o wysoki mur

za którym ciągnie się getto nasze matki

bracia i siostry nasze wszy

tłuczemy szkło o wysoki mur lękamy się

stąd wyjść i to robi największe wrażenie

na zmarłych jestem jednym z nich

to także robi wrażenie na mojej chorej matce

gdy jej opowiadam co wykrzykiwaliśmy

„Dziewczyny kochajcie łyse pały i długie

włosy” a która teraz z upodobania

do niezwykłych słów powtarza to samo

LIV. Areszt

postaraj się o jeszcze jedną samotność

w tej godnej pożałowania samotności

żebyś miał więcej drzwi prowadzących

do siebie i zamykających się przed tobą

niechaj nie waży się wejść ciemność

i światło dwaj mali złodziejaszkowie

abyś nie był ogołocony ze wszystkiego

co się świeci powierzchownie

no więc otwieraj te drzwi donikąd

żebyś czuł straszne przeciągi

chociaż to tylko dwaj mali złodziejaszkowie

którzy razem ze mną będą siedzieć w duplu

LV

w tej części świata nie mieszkam

kiedyś mieszkałem na samej górze

w tej części świata piją usta ulicznych

chłopców i ja przyznaję kręciłem się

po placu z tymi którzy mówili że jestem

jak księżyc w posiadaniu wariatów

przeto jak księżyc w posiadaniu

wariatów wędrowałem z rąk do rąk

coraz bardziej nierzeczywisty wrzodziejący

zostawiłem kartotekę odciski palców i donosy

na Leszka kiedyś mieszkałem na samej górze

dzisiaj zaledwie na siódmym piętrze

LVI. Piosenka dla Funi Bełskiej

umarłem dnia wczorajszego

i chociaż nikt nie podał mi ręki

spotkałem po tamtej stronie rzeki

milczących i śpiewających braci

choć żaden z nich nie podszedł do mnie

ani nie przemówił na progu domu wciąż jeszcze

niewidzialnego a już przestrzennego jak każdy

dom na uboczu który trwa dzięki temu iż pobielany

i że bełży się z daleka umarłem dnia

wczorajszego umarło moje ciało i wypłynął

ze mnie grzech jak ropa moimi

ustami gdy stanąłem do pocałunku

LVII. Piosenka utracjusza

powiadają iż teraz sprzedaje chryzantemy

i świeczki pod murami lubelskich cmentarzy

wieczorem przepija wszystko co zmarli

wytargowali dla jego handryczących się chłopców

więc przepuszcza wszystko co zmarli wyciągnęli

od przechodniów (przechodniu nie daj się prosić)

dla jego pewnie zmarłych chłopców choć tylko nieliczni

wierzą dzisiaj w światło które zostawiamy po sobie

wtedy też śpiewa piosenkę na Placu Litewskim

którą tutaj zechcę powtórzyć: „o Leonardo o Leonardo

nie wstydziłeś się chodzić z czerwoną kokardą

we włosach i bawić się ze mną jak z pieskiem”

