Ifigenia w Aulidzie

OSOBY DRAMATU:

  1. AGAMEMNON1, król w Argos i Mycenach
  2. MENELAOS2, jego brat
  3. ACHILLES3, syn Peleja i Tetydy
  4. STARZEC, sługa w domu Agamemnona
  5. GONIEC
  6. KLITAIMNESTRA, małżonka Agamemnona
  7. IFIGENIA, córka Agamemnona i Klitaimnestry
  8. CHÓR niewiast chalcydejskich
  9. ARTEMIS, bogini łowów

Rzecz dzieje się w pobliżu miasta Aulis, nad cieśniną Eurypus, dzielącą Beocję od wyspy Eubei.

Namiot Agamemnona.

AGAMEMNON

zbliżywszy się do drzwi namiotu

A wyjdź-że, wyjdź-że z namiotu, mój stary!

STARZEC

O, już wychodzę! Jakież ma zamiary

Król Agamemnon?

AGAMEMNON

Wnet się dowiesz o tem.

STARZEC

Starość nie radość, sen uchodzi lotem

Z powiek, umieją czuwać moje oczy.

AGAMEMNON

Cóż to za gwiazda?

STARZEC

To Syriusz się toczy

Ku siedmiogwiezdnym Plejadom — w połowie

ledwie swej drogi.

AGAMEMNON

Cisza, że aż mrowie — —

Ni szumu morza, ani ptactwa głosu.

Wiatru ni śladu śród fal Euriposu.

STARZEC

Cóż cię wygnało z namiotu tak wcześnie,

Władco Agamemnonie?

Tutaj, w Aulidzie, wszystko jeszcze we śnie

Spokojnym tonie.

Na murach nawet i straże

Jeszcze nie w ruchu.

Wejdźmy.

AGAMEMNON

Zazdroszczę, staruchu,

Zazdroszczę wszystkim, co żyją na świecie

Cicho, nieznani, mniej zaś sobie ważę

Los dostojników — tym już nie zazdrości

Ta moja dusza, tych już nie zalicza

Do ludzi wielce szczęśliwych!

STARZEC

W tym przecie

Należy szukać świetności

Człeczego życia!

AGAMEMNON

Świetność to zwodnicza,

Słodka, nęcąca, lecz gdy na cię spadnie,

W nieszczęście wprowadza zdradnie.

Tak się to nieraz złoży,

Że albo jakaś chyba w służbie bożej

Zaszkodzi doli twej,

Lub na baczności przed ludźmi się miej,

Ponieważ w swojej zawiści

Na proch rozetrą twą cześć.

STARZEC

Trudno mi słowo to znieść

Na ustach księcia! Nie na to

Spłodził cię Atrej4, o królu,

Byś tylko w szczęście opływał bogato,

Żadnego nie znając bólu!...

Śmiertelnyś przecie jest człek!

Czy chcesz, czy nie chcesz, to ci się li ziści,

Co postanowią bogowie —

Taki jest rzeczy bieg.

A ty tymczasem w swojej postanowie

Zapalasz lampę i piszesz zawzięcie

List na tabliczce, którą i tej chwili

Masz oto w ręce,

Kładziesz pieczęcie

I znów je zrywasz, zacierasz litery,

Tablicę rzucasz o ziemię

I ślozy jarzęce

Płyną ci z ócz.

Jakaż cię troska pili?

Jakież dolega ci brzemię,

Że niemal chwyta cię szal?

Wyznaj-że, panie, bo i ja bym chciał

Dzielić twój ból.

Niech się nie boi

Mój król,

Prawy i szczery jam człek!

Wszak mnie Tyndarej5, o panie,

Darował ongi we wianie

Małżonce twojej,

Abym jej służył i strzegł.

AGAMEMNON

Trzy dziewki miała Leda6 przez siebie zrodzone.

Thestyesowa7 córka: Fojbę i mą żonę,

Klytaimnestrę, i siostrę jej, Helenę. O nią

Starając się, gromady zalotników gonią

Z co najprzedniejszych rodów i wzajemnie grożą

Mordami, gdyby który zabrał dziewkę hożą.

I wielki żywił kłopot Tyndaros w ojcowskiej

Swej duszy, jak postąpić, by się pozbyć troski

O zachowanie szczęścia — gdy da lub gdy nie da

Swej córki. Wtem myśl taką podsunie mu bieda:

Przysięgę mieli złożyć wszyscy zalotnicy.

