Sprzysiężenie Fieska w Genui
Tragedia
OSOBY:
- ANDRZEJ DORIA, doża Genui.
- GIANETTINO DORIA, jego synowiec.
- FIESKO, hrabia Lawania.
- WERRINA, sprzysiężony.
- BURGONINO, sprzysiężony.
- KALKANIO, sprzysiężony.
- SAKKO, sprzysiężony.
- LOMELLIN, powiernik Gianettina.
- CENTURIONE, malkontent.
- CIBO, malkontent.
- ASSERATO, malkontent.
- ROMANO, malarz.
- MULEY-HASSAN, Murzyn z Tunisu.
- NIEMIEC ze straży Doży.
- TRZECH OBYWATELI.
- LEONORA, żona Fieska.
- HRABINA JULIA, wdowa po Imperialim.
- BERTA, córka Werriny.
- RÓŻA, pokojowa Leonory.
- ARABELLA pokojowa Leonory.
- Szlachta, obywatele, Niemcy, żołnierze, służący, złodzieje.
Rzecz dzieje się w Genui, 1547 r.
AKT PIERWSZY
Sala w pałacu Fieska — słychać z daleka muzykę i zgiełk biesiadny.
SCENA PIERWSZA
Leonora w masce. Róża, Arabella w pomieszaniu wpadają na scenę.
LEONORA
zrzucając maskę
Nie więcej! — ani słowa — to jak dzień widoczne. Rzuca się na krzesło. Ach! to —
ARABELLA
Łaskawa pani!...
LEONORA
powstając z krzesła
W moich oczach! na całe miasto głośna rozpustnica! w obliczu szlachty genueńskiej! Z boleścią. Różo! Bello! przed mymi oczyma zalanymi łzami!
RÓŻA
Weź pani tę rzecz za to, czym była w istocie — za grzeczność kawalerską. —
LEONORA
Grzeczność kawalerska? — A ta ich oczów gra nieustanna? To śledzenie jej ruchów, ten długi ssący całus na jej obnażonym ramieniu, tak że ślad jego zębów w czerwono-płomienistym znaku zajaśniał? A to ogłuszenie nieme, kamienne, w którym siedział pogrążony jak malują zachwycenie, jakby świat cały w około niego zniknął i on tylko jeden z tą Julią w wiecznej próżni pozostał. Grzeczność kawalerska? — Niewinna istoto, coś nigdy nie kochała! Przynajmniej ze mną nie wiedź sporu: co jest grzeczność kawalerska, a co jest kochanie!
RÓŻA
Tym lepiej, pani! Strata małżonka dziesięciu cicisbeów1 sprowadza.
LEONORA
Strata małżonka? — Lekkie podniesienie pulsu rozgrzanego, i już Fiesko byłby stracony? Idź, jadowita szczebiotko — nigdy się oczom moim nie pokazuj! — To żart niewinny — może grzeczność przelotna? Nieprawda, moja czuła Bello?
ARABELLA
O! Tak bez wątpienia!
LEONORA
w zadumieniu
Ale żeby się mniemała panią jego serca? — żeby jej imię za każdą myślą stawało mu w pamięci? — przemawiało w każdym głosie natury? — Ha! co to jest? — gdzie ja się zapędzam? Żeby świat cały, piękny, majestatyczny był dla niego kosztownym brylantem, na którym tylko jej obraz — jej obraz wyryty? — Żeby on ją kochał? — tę Julię kochał? O daj mi rękę — wspieraj mnie, Bello!
Chwila milczenia — słychać znowu muzykę.
Słuchaj! Czy to nie głos Fieska z tego się zgiełku przebija? Możeż on śmiać się, gdy w samotni jego Leonora płacze? O nie, moje dziecko! To był głos chłopski Gianettina Dorii.
ARABELLA
W istocie to głos jego! Przejdźmy, pani, do drugiego pokoju.
LEONORA
Bledniejesz, Bello! kłamiesz — ja czytam w twoich oczach, w obliczach Genueńczyków coś — coś. Zasłaniając twarz. O zaiste! Ci Genueńczycy wiedzą więcej, aniżeli dla ucha małżonki wiedzieć potrzeba.
RÓŻA
O zazdrości wszystko zwiększająca!
LEONORA
w smętnym rozmarzeniu
Wonczas, gdy on Fieskiem był jeszcze — zjawił się w pomarańczowym gaju, gdzieśmy dziewczęta na igraszki biegły, kwitnący Apollo2 z męsko pięknym Antinousem3 zlany. Tak dumnym i wspaniałym postępował krokiem, jak gdyby prześwietna Genua na jego młodych kołysała się barkach; nasze oczy do jego lica się zakradały, ale spotkawszy błyszczące spojrzenie w lot się cofały, jakby je kto na świętokradzkim złowił uczynku. Ach! Bello, jakże z nas każda chwytała jego spojrzenia, liczyła błyski oka do sąsiadki posłane. Oczy jego jak złote jabłko niezgody4 między nas padały, tkliwe źrenice tlały dzikszym ogniem, łagodne piersi gwałtowniej tętniły, zazdrość naszą harmonię rozdarła.
ARABELLA
Przypominam sobie. Cała Genua niewieścia na odgłos pięknego zwycięstwa buntem zagrzmiała.
LEONORA
w uniesieniu
A dziś go moim nazywać! Zuchwała, straszna szczęśliwość! Moim nazywać męża w Genui największego, który w piękności kończonej wyszedł spod dłuta niewyczerpanego sztukmistrza, wszystkie płci swojej wielkości w najcudowniejszej harmonii połączył. — Słuchajcie, dziewczęta, już teraz przemilczeć nie mogę! Słuchajcie, dziewczęta, coś wam powierzę, tajemniczo myśl wam jedną powierzę. Gdym przed ołtarzem przy Fiesku stanęła z dłonią w jego dłoni złożoną — miałam myśl, o której myśleć kobiecie nie wolno: — ten Fiesko, którego rękę w twojej ręce trzymasz — twój Fiesko — ale cicho, niech żaden mężczyzna nie podsłucha, jak się wysoko nadymamy ździebełkami jego doskonałości — ten twój Fiesko — Biada, jeśli swym uczuciem wyżej się nie wznosicie! — ten Fiesko nam Genuę od tyranów zbawi.
ARABELLA
zdziwiona
I to widzenie przyszło dziewicy na dniu jej wesela?
LEONORA
Dziw się, Bello! — ale tak jest — przyszło to oblubienicy w dniu jej szczęścia weselnego! Żywiej. Jestem kobietą, ale czuję krwi mojej szlachetność — ścierpieć nie mogę, aby ten dom Doriów nad naszymi przodkami miał górę zabierać. Ten łagodny Andrzej! — sprzyjać jemu dla serca jest rozkoszą — on — bodajby się wiecznie księciem Genui mianował; ale Gianettino jest jego synowcem, jego dziedzicem — a Gianettino ma bezczelnie dumne serce. Genua drży przed nim, a Fiesko — o, płaczcie nade mną! — Fiesko kocha siostrę Gianettina.
ARABELLA
Biedna, nieszczęśliwa kobieto!
LEONORA
Idźcie obaczyć to bożyszcze Genui, jak zasiada w bezwstydnym kole pijaków i rozpustnic, głaszcze im uszy niezgrabnym dowcipem, bajki o zaklętych księżniczkach opowiada — oto macie Fieska. — Ach, dziewczyno! nie tylko Genua swojego utraciła bohatera — ja także tracę swojego małżonka!
RÓŻA
Mów pani ciszej. Ktoś przez galerię przechodzi.
LEONORA
przestraszona
Fiesko idzie. Uciekajcie! Uciekajcie! Mój widok mógłby jemu przykrą chwilę sprawić.
Wbiega do bocznego pokoju, służące za nią.
SCENA DRUGA
Gianettino Doria zamaskowany, w zielonym płaszczu. Murzyn. Wchodzą rozmawiając.
GIANETTINO
Zrozumiałeś mnie?
MURZYN
Doskonale.
GIANETTINO
Maska biała.
MURZYN
Wiem.
GIANETTINO
Powiadam — biała maska.
MURZYN
Wiem, wiem, wiem.
GIANETTINO
Słyszysz? jeśli ją masz chybić — wskazując na pierś to jeno5 tu uderz.
MURZYN
Nie troszcz się, panie!
GIANETTINO
Tylko silnym pchnięciem!
MURZYN
Nie będzie się żalił.
GIANETTINO
Żeby biedny hrabia nie męczył się długo.
MURZYN
Z przeproszeniem pana — ileżby głowa jego mniej więcej ważyć mogła?
GIANETTINO
Sto cekinów.
MURZYN
dmuchając w palce
Pfu! Lekka jak piórko.
GIANETTINO
Co tam pomrukujesz?
MURZYN
Mówię, że to lekka robota.
GIANETTINO
Twoja to sprawa. Ten człowiek jest magnesem. Wszystkie głowy niespokojne ciągną do niego. Słuchaj, hultaju! Mierz go sprawnie.
MURZYN
Ależ panie! — Ja uporawszy się muszę spiesznie do Wenecji smykać.
GIANETTINO
Weź więc naprzód nagrodę. Rzuca mu bilet bankowy6. Najdalej we trzy dni powinien być nieboszczykiem.
Odchodzi.
MURZYN
podnosząc bilet
To u mnie kredyt! Jegomość zawierza memu złodziejskiemu słowu bez żadnego podpisu.
Odchodzi.
SCENA TRZECIA
Kalkanio, za nim Sakko. Obaj w czarnych płaszczach.
KALKANIO
Postrzegam, że wszystkie moje kroki śledzisz.
SAKKO
Ja zaś uważam, że wszystkie przede mną ukrywasz. Słuchaj, Kalkanio, od kilku tygodni coś w rysach twoich zdaje się poruszać, co tchnie nie samym tylko uczuciem miłości ojczyzny. — Sądzę, iż moglibyśmy, braciszku, tajemnice nasze zamieniać i na handlu nikt by, po ostatecznym rachunku, nie stracił — Chcesz być szczerym przede mną?
KALKANIO
Tak nawet dalece, że jeśli uszy twoje nie mają ochoty do głębi łona mego wstąpić, serce w pół drogi ustami naprzeciw ciebie wyskoczy. — Kocham żonę Fieska.
SAKKO
cofając się zdziwiony
Tego bym przynajmniej nigdy nie odgadnął, choćbym wszystkich domysłów przegląd uczynił. — Wyborem swoim mój rozum wziąłeś na tortury, lecz go w niwecz obrócisz, jeżeli ci się poszczęści.
KALKANIO
Mówią, że jest przykładem najsurowszej cnoty.
SAKKO
Kłamią. Jest całą księgą treści najnudniejszej. Jedno z dwojga Kalkanio, zrzecz się rzemiosła swego albo uczuć swoich. —
KALKANIO
Hrabia niewierny, a zazdrość jest najprzebieglejszą namową. Spisek na Doriów nie da hrabiemu odetchnąć, a mnie w jego pałacu gospodarować pozwoli. Gdy on wilka od trzody odpędzać będzie, kuna wpadnie do kurnika.
SAKKO
Lepiej nie można, mój bracie! Dzięki, żeś mi tak szybko rumieńca oszczędził. O czym wstyd mi było pomyśleć, teraz głośno przed tobą wypowiedzieć mogę. Oto żebrakiem będę, jeżeli rząd teraźniejszy nie runie ze szczętem.
KALKANIO
Czy tak wielkie masz długi?
SAKKO
Tak ogromne, że nić życia mego dziesięć razy ujęta, przy jednej dziesiątej ich części już by się wysnuła. Zmiana rządu da mi wolniej odetchnąć i choć do zapłacenia nie pomoże, to przynajmniej wierzycielom proces obmierzi7.
KALKANIO
Rozumiem ciebie — a na końcu jeżeli Genua przy takiej sposobności wolność uzyska, Sakko ojcem ojczyzny się nazwać gotów. Niechże kto teraz prawi niedorzeczną bajeczkę o poczciwości, kiedy tu bankructwo hultaja i rządza rozpustnika rozstrzygają o szczęściu państwa. Przez Boga, mój Sakko, ja w nas obu podziwiam mądrą nieba opatrzność, która serce ciała wrzodami członków ulecza. — Czy Werrina zna twój zamiar?
SAKKO
O ile patriota wiedzieć powinien. Genua, jak wiesz, jest wrzecionem, około którego wszystkie jego myśli toczą się z żelazną wiernością. Sokole jego oko spoczęło w tej chwili na Fiesku. — Na tobie także zakłada nadzieję, że cię poniekąd użyje w śmiałym spisku.
KALKANIO
Ma węch wyborny. Spieszmy go wyszukać i jego uczucie wolności naszym żarzyć.
Odchodzą.
SCENA CZWARTA
Julia zagniewana. Fiesko w białym płaszczu za nią.
JULIA
Laufry8, lokaje!
FIESKO
Hrabino, dokąd? Co czynić zamierzasz?
JULIA
Nic, nic zgoła. Służba wchodzi. Niech powóz zajeżdża.
FIESKO
Przebacz! Nie dopuszczę. To jest obraza.
JULIA
Ej! gdzie tam? — Pójdź sobie! Drzesz w kawałki moje garnirowanie! — Obraza? Kto mnie tu obrażać może? Pójdźże, pójdź sobie!
FIESKO
przyklęka na jedno kolano
Nie wprzód, pani, aż mi zuchwalca wymienisz!
JULIA
patrząc na niego z wyciągniętymi rękoma
Ach! Pięknie! Pięknie, cudownie! Niechże kto hrabinę Lawania prosi na to zachwycające widowisko! — Jak to, hrabio? Gdzież się podział małżonek? Taka postawa ujść by tylko mogła w sypialnym pokoju twojej żony, gdyby ta, przerzucając stronice kalendarza pieszczot, dostrzegła jakiego braku w swoim rejestrze. Powstańże. Idź do kobiet, gdzie ci się lepiej powiedzie. Powstańże, hrabio! Alboż chcesz niegrzeczności żony odpokutować swoim nadskakiwaniem?
FIESKO
szybko powstając
Niegrzeczności? Wobec ciebie, hrabino?
JULIA
Zerwać się — krzesło odepchnąć — do stołu tyłem się obrócić — do stołu, hrabio, przy którym ja siedzę!
FIESKO
To nie do przebaczenia.
JULIA
A więcej nic? — — Jestże to moją winą, że hrabia ma oczy w głowie?
FIESKO
Wina twojej piękności, pani, że ich wszędzie nie mam.
JULIA
Żadnego względu, hrabio, gdzie o honor idzie. Mnie zemsty potrzeba. Czy jej szukać u ciebie? czy w piorunach księcia?
FIESKO
W objęciu miłości, która cię błaga, żebyś występek zazdrości puściła w niepamięć.
JULIA
Zazdrość? Zazdrość? Czegoż chce ta główka? W zwierciadle się przezierając. Możeż ona większą pochwałę za swój gust otrzymać, niż że ja w jej wyborze swój własny znajduję? Dumnie. Doria i Fiesko! Czy to nie dosyć zaszczytu dla hrabiny Lawania, gdy synowica księcia jej wyborowi zazdrości? Przyjaźnie podaje rękę hrabiemu do całowania. Przypuszczam, hrabio, że tak jest istotnie.
FIESKO
z żywością
Najokrutniejsza — i mnie tak udręczać! Wiem ja, boska Julio, że ode mnie cześć tylko tobie się należy. Rozum nakazuje zginać korne kolano przed krwią Doriów, ale serce ubóstwia piękną Julię. Występną jest miłość moja, ale bohaterską zarazem. Ona ma dosyć odwagi warowny mur różnicy stanu przełamać i lecieć do ognistego słońca majestatu.
JULIA
Wielkie hrabiowskie kłamstwo, co na szczudłach kuleje. Język twój ubóstwia mnie, a serce uderza pod miniaturą innej kobiety.
FIESKO
Mów raczej pani, że niechętnie pod tym ciężarem uderza i chce go czym prędzej odrzucić. Zdejmuje sylwetę Leonory na błękitnej wstędze zawieszoną i oddaje Julii. Postaw twój obraz na tym ołtarzu, a wolno ci będzie to pogańskie malowidło zdruzgotać.
JULIA
chowając czym prędzej miniaturę
Na mój honor, wielka ofiara, która na podziękowanie zasługuje. Zawiesza mu swą miniaturę. Noś więc, niewolniku, barwę pana twego.
Odchodzi.
FIESKO
Julia mnie kocha! Julia! Bogu ja nawet nie zazdroszczę. Z radością przebiegając salę. Niechaj ta noc będzie bogów biesiadą, uciecha niechaj wykona mistrzowskie swe dzieło! Hola, jest tam kto? Wielka liczba służących. Niechaj po podłogach moich pokojów leją się cypryjskie nektary, niech kapela ze snu ołowianego północ wypłoszy, tysiąc pochodni zapalonych niechaj ćmi ranną słońca jaskrawość. W godach powszechnych niech taniec bachancki9 królestwo śmierci zawali w grzmiące gruzy.
Wybiega. Głośne allegro. Środkowa zasłona podnosi się i ukazuje wielką oświeconą salę, gdzie mnóstwo masek tańczy. Po bokach stoły z kartami i napojem, przy nich goście.
SCENA PIĄTA
Gianettino wpół pijany. Lomellin, Cibo, Centurione, Werrina, Sakko, Kalkanio, wszyscy w maskach. Wiele dam i szlachty.
GIANETTINO
głośno krzycząc
Brawo! brawo! Wina pienią się wspaniale, nasze tanecznice skaczą wybornie. Niech który z was po Genui roztrąbi, że dziś jestem w wesołym humorze; mogą się radować. — Na ród mój przysięgam; dzień ten w kalendarzu czerwono naznaczą i napisać muszą: Dziś książę Doria wesoły.
GOŚCIE
wznosząc toasty
Niech żyje Rzeczpospolita!
GIANETTINO
rzuca kielich z całą mocą o podłogę
Tam leżą czerepy.
Trzy czarne maski otaczają Gianettina.
LOMELLIN
biorąc księcia na stronę
Łaskawy panie! Mówiłeś mi niedawno o pewnej dziewczynie, którą spotkałeś w kościele S. Lorenzo.
GIANETTINO
Prawda, mówiłem i muszę z nią się zapoznać.
LOMELLIN
Mogę tę znajomość nastręczyć łaskawemu panu.
GIANETTINO
Możesz? — czy możesz?... Lomellin, niedawno podałeś się na prokuratora. Będziesz nim.
LOMELLIN
Łaskawy książę, jest to drugie miejsce w państwie; więcej jak sześćdziesięciu szlachty dobija się o nie, a wszyscy bogatsi i znakomitsi niżeli twój najpokorniejszy sługa.
GIANETTINO
Pioruny i Doria! będziesz prokuratorem. Trzy maski przysuwają się. Szlachta genueńska! Niechaj spróbuje na szali położyć, wszystkich przodków swoich i herby wszystkie, a jeden włosek z siwej brody mego stryja całą szlachtę genueńską w powietrze wysadzi. Ja chcę, i ty prokuratorem zostaniesz. Moja wola więcej znaczy niżeli głosy całej seniorii10.
LOMELLIN
ciszej
Dziewczyna jest jedyną córką niejakiego Werriny.
GIANETTINO
Dziewczyna jest piękną, i pomimo wszystkich czartów piekła muszę ją skosztować.
LOMELLIN
Łaskawy panie! Jedyna córka najuporniejszego republikanina.
GIANETTINO
Pójdź do biesa z swoim republikaninem. Gniew wasala i moja namiętność! Jakby wieża latarni morskiej miała się w gruzach rozsypać, dlatego że uliczne chłopaki muszlami na nią ciskają. Trzy maski w silnym poruszeniu przysuwają się jeszcze bliżej. Czy dlatego książę Andrzej okrył się bliznami w bitwach tych łapserdaków republikańskich, żeby jego synowiec musiał żebrać o względy ich dzieci i oblubienic? Pioruny i Doria! W tej chęci przełkną sobie ślinkę, albo na popiołach stryja mego wystawię im szubienicę, na której ich genueńska wolność na śmierć się zadławi.
Trzy maski cofają się.
LOMELLIN
Właśnie w tej chwili dziewczyna jest samą. Jej ojciec tu się znajduje i jest jedną z trzech masek.
GIANETTINO
Tym lepiej! Prowadź mnie do niej natychmiast.
LOMELLIN
Ale Wasza Wysokość szukać będzie zalotnicy, a znajdzie tkliwe dziewczę.
GIANETTINO
Gwałt jest najlepszą wymową. Prowadź mnie co prędzej. Chciałbym obaczyć, czy pies republikański skoczy na niedźwiedzia Dorię. Fiesko spotyka go we drzwiach. Gdzie jest hrabina?
SCENA SZÓSTA
Poprzedzający. Fiesko.
FIESKO
Właśnie ją do powozu odprowadziłem. Ściska rękę Gianettina i przykłada ją do piersi. Książę, podwójnie jestem w więzach twoich. Gianettino nad moją głową i Genuą panuje, jego boska siostra nad sercem moim.
LOMELLIN
Z Fieska zupełny zrobił się epikurejczyk11. Wielki świat dużo stracił na nim.