LVIII. Piosenka o jarmarcznym kogutku

w złotej klatce byłeś

ptakiem nastroszonym

pięknopiórym jarmarcznym kogutkiem

w złotej klatce tańczyłeś

z ogniem zadawałeś się i z popiołem

niejedną noc aż przyszedł złodziej

i wykradł ci zęby a powiedziano iż cię

wyruchał tańczyłeś ze złodziejem

który cię na ostatek porzucił wtedy też

przyszedł jego wspólnik i wykradł ci włosy

powiedziano przeto prawdę iż tenże cię

wyruchał kiedy nie miał co ze sobą zrobić

LIX

niechaj będzie przeklęty

który do naszych wnętrzności

rzucił ogień choroby i piach

i wypełnił nas czym chciał

po stokroć przeklęty który nazajutrz

ognia nie stłumił swoim oddechem

ani się nas nie pozbył i znowu cisnął garść

piachu lecz nie na ugaszenie owych chorób

po stokroć przeklęty który zwał się

chłopcem a prowadził jak rozdziapisko

tenże to rzucił do naszych wnętrzności kilka szmat

gorejących lecz nie na ugaszenie owych chorób

LX. Nosiciele na schodach katedry

trędowaci oddali swoje ciała

najpiękniejszym z nas

niechaj żaden nie zdradzi przekleństwa

i niech nie waży się żyć

w otchłani innej aniżeli życie

choćbyś zgnił pierwej niż ten

który już nie zgnije od szemrzących

traw w twoich martwych ustach

trędowaci oddali swoje ciała najpiękniejszym

spośród nas pamiętaj narodziłeś się by żyć

w otchłani pełnej mrocznych plag

której nie wyczerpie nikt kto z tobą nie zasypia

LXI. Bojkot radia i telewizji w latach osiemdziesiątych

mój przyjaciel jest martwy i w ustach

jego ta ciemna woda co w ciemnościach

i w oczach ta ciemna woda co w bulgotaniu

gwiazd kiedy wybiegają nad miasto

z ust jego wyrywa się krzyk a zatem

bardzo ciemna woda która bulgocze

gdy się dobrze wsłuchać w sen i w komunikat

wydobyty ze snu o jaki trudno w radiu

i w ustach jego ta woda co w ciemnościach gada

wielkie rzeczy o jakie znowu trudno w radiu

iż wyłoniliśmy się z jednej sadzawki która jeszcze

dzisiaj śmierdzi w nas po wypiciu dykty1

LXII

przyjechałem do Lublina ponieważ tu jest

moje legowisko gdzie indziej również

mam siennik jeszcze nie wytrzęsiony po Leszku

i zapukałem do drzwi mojej dziewczyny

to dobrze przynajmniej znajduję

jego siki kiedy przyjeżdżam znikąd

zatem nie ulotnił się zapach moczu

odkąd uwierzyłem w świętość plam

przyjechałem do Lublina ponieważ tu jest

moje legowisko gdzie indziej również

znać plamy na materacu w które wierzę

kiedy wracam znikąd i chce mi się żyć

LXIII

od dwóch dni sposobię się

do drogi coraz więcej

węzełków i przerażenia tym

co kryją papiery

od dwóch dni zawiązuję i rozwiązuję

coraz więcej przerażenia

kiedy potykam się o coś niezbędnego

a to są znowu kamienie

tylko bym dźwigał wszystek dobytek

wyimaginowany i utracony zaś rękopisy z miejsca

na miejsce przenosił i przeglądał z dala

od ciebie i ognia: nic bym nikomu nie zostawił

LXIV. Piosenka dla burmistrza

przyszła śmierć do naszego miasteczka

i zatrzymała się z kancelarią w ruinach

piastowskiego zamku albo na błoniach

lecz dla takich jak ja brakło nawet ugoru

przyszła śmierć do naszego miasteczka

i zatrzymała się dla chłopców na piastowskim

zamczysku zaś dla dziewczyn na pastwiskach

by przypomniały sobie wszystkich mężczyzn

zakradła się śmierć do naszego miasteczka

i nie chciała z nami rozmawiać o telefonizacji

i gazyfikacji odsyłając nas znowu do burmistrza

lecz dla takich jak ja brakło nawet ugoru

LXV

czas jest ślepy i ślepe są wnętrzności

moje które wybiegają w przyszłość

czas jest bez przyczyny i ja jestem

bez przyczyny odkąd zachorowałem

który uwierzyłem iż zobaczę ciemność

w jej początkach i jasność

zarania na szpitalnym łóżku: „tutaj,

gdzie obracam swoje wnętrzności

jak młyńskie koło, mimo iż wybiegają

przed siebie, i nie wzywam pomocy”

czas jest ślepy i ślepe są wnętrzności

moje odkąd pozbyłem się choroby

LXVI. Elegia in obitum2

tę książkę czytał stary Bęski

który wczoraj został pochowany

ach Bęski Bęski coś ty czytał

zanim poszedłeś na Powązki

ach Bęski Bęski coś ty czytał

kiedy się ciemny wicher miotał

teraz leżysz na Powązkach

i nachylasz ku sobie gałązki

nachylasz ku sobie śpiew ptaków

zgarniasz listki papierki i piórka

ach Bęski Bęski czyś ty nie zdurniał

od tej jednej przeczytanej książki

Przypisy:

1. dykta — prawdop.: denaturat. [przypis edytorski]

2. elegia in obitum (łac.) — elegia na odejście (na śmierć). [przypis edytorski]