Dać słowo, potwierdzone podaniem prawicy,

A także i ofiarną dla ognia zalewką8,

Że bronić będą tego, ktokolwiek by z dziewką

Tyndara się ożenił, a ktoś mu ją z domu,

Z łożnicy jego uwiózł, że dla9 pomsty sromu10

Uczynią zbrojny najazd, zebrawszy się razem,

Na kraj uwodziciela, że zniszczą żelazem

Gród jego, czy to będzie Grek, czy człowiek obcy.

Gdy tak ich podszedł Tyndar, gdy zalotni chłopcy,

Słuchając słów przebiegłych starca, utwierdzili

Przysięgę wymaganą, córce on tej chwili

Pozwala wybrać tego w zalotników rzędzie,

Co juści dla jej chęci najmilejszy będzie.

I ona — o bodajby nie był brał jej sobie! —

Wybrała Menelaja11. I ot w pewnej dobie

Pojawił się rozjemca bogiń12, jak po ziemi

Argiwskiej13 niosły wieści — szaty kosztownemi

Naodzian, ów frygijski zjawił się niecnota

W lakedajmońskich14 murach, by, w miłosnym szale,

Helenę oszalałą wziąć w idajskie15 hale.

Menelej, poza domem bawiący, gdy o tem

Dowiedział się, Helladę całą przebiegł lotem

I pamięć dawnych przysiąg, danych Tyndarowi,

Pałając chęcią zemsty, od razu odnowi

I wezwie, aby pomoc dano skrzywdzonemu.

I oto czemu porwał się lud Greków, czemu

Przyodział się w zbroice i w tak mnogiej rzeszy

Do portu aulidzkiego z okrętami spieszy,

Zastępy tarczowników i wszelakiej broni

I wozy wiodąc z sobą i to mnóstwo koni.

Naczelnym mnie obrano gwoli16 Meneleja,

Mojego właśnie brata... Czemuż ta zawieja

Nie poruczyła komu innemu godności

Dowódcy? Teraz, kiedy wszystko jak najprościej

Powinno by się darzyć, niedobrze nam idzie:

Sprawione nasze wojska, a my tu w Aulidzie

Siedzimy wskutek ciszy bezczynnie. W tej nędzy,

Powiada wieszczek Kalchas, trzeba jak najprędzej

Mą córkę Ifigenję poświęcić w ofierze

Bogini Artemidzie17, która te rubieże

Ma w swojej władzy świętej, gdyż li18 na tej drodze

Na morze wypłyniemy i zburzymy srodze

Gród Frygów, [że natomiast nic z tej całej sprawy

Nie będzie, gdy ofiary zaniedbamy]. Krwawy

Ten wyrok posłyszawszy, kazałem w te tropy,

Ażeby mi Talthybios porozpuszczał chłopy,

Bom przecież nie mógł zabić swojej córki lubej.

Lecz brat mój doprowadził, żem się do tej zguby

Nakłonił, przeróżnymi trapiąc mnie namowy.

I otom do małżonki wysłał list gotowy

Z rozkazem w jego zwojach, że nadeszła chwila,

Gdzie córka nasza zostać ma żoną Achilla

I że ją ma tu przysłać. Podnosząc zalety

Mężnego oblubieńca, piszę, że niestety

Nie myśli z Achajami wypłynąć na wody,

Jeżeli nie dostanie narzeczonej młodej

Do Ftyi. Tom jej dodał. W ten sposób, o całem

Skłamawszy zaślubieniu, skłonić ją mniemałem

Do drogi. W tajemnicę rzecz ta jest spowita

Dla wszystkich Achajczyków. Zna ja li wróżbita,

On, Kalchas, Odysseusz19 i Menelej. W liście

Tym oto pragnę dzisiaj, kroku oczywiście

Żałując poprzedniego, odwołać rozkazy

Pierwotne: Sam widziałeś, żem go tyle razy

Zamykał i otwierał. W nocy, potajemnie

Pisany był. Więc, stary, weź-że go ode mnie

I spiesz co tchu do Argos. A co list ten chowa

We wnętrzu, jakie są tam napisane słowa,

Opowiem ci, bo komuż mam tak ufać, komu,

Jak tobie, słudze żony i mojego domu.

STARZEC

Mów, iżby była między listem zgoda,

A tym, co język mój poda.

AGAMEMNON

czyta

„Do poprzedniego list dołączam wtóry,

Ty, latorośli Ledy20!