FIESKO
Ale Fiesko nie stracił nic na wielkim świecie. U mnie żyć to marzyć; być mądrym, Lomellinie, to marzyć przyjemnie. A na to czyż nie lepiej być na łonie rozkochanej kobiety, niźli pod piorunami tronu, gdzie koła rządzącej władzy wiecznie skrzypią w uszach pełnych hałasu? Niech Gianettino Doria nad Genuą panuje! Fiesko chce kochać.
GIANETTINO
Chodź, Lomellin. Północ niezadługo, zbliża się godzina. Dzięki, Lawania, za ugoszczenie wasze. Jestem zadowolony.
FIESKO
To wszystko, książę, czego pragnąć mogę.
GIANETTINO
A więc dobranoc. Jutro zabawa u Doriów, i Fiesko jest zaproszony. Chodź, prokuratorze.
FIESKO
Hej! Światła, muzyki!
GIANETTINO
dumnie obok trzech masek przechodząc
Z drogi przed imieniem księcia!
JEDNA Z TRZECH MASEK
mrucząc
W piekle — ale nie tu w Genui!
GOŚCIE
ruszając się
Książę wychodzi. — Dobranoc, Lawania!
Wychodzą tłumnie.
SCENA SIÓDMA
Trzy czarne maski. Fiesko. Chwila milczenia.
FIESKO
Postrzegam tu gości, co uciech biesiady mojej nie dzielą.
MASKI
z nieukontentowaniem jedna po drugiej
Ani jeden.
FIESKO
Miałżeby, mimo dobrej mej chęci, choć jeden Genueńczyk wychodzić stąd niezadowolony! Służba, hej żwawo! niech bal na nowo rozpoczną i wielkie napełnią kielichy. Nie chciałbym, żeby ktoś nudów u mnie doświadczał. Każecie, bym wasze oczy sztucznymi ubawił ogniami? Nie podoba wam się czasem słuchać śmiechów mojego arlekina12? Może przy moich pokojówkach znajdziecie rozrywkę? Albo siądziemy do faraona13, żeby czas grą zabić?
JEDNA MASKA
Myśmy go zwykli płacić czynami.
FIESKO
Męska odpowiedź — i to jest Werrina!
WERRINA
zdejmując maskę
Fiesko prędzej przyjaciół twoich pod ich maskami znajduje niż oni Fieska pod jego.
FIESKO
Tego nie rozumiem. Ale co znaczy krepa14 na twoim ramieniu? Miałżeby Werrina kogo ze twoich pochować — a Fiesko o tym nie wiedzieć?
WERRINA
Wiadomość pogrzebowa nie przyda się dla Fieska biesiad wesołych.
FIESKO
Ale jeżeli przyjaciel go woła? Cisnąc jego rękę z uczuciem. Przyjacielu duszy mojej! Kto umarł nam obu?
WERRINA
Prawda — nam obu, nam obu! Ale nie wszyscy synowie noszą żałobę po matce.
FIESKO
Matka twoja od dawna w proch się obróciła.
WERRINA
znacząco
Pamiętam, że Fiesko bratem mnie nazywał dlatego, żem był synem jego ojczyzny.
FIESKO
żartobliwie
Ach! Czy to o tym? Na ten żart więc cała wymierzona mowa? Żałoba po Genui! A w samej rzeczy, Genua już dogorywa. Pomysł nowy i jedyny. Nasz krewniak zaczyna dowcipną być głową.
KALKANIO
On ci to, Fiesko, bez żartu powiedział.
FIESKO
Zapewne, zapewne! Właśnie tak było. Sucho i płaczliwie. Żart wszystko traci, gdy żartowniś sam się śmieje — a tu właśnie pogrzebowa twarz była. Czyżem ja myślał, że ponury Werrina na stare swoje lata wesołym szpakiem zostanie?
SAKKO
Chodź, Werrina! Nigdy on naszym nie będzie.
FIESKO
Tylko wesoło odchodźmy, kolego! Bądźmy przynajmniej jak ci chytrzy dziedzice, co szlochając idą za karawanem, a pod chustką głośno się śmieją. Czy dlatego zła macocha ma się nam dostać? Choćby i tak było, macocha niech zrzędzi, a my hulajmy.
WERRINA
żywo poruszony
Boże na niebie! I nic nie róbmy? — Gdzież ty, Fiesko, zaszedłeś? Kędy15 ja znajdę owego tyranów nieprzyjaciela! Pamiętam czas, gdzie ty łamania kości na sam widok korony dostać by mogłeś. — Upadły synu rzeczypospolitej! Kiedy czas duchy nawet zużywa, na ciebie spadnie wina, że ja szeląga nie dam za swoją nieśmiertelność.
FIESKO
Z ciebie gdera wiekuisty. Niech sobie Genuę schowają do kieszeni i tunezyjskiemu sprzedają korsarzowi — co to nas obchodzi? My cypryjskie pić będziemy wino i piękne dziewczęta całować.
WERRINA
surowym patrząc na niego okiem
Czy to jest twoja prawdziwa, bez żartu odpowiedź?
FIESKO
Czemu nie, przyjacielu? Czy to taka rozkosz wielka być jedną nogą tego leniwego wielonożnego zwierzęcia, które rzecząpospolitą zowiemy? Dziękujmy raczej, jeżeli kto skrzydeł zechce mu użyczyć i od posług nogi uwolnić. Gianettino Doria będzie książęciem — sprawy krajowe nas więcej troszczyć nie będą.
WERRINA
Fiesko! I to jest twoja prawdziwa, bez żartu odpowiedź?
FIESKO
Andrzej ogłasza swojego synowca synem i dziedzicem dóbr swoich, kto będzie szaleńcem i o dziedzictwo jego władzy się spierać?
WERRINA
z najwyższym nieukontentowaniem
Chodźcie więc, Genueńczycy!
Opuszcza Fieska, inni wychodzą za nim.
FIESKO
Werrina! — Werrina! — Ten republikanin twardy jest jak stal. —
SCENA ÓSMA
Fiesko. Nieznajoma maska.
MASKA
Czy masz jedną wolną chwilę, Lawania?
FIESKO
przystępując do niej
Dla ciebie godzinę.
MASKA
Bądź więc łaskaw wyjść ze mną na miasto.
FIESKO
Mamy pięćdziesiąt minut na dwunastą.
MASKA
Czy zechcesz, hrabio?
FIESKO
Każę zaprząc do powozu.
MASKA
To zbyteczne. Wyślę konia naprzód. Więcej nie potrzeba, bo mam nadzieję, że tylko jeden z nas wróci.
FIESKO
zmieszany
I...?
MASKA
Za pewną łzę krwawego od ciebie żądają rachunku.
FIESKO
A ta łza?
MASKA
Niejakiej hrabiny Lawania. Znam dobrze tę kobietę i chcę wiedzieć, czym ona zasłużyła ofiarą być głupiej niewiasty?
FIESKO
Teraz cię rozumiem. Czy mogę zapytać o imię tego dziwnego opiekuna?
MASKA
Jest to ten tam, który pannę Cibo niegdyś ubóstwiał i ustąpił przed narzeczonym Fieską.
FIESKO
Scipio Burgonino.
BURGONINO
zdejmując maskę
A który dziś tu staje zadosyć16 uczynić honorowi swojemu, co ustąpił przed rywalem tak mało wzniosłym, że przez niego łagodna dusza ponosi męczarnie.
FIESKO
ściska go z uczuciem
Szlachetny młodzieńcze! Błogosławię cierpienia małżonki mojej, kiedy tak godną znajomość mi podają. Czuję wzniosłość twojego gniewu, ale bić się nie będę.
BURGONINO
cofając się
Hrabia Lawania miałby się lękać pierwszej próby mojego oręża!
FIESKO
Burgonino! Z całą potęgą Francji bić się będę, ale nie z tobą! Szanuję ten drogi zapał za powód jeszcze droższy. Na wieniec laurowy chęć twoja zasłużyła, ale czyn byłby dziecinny!
BURGONINO
urażony
Dziecinny, hrabio! Dziewica obrażona płakać tylko może — do czegóż mężczyzna?
FIESKO
Wybornie powiedziane; ale ja bić się nie będę.
BURGONINO
odwraca się i chce odchodzić
Pogardzę tobą.
FIESKO
z żywością
Na Boga, młodzieńcze! Tego nie uczynisz, chociażby cnota stracić miała cenę. Biorąc go za rękę. Miałeś kiedy dla mnie uczucie, które — jakże ja powiem? czcią nazywa się?
BURGONINO
Czyżbym ustąpił człowiekowi, którego bym pierwszym nie uznał z ludzi?
FIESKO
A więc, przyjacielu! Człowiek, który na cześć moją zasłużył, długo by czekał, nim bym nim pogardził. Sądzę, że tkanina mistrza powinna tak być sztuczną, żeby lekkomyślnemu czeladnikowi na pierwszy rzut do oka nie wpadła. — Wracaj do siebie, Burgonino, i użyj czasu, aby rozważyć, dlaczego Fiesko tak a nie inaczej działa. Burgonino w milczeniu odchodzi. Idź, szlachetny młodzieńcze! Jeśli takie serca biją w ojczyźnie, Doriom mocno stać trzeba.
SCENA DZIEWIĄTA
Fiesko. Murzyn wchodzi bojaźliwie i starannie na około się ogląda.
FIESKO
uważając go pilnym okiem
Czego tu chcesz i kto jesteś?
MURZYN
Niewolnik rzeczypospolitej.
FIESKO
Niewola jest podłym rzemiosłem. Zawsze go pilnie śledząc oczyma. Czego tu szukasz?
MURZYN
Panie, uczciwym jestem człowiekiem.
FIESKO
Ten szyld przyczep do czoła, zbytecznym nie będzie. — Czegoż tu szukasz?
MURZYN
starając się bliżej przystąpić. Fiesko usuwa się
Panie, łajdakiem nie jestem.
FIESKO
Dobrze, że o tym uwiadamiasz — ale to nie dosyć. Z niecierpliwością. Czego tu szukasz?
MURZYN
Czy wy jesteście hrabia Lawania?
FIESKO
dumnie
Ślepi w Genui znają mój chód. — Na co ci hrabia potrzebny?
MURZYN
Bądźcie ostrożnym, Lawania!
Ostro nacierając.
FIESKO
odskakując na drugą stronę
Jestem w istocie.
MURZYN
znowu nacierając
Niedobre mają przeciw wam zamiary, hrabio Lawania!
FIESKO
usuwając się
Widzę to wyraźnie.
MURZYN
Strzeżcie się Dorii.
FIESKO
poufale zbliżając się do niego
Przyjacielu! Może niesprawiedliwy byłem względem ciebie. Tego imienia lękam się w istocie.
MURZYN
Chroń się więc przed nim. Umiecie czytać?
FIESKO
Zabawne pytanie! Sługiwałeś zapewne u szlachty. Masz co na piśmie?
MURZYN
Twoje imię, przy kilku innych biednych grzesznikach.
Podaje mu papier i stara się blisko niego umieścić. Fiesko staje przed zwierciadłem i zyzem17 spogląda na papier. Murzyn obchodzi go wokoło, na koniec dobywa sztyletu i chce nim przebić.
FIESKO
odwraca się zręcznie i chwyta za ramię Murzyna
Powoli, hultaju!
Wyrywa mu sztylet.
MURZYN
tupiąc nogą o podłogę
Tam do diabła! — przepraszam!
Chce uciekać.
FIESKO
porywa go i głośno woła
Stefan! Drullo! Antonio! Za gardło trzymając Murzyna. Zatrzymaj się, dobry przyjacielu! Piekielne łotrostwo! Służący wpadają. Zostań i odpowiadaj! Niegodny czyn popełniłeś. U kogo o twój zarobek upominać się będziesz?
MURZYN
po wielu próżnych usiłowaniach wymknięcia się, z rezygnacją
Wyżej mnie powiesić nie mogą jak na szubienicy.
FIESKO
O nie, pociesz się! Na rogach księżyca nie powieszą pewnie — jednakże tak wysoko, że ci się szubienica wyda piórkiem od zębów. Ale twój wybór był mądro polityczny, i twemu wrodzonemu dowcipowi przypisać go nie można. Mów więc, kto cię wynajął?
MURZYN
Możesz mnie, panie, łajdakiem nazywać, ale nazwiskiem głupca lżyć siebie nie pozwalam.
FIESKO
Patrzajcie, to bydlę ma jeszcze dumę. Mów mi, ośle, kto cię wynajął?
MURZYN
namyślając się
Hum! Więc ja nie sam głupi byłem? — Kto mnie wynajął? — i za sto nędznych cekinów! — Kto mnie wynajął? — Książę Gianettino.
FIESKO
urażony przechadzając się wzdłuż pokoju
Sto cekinów i nic więcej za głowę Fieska? Wstydź się, królewiczu Genui! Idąc do szkatułki. Tu jest, hultaju, tysiąc cekinów dla ciebie i powiedz twojemu panu, że z niego skąpy rozbójnik. Murzyn ogląda to od stóp do głowy. Namyślasz się? Murzyn bierze pieniądze, kładzie i znowu, znowu podnosi i ciągle ogląda Fieska z największym zadziwieniem. Co robisz, hultaju?
MURZYN
rzucając pieniądze na stół
Panie, ja tych pieniędzy nie zarobiłem.
FIESKO
Łotrze z baranią głową, na szubienicę zarobiłeś! Rozgniewany słoń tratuje człowieka, ale nie robaka pełznącego. Kazałbym cię powiesić, gdyby mnie to co więcej nad dwa słowa kosztować miało.
MURZYN
z niskim ukłonem
Pan zanadto łaskawy!
FIESKO
Broń Boże, nie dla ciebie. Podoba mi się, że takiego łajdaka jak ty, mogę podług kaprysu zdruzgotać albo ocalić — dlatego wolno odejść możesz. Uważaj tylko: twoja niezręczność jest dla mnie rękojmią18 nieba, żem ja do czegoś wielkiego przeznaczony — stąd łaska moja, stąd twoje uwolnienie.
MURZYN
Uderz w dłoń, Lawania! Piękna czynność warta jest drugiej. Jeżeli kto na tej półkuli nosi gardło niepotrzebne tobie — rozkaż, a poderżnę go bezpłatnie.
FIESKO
Grzeczne bydlę — cudzym gardłem chce mi odpłacać.
MURZYN
My nic darmo nie bierzemy, panie, i u nas honor w duszy.
FIESKO
Honor rzeźnika!
MURZYN
Może on żywszy i silniejszy jak waszych ludzi honorowych. Oni przysięgi swoje łamią Panu Bogu, my je święcie dochowujemy szatanowi.
FIESKO
Zabawny łotr z ciebie!
MURZYN
Cieszę się, że macie gust do mnie. Wystaw mnie hrabio na próby, a poznasz człowieka, co swoje rzemiosło zna ekspedite19. Wyzwij mnie, panie — a z każdego cechu łotrostwa pokażę świadectwa najdoskonalsze — od najniższego do najwyższego.
FIESKO
Cudowne rzeczy! Siadając. A więc łotry nawet mają swoje prawa i godności? Zacznijże od najniższego.
MURZYN
Pfe, łaskawy panie, jest to pogardliwe wojsko długorękich. Nędzne rzemiosło, co jeszcze wielkiego nie wylęgło człowieka — na bizuny20 i dom poprawy pracuje i wiedzie co najwięcej do szubienicy.
FIESKO
Ponętny cel podróży? Ciekawy jestem lepszego.
MURZYN
Są to szpiegi i podsłuchiwacze. Znakomici panowie, którym magnaci użyczają swojego posłuchu, iżby do swojej wszechwiedzy cokolwiek zaczerpnąć. Oni to jak pijawki do duszy się wgryzą, wysączą truciznę z głębi serca i podadzą komu należy.
FIESKO
Znam to — dalej!
MURZYN
Kolej przychodzi na zbójców, na przyprawiaczów trucizn i tych wszystkich, co swoją ofiarę długo upatrują, zanim ją z nienacka z tyłu pochwycą. Lękliwe piecuchy, a jednak za naukę szatanowi biedną duszą płacą. Tu już sąd ziemski wyżej się posuwa: łamie ich kości na koła, głowy ich sprytne na palach wystawia. Jest to trzecia klasa.
FIESKO
Mówże, kiedy twoja przyjdzie?
MURZYN
Pioruny! Tu łaskawy panie, właśnie jest szczyt chwały. Jam te wszystkie klasy przechodził. Geniusz mój wcześnie każdą przeskakiwał zaporę. Wczoraj w wieczór dokonałem mistrzowskiego popisu w trzeciej, przed godziną frycem21 zostałem w czwartej.
FIESKO
Któraż więc czwarta?
MURZYN
żywo i z zapałem
Tu są ludzie, co swoją zwierzynę między czterema ścianami wyśledzą, wśród niebezpieczeństw wyrąb dla swojej drożyny przygotują, prosto w oczy skoczą i pierwszym ukłonem nie dadzą czasu za drugi ukłon podziękować. W naszym języku nazywają się oni piekła ekstrapocztą. Jak tylko Mefistofela kaprys napadnie, jedno skinienie — a ciepła mu z rożna kurzy się pieczeń.
FIESKO
Z ciebie łotr na wszystkie zastawki. Dawno mi takiego było potrzeba — podaj mi rękę! Biorę cię do służby.
MURZYN
Czy to prawda, czy żart?
FIESKO
Prawda najistotniejsza — tysiąc cekinów masz na rok.
MURZYN
Top, Lawania! Jestem twoim i do czarta niech idzie życie prywatne. Używaj mnie do czego zechcesz. Bierz mnie na wyżła, na brytana, na lisa, na węża, na kuplera22 czy na kata. Do wszystkich spraw posyłaj; tylko na duszę moją, do uczciwej nie zaprzęgaj roboty, bo tam ja jak pniak niezgrabny.
FIESKO
Nie troszcz się — komu ja jagnię posyłam, wilka na posła nie wezmę. Zaraz więc rano Genuę obiegaj i dośledź, jak stoją interesa państwa. Dowiedz się, co myślą o rządzie, co o domu Doriów podszeptują. Wybadaj na ostre, co moi ziomkowie o moim rozpustnym przebąkują życiu, co myślą o moich miłostkach. Zalej im winem mózgownice, żeby się serca z swoim uczuciem wylały. — Tu są pieniądze, syp je pomiędzy kupcami jedwabiów.
MURZYN
w niepewności patrzy mu w oczy
Panie!...
FIESKO
Nie lękaj się — nic w tym uczciwego nie ma. Bież23 i całą twoją hałastrę na pomoc przyzwij. Na rano przyniesiesz swoje nowiny.
Odchodzi.
MURZYN
idąc za nim
Spuść się na mnie24. Teraz jest czwarta? Jutro o ósmej tyle wiadomości naznoszę, ile sto uszów25 nie zdoła usłuchać.
Odchodzi.
SCENA DZIESIĄTA
Pokój w domu Werriny.
Berta na sofie z głową rękoma zakrytą. — Werrina wchodząc ponury.
BERTA
przestraszona wstaje
Boże! To on!
WERRINA
w milczeniu, spogląda na nią zdziwiony
Moja córka ojca się przelękła.
BERTA
Uciekaj! Puszczaj mnie! Ach ty straszny ojcze!
WERRINA
Straszny dla mego jedynego dziecka?
BERTA
z bolesnym wejrzeniem
Nie! Tobie trzeba inną mieć córkę.
WERRINA
Czy ci czułość moja dokucza?
BERTA
Ach! Na śmierć, ojcze!
WERRINA
Jak to? Jakież to, córko, przyjęcie? Niegdyś gdy do domu z ciężkim jak góra w sercu wracałem brzemieniem, Berta naprzeciw mnie leciała i jednym uśmiechem zdejmowała ciężar. Chodź, uściskaj mnie, córko! Na tym łonie ognistym niech się rozgrzeje moje serce przy łożu śmiertelnym ojczyzny przeziębłe. Dziecię moje! Dziś ja wszystkie uciechy natury pożegnałem i tylko ty jedna pozostałaś dla mnie!
BERTA
spogląda na ojca długim spojrzeniem
Nieszczęśliwy ojcze!
WERRINA
przyciskając ją do siebie
Berto! jedyne dziecię moje! Berto, moja ostatnia nadziejo! Wolność Genui przepadła — Fiesko zgubiony — Bądź ty nałożnicą!
BERTA
wyrywa się z jego objęcia
Boże święty — ty wiesz?
WERRINA
drżący
Co?
BERTA
Cnota moja dziewicza...
WERRINA
z wściekłością
Co?
BERTA
Tej nocy...
WERRINA
jakby w szaleństwie
Co?
BERTA
Gwałt!
upadła na kanapę
WERRINA
po długim straszliwym milczeniu, głosem przytłumionym
Jeszcze raz tylko, córko, raz ostatni odetchnij i powiedz — kto?
BERTA
Biada mi! ach! Tej bladości śmiertelnej nie przybieraj, ojcze! Wspomagaj mnie, Boże! On jąka się i drży.
WERRINA
Nie mogę jednak wiedzieć, moja córko! kto?
BERTA
Spokojnie, spokojnie, mój drogi, mój najlepszy ojcze!
WERRINA
Na imię Boga! Kto?
Chce upaść przed nią na kolana.
BERTA
Maska.
WERRINA
cofając się
Nie! To być nie może! Tej myśli Bóg mi nie przysyła. Z szyderskim uśmiechem. Stara głowo, czyliż wszelki jad z jednej tylko i tej samej ropuchy wybryzga? Do Berty spokojniej. Wzrostu jak mój, czy niższego?
