XVIII

w lubelskich domach publicznych moich przyjaciół

materace jak dawniej gdy byliśmy tu z Leszkiem

dla potęgi nocy oto jest śmierć

mówił Leszek gdy po nocy nastawał dzień i w naszych oczach

krzątały się kości wirowały jak wiatr

któremu dawaliśmy niekiedy chwilę wytchnienia

materace do których przyciskaliśmy wiatr naszych członków

i wnętrzności Leszek mówił

rano znowu znajdziemy się w szczerym polu

oto jest śmierć mówiłem gdy po nieprzespanej nocy

wdrapywaliśmy się na szczyt naszych członków

i wnętrzności jeszcze pamiętam

trumienkę z którą wyruszyliśmy za miasto

chłód jego ciała uderzył mnie zaraz w domu

kiedy pomagałem go ubrać kobietom spoglądającym

niedorzecznie w swoje ciepło

skisłe jak kluski