Nie posyłaj córy

Do tej eubejskiej przystani.

Ku tej aulidzkiej toni,

Po której wichr nie goni.

Przyszlesz ją wtedy —

To lepiej będzie dla niej —

Gdy dziecku naszemu przygotujesz może

Ucztę weselną w dogodniejszej porze”.

[STARZEC

A czy Achilles, żony

Tak naraz pozbawiony,

Będzie spokojny? Azali21

Gniewów w swym wnętrzu strasznych nie rozpali

Przeciwko tobie i małżonce twojej?

Rozważ to sobie,

Czy jakiej klęski nie będzie?

AGAMEMNON

Achill w tej mierze

Czynnego udziału nie bierze,

Jedynie

Imię li jego wpleciono w orędzie.

Nie wie o ślubie ani o mym czynie.

Nie wie, że ja mu do łoża

Miałem sprowadzić swą córę.]

STARZEC

Na sprawy się ważysz ponure,

Agamemnonie, mój książę!

Pod tą pokrywką, że twa córka hoża

I luba się wiąże

Z synem bogini,

Straszną ofiarę czyni

Na rzecz Danaów twój krok.

AGAMEMNON

Biada człekowi, o biada,

Co naraz22 zmysły postrada!

Ajaj!

W jakiż zapadam się mrok!

Skrzydła swym stopom daj

I pędź, niech w tej drodze

Starość nie wstrzyma cię twoja!

STARZEC

Pędzę!

AGAMEMNON

A wzbraniam ci srodze,

Byś nie spoczywał u zdroju,

Niech snem się znużenie nie krzepi!

STARZEC

Myśl o mnie lepiej.

AGAMEMNON

A zważaj: Jeżeli

Przyjdziesz na miejsce, gdzie się droga dzieli,

Niech pilnie strzegą twe oczy,

Czy jaki się wóz

Na szybkich kołach nie toczy,

Który by córkę mą niósł

Do tych aulidzkich wód.

A jeśli w miejscu jakiem

Ujrzysz ten rydwan z orszakiem.

Pochwyć-że lejce w te tropy

I zawróć go w gród,

Który nam wzniosły Cyklopy23!

STARZEC

Tak zrobię!

AGAMEMNON

A teraz za brony24!

STARZEC

Jak znajdzie wiarę ma wieść

U twojej córki i żony?

AGAMEMNON

Trzeba ci list tak nieść,

Abyś nie złamał pieczęci!

Niechże się droga twa święci!

Idź! świta!

Zorza już w blaskach spowita!

Już na niebiosa

Zajeżdża oto przed nami,

Płomienistymi ziejący ogniami,

Poczwórny zaprząg Heliosa.

Ulżyj mej doli!

Nie ma człowieka pod słońcem,

Co by nie spotkał się z końcem

Swej szczęśliwości.

Każdego raz coś zaboli —

Ból wszędzie gości!

CHÓR NIEWIAST Z CHALCYDY

Przychodzę oto w ten czas

Na sypki Aulidy brzeg,

Przebywszy wąski pas,

Fal Eurypowych ścieg.

Rzuciłam ojczysty swój

Chalcydy nadmorski gród,

Co Arethuzy25 zdrój

Podsyca falą swych wód.

I oto na lądzie tym staję,

By zbrojne zobaczyć Achaje,

Skrzydlate nawy półbogów

U tych pobrzeżnych progów.

Jak opowiada

Naszych małżonków rada,

Mają te statki się nieść —

Taka powszechna jest wieść —

W całej mnogości swojej

Po mórz topieli do Troi.

Pono stanąwszy na przedzie

Płowy26 Menelej je wiedzie.

I Agamemnon dostojny:

Obaj, gotowi do wojny,

Chcą odbić Helenę: zaloty

Parysa27, pięknego pasterza,

Porwały ją kiedyś z wybrzeża

Zatrzcinionego Euroty28

Dar ci to Afrodyty,

Onej godziny zdobyty,

Kiedy z Cyprydą29 Pallas30 się i Hera31

Nad źródłem o piękność spiera.

*

Przez Artemidy gaj

Ofiarny pędziłam w cwał,

Mojego lica maj

Wstydliwy płomień grzał,

Gdym pomyślała, że w lot

Rycerny zobaczę tłum,

Oręże zbrojnych rot

I stada koni, iż szum

Usłyszę obozu w te czasy...