BERTA
Wyższego.
WERRINA
prędzej
Włosy czarne, kędzierzawe?
BERTA
Kędzierzawe, czarne jak węgiel.
WERRINA
odchodząc od niej chwiejącym się krokiem
Boże, moja głowa! Moja głowa! — A głos?
BERTA
Głos gruby i mocny.
WERRINA
żywo
Jakiego koloru? — Nie, już słyszeć nie chcę! — Płaszcz — jakiego koloru?
BERTA
Płaszcz zielony, jak mi się zdawało.
WERRINA
obie ręce trzymając na twarzy upada na sofę
Nie bój się, to tylko zawrót głowy, córko.
Opuszcza ręce, bladość pokrywa twarz jego.
BERTA
załamując dłonie
Litościwe nieba! Ja ojca w tych rysach poznaję.
WERRINA
z gorzkim uśmiechem po chwili milczenia
Dobrze ci tak, dobrze ci tak, lękliwy Werrino — za mało ci było, że łotr świętość praw naruszał, musiał aż świętości krwi twojej dotykać. Zrywając się. Żywo, wołaj mi Mikołaja — prochu i ołowiu! — albo czekaj, co innego przyszło mi do głowy. Daj mi miecz mój, a sama odmawiaj Ojcze nasz. Kładąc rękę na czole. Co ja chcę robić?
BERTA
Ojcze! Mnie tak okropnie!
WERRINA
Chodź tu, usiądź przy mnie. Znacząco. Berto, opowiedz mi, Berto, co zrobił ten siwy Rzymianin, gdy jego córkę takie — jakże bo powiedzieć? tak przystojną, jak ciebie znaleziono... Słuchaj Berto, co mówił Wirginiusz do swojej córki znieważonej?
BERTA
ze strachem
Nie wiem, co mówił.
WERRINA
Głupia głowo! — Nic nie powiedział. Za oręż swój chwytając. Za nóż porwał zabójczy.
BERTA
przestraszona rzuca mu się na łono
Boże mój wielki! Co ty począć chcesz, ojcze?
WERRINA
rzuca oręż na ziemię
Nie! — jeszcze sprawiedliwość jest w Genui.
SCENA JEDENASTA
Poprzedzający. Sakko. Kalkanio.
KALKANIO
Werrino! Co żywo gotuj się natychmiast. Dzisiaj wybory rzeczypospolitej zaczynają się. Chodźmy wcześnie do seniorii26, dziewięciu senatorów wybierać. Ulice tłumem ludu napełnione. Cała szlachta do ratusza dąży. Szyderczo. Przecież pójdziesz z nami, na tryumf nowej spoglądać wolności.
SAKKO
Miecz na zemi leży. Werrina dziko pogląda. Berta ma oczy czerwone.
KALKANIO
Przez Boga — dopiero to postrzegam, Sakko! Tu jakieś nieszczęście się stało.
WERRINA
stawiając dwa krzesła
Siadajcie.
SAKKO
Zastraszasz nas, przyjacielu!
KALKANIO
Jeszczem cię takim nigdy nie oglądał. Gdyby Berta nie płakała, musiałbym pytać, czy Genua nie przepada.
WERRINA
straszliwym głosem
Przepada! — Siadajcie!
KALKANIO
gdy obaj usiedli
Człowieku! Zaklinam cię!
WERRINA
Słuchajcie!
KALKANIO
Jaki domysł przychodzi mi, Sakko!
WERRINA
Genueńczycy! Wy obaj znacie starożytność imienia mojego. Wasi przodkowie ogony szat za moimi nosili. Moi ojcowie w bitwach przewodzili krajowi. Moje matki matkom genueńskim za przykład służyły. Honor był jedynym dobrem naszym i syn go po ojcu odziedziczał — czy zna kto inaczej?
SAKKO
Nikt!
KALKANIO
Nikt, jak Bóg na niebie!
WERRINA
Ostatni jestem z rodu mojego. W grobie żona spoczywa. Ta córka jest Jej ostatnią spuścizną. Genueńczycy, wyście świadkami, jakem ją wychowywał. Czy jest kto, co by wystąpił i mnie oskarżał, żem swoją Bertą zaniedbywał?
KALKANIO
Twoja córka jest w kraju wzorem cnoty.
WERRINA
Przyjaciele! Jestem stary człowiek. Gdybym ją utracił, drugiej mieć już nie mogę. Pamięć ma zniknie. Straciłem ją! Zhańbiony ród mój!
OBAJ
wzruszeni
Niech cię Bóg od tego zachowa!
Berta w jękach, tarza się po sofie.
WERRINA
Nie! — Nie rozpaczaj, córko! Ci ludzie mężni są i uczciwi. Nad tobą gdy oni zapłaczą, krew gdzieś toczyć się będzie. Nie poglądajcie z takim podziwieniem. Wolno z naciskiem. Kto Genuę ujarzmia, może zgwałcić dziewicę.
OBAJ
powstając z krzeseł
Gianettino Doria!
BERTA
z krzykiem
Zwalcie się mury na mnie! Mój Scipio!
SCENA DWUNASTA
Ciż. Burgonino.
BURGONINO
Podskocz, dziewczyno — szczęśliwa wiadomość. Szlachetny Werrino, przyszedłem niebo swoje na twoich ustach położyć. Od dawna jut kocham córkę twoją, a nigdy nie śmiałem o jej rękę prosić, bo całe mienie moje płynęło na wiotkich statkach. Ale w tej chwili piękny majątek przybija do portu i jak mówią, niezmierzone wiedzie dla mnie skarby. Jestem bogaty — daj mi Boże, ja ją szczęśliwą uczynię.
Berta się zasłania. Długa pauza.
WERRINA
Czy masz chęć, młodzieńcze, w błoto serce swoje rzucić?
BURGONINO
porywa za oręż, ale w tej samej chwili cofa rękę
To ojciec powiedział.
WERRINA
To samo ostatni łajdak powie ci we Włoszech. Czyż zadowalasz się resztkami ze stołu innych?
BURGONINO
Starcze! Nie przywódź mnie do szaleństwa.
KALKANIO
Burgonino! Starzec prawdę mówi.
BURGONINO
w uniesieniu zbliża się do Berty
Prawdę mówi? Mnieżby dziewka oszukać miała?
KALKANIO
Nie tam, Burgonino! Dziewica jak anioł czysta.
BURGONINO
staje osłupiały
Jak zbawienia pragnę! — czysta, i zhańbiona! Nie pojmuję tego. Spozieracie na siebie i stoicie w milczeniu. Jakieś nieszczęście, zbrodnia drży na ustach waszych. Zaklinam was — na igraszkę nie ciągnijcie rozumu mojego. Ona byłaby czystą! Kto mówił, że czysta?
WERRINA
Moje dziecię winnym nie jest.
BURGONINO
A więc gwałt! Podnosi oręż z podłogi. Genueńczycy, przez wszystkie zbrodnie pod słońcem! Gdzie — gdzież ja zbójcę wynajdę?
WERRINA
Tam, gdzie znajdziesz złodzieja Genui.
Burgonino w osłupieniu. Werrina w milczeniu przechadza się, wreszcie wraca.
WERRINA
Jeżelim zrozumiał skinienie twoje, o przedwieczna Opatrzności, ty chcesz Genuę przez moją Bertę oswobodzić. Przystępuje do niej i z wolna odwija krepę z ramienia swego. Dopóki krew z serca Doriów nie zmyje haniebnej plamy twojego honoru, niech promień dzienny na tę twarz nie pada. — Aż do tej chwili rzuca krepę na nią ociemnij.
Milczenie — wszyscy wzruszeni spoglądają na niego.
WERRINA
kładąc uroczyście dłoń swoją na córki głowie
Przeklęte powietrze, co ciebie owieje! Przeklęty sen, co twoje członki orzeźwi! Przeklęty człowiek, co litością nędzę twoją nawiedzi! Idź do najgłębszych sklepień mojego domu! Jęcz, skowycz, męczarnią swoją bieg czasu zwalniaj. Przerywanym głosem. Twoje życie niech będzie wijącym się tarzaniem zdychającego robaka, uporną gruchocącą walką między bytem i zniszczeniem! — Niech to przekleństwo trzyma cię, dopóki Gianettino ostatniego nie wycharczy oddechu. Jeżeli nie — ciągnij je za tobą przez wieczność, aż znajdziesz punkt, gdzie dwa końce jej koła stykają się z sobą.
Długie milczenie, postrach w twarzach. Werrina spogląda na każdego silnym i przenikliwym wzrokiem.
BURGONINO
Wyrodny ojcze! Cóżeś ty uczynił? To okrutne, potworne przekleństwo twojej biednej niewinnej córce?
WERRINA
Prawda — to straszliwie, mój czuły zięciu? — Z najsilniejszym znaczeniem. Kto z was teraz wystąpi i z krwią zimną o przewłoce27 paplać będzie? Dola Genui na moją Bertę rzucona. Serce moje ojcowskie za powinność obywatela odpowiada. Kto do tyla28 lękliwym będzie i zechce zbawienie Genui odwlekać, wiedząc, że to jagnię niewinne jego bojaźń męką nieskończoną opłacać musi? Przez Boga, to nie był pomysł głupca! Wykonałem przysięgę i nad dzieckiem nie zlituję się swoim, aż Doria upadnie, choćbym miał coraz nowe męczarnie wymyślać jak pachołek katowski, choćbym to jagnię niewinne na kanibalskiej zgruchotał katowni. Oni drżą — bladymi jak duchy otaczają mnie twarzami! Jeszcze raz, Scipio! biorę ją w układ — żebyś ty tyrana umordował. Na tym drogim węźle trzymam mocno twoją, moją, waszą powinność. Gnębiciel Genui upaść musi, albo dziewicę rozpacz umęczy. Nie odwołam.
BURGONINO
rzucając się do nóg Berty
Upadnie on — za Genuę upadnie — jako wół ofiarny. Jak pewno, że oręż ten w sercu Dorii zagłębię, tak pewno, że na twoich ustach złożę całus oblubieńczy.
wstaje
WERRINA
Pierwsza para, którą furie błogosławią! Podajcie sobie ręce. W sercu Dorii zagłębisz swój oręż? Weź ją — ona twoja.
KALKANIO
przyklęka
Oto jeszcze jeden klęka Genueńczyk i straszne swoje żelazo u nóg kładzie niewinności. Niech tak Kalkanio drogę do nieba znajdzie, jak ten oręż ścieżkę do żywota29 Dorii.
wstaje
SAKKO
Ostatni, lecz niemniej w postanowieniu mocny, klęka tu Rafał Sakko. Jeśli ten miecz mój nagi więzienia Berty nie otworzy, to niechaj zamknie się ucho Zbawiciela na moją ostatnią w skonie modlitwę.
wstaje
WERRINA
rozweselony
Genua dziękuje wam przeze mnie, przyjaciele! Idź teraz, córko. Ciesz się, że ojczyzny jesteś wielką ofiarą.
BURGONINO
przyciskając ją
Idź, ufaj Bogu i Scipionowi. W jednym i tym samym dniu Berta i Genua będą wolne.
Berta oddala się.
SCENA TRZYNASTA
Pozostali.
KALKANIO
Nim dalej pójdziemy, jeszcze jedno słowo, Genueńczycy!
WERRINA
Zgaduję.
KALKANIO
Będzież dosyć trzech patriotów do zgniecenia hydry tyraństwa? Nie trzebaż lud podburzyć, szlachtę do naszego spisku przyciągnąć?
WERRINA
Rozumiem! Słuchajcie więc: od dawna na mojej płacy trzymam malarza, który całą sztukę wysilił, ażeby upadek Appiusza Klaudiusza30 przedstawić. Fiesko jest malarstwa wielbicielem, wspaniałe sceny rozpalają go. Zaniesiemy obraz do jego pałacu i obaczymy, z jakim uczuciem oglądać go będzie. Może ten widok ducha jego obudzi — Może...
BURGONINO
Precz z nim! Podwój niebezpieczeństwo, bohater mówi, ale nie liczbę walczących. Dawno ja w łonie swoim czułem takiego coś, czego niczym zaspokoić nie mogłem. Teraz dopiero wiem, co to było. Mam cię, tyranie!
zasłona spada
AKT DRUGI
Przedsala w pałacu Fieska.
SCENA PIERWSZA
Leonora. Arabella.
ARABELLA
Nie — powiadam. Źleś pani widziała — zazdrość ci brzydkich pożyczyła oczów.
LEONORA
To był Julii żywy obraz — nie wmawiaj daremnie. Moja sylweta na błękitnej wstędze wisiała, a ta była czerwono płomienista. Mój los rozstrzygnięty.
SCENA DRUGA
Poprzedzające. Julia.
JULIA
wchodząc z afektacją
Hrabia mi pałac swój ofiarował, ażebym się przypatrzyła paradzie, ciągnącej do ratusza. Czas mi się będzie za długi wydawał. Nim zrobią czekoladę, zabawiaj mnie pani.
Bella oddala się i wraca po chwili.
LEONORA
Rozkażesz pani, ażebym towarzystwo sprosiła?
JULIA
Zabawne — jakbym towarzystwa tutaj szukać miała. Ty, pani, rozrywać mnie będziesz. Przechadzając się. Jeżeli do tego zdolną jesteś, pani! Bo wcale mi nie pilno.
ARABELLA
Ale wiele do czynienia miałby ten murzynek! Jakie okrutnie, rozważ sinioro31, pozbawiać perspektywki młodych elegantów tak pięknego widoku? Ach! A też perły błyszczące, że aż oczy mogą oślepnąć! Przez Boga wszechmocnego! Pani całe morze wybrałaś!
JULIA
przed zwierciadłem
I to ci się dziwną rzeczą wydaje, panienko? — Ale słuchaj no dziewczę, czyś ty i język swojej pani wynajęła? Ślicznie, pani! Gości swoich przez sługi zabawiać.
LEONORA
Jest to nieszczęście, sinioro, że mój zły humor zmniejsza przyjemność twojej obecności.
JULIA
Szkaradna nieznajomość świata robi cię śmieszną i ociężałą. Żywo — a z dowcipem! to nie jest sposób przywiązania męża.
LEONORA
Jeden tylko sposób znany mi, hrabino! Twój niech na zawsze zostanie środkiem sympatycznym!
JULIA
nie zważając
A jak się trzymasz, moja pani! Pfe! Na ciałko twoje więcej potrzeba wydatków — trzeba sztuki użyć, gdzie natura była ci macochą. — Na twarz trochę różu, żeby ta bezbarwna namiętność oczów32 nie raziła. Biedne stworzenie! Tym sposobem twarzyczka twoja pewnie kupca nie znajdzie.
LEONORA
wesoło do Belli
Winszuj mi szczęścia, dziewczę moje! Niepodobieństwo33, żebym Fieska mego straciła, albo nie straciłam nic na nim.
Bella nalewa czekoladę.
JULIA
O straceniu coś tam pomrukujesz? Ale, mój Boże! Skąd ci przyszedł ten napad tragiczny brać Fieska? Dlaczego piąć się na tę wysokość, moje dziecko, z której koniecznie musisz być widzianą, porównywaną być musisz? Na mój honor, kochaneczko, musiał to być jakiś złośnik, albo głupiec, co cię z Fieskiem złączył. Z litością biorąc ją za rękę. Poczciwa duszo, człowiek, który w towarzystwach dobrego tonu chciałby być cierpianym, nigdy twoją partią być nie mógł.
Bierze filiżankę.
LEONORA
uśmiechając się do Arabelli
Albo w tych domach dobrego tonu nie życzyłby sobie być cierpianym?
JULIA
Hrabia ma postawę — znajomość świata — gust. Hrabia miał szczęście porobić dystyngowane znajomości. Hrabia ma charakter, ogień. I cóż? Wyrywa się gorący z tego koła świetnego towarzystwa. Przychodzi do domu. Żona go wita powszednią czułością, gasi żar jego zimnym, ślinionym całusem, wydziela mu porcję pieszczot swoich, jak stołownikowi w oberży. Biedny małżonek! Tam mu kwitnący ideał się uśmiechał, tu smak mu brzydzi czułość nudząca. Sinioro, na Boga! nie straciż on rozumu — albo cóż odbierze?
LEONORA
podając jej filiżankę
Ciebie pani, jeżeli go już utracił.
JULIA
Dobrze. Widać, że ten ugryzek34 doszedł ci aż do serca. Drżyj za ten żart, ale nim to nastąpi, rumień się.
LEONORA
Umiesz to, sinioro? Ale prawda! Wszakże to strój gotowalniany35.
JULIA
Patrzajcie — trzeba aż było robaczka rozgniewać, żeby z niego iskierkę naturalnego dowcipu wydobyć. Na teraz dobrze. To był żart, pani — podaj mi rękę twoją, na zgodę!
LEONORA
podając jej rękę ze znaczącym wejrzeniem
Imperiali! — przed moim gniewem możesz być bezpieczną.
JULIA
W samej rzeczy, to wspaniale! Ale hrabino, czy tak być nie powinno? Z wolna i śledząc jej spojrzenie. Skoro czyjś portret przy sobie noszę, widać, że oryginał ma dla mnie cenę? Co myślisz?
LEONORA
z pomieszaniem rumieniąc się
Jak powiadasz? Spodziewam się, że wniosek za prędki.
JULIA
Mnie się samej tak zdaje. Serce nie przywołuje zmysłów na pomoc. Prawdziwe uczucie nigdy się za pożyczaną ozdobą nie kryje.
LEONORA
Wielki Boże! Skąd ci ta prawda przyszła do myśli?
JULIA
Litość, litość tylko sama. — Bo widzisz, wtedy i odwrotnie jest to prawda — ty Fieska posiadasz jeszcze dotąd.
Oddaje Leonorze jej sylwetę, śmiejąc się złośliwie.
LEONORA
unosząc się goryczą
Moja sylweta? Tobie? Rzuca się na krzesło, przytłoczona boleścią. O, nieszczęsny człowiek!
JULIA
rozradowana
Czym ci się odpłaciła? Czym się odpłaciła? Jak to, moja pani, żadnego przekąsu w zapasie? Hej, powóz! — moja czynność spełniona. Do Leonory, głaszcząc ją pod brodę. Pociesz się, dziecię moje! On mi sylwetę oddał w szaleństwie.
Odchodzi.
SCENA TRZECIA
Leonora. Kalkanio.
KALKANIO
W takim zagniewaniu wyszła stąd Imperiali — a ty, pani, tak poruszoną jesteś?
LEONORA
boleśnie
Nie — tego nikt nie słyszał jeszcze!
KALKANIO
Boże na niebie — czy ty płaczesz, pani?
LEONORA
Przyjaciel tego okrutnika! — precz z moich oczów!
KALKANIO
Jakiego okrutnika? — zastraszasz mnie.
LEONORA
Męża mojego — ale nie! Fieska.
KALKANIO
Co słyszę?
LEONORA
Nic, to tylko łotrostwo, co u was mężczyzn uchodzi.
KALKANIO
biorąc ją za rękę gwałtownie
Łaskawa pani, u mnie jest czułe serce dla płaczącej cnoty.
LEONORA
Tyś mężczyzna — twoje serce nie dla mnie.
KALKANIO
Dla ciebie jednej, ciebie jednej pełne... O, gdybyś wiedziała, jak nieskończenie...
LEONORA
Człowieku, kłamiesz! Przed czynem zapewniasz.
KALKANIO
Przysięgam ci!
LEONORA
Krzywoprzysięstwo! Przestań! Zmęczycie rękę Bożą, która przysięgi zapisuje. — Mężczyźni, mężczyźni! Gdyby przysięgi wasze zmieniały się w szatanów, można by z nimi szturm do nieba przypuścić i aniołów światła zabrać do niewoli.
KALKANIO
Marzysz, hrabino! Gniew twój niesprawiedliwą cię czyni. Czyliż cała płeć za zbrodnię jednego ma odpowiadać?
LEONORA
Człowieku! W jednym całą płeć uwielbiałam, nie wolnoż mi w nim całą nienawidzieć?
KALKANIO
Próbuj, hrabino — pierwszy raz serce twe się omyliło — Znam ja miejsce, gdzie by ono na tronie zasiadło.
LEONORA
Wy byście kłamstwem stwórcę ze świata wypędzić mogli. — Nie chcę nic słyszeć o tobie.
KALKANIO
Tę klątwę dziś jeszcze w moim objęciu musiałabyś odwołać.
LEONORA
Dokończ! W twoim?
KALKANIO
W moim objęciu — które otwieram, żeby opuszczoną przyjąć i za straconą miłość wynagrodzić.
LEONORA
szyderczo spoglądając na niego
Miłość?
KALKANIO
klękając
Tak — wymówiłem. Miłość, Madonna! śmierć i życie na twoich ustach spoczywa. Jeżeli grzechem jest namiętność moja, niech dwie ostateczności, cnota i zbrodnia, w jedno spłyną ogniwo, niebo i piekło niech się w jedno zleją potępienie.
LEONORA
cofa się z dumą i gniewem
Czy do tego, oszukańcze, litość twoja mierzyła? — W jednym zgięciu kolana przyjaźń i miłość zdradziłeś. Precz z moich oczów na zawsze! Przebrzydłe plemię! Dotąd myślałam, że tylko kobiety oszukujesz; nie wiedziałam, że na samym sobie dopełniasz zdradziectwa.
KALKANIO
zmieszany powstaje
Łaskawa pani!...
LEONORA
Nie dosyć, że świętą pieczęć zaufania złamał ten obłudnik, na czyste jeszcze cnoty przeźrocze zaraźliwym wionął oddechem i chciał moją niewinność w krzywoprzysięstwo potrącić.
KALKANIO
Krzywoprzysięstwo me od ciebie idzie, pani!
LEONORA
Rozumiem — i moja obraza miała uczucie moje przekupić? Tyś nie wiedział, że samo nieszczęście wzniosłe: za Fieska cierpieć, kobiecie serce uszlachetnia. Słuchaj! Fieska upadek nie podniesie u mnie Kalkania, ludzkość tylko poniży.
Odchodzi szybko.
KALKANIO
patrzy na nią w osłupieniu, potem uderza się w czoło
O, głupia głowo!
SCENA CZWARTA
Murzyn. Fiesko.
FIESKO
Kto stąd wyszedł?
MURZYN
Margrabia Kalkanio.
FIESKO
Na sofie chustka została. Tu była żona moja.
MURZYN
Właśnie ją spotkałem w silnym poruszeniu.
FIESKO
Chustka jest wilgotna. Chowa ją. Kalkanio tu? Leonora w silnym poruszeniu? W wieczór zapytam ciebie, co tu się zdarzyło.
MURZYN
Panna Bella chętnie słucha, że jasne ma włosy. Odpowiem.
FIESKO
A teraz — oto trzydzieści godzin upłynęło. Czy moje zlecenia wypełniłeś?
MURZYN
Co do joty, mój panie!
FIESKO
siadając
Mów więc, jak tam śpiewają o Doriach i teraźniejszym rządzie?
MURZYN
Pfe! — w przeraźliwy sposób. Samo imię Doriów trzęsie nimi jak febra. Gianettina na śmierć nienawidzą. Wszyscy szemrzą. Francuzi, jak mówią, byli szczurami w Genui, kot Doria je pożarł, a teraz do myszy się dobiera.
FIESKO
To by mogło być prawdą — a na kota nie znają psa żadnego?
MURZYN
z uśmiechem
Miasto szeptało długo i szeroko o pewnym — o pewnym — Ejże! Czyżbym miał imię zapomnieć?
FIESKO
powstając
Głupcze? Tak łatwo je zapamiętać, jak trudno nabyć było. Czy Genua więcej ma, jak jednego?
MURZYN
Tak jak nie ma dwóch hrabiów Lawania.
FIESKO
siadając
To co innego! Cóż tam o moim hulackim życiu przeszeptują?
MURZYN
wielkimi oczyma go mierząc
Słuchaj, hrabio Lawania! Genua wysoko musi myśleć o tobie. Strawić nie może, że mąż pierwszego domu — pełny rozumu i zdolności, z takim zapałem i wpływem — pan czterech milionów funtów, z krwią królewską w żyłach — mąż taki jak Fiesko, na którego pierwsze skinienie wszystkie serca polecą...
FIESKO
odwraca się z pogardą
Słyszeć od takiego hultaja!...
MURZYN
Że mąż wielki Genui Genui upadek przesypia. Wielu żałuje, bardzo wielu przedrzeźnia, największa liczba potępia ciebie — a wszyscy boleją nad ojczyzną, która cię straciła. Jezuita jeden przewąchał, że lis ci spod sukni wygląda.
FIESKO
Lis zwąchał lisa. — Co mówią o moich miłostkach z hrabiną Imperiali?
MURZYN
To, co ja wolę zamilczeć!
FIESKO
Mów śmiało. Im śmielsze, tym pożądańsze. Cóż tam pomrukują?
MURZYN
Nie pomrukują. We wszystkich kawiarniach, bilardowych salach, oberżach, na spacerach, na targu, na giełdzie krzyczą na głos...
FIESKO
Cóż? Ja ci każę.
MURZYN
cofając się
Że pan błazen jesteś.
FIESKO
Dobrze! Weź tu cekina za tę wiadomość. Włożyłem na głowę czapkę z dzwonkami, żeby Genueńczycy mieli co radzić o mnie — niebawem tonsurę36 sobie wystrzygę, żeby mnie za arlekina37 wzięli. Jakże kupcy jedwabiów przyjęli moje podarunki?
MURZYN
Błaźnie! wyglądali jak biedni skazani na...
FIESKO
Błaznie? — czyś oszalał, hultaju!
MURZYN
Daruj panie! Miałem oskomę38 na cekina.
FIESKO
ze śmiechem dając mu jednego
A więc jak biedni skazani?...
MURZYN
Na rusztowaniu, gdy im przebaczenie głoszą. Oni do ciebie duszą i ciałem należą.
FIESKO
To mnie cieszy! Podburzą lud genueński.
MURZYN
Co to była za scena! Niech mnie diabli porwą! Niewiele brakowało, żebym w wielkich cnotach zasmakował. Jak szaleni rzucili mi się na szyję. Dziewczęta zakochały się w czarnym kolorze ojca mego i sadzę z mojej twarzy zlizywały. Pomyślałem sobie — co to za wszechmocne to złoto; Murzynów nawet pobielić może.
FIESKO
Twoja myśl była lepsza jak błoto, z którego wyszła. — Przyniesione słowa twoje są dobre. Czy można się po nich czynu spodziewać?
MURZYN
Jak z chmurnych obłoków burzy grożącej. Schylają głowy do siebie, w tłum się gromadzą i szepcą: cyt! skoro nieznajomy przechodzi. W całej Genui głucha brzemienność panuje. — Ta niechęć jak ciężka chmura wisi nad rzeczpospolitą — jeden powiew wiatru, a grad spadnie i pioruny.
FIESKO
Cicho! Słuchaj, co to za gwar pomieszany?
MURZYN
patrząc przez okno
Krzyk wielu ludzi wracających z ratusza.
FIESKO
Dziś jest wybór prokuratora. Każ mojej kariolce39 zajechać. Posiedzenie nie mogło jeszcze się ukończyć. Muszę tam polecić. Prawnie się ukończyć nie mogło. Moja szpada i płaszcz — gdzież jest zapinka od płaszcza?
MURZYN
Ukradłem, panie, i zastawiłem.
FIESKO
To mnie cieszy.
MURZYN
No, jak to? Czyż nagrodę dostanę?
FIESKO
Żeś i płaszcza nie ukradł?
MURZYN
Żem odkrył złodzieja.
FIESKO
Tłum wali się tutaj. Słuchaj! to nie jest okrzyk zadowolenia. Prędzej! Otwórz bramę na oścież. Mam przeczucie. Doria jest bezczelnie zuchwały — państwo na ostrym końcu igły się chwieje. Założę się, że senioria się poruszyła.
MURZYN
krzycząc w oknie
Co to jest? Na rogu ulicy Balbi tysiącami tłumu — halabardy błyszczą — miecze dobyte. Hej! Senatorowie pędzą tu. —
FIESKO
To bunt — leć do nich. Wymień imię moje. Staraj się, żeby tu przyszli. Murzyn wybiega. Co mrówka rozum z trudem do kupy zbierze, wiatr przypadkowy na jeden raz wszystko rozprasza.
SCENA PIĄTA
Fiesko, Centurione, Cibo, Asserato wpadają gwałtownie do pokoju.
CIBO
Hrabio! Przebacz, że w takim oburzeniu niezameldowani do ciebie wchodzimy.
CENTURIONE
Znieważony jestem, śmiertelnie znieważony od40 synowca książęcego, w obliczu całej seniorii41.
ASSERATO
Doria brudem zmazał księgę złotą, w której każdy szlachcic genueński jest kartą.
CENTURIONE
Dlatego tuśmy przyszli. Cała szlachta we mnie jest obrażoną. Cała szlachta musi zemstę moją podzielać. Mścić się honoru własnego, pomocy mi nie trzeba.
CIBO
Cała szlachta w nim jest dotknięta. Cała szlachta ogniem i płomieniami zionąć musi.
ASSERATO
Prawa narodu zdeptane. Republikańskiej wolności zadano cios śmiertelny.
FIESKO
Natężacie całą ciekawość moją.
CIBO
On był dwudziesty dziewiąty między wyborcami. Wyciągnął złotą gałkę na wybór prokuratora. Dwadzieścia ośm głosów było zebranych. Czternaście miałem ja, tyleż Lomellino. Głosów Dorii i jego brakowało jeszcze.
CENTURIONE
przerywając
Jeszcze brakowało. Wotuję42 za Cibo. Doria — patrz na hańbę honoru mego — Doria...
ASSERATO
przerywając
Nic podobnego nie widziano, od kiedy ocean Genuę oblewa.
CENTURIONE
coraz w większym uniesieniu
Doria dobył szpady, którą pod purpurowym płaszczem trzymał ukrytą, przebił moją gałkę i zawołał do zgromadzonych:
CIBO
„Senatorowie, gałka nieważna — przedziurawiona; Lomellino prokuratorem wybrany”.
CENTURIONE
„Lomellino prokuratorem” i na stół oręż rzucił.
ASSERATO
Zawołał: „gałka nieważna” i oręż rzucił na stół.
FIESKO
po chwili
Cóż przedsiębierzecie?
CENTURIONE
Rzeczpospolita w serce ugodzona. Co przedsiębierzemy?
FIESKO
Centurionie! Sitowie od podmuchu gnie się, na dęby burzy trzeba. Pytam, co przedsiębierzecie?
CIBO
Myślałem, że się pytasz, co Genua przedsiębierze.
FIESKO
Genua? Genua? Precz z nią. Próchno kruszy się, gdziekolwiek się dotkniesz. Liczycie na patrycjuszów? Może dlatego, że kwaśne miny stroją, albo wzruszają ramionami, gdy o sprawach kraju rzecz się toczy. Precz z nimi! Ich zapał bohaterski lepnie do pak lewantyńskich43 towarów, ich dusze ze strachem latają wokoło ich indyjskiej floty.
CENTURIONE
Poznaj lepiej patrycjuszów naszych. Zaledwo dumny czyn Dorii dopełnionym został, kilka ich set wyleciało na rynek z rozdartymi sukniami. Cała senioria rozprószyła się.
FIESKO
drwiąc
Jak gołębie, gdy sęp na ich stado się rzuci.
CENTURIONE
podniesionym głosem
Nie! Jak beczki prochu, gdy lont na nie padnie.
CIBO
Lud także jest wściekły — czego nie dokaże dzik postrzelony!
FIESKO
śmiejąc się
Ślepy, bezrozumny kolos, co z początku ciężkimi gnatami łoskotu narobi, wszystko co wyższe i niższe, bliskie i dalekie, otwartą paszczą połknąć grozi, a w końcu — potknie na nici szpagatu. Genueńczycy, daremnie! Czas panowania na morzu już przeszedł. Genua się zawaliła pod swoim imieniem. Dziś Genua tam, gdzie Rzym niezwyciężony, gdy jak piłka na palant44 wątłego młodzieńca Oktawiusza wleciał. Genua już wolną być nie może. Genuę królewską trzeba władzą ogrzać. Genui pana trzeba. Schylcie więc głowy przed wietrznikiem45 Gianettino!
CENTURIONE
uniesiony gniewem
Chyba się gniewne pogodzą żywioły i biegun się północny zeskoczy z południowym. Chodźcie, koledzy!
FIESKO
Zostańcie! Zostańcie! Nad czym przemyśliwasz, Cibo?
CIBO
Nad niczym, lub nad małym żartem, który się trzęsieniem ziemi nazwie.
FIESKO
prowadząc ich do statuy
Patrzcie na tę statuę!
CENTURIONE
Jest to Wenus florencka. Do czego nam ona?
FIESKO
Jednakże wam się podoba?
CIBO
Tak się zdaje, albo chybabyśmy złymi byli Włochami. Jak w tej chwili pytać o to możesz?
FIESKO
Oto przejedźcie wszystkie części świata i między żyjącymi rzeźbami kobiecej piękności szukajcie najszczęśliwszej, gdzie by się zeszły wszystkie wdzięki marzonej Wenus.
CIBO
I cóż za nasz trud odniesiemy46?
FIESKO
Tedy wyobraźni dowiedziecie szalbierstwa...
CENTURIONE
z niecierpliwością
Cóż pozyskamy?
FIESKO
Zastarzały proces natury ze sztukmistrzami wygracie.
CENTURIONE
w gniewie
I cóż potem?
FIESKO
Potem! — potem? Ze śmiechem głośnym. Zapomnicie myśleć, że wolność Genui w ruiny zapada.
Centurione, Cibo, Asserato odchodzą.
SCENA SZÓSTA
FIESKO
sam. Zgiełk wokoło pałacu.
Szczęśliwie! Szczęśliwie! W płomieniu słoma rzeczypospolitej. Ogień już domy i wieże ogarnął! Rozżarzajmy, rozżarzajmy! Niech pożar całą łuną zaświeci, a wiatr niszczący wionie spustoszenie.
SCENA SIÓDMA
Murzyn wbiegając z pośpiechem. Fiesko.
MURZYN
Tłum za tłumem!
FIESKO
Otwórz na roścież oboje drzwi bramy, niech wchodzi, kto nogi ma.
MURZYN
Republikanie! Republikanie! Ciągną swoją wolność pod jarzmem, dychają jak pługowe woły pod twą pychą arystokratyczną.
FIESKO
Głupcy, myślą, że Fiesko Lawania będzie kończył, czego Fiesko Lawania nie zaczynał? Powstanie przychodzi w porę. Ale sprzysiężenie musi wyjść ode mnie. Walą się na schody.
MURZYN
za drzwiami
Hola! hola! Oni tu z całego domu drzwi zrobią.
Lud wpada, drzwi się walą.
SCENA ÓSMA
Fiesko. Dwunastu rzemieślników.
WSZYSCY
Zemsta na Doriów! Zemsta na Gianettina!
FIESKO
Z wolna, moi ziomkowie! Wasza ufność we mnie dowodzi serca dobrego, ale mam uszy delikatne.
WSZYSCY
Zwalić Doriów! Zwalić stryja i synowca!
FIESKO
ze śmiechem licząc ich
Dwunastu! Znakomite wojsko.
NIEKTÓRZY
Ci Doria muszą precz! Rząd musi inny kształt przybrać!
PIERWSZY RZEMIEŚLNIK
Naszych sędziów pokoju ze schodów spychać — ze schodów sędziów pokoju!
DRUGI
Wyobraź sobie, Lawania, ze schodów za to, że mu się w wyborach sprzeciwili.
WSZYSCY
Tego ścierpieć nie można. Tego ścierpieć nie powinno!
TRZECI
Za miecz brać w radzie!
PIERWSZY
Miecz! Znak wojny w izbie pokoju!
DRUGI
W szkarłatach do senatu przychodzić, nie w czarnym stroju jak inni radcy!
PIERWSZY
Ośmiu rumakami przez miasto przejeżdżać!
WSZYSCY
Tyran! Zdrajca kraju i rządu!
DRUGI
Dwustu Niemców do swojej straży od cesarza kupić.
PIERWSZY
Cudzoziemcy przeciw dzieciom ojczyzny! Niemcy przeciw Włochom! Żołnierze obok prawa!
WSZYSCY
Zdrada kraju! Bunt! Genui upadek!
PIERWSZY
Herb rzeczypospolitej kłaść na powozach!
DRUGI
Posąg Andrzeja przed pałacem seniorii!
WSZYSCY
Na sztuki Andrzeja! Na tysiąc sztuk i posąg, i żywego!
FIESKO
Genueńczycy! Dlaczegóż z tym do mnie?
PIERWSZY
Nie powinieneś tego ścierpieć! Powinieneś go moresu nauczyć!
DRUGI
Z ciebie mądry człowiek; nie powinieneś cierpieć, powinieneś za nas mieć rozum.
PIERWSZY
I lepszym od niego jesteś szlachcicem, i powinieneś oddać mu za to i tego nie ścierpieć!
FIESKO
Wasze zaufanie pochlebia mi bardzo! Mogęż na nie przez czyny zasłużyć?
WSZYSCY
z hałasem
Bij! Wal! Wyswobódź!
FIESKO
Dobre jednakże słowo przyjmiecie ode mnie?
NIEKTÓRZY
Mów, Lawania!
FIESKO
siadając
Genueńczycy! W królestwie zwierząt przyszło niegdyś do niepokojów domowych. Stronnictwa biły na stronnictwa, i brytan tronem owładnął. Nawykły pod nóż rzeźniczy bydło zaganiać, po psiemu rządził on w kraju: warczał, kąsał, ludu swego kości ogryzał. Naród szemrał — najśmielsi znieśli się47 z sobą i zadławili książęcego kundysa48. Sejm się otworzył, aleby wielkie rozwiązać zadanie: jaki rząd byłby najpożądańszy. Głosy na trzy się strony podzieliły. Genueńczycy! Za którą byście poszli?
PIERWSZY
Za ludem, wszyscy za ludem!
FIESKO
Lud wziął górę — rząd był demokratyczny. Każdy obywatel dawał głosy swoje, większość rozstrzygała. Zaledwo kilka ubiegło tygodni, nowo sklejonej rzeczypospolitej człowiek wypowiedział wojnę. Rada się zebrała. Koń, lew, tygrys, niedźwiedź, słoń i nosorożec wystąpili i ryknęli na głos: Do broni! Kolej przyszła na innych. Baran, zajęć, jeleń, osieł49, całe królestwo owadów, ptaków, ryb, całe tchórzów wojsko wpadło między nich i zajęczało: Pokój! Patrzcie, Genueńczycy! Tchórzów było więcej niż walecznych, głupich więcej jak mądrych. — Większość przekreskowała50, zwierzęta złożyły broń — człowiek ich państwo plądrował. Ten więc kształt rządu został odrzucony. Genueńczycy! Do jakiego teraz bylibyście skłonni?
PIERWSZY I DRUGI
Do elekcyjnego! Bez sprzeczki, do elekcyjnego!
FIESKO
Zdanie to podobało się. Sprawy krajowe rozdzieliły się na kilka izb. Wilk rządził skarbem, lis był jego sekretarzem. Gołębie prowadziły procesy kryminalne, tygrysy dobrowolne sądy, capy godziły spory małżeńskie. Zające były żołnierzami; lwy i słonie przy bagażach; osieł był posłem, a kret inspektorem spraw urzędowych. Genueńczycy, czego spodziewać się możecie po tym mądrym rozdziale? Kogo wilk nie rozszarpał, lis okpił. Kto mu się wymknął, pod ośle musiał wpaść kopyta. Tygrysy dusiły niewinność; gołąb ułaskawiał złodziejów i rozbójników, a w końcu gdy urzędy były złożone, kret je znajdywał sumiennie sprawowane. — Zwierzęta zbuntowały się. Wybierzmy króla! — zawołały zgodnie — który by miał pazury i mózg i jeden tylko żołądek. Jednego naczelnika wszyscy słuchali jednego, Genueńczycy! — ale — z dumą przystępując do nich ten jeden był lwem.
WSZYSCY
klaszczą w ręce i w górę czapki wyrzucają
Brawo! brawo! Sprytnie to zrobili.
PIERWSZY
I Genua powinna naśladować — Genua ma już swojego męża.
FIESKO
Nie chcę o nim wiedzieć. Idźcie do domu i na lwa pomnijcie. Mieszczanie tłumem wychodzą. Wszystko idzie po myśli. Lud i senat przeciw Doriom — Lud i senat za Fieskiem. Hassan! Hassan! — Trzeba tę nienawiść umocnić, tan pociąg odświeżyć. Tu, Hassan! Psi synu piekła! Hassan! Hassan!
SCENA DZIEWIĄTA
Murzyn, Fiesko.
MURZYN
dziko
Pięty palą się jeszcze. Cóż nowego?
FIESKO
Co rozkażą.
MURZYN
Gdzie mam lecieć naprzód — gdzie na ostatku?
FIESKO
Od latania na ten raz cię uwalniam. Raczej powleką ciebie — przygotuj się; roztrąbię natychmiast zabójstwo, któreś chciał popełnić, i związanego oddam cię inkwizycji.
MURZYN
cofając się
Panie! To przeciw umowie.
FIESKO
Bądź spokojny — to tylko dla zabawki. Wszystko w tej chwili na tym polega, żeby Gianettina napaść na życie moje była głośną w mieście. Będą cię badali.
MURZYN
Mamże wyznać czy zaprzeć się?
FIESKO
Zaprzesz się. Wezmą cię na tortury. Pierwszą próbę wytrzymasz. Tę bagatelę możesz przyjąć na konto twego zabójstwa. Na drugiej wyznasz.
MURZYN
poruszając głową
Szatan to figlarz — ci panowie mogą mnie na obiad zatrzymać i ja dla niewinnej zabawki mogę być kołowany51.
FIESKO
Wyjdziesz nietknięty — hrabiowskie daję ci słowo. Zażądam twojej kary jako należne mi zadosyćuczynienie52 i w oczach całej rzeczypospolitej winę ci przebaczę.
MURZYN
Niech i tak będzie. Trochę mi stawy porozciągają, to mnie zwinniejszym uczyni.
FIESKO
Zadrażnij prędko ramię moje sztyletem tak, żeby krew wytrysła. Udam, że cię na uczynku w tej chwili złowiłem. Dobrze! Przeraźliwie krzycząc. Zbójca! Zbójca! Zbójca! Zabieżcie drogę, zaprzyjcie53 bramy!
Wlecze murzyna za gardło, służący przybiega na scenę.
SCENA DZIESIĄTA
Leonora, Róża wpadają przestraszone.
LEONORA
Zabójstwo! Krzyczeli, zabójstwo! Krzyk stąd wychodził.
RÓŻA
Fałszywy gwar pewnie, jak to powszednie w Genui.
LEONORA
Krzyczeli: zabójstwo, i lud wyraźnie powtarzał: „Fiesko”. Nędzni oszukańce, oczy moje chcą oszczędzić — a serce moje ich podchodzi. Prędzej — bież tam, powiedz mi, gdzie go ciągną?
RÓŻA
Uspokój się — Bella już poszła.
LEONORA
Bella jego gasnące spojrzenie jeszcze uchwyci. Szczeliwa Bella — biada mi, jego zabójczyni! Gdyby Fiesko mógł mnie kochać, nigdy by w świat się nie rzucał, nie rzucał się na miecz zazdrości. Bella idzie — precz — Ach! nie mów mi nic, Bello!...
SCENA JEDENASTA
Poprzedzający. Bella.
BELLA
Hrabia żywy i w zdrowiu. Widziałam, jak przez miasto cwałował. Jeszcze tak pięknym nie był pan nasz nigdy. Koń się pod nim nadymał i spędzał wspaniałym kopytem lud cisnący się do książęcego jeźdźca. Postrzegł mnie, rzucił okiem na zamek i trzy całuski posłał — co zrobić z nimi, sinioro?
LEONORA
w uniesieniu radości
Swawolna szczebiotko, odnieś mu nazad54.
RÓŻA
Patrzajże pani, otóż znowu szkarłatem twarz się twoja oblała.
LEONORA
On serce swoje dla rozpustnic rzuca, a ja za jednym gonię spojrzeniem? — O kobiety! kobiety!
Odchodzą.
SCENA DWUNASTA
W pałacu Andrzeja. Gianettino, Lomellin wchodzą szybko.
GIANETTINO
Niech ryczą za wolnością swoją, jak lwica za dziećmi. Ja przy moim stoję.
LOMELLIN
Ale łaskawy panie...
GIANETTINO
Do szatana idź z swoim ale, trzygodzinny prokuratorze! Na włosek nie ustąpię. Niech wieże Genui wstrząsają szczyty twoje, niech groźne morze twoje Nie zaryczy. Tego się buntu nie lękam.
LOMELLIN
Motłoch wprawdzie jest tylko drzewem zapalonym, ale szlachta swoim go wichrem rozdyma. Cała rzeczpospolita wre gniewem — lud i patrycjusze.
GIANETTINO
Stoję więc jak Nero55 na górze i na błazeński pożar spoglądam.
LOMELLIN
Aż cały tłum buntowny rzuci się w objęcie jednego naczelnika, który żądzy swej panowania przygotuje żniwo w spustoszeniu.
GIANETTINO
Kpiny! kpiny! — Znam tylko jednego, co by strasznym mógł zostać, ale o nim już pomyślano.
LOMELLIN
Jego Wysokość!
Wchodzi Andrzej — obaj nisko się kłaniają.
ANDRZEJ
Sinior Lomellino! moja synowica chce odjechać.
LOMELLIN
Będę miał łaskę towarzyszenia jej.
Odchodzi.
SCENA TRZYNASTA
Andrzej. Gianettino.
ANDRZEJ
Słuchaj, synowcze, niekontent56 jestem z ciebie.
GIANETTINO
Racz mnie posłuchać, prześwietny stryju!
ANDRZEJ
Najlichszego żebraka w Genui, jeśli tego jest godzien; ale łotra nigdy, choćby był moim synowcem. Dość mojej łaski, że jak stryj tylko jawię się przed tobą. Zasłużyłeś księcia i siniorię słyszeć.
GIANETTINO
Jedno tylko słowo, najłaskawszy panie!...
ANDRZEJ
Słuchaj, coś zrobił, a odpowiedz wtenczas sobie. — Zwaliłeś budynek, który ja przez pół wieku z trudem postawiłem — Pomnik grobowy twojego stryja, jego jedyną piramidę — miłość Genueńczyków. Lekkość umysłu przebacza ci Andrzej.
GIANETTINO
Mój stryju i książę...
ANDRZEJ
Nie przerywaj! — Zniszczyłeś najpiękniejsze arcydzieło rządu, które ja sam niebu wydarłem i dałem Genueńczykom, które mnie tyle nocy, tyle niebezpieczeństw, tyle krwi kosztowało. Książęcą cześć moją przed całą Genuą znieważyłeś, boś mojej pracy nie uszanował. Komu ona świętą będzie, gdy nią własna krew moja pogardza? To szaleństwo stryj ci przebacza.
GIANETTINO
obrażony
Najłaskawszy panie, tyś mnie na księcia Genui wychował.
ANDRZEJ
Milcz! Zdrajcą jesteś państwa, serce jego życia zraniłeś. Rozważ, chłopcze! Tu trzeba posłuszeństwa. Dlatego, że pasterz na wieczór rzucił swoją pracę, tyś myślał, że trzodę opuścił? Dlatego, że Andrzej siwymi pokrył się włosami, ty jak chłopak uliczny masz prawa nogami deptać?
GIANETTINO
dumnie
Z wolna, książę. I w moich żyłach kipi krew Andrzeja, przed którym Francja drżała.
ANDRZEJ
Milcz! Rozkazuję ci. Przywykłem, żeby morze słuchało, gdy ja głos podniosę. Oplwałeś majestat sprawiedliwości w środku jej własnej świątyni. Znasz ty, jak to karzą, buntowniku? Teraz odpowiadaj! Gianettino bezmowny spuszcza wzrok do ziemi. Nieszczęśliwy Andrzeju! W własnym twym sercu wylęgłeś robaka, co twoje zasługi roztoczył. Wystawiłem Genueńczykom dom, co z całej przeszłości mógł szydzić, i własną ręką rzucam do niego pierwsze zarzewie pożaru — oto tego. Dziękuj, nierozważny, siwej mojej głowie, która na rękach krewnych swoich chce być do grobu niesioną. Dziękuj mojej bezbożnej miłości, że obrażonemu państwu z rusztowania nie rzucę głowy buntownika.
Odchodzi szybko.
SCENA CZTERNASTA
Lomellin przestraszony bez tchu. Gianettino spoglądajcy za odchodzącym księciem w płomieniach i bezmowny.
LOMELLIN
Com ja widział, com ja słyszał? Teraz uciekaj, książę, wszystko stracone.
GIANETTINO
z gniewem
Cóż było do stracenia?
LOMELLIN
Genua, książę! Wracam z rynku. Lud ciśnie się wokoło Murzyna, którego tam na powrozie prowadzono. Hrabia Lawania na czele trzechset szlachty szedł do sądu, gdzie zbójcę torturowano. Murzyn złapany był na uczynku w chwili, gdy Fieska chciał życia pozbawić.
GIANETTINO
uderzając nogą
Co? — czy wszystkie szatany z piekła dziś wyleciały?
LOMELLIN
Badano ostro, kto go przekupił. Murzyn nic nie wyznał; wzięto na pierwszą katownię — nic nie wyznał. Wzięto na drugą — powiedział, wszystko powiedział. Łaskawy panie, o czym myślałeś, gdyś twój honor takiemu łotrowi na łup oddawał?
GIANETTINO
dzikim wzrokiem spoglądając na niego
Nie pytaj mnie o nic!
LOMELLIN
Racz słuchać dalej. Zaledwie imię Doria wymówione było — wolałbym stokroć moje nazwisko na szatańskiej tablicy wyczytać, jak tam twoje usłyszeć — Fiesko ukazał się ludowi. Znasz go, tego człowieka, co rozkazując błaga, tego lichwiarza57 serc tłumu! Całe zgromadzenie wlokło się za nim osłupiałymi, przejętymi strachem grupami. Mało on mówił, ukazał tylko ramię zakrwawione — lud bił się o krople spadające jakby o relikwie, oddano Murzyna jego woli, a Fiesko — sztylet w serca nasze! — Fiesko go ułaskawił. Teraz dopiero ponure milczenie ludu rozwściekliło się krzykiem straszliwym, każdy oddech zdawał się gruchotać Dorię — z tysiączno-głośnym okrzykiem odprowadzono Fieska do domu.
GIANETTINO
z przymuszonym śmiechem
Okrzyk buntowniczy w gardło mi się wraża. Cesarz Karol! Tym jednym słowem obalę ich, tak że głos nawet dzwonu po Genui rozchodzić się nie będzie.
LOMELLIN
Czechy daleko od Włoch leżą. Jeżeli się Karol pośpieszy, zdąży na czas, żeby na twojej pogrzebowej stypie uczestniczyć!
GIANETTINO
dobywając listu z wielką pieczęcią
Szczęście tylko, że już tu przybył. Czy się Lomellin zadziwia? Sądziłże mnie do tyla58 szalonym, żebym wściekłych republikanów rozdrażniał, gdyby oni już przekupieni i zdradzeni nie byli?
LOMELLIN
zdziwiony
Nie wiem, co mam myśleć!
GIANETTINO
Ja myślę, o czym ty nie wiesz. Przymierze zawarte. Pojutrze dwunastu padnie senatorów. Doria wstanie królem, a Karol jego protektorem. Cofasz się?
LOMELLIN
Dwunastu senatorów! Moje serce jest za małe, aby dwanaście zabójstw rasem pomieścić.
GIANETTINO
Głupcze! Tron zabójstwa gładzi. Rozważyłem widzisz z ministrami Karola, że Francja w Genui silne ma jeszcze stronnictwa, które by drugi raz mogły miasto w ręce im oddać, gdyby ich z korzeniem nie wyniszczono. Trafiło to do rozumu starego Karola — podpisał mój projekt — a ty napiszesz, co ja podyktuję.
LOMELLIN
Jeszcze nie wiem...
GIANETTINO
Siadaj i pisz!
LOMELLIN
siadając
Ale cóż mam pisać?
GIANETTINO
Nazwiska dwunastu kandydatów; Franciszek Centurione.
LOMELLIN
pisząc
W nagrodę za gałkę swoją prowadzi orszak pogrzebowy.
GIANETTINO
Korneliusz Kalwa.
LOMELLIN
Kalwa.
GIANETTINO
Michał Cibo.
LOMELLIN
Ochłodzenie na apetyt do prokuratorstwa.
GIANETTINO
Tomasz Asserato z trzema braćmi.
Lomellin zatrzymuje się w pisaniu.
GIANETTINO
z przyciskiem
Z trzema braćmi.
LOMELLIN
pisząc
Dalej.
GIANETTINO
Fiesko Lawania.
LOMELLIN
Ostrożnie, ostrożnie. O ten głaz czarny szyję możesz złamać.
GIANETTINO
Scipio Burgonino.
LOMELLIN
Gdzie indziej niech idzie się żenić.
GIANETTINO
Tam, gdzie ja drużbą mu będę. Rafał Sakko.
LOMELLIN
Jemu by trzeba przebaczenie wyrobić, aż mi należne pięć tysięcy skudów59 zapłaci. — Pisze. Śmierć kwituje długi.
GIANETTINO
Wincenty Kalkanio.
LOMELLIN
Kalkanio. Dwunastego piszę na moją odpowiedzialność, inaczej śmiertelny wróg nasz zapomniany.
GIANETTINO
Koniec wieńczy dzieło. Józef Werrina.
LOMELLIN
To była głowa węża. Wstaje, pismo zasypuje piaskiem i podaje księciu. Śmierć jutro świetny bal daje i dwunastu genueńskich książąt zaprasza.
GIANETTINO
idzie do stołka i podpisuje
Stało się — za dwa dni wybór jest doży. Skoro zgromadzi się senioria60, dwunastu senatorów na znak chustką podany pod strzałami padnie, gdy tymczasem dwustu Niemców moich szturmem ratusz osadzą. Jak to się skończy, Gianettino Doria wejdzie na salę i sobie pokłonić się każe.
Dzwoni.
LOMELLIN
A Andrzej?
GIANETTINO
pogardliwie
Stary już człowiek. — Służący wchodzi. Gdy książę o mnie się zapyta, powiedzieć, żem na mszę poszedł. Służący odchodzi. Szatan, którego mam w ciele, tylko pod maską świętą incognito61 zachować może.
LOMELLIN
Książę! Cóż z pismem zrobić!
GIANETTINO
Weź je do siebie, niech nasze stronnictwo obiega. Ten list trzeba ekstrapocztą do Lewanto odesłać. Uwiadamia on Spinolę o wszystkim i zaprasza, żeby jutro o ósmej z rana do miasta zawitał.
Chce odchodzić.
LOMELLIN
Dziura w beczce, książę! Fiesko nie chodzi do senatu.
GIANETTINO
wracając
Jednego jeszcze zbójcy przecież Genua dostarczy? Postaram się o to.
Odchodzi do pobocznego pokoju — Lomellin oddala się innymi drzwiami.
SCENA PIĘTNASTA
Przedsala w pałacu Fieska. Fiesko z listami i wekslami. Murzyn.
FIESKO
Cztery więc galery już przypłynęły?
MURZYN
W porcie Dorseny szczęśliwie na kotwicy spoczywają.
FIESKO
W porę przychodzą. Skąd pisma?
MURZYN
Z Rzymu, Francji i Piacenzy.
FIESKO
odpieczętowuje listy i przebiega62 je
Witam was, witam w Genui. Z radością. Kurierów przyjąć po książęcemu.
MURZYN
Hum! —
Chce odejść.
FIESKO
Czekaj, czekaj! Jest tu pełno dla ciebie roboty.
MURZYN
Co na rozkazy? Węch wyżła, czy żądło niedźwiadka63?
FIESKO
Na ten raz sidełko ptasznika. Jutro rano dwa tysiące ludzi przebranych wejdzie w miasto do służby mojej. Rozsadź na około przy bramach towarzyszy twoich z rozkazem, ażeby na przybywających podróżnych mieli czujne oko. Jedni z nich wejdą jako pielgrzymi do Lorety wędrujący, drudzy jako zakonnicy, Sawojardzi64 albo aktorowie, inni znowu jako kupcy, muzykanci; największa część jako wysłużeni żołnierze, którzy mają ochotę genueńskiego chleba skosztować. Spytać każdego cudzoziemca, gdzie stanie? — jeżeli odpowie: pod złotym wężem, powitać go przyjaźnie i wskazać moje mieszkanie. Słuchaj, łotrze! liczę na twoją roztropność.
MURZYN
Licz, panie, na moją przebiegłość. Jeżeli choć włosek wypuszczę z ręki, pozwalam żebyż oboje oczu moich nabił do wiatrówki i strzelił nimi do wróbli.
Chce odejść.
FIESKO
Czekaj! — jeszcze jedna robota. Galery mogą wpaść w oczy ludu. Dośledź, co o nich mówią. Jeżeli cię zapyta kto, odpowiesz, że z dala słyszałeś przebąkujących, jako twój pan na Turków ma łowy rozpocząć. Rozumiesz?
MURZYN
Rozumiem. Brody obrzezańców leżą na wierzchu — a co na spodzie, diabeł wie tylko.
Chce odejść.
FIESKO
Powoli — jeszcze jedna ostrożność. Gianettino ma nowy powód nienawiści do mnie, nowy powód ustawiania sideł. Idź, uważaj towarzyszy twoich, czy nie wyśledzisz gdzie nowo najętego zbójcy. Doria nawiedza domy podejrzane; przyczep się do kobiet rozpustnych — tajemnice gabinetu kryją się często w fałdach spódnicy. Przyrzecz im złotem sypiących kupców — przyrzecz im nawet pana twojego. Wszystko, co najgodniejsze, możesz w tym błocie zanurzać, byle do dna się dostać.
MURZYN
To, to! mam przystęp do pewnej Diany Bononi, której przez pięć ćwierci roku gachów65 sprowadzałem. Onegdaj prokurator Lomellin od niej wychodził.
FIESKO
Dobra gratka. Ten Lomellin jest właśnie główną sprężyną wszystkich szaleństw Dorii. Jutro rano musisz pójść do niej. Może on jeszcze dzisiejszej nocy tej cnotliwej Diany66 Endymionem67.
MURZYN
Jeszcze, łaskawy panie, jedna okoliczność. Jeżeli mnie Genueńczycy zapytają — a niech diabli porwą, jeśli nie zapytają — jeśli zapytają: Co Fiesko myśli? — chcesz, panie, kryć się pod twoją maską, — albo jak każesz, żebym odpowiedział?
FIESKO
Jak odpowiedzieć? Czekaj! Owoc jeszcze niedojrzały. Boleść rodzenia poprzedza. Odpowiesz, że Genua na katowskim klocu leży, i że twój pan zwie się Jan Ludwik Fiesko.
MURZYN
wyciągając się radośnie
O, tym co napłatam, będzie o czym gadać, na mój honor szubrawski! Dalej do roboty, drogi Hassanie! Naprzód do winiarza! Jest dla nóg pełna garść roboty — trzeba popieścić żołądek, żeby się wstawił do nóżek. Wybiega i wraca znowu. A propos, tylko co nie zapomniałem. Chciałeś wiedzieć, panie, co między waszą żoną a Kalkaniem zaszło? Panicz dostał harbuza68, i wszystko na tym się skończyło.
Wybiega.
SCENA SZESNASTA
FIESKO
sam
Żałuję cię, Kalkanio, ale czyż myślisz, że ja bym dotkliwy artykuł honoru łoża mego na łup wystawiał, gdyby mi cnota małżonki i własna godność moja dostatecznej nie dawały rękojmi? Ze szwagierka cieszę się jednak — z ciebie żołnierz dobry, musisz mi ramię swoje na śmierć Dorii poślubić. Przechadzając się dużym krokiem. Chodź teraz, Dorio, na plac bojowy! Wszystkie machiny do śmiałego dzieła w obrót puszczone. Nastrojone wszystkie instrumenta do strasznego koncertu. Brakuje tylko maskę zdjąć z twarzy I patriotom genueńskim Fieska pokazać. Słychać chód. Wizyta! kto mi może w tej chwili przerywać?
SCENA SIEDMNASTA
Fiesko. Werrina. Romano z obrazem. Sakko. Burgonino. Kalkanio.
FIESKO
wychodząc naprzeciw nich z wesołą twarzą
Witam was, godni przyjaciele! Jakież ważne dzieło w pełnej was liczbie do mnie przyprowadza? I ty, drogi bracie Werrino? Jużbym cię wkrótce i poznać nie zdołał, gdybym myślami częściej nie przebywał z tobą, niźli wzrokiem moim. Wszakżeż to od ostatniego balu, nie widziałem Werriny mego?
WERRINA
Nie miej mu za złe, Fiesko. Ciężkie brzemię siwą jego głowę od tego czasu pochyliło. Ale dosyć już o tym.
FIESKO
Nie dosyć dla troskliwej przyjaźni. Powiesz mi obszerniej, gdy sami będziemy. Do Burgonina. Bądź mi pozdrowiony, młody bohaterze, jeszcze zielona znajomość nasza, a już moja przyjaźń dośpiała69. Twoje zdanie czy zmieniłeś o mnie?
BURGONINO
Jestem na drodze.
FIESKO
Werrino! Mówią mi, że ten młodzieniec twoim zięciem ma zostać. Winszuję całym sercem takiego wyboru. Raz z nim tylko mówiłem, a jednak byłbym dumny, gdybym go nazywać mógł zięciem moim.
WERRINA
Przez ten sąd szczycić się mogę córką moją.
FIESKO
do innych
Sakko? Kalkanio? Rzadkie zjawiska na pokojach moich. Wstydziłbym się prawie gościnności mojej, gdyby ją najszlachetniejsze Genui ozdoby pomijać chciały. Pozdrawiam jeszcze piątego gościa; wprawdzie go nie znam, ale to godne grono dostatecznie go zaleca.
ROMANO
Jest to po prostu malarz, łaskawy panie, nazwiskiem Romano, który się kradzieżą natury wyżywia — herbu nie ma, sam pędzel tylko — przychodzi do ciebie z głębokim ukłonem kilka rysów wielkich do głowy Brutusa uchwycić.
FIESKO
Daj mi rękę, Romano. Mistrzyni twoja jest krewną mojego domu — kocham ją sercem braterskim. Sztuka jest prawą ręką natury. Ta stworzenia, a tamta ludzi wydała. Co malujesz, Romano?
ROMANO
Sceny z jędrnej starożytności. We Florencji stoi mój Herkules umierający, moja Kleopatra w Wenecji, wściekły Ajaks70 w Rzymie, gdzie w Watykanie bohaterowie dawnego świata z martwych powstają.
FIESKO
A obecnie nad czym pędzel twój pracuje?
ROMANO
Cisnąłem go, panie! Pochodnia geniusza prędzej dogorywa niż życia pochodnia. Za pewny punkt gdy ujdzie, papierową tylko zapala koronę. To moja praca ostatnia.
FIESKO
z zachwyceniem
Pożądańszą być nie mogła. Jestem nadzwyczaj wesoły, cała moja istność święci dziś wzniosły pokój duszy i otwiera ją pięknej naturze. Postaw twój obraz! Pyszną on ucztę przysposobi dla mnie. Chodźcie do koła, moi przyjaciele. Oddajmy się duszą całą mistrzowi. Postaw twój obraz!
WERRINA
dając znak innym
Patrzajcie, Genueńczycy!
ROMANO
ustawiając obraz
Światło musi z boku padać. Odsuńcie te firanki! Tamte zapuśćcie71! Dobrze! Staje na boku. Jest to historia Wirginii i Appiusza Klaudiusza.
Długie milczenie, podczas którego wszyscy na malowidło poglądają.
WERRINA
w natchnieniu
Dalejże, siwowłosy ojcze! Ha! zadrżał tyran. U was bladość, Rzymianie, kloce bezwładne! Dalejże za nim, Rzymianie! Nóż ofiarny błyszczy. — Za mną, wy kloce, Genueńczycy. Śmierć Dorii! Śmierć! Śmierć!
Wpada z orężem na obraz.
FIESKO
z uśmiechem do malarza
Żądaszże większej pochwały? Sztuka twoja tego starca w bezbrodego72 zamienia marzyciela.
WERRINA
Gdzie jestem? Gdzie oni zniknęli? Zniknęli jak bańki mydlane. Ty tu, Fiesko? A tyran oddycha jeszcze?
FIESKO
Patrzałeś tyle, a nie miałeś oczów. Podziwiasz tę Rzymianina głowę? Precz z nią! Patrz raczej na dziewicę. Ten wyraz twarzy jakże lubieżny, jakże kobiecy! Patrz na wdzięk ust więdniejących73, na rozkosz gasnącego spojrzenia. Nie do naśladowania, bosko, Romano! — A toż śnieżne, światło ćmiące łono jak jest mile wzniesione falami ostatniego oddechu! Więcej takich nimf, Romano, a uklęknę przed pomysłami twymi, naturze pożegnawczy74 list napiszę.
BURGONINO
Werrino! jestże to wspaniałe natchnienie, którego się spodziewałeś?
WERRINA
Nie lękaj się, synu. Bóg odrzucił ramię Fieska i liczyć musi na nasze.
FIESKO
do malarza
Tak, to twoja ostatnia praca, Romano. Wyczerpałeś całą siłę i już pędzla nie powinieneś dotknąć. Ale przy artyście o dziele zapominam. Mógłbym stać przed nim i poglądać i trzęsienia ziemi nie dosłyszeć. Zabierz twój obraz. Gdybym chciał ci tę głowę Wirginii opłacić, musiałbym Genuę zastawić. Zabierz twój obraz!
ROMANO
Sławą płaci się artysta. Obraz ci daruję.
Chce odejść.
FIESKO
Trochę cierpliwości, Romano. Majestatycznym krokiem przechodzi wzdłuż pokoju i nad czymś wielkim zdaje się rozmyślać. Czasami spogląda na obecnych przelotnym i silnym wzrokiem, na koniec bierze malarza za rękę i prowadzi go przed obraz. Przystąp tu, malarzu! Z postawą wyniosłą. Tak dumnie spoglądasz dlatego, że życie martwemu płótnu nadajesz i małym kosztem wielkie czyny unieśmiertelniasz. Chełpisz się zapałem poety, fantazją zimnej gry marionetek, bez serca, bez siły do czynów rozgrzewającej. Na płótnie tyranów obalasz, a sam nędznym jesteś niewolnikiem — jednym pędzla pociągiem wolność dajesz rzeczompospolitym, a własnych potargać nie możesz łańcuchów. Idź! Kuglarstwem jest praca twoja! Udanie niech czynowi ustąpi. Z dumą wywracając obraz. Ja zdziałałem, coś ty wymalował tylko.
Wszyscy uderzeni. Romano wynosi swój obraz przerażony.
SCENA OŚMNASTA
Ciż oprócz Romana.
FIESKO
przerywając milczenie zdziwionych
Czyście myśleli, że lew śpi dlatego, że nie ryczy? Takieście próżni byli sądząc z pewnością, że wyście tylko jedni czuli Genui łańcuchy, że wy tylko jedni potargać je chcieli? Wy tylko z daleka brzęk ich zasłyszeliście, a już je Fiesko rozerwał. Otwiera szkatułę, dobywa pakietu listów i rozrzuca je na stół. Tu żołnierze z Parmy, tu francuskie pieniądze, tu cztery galery od papieża. Czegóż brakowało jeszcze, żeby na tyrana w jego siedlisku uderzyć? Co mi macie przypomnieć jeszcze? Gdy wszyscy osłupiali milczą, przystępuje do stołu. Republikanie! Zręczniejsi jesteście tyranów przeklinać jak ich w powietrze wysadzać.
Wszyscy, oprócz Werriny, rzucają się do nóg Fieska.
WERRINA
Fiesko! Duch mój przed twoim się zniża — moje kolano nie może. Wielkim jesteś człowiekiem. — Ale wy powstańcie, Genueńczycy!
FIESKO
Cała Genua zżyma się patrząc na Fieska lubieżnego; cała Genua przeklina Fieska rozpustnika! Genueńczycy, Genueńczycy! Moje zaloty chytrego oszukały tyrana, moje szaleństwo przenikliwemu rozumowi waszemu zakryło niebezpieczną mądrość. Wirem uciech leżało otoczone zadziwiające dzieło sprzysiężenia. Dosyć już. Genua przez was mnie pozna. Już zaspokojone moje najżarliwsze chęci.
BURGONINO
rzuca się z żalem na krzesło
Ja więc się na nic nie przydam?
FIESKO
Szybko tylko od myśli do czynów przejdźmy! Wszystkie machiny skierowane. Lądem i morzem mogę miasto zdobywać. Rzym, Francja i Parma zasłaniają mnie. Szlachta jest zagniewana. Serca ludu do mnie należą. Ukołysałem w głęboki sen tyranów. Rzeczpospolita do wielkiego gotowa przeobrażenia. Szczęście nam sprzyja. Nic nie brakuje. — A Werrina zadumany?
BURGONINO
Czekajcie! Mam ja jedno słówko, co go prędzej wstrząśnie jak75 trąba dnia sądnego. Przystępuje do Werriny i woła. Ojcze! Zbudź się. Twoja Berta w rozpaczy.
WERRINA
Kto wołał? — Genueńczycy, do dzieła!
FIESKO
Rozmyślcie się nad wykonaniem planu. W czasie poważnej rozmowy naszej noc zaszła. Genua leży w śnie. Tyran znużony dziennymi grzechami na łoże pada. Czuwajcie nad nią i nad nim!
BURGONINO
Nim się rozłączymy, ściśnieniem dłoni zaprzysiężmy związek bohaterski. Podanymi dłońmi formują koło. Tu w jedno wzrasta pięć serc największych Genui, ażeby najwyższy los Genui rozstrzygnąć. Gdy runie cała świata budowa i wyrok sądu związki krwi, związki miłości rozetnie, ten popiętny76 liść bohaterski zostanie nietknięty.
Rozłączają się.
WERRINA
Kiedyż znów się zejdziemy?
FIESKO
Jutro o południu77 zbierać będę głosy wasze.
WERRINA
Jutro więc o południu. Dobranoc, Fiesko! Chodź, Burgonino! Coś nadzwyczajnego usłyszysz ode mnie.
Odchodzą obydwaj.
FIESKO
do innych
Wyjdźcie tylną bramą, żeby szpiegi Dorii nie dostrzegły was.
Wszyscy oddalają się.
SCENA DZIEWIĘTNASTA
FIESKO
sam
Jaka burza w piersiach moich, jaka myśl gra ciemna! — Jak ludzie podejrzani, na czarną zbrodnię czyhający, skradają się na palcach i zarumienione twarze lękliwie do ziemi schylają, tak przez duszę moją przemykają się pełne kształtów fantomy. — Stójcie! stójcie! Niech wam w oczy zajrzę — dobra myśl dodaje hartu sercu człowieka i bohaterstwo na dniu białym jaśnieje. — Ha! znam ja was! — w barwie niecnego kłamcy chodzicie. Precz! przepadajcie! Milczenie — później żywiej. Fiesko republikanin, Fiesko książę? — Powoli! — Jest tu przepaść ze spadzistą ścianą, gdzie moc się cnoty zamyka, gdzie się rozdzielają niebo i piekło. — Tu właśnie potknęli się bohaterowie — bohaterowie upadli i świat przekleństwami otoczył ich imiona. — Tu się właśnie bohaterowie wahali, bohaterowie dotrwali i półbogami świat ich uznał. Żywo. Ale one do mnie należą, te serca całej Genui? Ale moją ręką to tu, to tam na pasku wodzić mogę tę straszną Genuę? — Przeklęta chytrość grzechu, co przed każdym szatanem anioła stawia! Nieszczęśliwa żądzo wyniesienia, odwieczna zwodzicielko! Aniołowie pocałunkiem zdmuchnęli niebo z szyi twojej, a śmierć wyszła z ciężarnego żywota. Wstrząsając się z przerażeniem. Aniołów podeszłaś syrenimi trelami o nieskończoności; ludzi łowisz złotem, kobietami i koronami. Po namyśle stanowczo. Berło zdobyć wielkim jest dziełem — odrzucić boskim! — Przepadaj, tyranie — bądź wolna, Genuo! a ja najszczęśliwszym twoim obywatelem!
AKT TRZECI
Puszcza dzika.
SCENA PIERWSZA
Werrina. Burgonino, wchodzą wśród nocy.
BURGONINO
zatrzymując się
Gdzie mnie prowadzisz, ojcze? Głucha boleść, z którą mnie przywołałeś, dysze jeszcze w ciężkim twoim odetchnieniu. Przerwij to okropne milczenie. Mów — ja dalej nie pójdę.
WERRINA
Tu właśnie miejsce.
BURGONINO
Okropniejszego znaleźć nie mogłeś? Ojcze, jeśli to, co mi powiesz, do tego miejsca podobne, włosy na mojej głowie powstać muszą.
WERRINA
Miejsce to kwitnącą jest łąką w porównaniu do nocy duszy mojej. Chodź za mną tam, gdzie zgnilizna robactwem ciała toczy i gdzie śmierć straszne stoły zastawia — tam, gdzie skowyczenie dusz potępionych rozradowuje szatanów i gdzie łzy daremne rozpaczy przepływają przez podziurawione rzeszoto78 wieczności — tam, mój synu, gdzie świat chybia swemu przeznaczeniu, a bóstwo swoje herby dobroczynności gruchoce — tam ja do ciebie przez zniszczenie przemówię, a ty ze zgrzytaniem zębów słuchać mnie będziesz.
BURGONINO
Słuchać? Co? Zaklinam ciebie.
WERRINA
Młodzieńcze, lękam się — młodzieńcze, krew twoja czerwieni się jak róża i ciało twoje wątłe i łagodne — takie charaktery miękkie mają uczucia. Przy tym tkliwości płomieniu topnieje nawet mądrość moja okrutna. Gdyby mróz starości, albo ból ołowiany podciął był skrzydeł radosnemu duchowi twemu — gdyby czarna, zasiadła krew zamknęła była cierpiącej ludzkości drogę do serca twojego — wtenczas byłbyś usposobiony głos moich cierpień zrozumieć i podziwiać przedsięwzięcie moje.
BURGONINO
Będę go słuchał i moim uczynię.
WERRINA
Nie, mój synu! Werrina chce twoje serce oszczędzić. Scipionie, ciężkie brzemię na tej piersi leży — leży na niej myśl przerażająca jak nocy ciemność — i tyle straszna, że łono męskie może pod nią pęknąć. — Ale czy rozumiesz? Ja sam chcę jej dokonać — sam przenieść nie zdołam. Gdybym był dumny, Scipionie, powiedziałbym, że to jest udręczenie samemu tylko być wielkim człowiekiem. Wielkość Stwórcy ciężyła, i dlatego wziął on duchy na powierników swoich. Słuchaj, Scipionie!
BURGONINO
Moja dusza pochłania twoją.
WERRINA
Słuchaj, ale nic nie odpowiadaj. Nic, młodzieńcze — słyszysz, ani jednego słowa odrzec mi nie możesz. — Fiesko musi umrzeć!
BURGONINO
przerażony
Umrzeć? Fiesko?
WERRINA
Umrzeć! Dzięki ci, Boże, że usta to słowo wyrzekły. Tak, Fiesko musi umrzeć i umrzeć przeze mnie. Idź teraz — są czyny, które wyrokom ludzkim podlegać nie mogą, niebo tylko na sędziego biorą. Jest to jeden z tych czynów. Idź — ani pochwały, ani nagany nie pragnę twojej. Znam ja sam, ile on mnie kosztuje — dosyć więc na tym. Ale — ty w domysłach oszaleć mógłbyś. — Słuchaj więc — widziałeś go, jak tryumfująco w naszym zdziwieniu wczoraj się przezierał. Człowiek, którego uśmiech Włochy oszukał, potrafiż w Genui sobie równego ścierpieć? Fiesko strąci tyrana, to jest pewne! Ale Fiesko dla Genui najniebezpieczniejszym zostanie tyranem — to jeszcze pewniejsze.
Odchodzi szybko. Burgonino spogląda za nim zdziwiony i bezmowny — potem z wolna postępuje za nim.
SCENA DRUGA
Sala w pałacu Fieska. W środku wielkie szklane drzwi wychodzące na miasto i morze. Świta.
FIESKO
Co to jest? — księżyc zaszedł. Ranek ognisto z morza powstaje. Dzikie mary wyobraźni sen mój przepłoszyły. Cała istność moja około jednego skurczyła się uczucia. Muszę wyciągnąć się na wolnym powietrzu. Otwiera szklane drzwi. Miasto i morze rannym brzaskiem poczerwienione. Fiesko przechadza się z głośnym stąpaniem po pokoju. Największym mężem jestem w Genui całej, a mniejsze dusze nie miałyby się pod władzę większej gromadzić? — Ale obrażam cnotę! Milczenie. Wzniosła głowa inne ma pokusy niźli pospolita, czyliż powinna tę samą z nią cnotę podzielać? Tancerz, co szczupłe ciało Pigmejczyka ściska, piersi olbrzyma nie zdoła opasać. Słońce wschodzi nad Genuą. To miasto majestatyczne! Z wyciągniętymi rękoma. Moje jest, i nad nim jaśnieć jako dzień królewski! — wielkie myśli rodzić — monarszą siłą wrzące chęci, nienasycone żądze w tym bezdennym oceanie zanurzać! — Zapewne — jeśli dowcip79 oszukańca oszustwa nie uszlachetnia — to nagroda uszlachetnia przynajmniej oszukańca. Haniebną jest rzeczą kieszeń splądrować — zuchwalstwem miliony zabrać, ale niewypowiedzianie wielką jest koronę ukraść. Hańba zmniejsza się wzrastającym grzechem. — Milczenie. — Z dobitnością. Słuchać! — Panować! — Niezmierna, głowę zawracająca przepaść! Rzucajcie do niej wszystko, co człowiek ma najdroższego — wasze bitwy wygrane, wy zwycięzcy — wasze nieśmiertelne dzieła, wy sztukmistrze — wasze rozkosze, epikurejczycy — wasze morza i wyspy, żeglarze świata! Słuchać i panować! Być albo nie być. Ten tylko taki skok rozmierzy, kto ogromną przepaść od serafa80 do Boga nieskończonego przesadzić zdolny. Stać na tej strasznej, wspaniałej wysokości, rzucać wzrokiem uśmiechniętym na rwący potok ludzkości, gdzie ślepy los — ten oszust, chytrze koło toczy; pierwsze usta do kielicha uciech przytykać; nisko pod sobą uzbrojonego olbrzyma: Prawo na dziecka przepasce wodzić; bezkarnie rany mu zadawać i widzieć, jak jego gniew krótkoręki na próżno się bije o zapory majestatu; niesforne namiętności motłochu jak brykające konie lekką grą wędzideł powstrzymywać; dumę do zaszczytów pnących się wasalów jednym — jednym tylko odetchnieniem w proch obracać, gdy tymczasem twórcze królów berło sny nawet królewskiej gorączki w życie wprowadzić może! — Co za obrazy i jak one zdziwionego ducha za krańce mocy jego posuwają! — Jedna chwila książęcego panowania cały szpik żywota pochłonęła. Nie przestrzeń życiem zajęta, ale jego treść wartość życia stanowi. Rozłóż grzmot piorunowy na pojedyncze dźwięki, a śpiewem ich dziecko do snu ukołyszesz; zlej je razem w jeden huk gwałtowny, a wrzask ten wszechwładny wiekuistym niebem zatrzęsie. — Postanowiłem!
SCENA TRZECIA
Fiesko. Leonora wchodząc ostrożnie.
LEONORA
Przebacz, hrabio! Lękam się, abym ci porankowej nie przerwała godziny.
FIESKO
zmieszany cofa się
Zapewne, łaskawa pani!... Schodzisz mnie niespodzianie...
LEONORA
Kochającego nigdy to nie spotyka.
FIESKO
Hrabino! Narażasz piękność swoją na nieprzyjazny oddech poranku.
LEONORA
Na cóż mam tę trochę, co pozostała, zgryzotom zachowywać?
FIESKO
Zgryzotom, moja droga? Mnie się dotąd zdało, że kto nie myśli rządu wywrócić, już ma spokojność umysłu!
LEONORA
Może być — ale ja czuję, że moja pierś kobieca pęka pod tą spokojnością umysłu. Przychodzę, mój panie, nic nie znaczącą prośbą obarczyć ciebie, jeżeli możesz trochę mi czasu poświęcić. Od siedmiu miesięcy miałam sen dziwny, jakobym hrabiną Lawania była. Sen zniknął — ale zawrót głowy zostawił. Muszę pamiątki niewinnych lat dzieciństwa przywoływać, żeby mego ducha od tych żywych marzeń uleczyć. Pozwól mi zatem, żebym na łono dobrej mojej matki wróciła.
FIESKO
pomieszany
Hrabino!
LEONORA
Słaba to, rozpieszczona istota, to moje serce, nad którym litość mieć ci należy. Najleksze nawet wspomnienie snu mojego mogłoby chorej wyobraźni mojej zaszkodzić. Zwracam więc ostatnie pozostałe pamiątki prawemu właścicielowi. Kładzie na stół kilka drobnostek. I ten sztylet, co moje serce przeszył; kładąc list. I ten jeszcze — głośno płacząc chce odejść nic sobie nie zestawiam, same rany tylko!
FIESKO
bieży za nią i wstrzymuje
Leonoro! Co za scena! Na Boga zaklinam!
LEONORA
padając w ramiona jego
Nie zasłużyłam być małżonką twoją; ale małżonka twoja powinna by na szacunek zasłużyć. — Jakże syczą dzisiaj te języki obmowne. Jak zyzem81 poglądają na mnie genueńskie panie i dziewice: „Patrzcie, tak więdnieje ta próżna kobieta, co Fieska poślubiła!” — Okrutna kara za moją dumę kobiecą! Całą płcią moją wzgardziłam w on czas, gdy mnie Fiesko do ślubnego prowadził ołtarza.
FIESKO
Nie! zaiste — Madonna82! Ta scena jest dziwaczna.
LEONORA
do siebie
Dzięki ci, Boże! Czerwieni się i blednie. Teraz przybywa mi odwagi.
FIESKO
Dwa tylko dni, hrabino — a wtenczas mnie osądzisz.
LEONORA
Poświęcona! O, nie daj mi słów tych wypowiedzieć, dziewicza światłości! poświęcona rozpustnicy? Nie! — spojrzyj na mnie, małżonku mój! Zaiste, oczy, które całą Genuę w niewolnicze drżenie wprowadzają, muszą w tej chwili przed łzami jednej kobiety po ziemi się czołgać. —
FIESKO
pomieszany
Nic więcej, sinioro — nic dalej.
LEONORA
z boleścią i goryczą
Słabe serce kobiece rozdzierać, jakże to godne silnej płci męskiej. Rzuciłam się w objęcia tego człowieka. Przy tym olbrzymie pieściły się rozkosznie wszystkie moje słabości kobiece — oddałam mu niebo moje całe — a ten człowiek wspaniały niesie je do jednej...
FIESKO
przerywając
Moja Leonoro! — Nie!
LEONORA
Moja Leonoro! Dzięki ci, Boże! Był to znowu czysty oddźwięk miłości — powinna bym ciebie nienawidzić, fałszywy, a jednak tak chciwie rzucam się na okruchy czułości twojej. Nienawidzić? Czyżem ja „nienawidzić” powiedziała, Fiesko? Nie wierz temu! Umrzeć każe mi twoje krzywoprzysięstwo, ale nigdy nienawidzić. Moje serce oszukane jest.
słychać głos Murzyna
FIESKO
Leonoro! Spełń moją małą dziecinną prośbę.
LEONORA
Wszystko, mój Fiesko, obojętności tylko ci odmówię.
FIESKO
Co zechcesz, i jak zechcesz — znacząco tylko nim Genua o dwa dni starszą nie będzie, nie pytaj, nie potępiaj.
Odprowadza ją z grzecznością do drugiego pokoju.
SCENA CZWARTA
Murzyn zadyszany. Fiesko.
FIESKO
Skąd tak zadyszany?
MURZYN
Żywo, łaskawy panie.
FIESKO
Czy wpadło co do sieci?
MURZYN
Czytaj ten list. Czy istotnie tu jestem? Sądzę, że Genua o dwanaście ulic stała się krótszą, albo moje nogi o tyleż dłuższe. Bledniejesz, panie? Tak, tak — kartują talię na figury, a twoja głowa panie jest tarokiem83. Jak się wam podoba?
FIESKO
pomieszany rzucając list na stół
Do wszystkich katów! Jakeś ty przyszedł do tego listu?
MURZYN
Prawie tak samo, jak Wasza Wysokość do rzeczypospolitej. — Umyślny kurier leciał z nim do Lewanto. Zwąchałem pismo — czaję się w wąwozie. Paf! kuna zabita, kurczę w naszym ręku.
FIESKO
Na ciebie krew jego! Listu tego złotem opłacić nie można.
MURZYN
Przestanę na srebrze. Poważnie i znacząco. Hrabio Lawania! Niedawno chętka mnie brała na głowę twoją. Wskazując na list. Tu znowu by jej było... Spodziewam się teraz, że pan i sługa psubrat nic sobie nie winni. Resztę możesz wziąć, hrabio, jako usługę przyjacielską. Podając mu drugi list. Numer drugi.
FIESKO
biorąc list ze zdziwieniem
Czy szalejesz?
MURZYN
Numer drugi! Stając dumnie przed Fieskiem i biorąc się pod boki. Nie tak głupio lew zrobił, że myszce darował. Sprytnie to zrobił — bo któż by dzisiaj sieć porozgryzał? No! Jakże się to podoba?
FIESKO
Słuchaj! Ilu ty diabłów trzymasz na posługach?
MURZYN
Jednego tylko i ten na hrabiowskim obroku84.
FIESKO
Dorii podpis własny! Skąd to pismo dostałeś?
MURZYN
Świeżo z rączek mojej Bononi. Poszedłem tam przeszłej jeszcze nocy, zadzwoniłem pięknymi słówkami pańskimi i jeszcze piękniejszymi cekinami85. Ostatni dźwięk doszedł do uszów. Dano mi czas na szóstą godzinę z rana. Pan hrabia był tam właśnie, jakeście przewidzieli i czarnym na biało zapłacił wstępne do fabrykowanego raju.
FIESKO
w gniewie
Nędzni kobiet służalce! Rzeczypospolite chcą walić — przed nałożnicami milczeć nie umieją. Widzę z tych pism, że Doria ze swoimi zausznikami zrobił spisek, ażeby mnie i jedenastu senatorów zamordować, a Gianettina rządzącym księciem ogłosić!
MURZYN
Nie inaczej — i to w dniu wyborów na dożę, trzeciego tego miesiąca.
FIESKO
Nasza noc skrzętna w matczynym jeszcze żywocie86 ten dzień udusi. — Żywo, Hassanie! Sprawy moje dojrzały — zwołaj innych! — Krwawym kawałkiem pola wyprzedzimy tych panów. Nogi za pas, Hassanie!
MURZYN
Jeszczem całego worka nowin nie wypróżnił. Dwa tysiące ludzi szczęśliwie ściągnięto. Zawiodłem ich do kapucyńskiego klasztoru, gdzie ani nawet promyczek słońca szpiegować nie może. Pali ich chęć oglądania pana swego — a dziarskie to chłopcy.
FIESKO
Od każdej głowy skud87 ci jeden świeci. Co Genua przebąkiwała o galerach moich?
MURZYN
W tym jest figiel kapitalny, łaskawy panie! czterystu awanturników, których pokój zawarty między Francją a Hiszpanią na koszu osadził, przyczepiło się do moich pomocników, iżby za ich wstawieniem hrabia Fiesko mógł ich posłać przeciw niewiernym. Zaprosiłem ich na wieczór do waszego pałacu.
FIESKO
uradowany
Ledwo ci na szyję nie skoczę, niecnoto! Mistrzowskie dzieło! Czterystu powiadasz? Już nic Genui nie wybawi. Czterysta skudów do ciebie należy.
MURZYN
szczerze
Uderz w dłoń, Fiesko! My dwaj tak Genuę przerobimy, że prawo miotłami wyrzucać będą. Nie mówiłem wam jeszcze, że między załogą tutejszą mam ja szpaków moich, na których liczyć mogę jak na mój kącik w piekielnym ogniu. Urządziłem więc tak, że przy każdej bramie przynajmniej sześciu naszych będzie stało pod wartą — a to dosyć, ażeby innych przegadać i wszystkie pięć zmysłów zalać im winem. Jeżeli więc podoba wam się dzisiejszej nocy hulankę wyprawić, to warty zastaniesz spojone.
FIESKO
Nic więcej nie mów! Aż do tej godziny ogromną bryłę sam bez pomocy ludzkiej toczyłem — u celu samego ostatni łotr jeszcze mnie zawstydza? Podaj rękę! Co hrabia ci winien, książę wypłaci.
MURZYN
Oprócz tego wszystkiego mam tu liścik od hrabiny Imperiali. — Skinęła na mnie z góry na ulicę. Nadzwyczaj była łaskawa. Pytała szyderczo, czy hrabinę Lawania nie napadła żółtaczka. Mówiłem, że wasza łaskawość o jedną tylko rzecz pyta. Mówiłem...
FIESKO
przeczytawszy list rzucił go na ziemię
Dobrześ mówił. Cóż ona na to?
MURZYN
Ona mówiła — że ubolewa nad losem nieszczęśliwej wdowy i podejmuje się pocieszyć ją, zakazując łaskawemu panu wszelkich grzeczności na przyszłość.
FIESKO
Które do skończenia świata zapewne trwać nie będą. Czy już wszystko, co masz ważnego?
MURZYN
Łaskawy panie! Interesa kobiet natychmiast po politycznych. —
FIESKO
O bez wątpienia — a szczególniej takie. Co tam robisz z tym papierkiem?
MURZYN
Chcę jedną szatańską sprawę przez drugą wyskrobać. — Te proszki dała mi hrabina, ażebym waszej żonie co dzień jeden do czekolady wkładał.
FIESKO
pobladły cofa się
Kto ci dał?
MURZYN
Donna Julia, hrabina Imperiali.
FIESKO
wydzierając mu proszki, gwałtownie
Jeżeli kłamiesz, łotrze — każę cię żywcem przyśrubować do chorągiewki wieży świętego Wawrzyńca, tak że cię wiatr za jednym powiewem dziewięć razy do koła obracać będzie. Co, ten proszek?
MURZYN
niecierpliwie
Mam w czekoladzie dawać żonie waszej podług rozkazu hrabiny Julii Imperiali.
FIESKO
z gniewem najwyższym
Potwór! potwór! — to cudowne stworzenie? — czy takie piekło zdolne jest w duszy jednej kobiety się pomieścić? — Ale zapominam dzięki ci złożyć, niebiańska opatrzności, że go niszczysz — niszczysz za pomocą drugiego szatana. Dziwne są drogi twoje. Do Murzyna. Przyrzekniesz słuchać i milczeć.
MURZYN
Chętnie. Za milczenie gotówką mi zapłaciła.
FIESKO
List ten zaprasza mnie do niej. Pójdę do ciebie, pani! Namówię cię, żebyś tu przyszła. — Dobrze. Przyśpieszaj teraz, co przyśpieszyć można i zwołaj wszystkich związkowych.
MURZYN
Przewąchałem ten rozkaz i dlatego każdego z nich na moją odpowiedzialność zamówiłem tu na godzinę dziesiątą.
FIESKO
Słyszę stąpania. To oni. — Zasłużyłeś, niecnoto, na osobną szubienicę, na której żaden jeszcze syn Adamowy nie dyndał. Idź do przedpokoju, aż zadzwonię.
MURZYN
odchodząc
Murzyn swoje dzieło sprawił, Murzyn odejść może.
SCENA PIĄTA
Wszyscy sprzysiężeni.
FIESKO
idąc naprzeciw nim
Burza się zbliża. Chmury się zlatują. Wchodźcie cicho i spuśćcie oba zamki.
WERRINA
Ośm88 drzwi za sobą zaryglowałem. Podejrzenie na sto kroków nie zbliży się do nas.
BURGONINO
Nie ma tu zdrajcy, chyba lękliwość nasza.
FIESKO
Lękliwość mojego progu nie przestąpi. Niech pozdrowiony będzie, kto jeszcze jest wczorajszym. Zabierzcie miejsca swoje!
Wszyscy siadają.
BURGONINO
przechadzając się
Niechętnie siedzę, gdy niszczyć myślę.
FIESKO
Genueńczycy! Pamiętna to godzina.
WERRINA
Wezwałeś nas, iżbyśmy się zastanowili nad planem wymordowania tyranów. Pytaj nas. — Jesteśmy gotowi dać ci odpowiedź.
FIESKO
Naprzód więc pytanie, które dziwnie brzmi, bo za późno przychodzi. — Kto ma zginąć?
Wszyscy milczą.
BURGONINO
wspierajac się o poręcz krzesła, na którym Fiesko siedzi, głosem znaczącym
Tyrani!
FIESKO
Dobra odpowiedź — Tyrani! — ale proszę was, zwróćcie uwagę na całe znaczenie słowa. Kto jest większym tyranem, czy ten, co pokazuje chęć obalenia wolności, czy ten, co ma przewagę?
WERRINA
Pierwszego nienawidzę, drugiego się lękam. Andrzej Doria niech ginie!
KALKANIO
w poruszeniu
Andrzej? zgrzybiały starzec — Andrzej, którego ostateczny rachunek z naturą może pojutrze zapadnie?
SAKKO
Andrzej, ten starzec łagodny?
FIESKO
Straszną jest tego starca łagodność, mój Sakko, gdy tymczasem duma szalona Gianettina śmieszną tylko. Andrzej Doria niech ginie, wyrzekła to mądrość twoja, Werrino!
BURGONINO
Łańcuch żelazny, czy jedwabny, zawsze jest łańcuchem, i Andrzej Doria niech ginie!
FIESKO
idąc do stołu
Zapadł więc wyrok na synowca i stryja. Podpiszcie! Wszyscy podpiszcie. Kto padnie, jużeśmy postanowili — a teraz do równie ważnego zapytania! Jak? Mów najpierwszy, przyjacielu Kalkanio!
KALKANIO
Spełnimy to jak żołnierze, albo jak buntownicy. Pierwsze jest niebezpiecznym, bo zmusza nas wielu mieć wspólników — niepewnym, bo nie wszystkie serca narodu pozyskane. Na drugie mamy już pięć dobrych sztyletów. Za trzy dni jest uroczysta msza w kościele Św. Wawrzyńca — obaj Doriowie tam zwykle odprawiają modły swoje. W bliskości Bóstwa usypia nawet trwoga tyranów. Skończyłem.
FIESKO
odwrócony
Kalkanio! Rada twoja rozumna wstręt budzi. — Rafale Sakko?
SAKKO
Powody Kalkania podobają mi się, jego wybór mnie oburza. Ale lepiej niech Fiesko stryja i synowca na ucztę uprosi, gdzie całym gniewem rzeczypospolitej przyciśnieni wybiorą, spożyć śmierć na sztyletach naszych, albo w kielichu dobrego cypryjskiego wina. Ten sposób wygodny przynajmniej.
FIESKO
z przerażeniem
Sakko! A jeśli ta kropla wina, którą umierającym kosztować będą językiem, w wrzącą się smołę zamieni i smak ci piekła przypomni — cóż wtenczas, Sakko? — Precz z tą radą! Mów ty, Werrino.
WERRINA
Otwarte serce otwarte ma czoło. Skryte zabójstwo do zgrai bandytów nas spycha. Miecz w ręku godłem jest bohatera. Moim zdaniem powinniśmy dać głośny sygnał powstania i szczękiem broni zwołać synów Genui do zemsty.
Powstaje z krzesła — inni za nim, Burgonino rzuca mu się na szyję.
BURGONINO
I ręką uzbrojoną zmusimy szczęście, by nam łaskę dało. Głos to jest honoru i mój.
FIESKO
I mój. Wstydźcie się, Genueńczycy! Do Kalkania i Sakka. Szczęście do tej chwili i tak już dosyć dla nas uczyniło, powinniśmy sami szukać pracy dla siebie. Powstanie więc, i to jeszcze dzisiejszej nocy, Genueńczycy!
Werrina, Burgonino zdziwieni — inni przeklękli.
KALKANIO
Co? Tej nocy? Tyrani jeszcze są zanadto potężni, a zastęp nasz nieliczny.
SAKKO
Tej nocy jeszcze? A nic nie zrobione — a słońce bliskie już zachodu?
FIESKO
Uwagi wasze bardzo są słuszne, ale czytajcie te listy! Oddaje im pismo z podpisem Gianettina, a sam z szyderczym przechodzi się uśmiechem. Bądź zdrowa teraz, Doriów piękna gwiazdo! Dumnie i jasno iskrzyłaś się nad nami, jak gdybyś cały horyzont genueński wynajęła; widzisz jednakże, że i słońce na niebie miejsca ustępuje i z księżycem berło świata podziela. Bądź zdrowa, Doriów piękna gwiazdo! I Patrokles89 umrzeć musiał, a był większym od ciebie.
BURGONINO
po przeczytaniu
To okropne!
KALKANIO
Dwunastu za jednym strzałem?
WERRINA
Jutro w pałacu seniorii.
BURGONINO
Daj mi tę listę. Cwałem przejadę Genuę całą, trzymać ją będę do góry, a głazy za mną poskoczą, zaskowyczą psy na zabójców.
WSZYSCY
Zemsta! Zemsta! Zemsta! I to tej nocy jeszcze!
FIESKO
Mam więc was, gdzie mieć chciałem. Skoro wieczór zapadnie, zaproszę najznakomitszych malkontentów do siebie na zabawę, a szczególniej wszystkich, którzy na zbójeckiej liście Gianettina wpisani — oprócz tego Saulów, Dżentilów, Wiwaldów i Wesodimarów, śmiertelnych domu Doriów nieprzyjaciół, których zbójca zapomniał się lękać. Oni zamiar mój otwartym sercem przyjmą, nie wątpię o tym.
BURGONINO
I ja nie wątpię.
FIESKO
Przede wszystkim musimy się od morza upewnić. Galery i majtkowie już są w moich rękach. Dwadzieścia okrętów Dorii bez lin, bez ludzi, lekko uzbrojone. Port Dorseny zamknie się, i wszelka nadzieja ucieczki stracona. Port w naszej mocy, a Genua w łańcuchach.
WERRINA
Niezawodnie!
FIESKO
Zaraz potem zdobędziemy i osadzimy cytadele miasta. Najważniejszą jest wieża Św. Tomasza, która do portu prowadzi i naszą siłę morską z lądową łączy. Obaj Doriowie zostaną w własnych pałacach napadnięci i zamordowani. Na gwałt po wszystkich zatętnią ulicach, uderzą dzwony i zwołają obywateli, ażeby z nami stanęli i razem wolność Genui zdobyli. Jeżeli szczęście nam posłuży, w pałacu seniorii posłyszycie resztę.
WERRINA
Plan jest dobry. Rozważmy, jak role rozdzielić.
FIESKO
znacząco
Genueńczycy! Postawiliście mnie dobrowolnym wyborem na czele sprzysiężenia. Czy chcecie dalszych moich słuchać rozkazów?
WERRINA
Skoro będą najlepsze.
FIESKO
Werrina! Znasz ty wielkie słowo, gdy się w szeregu stoi wojskowym? — Genueńczycy, nauczcie go, że ono zowie się posłuszeństwem. Jeżeli ja tych głów podług mej woli obracać nie mogę — rozumiejcie mnie dobrze — jeżeli nie będę wodzem całego sprzysiężenia, sprzysiężenie traci jednego członka.
WERRINA
Wolność wieczną warto dwiema godzinami niewolniczej służby opłacić. Będziem posłuszni.
FIESKO
To opuśćcie mnie teraz. Jeden z was zwiedzi miasto i zda mi sprawę, gdzie jest słaba, a gdzie mocna w twierdzach załoga. Drugi wyciągnie hasła. Trzeci uzbroi galery. Czwarty przywiedzie do mojego pałacu dwa tysiące ludzi. Ja sam wszystko na wieczór przygotuję, a jeśli szczęście posłuży, bank faraonowy zabiję. Kiedy dziewiąta uderzy, wszyscy znajdować się powinni na zamku, gdzie ostatnie rozkazy usłyszą.
Dzwoni.
WERRINA
Ja biorę port morski na siebie.
Odchodzi.
BURGONINO
Ja żołnierzy.
Odchodzi.
KALKANIO
Hasła ja wyciągnę.
Odchodzi.
SAKKO
Ja Genuę przejrzę.
Odchodzi.
SCENA SZÓSTA
Fiesko, potem Murzyn.
FIESKO
siada przy biurze i pisze
Skręcili się na słowie „posłuszeństwo” jak gąsienica na szpilce — ale za późno już, republikanie!
MURZYN
Łaskawy panie...
FIESKO
wstaje i daje mu listę
Wszystkich, których imiona na tej liście zapisane, zaprosisz na komedię tu — w nocy.
MURZYN
Na aktorów zapewne. Cena miejsca gardło kosztować będzie.
FIESKO
obojętnie i z pogardą
Skoro tego dopełnisz, dłużej cię w Genui trzymać nie chcę. Odchodząc i ciskając na ziemię sakiewkę ze złotem. Jest to ostatnia praca twoja.
SCENA SIÓDMA
Murzyn podnosi worek i patrzy na niego z osłupieniem.
Czy tak stoimy? „Nie chcę cię dłużej w Genui trzymać”. To znaczy z chrześcijańskiego na bisurmański język: Gdy ja księciem zostanę, każę cię, mego dobrego przyjaciela, na genueńskiej szubienicy powiesić. Dobrze! Troszczy się o to, że ja figle jego znam i honor jego przez moją gębę przepędzę, skoro księciem zostanie. Powoli, panie hrabio, ostatni wypadek jeszcze do rozważenia. Teraz, stary Dorio, twoja skóra jest na rozkazy moje! — Zginąłeś, jeśli cię nie przestrzegę. Ale gdy pójdę i związek wydam, zachowam księciu Genui nie mniej jak życie i księstwo — na podziękowanie nie mniej jak ten kapelusz złota nasypać musi. Chce odchodzić, zatrzymuje się jednak nagle. Ale z wolna, przyjacielu Hassanie! Jesteś na drodze wielkie głupstwo popełnić. Gdyby orgii śmierci nie było i coś dobrego spłynęło? Pfe! Pfe! Moja chciwość jakąś diabelską czynność chciała wyrządzić! — Z czego większe złe wyniknie? Czy gdy ja tego Fieska oszukam, czy gdy tego Dorię oddam pod nóż zabójczy? To dla mnie za mądre, mój diable! Jeżeli uda się Fieskowi, Genua może się odrodzić. Nie, to być nie może. Jeżeli wymknie się Doria, wszystko zostanie jak przedtem i Genua ma pokój — to by jeszcze szpetniej wyglądało! Ale to widowisko, gdy głowy buntowników do kosza katowskiego zlatywać będą. Na drugą obracając się stronę. Ale ta huczna biesiada rzeźnicza tej nocy, gdy na jeden figlarny świst Murzyna książęce panki dusić się będą. Nie, z tego zamieszania chyba chrześcijanin wyjść może, dla pogańskiego syna za trudne pytanie. Muszę uczonego się poradzić.
Odchodzi.
SCENA ÓSMA
Sala u hrabiny Imperiali. Julia w negliżu. Gianettino wchodzi rozgniewany.
GIANETTINO
Dobry wieczór, siostro!
JULIA
powstając
Coś nadzwyczajnego musi książęcego następcę Genui do siostry jego sprowadzać.
GIANETTINO
Wszak ciebie, siostro, zawsze motyle, a mnie osy okrążają. Kto tu poradzi tobie? Usiądźmy!
JULIA
Wkrótce zniecierpliwisz mnie.
GIANETTINO
Siostro, kiedy cię po raz ostatni Fiesko nawiedzał?
JULIA
Dziwna rzecz — jak gdyby moja pamięć podobne fraszki90 zatrzymywała!
GIANETTINO
Ja o tym muszę wiedzieć koniecznie.
JULIA
A więc — wczoraj tu był.
GIANETTINO
I szczerym się pokazywał.
JULIA
Jak zwykle.
GIANETTINO
Zawsze dawny fantastyk?
JULIA
obrażona
Panie bracie!
GIANETTINO
mocniejszym głosem
Słuchaj! Czy zawsze dawny fantastyk?
JULIA
wstaje rozgniewana
Za kogo masz mnie, bracie?
GIANETTINO
siedząc na miejscu, z przekąsem
Za kawał kobiecego mięsiwa w wielki — w wielki dyplom szlachecki zawinięty. Między nami, siostro, gdy nikt nie podsłuchuje.
JULIA
Między nami, gdy nikt nie podsłuchuje — jesteś swawolna małpa, co na kredycie twojego stryja, jakby na drewnianym jeździsz koniku.
GIANETTINO
Siostrzyczko! Siostrzyczko! — Nie gniewaj się — rad jestem, że Fiesko dawnym jeszcze jest fantastykiem. O tym tylko wiedzieć chciałem. Żegnam cię.
Chce odchodzić.
SCENA DZIEWIĄTA
Ciż. Lomellin.
LOMELLIN
całując rękę Julii
Przebacz, pani łaskawa, śmiałości mojej. Zwracając się do Gianettina. Pewne sprawy nie cierpiące zwłoki...
GIANETTINO
bierze Lomellina na stronę. Julia idzie do klawikordu i zagniewana przegrywa allegro91
Czy wszystko przyrządzone92 na jutro?
LOMELLIN
Wszystko, książę. Ale kurier, który dziś rano do Lewanto poleciał, nie powrócił jeszcze. Spinoli także nie ma. Jeśli on uwięziony! — Jestem w największej niespokojności.
GIANETTINO
Nie troszcz się o nic. Masz listę u siebie.
LOMELLIN
zmieszany
Łaskawy panie! — lista... nie wiem — musiałem ją we wczorajszej sukni93 zapomnieć. —
GIANETTINO
To dobrze. Gdyby tylko Spinola powrócił. Fieska jutro rano martwym w łóżku zastanę. Przyrządziłem wszystko.
LOMELLIN
Ale to straszne zrobi wrażenie.
GIANETTINO
W tym właśnie, mój człecze, leży nasze bezpieczeństwo. Codziennie wydarzające się nadużycia podnoszą tylko krew obrażonego — a do wszystkiego zdolny jest człowiek. Nadzwyczajne zbrodnie strachem swoim w lód go zamieniają, i niczym wtenczas jest człowiek. Znasz powieść o głowie Meduzy94? Sam jej widok w kamienie zamieniał. — A ileż to rzeczy sprawić można, nim się kamienie rozgrzeją!
LOMELLIN
Daliście, książę, łaskawej siostrze swojej do zrozumienia!
GIANETTINO
Pfe! Z nią trzeba, co się tyczy Fieska, z wielką ostrożnością się obchodzić. Ale niech tylko owocu skosztuje, za resztkami długo płakać nie będzie. Chodź! Tego wieczora jeszcze czekam wojska z Mediolanu i muszę przy bramach wydać rozkazy. Do Julii. Cóż tam, siostro? Uśmierzyłaś gniew swój?
JULIA
Odejdź sobie. — Z ciebie gość nieokrzesany.
Gianettino chce odejść i we drzwiach potrąca się z Fieskiem.
SCENA DZIESIĄTA
Ciż i Fiesko.
GIANETTINO
cofając się
Ha!
FIESKO
zbliżając się do niego z uniżonością
Książę! Uwalniasz mnie od nawiedzin, które ci złożyć miałem. —
GIANETTINO
I ja, hrabio, nic goręcej nie pragnąłem jak być w towarzystwie twoim.
FIESKO
zbliża się do Julii i z uszanowaniem całuje jej rękę
U ciebie, siniora, każdy się przyzwyczaja widzieć nadzieje przewyższone.
JULIA
Dajże pokój! Dla innej mogłoby to podwójne mieć znaczenie — ale aż mnie strach bierze negliżu mojego. Przebacz, hrabio!
Chce odejść do gabinetu.
FIESKO
Zostańże, zostań, łaskawa pani! Dziewice są najpiękniejsze w wieczornym ubraniu uśmiechając się jest to strój ich rzemiosła. — Te do góry zaczesane włosy pozwól mi, żebym zupełnie rozpuścił.
JULIA
Wy mężczyźni, tak lubicie zawieruszać.
FIESKO
z niewinnym spojrzeniem do Gianettina
Włosy i rzeczypospolite! Nieprawdaż, że dla nas to jedno znaczy. Ach! Ta wstążka niedobrze przypięta. Usiądź, piękna hrabino! Twoja Laura umie oczy oszukiwać, ale nie serca. Pozwól mi na teraz twoją być garderobianą.
Julia siada, Fiesko jej ubiór poprawia.
GIANETTINO
do Lomellina
Biedny, spokojniuteńki człowiek!
FIESKO
przy gorsie Julii poprawiając
Patrz tylko. — To chcę ja zakryć przezornie. Zmysły powinny zawsze ślepymi być posłami i nie wiedzieć, co natura i fantazja układają z sobą.
JULIA
Jakże to lekkie jest zdanie!
FIESKO
O wcale nie! Bo zważ tylko pani: najlepsza nowina traci na wartości swojej, skoro jest na języku całego miasta. Nasze zmysły są tylko zaprawną polewką wewnętrznej rzeczypospolitej naszej. Szlachta żywi się niemi, ale nie gustuje w ich ordynarnym smaku. Przyrządził jej ubiór i do zwierciadła prowadzi. No, na honor mój, ten strój musi być jutro modą w całej Genui. Pozwolisz hrabino, żebym cię tak przez miasto prowadził?
JULIA
Przebiegła głowa! Jakże on chytrze się sprawił, żeby mnie do chęci swojej namówić! Ale głowa mnie boli i muszę w domu pozostać.
FIESKO
Przebacz, hrabino — uczynisz, jak w woli twojej będzie, ale to wolą twoją być nie może. — Dziś o południu przybyła trupa florenckich aktorów i grać będzie w pałacu moim. Nie mogłem przeszkodzić, ażeby największa część dam genueńskich nie przyszła na widowisko — ale niezmiernie mnie troszczy, kogo w najpierwszej loży posadzić bez uczynienia niegrzeczności dotkliwym gościom moim. Jeden tylko sposób na to. Z niskim ukłonem. Możesz mi tę łaskę zrobić, sinioro?
JULIA
zarumieniona idzie żywo do gabinetu
Lauro!
GIANETTINO
przystępując do Fieska
Hrabio? Pomnisz zapewne o nieprzyjemnym zdarzeniu, która niedawno między nami dwoma zaszło.
FIESKO
Chciałbym, książę, żebyśmy o nim obydwaj zapomnieli. My ludzie działamy względem siebie tak, jak się znamy — a czyjąż winą, jeśli nie moją, że mnie przyjaciel mój Doria niezupełnie poznał?
GIANETTINO
Przynajmniej nie wspomnę o tym nigdy, żebym was z całego serca nie przepraszał. —
FIESKO
I ja nigdy nie wspomnę, żebym wam z całego serca nie przebaczył.
Julia wchodzi cokolwiek więcej ustrojona.
GIANETTINO
Właśnie na myśl mi przychodzi, że podobno hrabia chce na Turków polować.
FIESKO
Dziś w wieczór podejmą kotwice. — Z tej przyczyny w niejakiej niespokojności jestem, z której łaskawa grzeczność przyjaciela mego Dorii może mnie wyprowadzić.
GIANETTINO
z całą grzecznością
Z największą radością! — Rozporządzaj całym wpływem moim!
FIESKO
Wyprawa mogłaby w wieczór zbiegowisko sprowadzić do portu i do pałacu mego — a książę stryj wasz źle może by tłumaczył...
GIANETTINO
dobrodusznie
Zostaw to mojemu staraniu. Wysyłaj, a ja ci życzę szczęścia w przedsięwzięciu.
FIESKO
z uśmiechem
Nieskończenie obowiązany wam jestem.
SCENA JEDENASTA
Poprzedzający. Niemiec od straży.
GIANETTINO
Co tam?
NIEMIEC
Gdym koło wieży Św. Tomasza przechodził, widziałem uzbrojonych żołnierzy w wielkiej liczbie spieszących do portu Dorseny i urządzających galery hrabiego Lawania do podróży morskiej...
GIANETTINO
Czy nic ważniejszego? O tym nie trzeba meldować.
NIEMIEC
Dobrze. Z klasztoru także Kapucynów tłum jakiż podejrzany wygląda i skrycie przesuwa się po rynku. Ich chód i wejrzenie każą się domyślać, że to są żołnierze.
GIANETTINO
z gniewem
Bodaj to usłużność głupiej głowy! Do Lomellina z zapewnieniem. To moi Mediolańczycy.
NIEMIEC
Czy każe Wasza Wysokość zatrzymać ich?
GIANETTINO
Zobacz tam Lomellino. Do Niemca z gniewem. Możesz odejść. Dobrze. Do Lomellina. Daj pognać temu niemieckiemu wołowi, żeby pysk stulił.
Lomellin odchodzi z Niemcem.
FIESKO
który dotąd był przy Julii, a jednak nieznacznie w strony Gianettina spozierał
Przyjaciel nasz coś niezadowolony — czy mogę wiedzieć przyczynę?
GIANETTINO
Nic dziwnego. Wieczne pytania i meldunki!
Wychodzi szybko.
FIESKO
I na nas teatr czeka. Mogęż podać ci ramię, łaskawa pani?
JULIA
Cierpliwości! Muszę wprzód płaszczyk mój narzucić. Tylko żadnej tragedii, hrabio — zaraz usypiam.
FIESKO
złośliwie
O, można umrzeć ze śmiechu, hrabino!
Wyprowadza ją. Zasłona spada.
AKT CZWARTY
Noc — Dziedziniec pałacowy Fieska. Zapalają latarnie. Znoszą broń. Skrzydło jedno domu oświetlone.
SCENA PIERWSZA
Burgonino wprowadza warty.
BURGONINO
Stój! Do wielkiej bramy czterech żołnierzy. Po dwóch do każdych drzwi zamku. Straże zajmują swoje miejsca. Kto chce, wpuszczać; wyjść nikt nie powinien. Kto gwałtu użyje — zakłuć.
Z pozostałymi żołnierzami idzie do zamku. Warty przechadzają się — chwila niema.
SCENA DRUGA
WARTY
wołają przy bramie
Kto idzie?
CENTURIONE
Przyjaciel Lawanii.
Przechodzi w poprzek dziedzińca aż do prawej bramy zamkowej.
WARTY
przy prawej bramie
Nazad95!
CENTURIONE
zdziwiony idzie do lewej bramy
WARTY
na lewym boku
Nazad!
CENTURIONE
zdziwiony milczy — idzie potem do warty z lewej strony
Przyjacielu! Którędy idzie się na teatr?
WARTA
Nie wiem.
CENTURIONE
przechodzi się tu i tam z coraz większym zdziwieniem, udaje się nareszcie do warty z prawej strony
Przyjacielu, kiedy sztuka się zacznie?
WARTA
Nie wiem.
CENTURIONE
przechadza się — postrzega broń — zdumiony
Przyjacielu! Co to znaczy?
WARTA
Nie wiem.
CENTURIONE
przestraszony osłania się płaszczem
Dziwna rzecz!
WARTY
przy bramie dziedzińcowej
Kto idzie!
SCENA TRZECIA
Poprzedzający. Cibo.
CIBO
wchodząc
Przyjaciel Lawanii.
CENTURIONE
Cibo! Gdzie my jesteśmy?
CIBO
Co?
CENTURIONE
Patrz Cibo, na około.
CIBO
Gdzie? Co?
CENTURIONE
Wszystkie wejścia obsadzone.
CIBO
Broń tu leży.
CENTURIONE
Nikt nie objaśnia.
CIBO
To dziwna!
CENTURIONE
Która godzina?
CIBO
Po ósmej.
CENTURIONE
Brr... Zimno dokucza.
CIBO
Ósma jest właśnie naznaczona godzina.
CENTURIONE
trzęsąc głową
Coś tu niedobrze patrzy96.
CIBO
Fiesko chce figla wystroić.
CENTURIONE
Jutro wybór doży! Cibo, tu coś niedobrze patrzy.
CIBO
Cicho! Cicho! Cicho!
CENTURIONE
Prawe skrzydło pełne świateł.
CIBO
Czy nic nie słyszysz? Czy nic nie słyszysz?
CENTURIONE
Szmer jakiś przytłumiony — a prócz tego...
CIBO
Głuchy szczęk jakby zbroi jedne o drugie bijących.
CENTURIONE
Okropność! Okropność!
CIBO
Powóz! — zatrzymuje się przy bramie.
STRAŻE
przy dziedzińcowej bramie
Kto idzie?
SCENA CZWARTA
Poprzedzający. Czterech braci Asseratów.
ASSERATO
wchodząc
Przyjaciel Fieska.
CIBO
To czterech braci Asseratów.
CENTURIONE
Dobry wieczór, ziomku!
ASSERATO
Idziemy na teatr.
CIBO
Szczęścia na drogę!...
ASSERATO
Wy nie idziecie z nami na teatr?
CENTURIONE
Idźcie naprzód. My trochę świeżym odetchniemy powietrzem.
ASSERATO
Wkrótce się zacznie. Chodźcie.
Postępuje dalej.
WARTY
Nazad!
ASSERATO
Gdzie tu droga prowadzi?
CENTURIONE
śmiejąc się
Na zamek.
ASSERATO
Tu jest nieporozumienie.
CIBO
Jasne i dotykalne.
Muzyka na prawym skrzydle.
ASSERATO
Słyszycie symfonię? Sztuka się zacznie.
CENTURIONE
Mnie się zdaje, że już się zaczęła i my w niej role błaznów grali.
CIBO
Nie mam już cierpliwości i idę.
ASSERATO
Broń leży!
CIBO
Ot! — sprzęty aktorskie.
CENTURION
Mamyż tu stać jak niedołęgi nad brzegiem Acheronu? Chodźcie do kawiarni!
Wszyscy sześciu idą ku drzwiom.
WARTY
silnym głosem
Nazad!
CENTURIONE
Piekło i szatany! Jesteśmy więźniami.
CIBO
Mój oręż mówi, że nie na długo.
ASSERATO
Schowaj go, schowaj! Hrabia jest poczciwym człowiekiem.
CIBO
Przedani, zdradzeni jesteśmy. Teatr był to kawał słoniny, mysz wleciała i łapka zapadła.
ASSERATO
Och! Broń tego Boże! Mnie dreszczem przejmuje myśl, jak to się rozwiąże.
SCENA PIĄTA
Ciż. Werrina i Sakko.
WARTA
Kto idzie?
WERRINO
Przyjaciel domu.
Nowych siedmiu szlachty przychodzą za nimi.
CIBO
To jego powiernicy! Wszystko się wyjaśni.
SAKKO
w rozmowie z Werriną
Jakem ci mówił: Leskaro ma wartę przy bramie Świętego Tomasza. Jest to Dorii najlepszy oficer i ślepo do niego przywiązany.
WERRINA
To mnie cieszy.
CIBO
do Werriny
Dobrze, że przychodzisz, Werrino. Wywiedziesz97 nas ze snu dziwnego.
WERRINA
Jak kto? Jak to?
CENTURIONE
Na komedię zaproszeni jesteśmy.
WERRINA
Jedną więc mamy drogę.
CENTURIONE
niecierpliwie
Tak, drogę, którą każdy przejść musi — znam ją. Ale widzisz przecież, te drzwi osadzone są wartą? Dlaczego osadzone?
CIBO
Na co warty?
CENTURIONE
Stoimy tu jak pod szubienicą.
WERRINA
Hrabia sam przyjdzie.
CENTURIONE
Niech się spieszy. Moja cierpliwość już zmordowana.
Wszyscy przybyli przechadzają się w głębi.
BURGONINO
wychodząc z zamku
Co się tam dzieje w porcie, Werrino?
WERRINA
Wszystko szczęśliwie na pokładzie.
BURGONINO
Zamek jest także napełniony żołnierzami.
WERRINA
Już się zbliża do dziewiątej.
BURGONINO
Hrabia się spóźnia.
WERRINA
Za wcześnie on przyjdzie dla nadziei swoich. Burgonino, kostnieję, gdy mi pewna myśl przychodzi.
BURGONINO
Ojcze, nie bądź porywczy.
WERRINA
Porywczym być niepodobna98, gdzie odkładać nie można. Skoro drugiego zabójstwa nie dopełnię, z pierwszego nigdy się nie uniewinnię.
BURGONINO
Kiedyż Fiesko ma umrzeć?
WERRINA
Gdy Genua będzie wolną, Fiesko umrzeć musi.
WARTY
Kto idzie?
SCENA SZÓSTA
Ciż. Fiesko.
FIESKO
wchodząc
Przyjaciel! Wszyscy kłaniają się, warta prezentuje broń. Pozdrawiam was, zacni goście moi! Niecierpliwiliście się, że gospodarz domu tak długo bawił99. Przebaczcie. Cicho do Werriny. Czy gotowe?
WERRINA
do Fieska
Podług życzenia.
FIESKO
cicho do Burgonina
A u ciebie?
BURGONINO
Wszystko w pogotowiu.
FIESKO
do Sakka
A tu?
SAKKO
Wszystko dobrze.
FIESKO
A Kalkanio?
BURGONINO
Jeszcze go nie ma.
FIESKO
głośno do warty
Pozamykać! Zdejmuje kapelusz i zbliża się z godnością do zgromadzonych. Pozwoliłem sobie zaprosić was na widowisko — ale nie na widzów, lecz żeby wam samym role porozdawać. Długo już dosyć, przyjaciele moi, znosiliśmy dumę Gianettina i przywłaszczenia Andrzeja. Jeżeli chcemy, przyjaciele, Genuę wybawić, nie ma czasu do stracenia. Na jaki koniec100, myślicie, przeznaczono te dwadzieścia galer, które ojczysty port nasz oblegają? Na jaki koniec przymierze, które Doriowie zawarli, ta obca broń, co do serca Genui przyciągnęła? — Szemraniem i klątwami już dziś poradzić nie można. Żeby wszystko zbawić, wszystko ważyć potrzeba. Rozpaczająca choroba rozpaczliwego wymaga lekarstwa. Jestże jeden w tym zgromadzeniu, który by tyle zimnej krwi miał, iżby uznał nad sobą pana w równym sobie? Szmer. — Nie ma tu ani jednego, którego by przodkowie nad kolebką Genui nie stali. Co? Przez wszystko, co jest świętym! Co mają wyższego ci dwaj obywatele, że zuchwałym lotem nad nasze głowy wznieść się pragną? Szmer głośniejszy. — Każdy z was uroczyście wezwany sprawę Genui wspierać przeciw jej ciemięzcom. Nikt z was na włos jeden praw swoich ustąpić nie może, żeby w tej samej chwili duszy całego państwa nie zdradzał. Gwałtowne poruszenie między słuchaczami, przerywają mowę Fieska. Po chwili. Uczuliście — wszystko więc zyskane. Jużem przed wami usłał drogę do chwały. Chcecie iść za mną? — jam gotów was prowadzić. Te przygotowania, na które niedawno z przerażeniem spoglądaliście, nowym duchem bohaterskim powinny was natchnąć. Ten przestrach niepewności w chwalebny zapał niech się przemieni i sprawi, byście z tymi patriotami i ze mną, jednej sprawie poślubiwszy, tyranów z gruntu obalili. Skutek śmiałości sprzyjać będzie, bo moje urządzenia są dobre. Przedsięwzięcie jest słuszne, bo Genua cierpi. Pomysł nas unieśmiertelnia, bo jest niebezpieczny i olbrzymi.
CENTURIONE
w gwałtownym poruszeniu
Dosyć. Genua będzie wolną! Z tym okrzykiem bojowym choćby przeciw piekłu!
CIBO
A kogo on ze snu ubudzić nie zdoła, niech wiekuiście stęka przy rudlu101, aż go trąba ostatecznego sądu uwolni.
FIESKO
Prawdziwe słowa męża. Teraz dopiero zasłużyliście wiedzieć o niebezpieczeństwie, które nad wami i Genuą zawieszone było. Podaje im listę przez Murzyna przyniesioną. Poświećcie, żołnierze! Szlachta ciśnie się do pochodni i czyta. Do Werriny. Poszło, jakem sobie życzył, przyjacielu!
WERRINA
Nie mów jeszcze tak głośno. Na lewym skrzydle dostrzegłem twarze blade i chwiejące się kolana.
CENTURIONE
wściekły
Dwunastu senatorów! Szatańsko — bierzcie za bronie.
Wszyscy rzucają się na broń leżącą, wyjąwszy dwóch.
CIBO
Jest tam i twoje imię, Burgonino!
BURGONINO
Dzisiaj jeszcze z łaski Bożej będzie na gardle Dorii.
CENTURIONE
Jeszcze dwa leżą oręże.
CIBO
Co? Co?
CENTURIONE
Dwóch nie wzięło broni.
ASSERATO
Bracia moi nie mogą znieść krwi widoku.
CENTURIONE
żywo
Co? Co? Nie mogą znieść widoku krwi tyrańskiej? Rozedrzeć piecuchów! Za ziemię rzeczypospolitej wyrzucić tych bękartów.
Niektórzy z obecnych rzucają się z gniewem na dwóch obywateli.
FIESKO
rozbraja ich
Stójcie! Stójcie! Maż102 Genua służalcom wolność swoją być winna? Maż złoto nasze przez te złe metale dobry dźwięk swój tracić? Uwalnia porwanych. Wy moi panowie, zechcijcie zająć pokój w moim zamku, dopokąd nasze sprawy się nie rozstrzygną. Do straży. Dwóch więźniów! Odpowiadacie za nich. Na progu dwie czujne straże!
Odprowadzają dwóch Asseratów.
WARTA
na bramie
Kto tam?
Stukają.
KALKANIO
za bramą
Otwórzcie! Przyjaciel! Otwórzcie na Boga!
BURGONINO
To Kalkanio. Co to znaczy: Na Boga!
FIESKO
Otwórzcie, żołnierze!
SCENA SIÓDMA
Poprzedzający. Kalkanio bez tchu, przestraszony.
KALKANIO
Przepadło! przepadło! Uciekajcie, kto uciekać może — wszystko przepadło.
BURGONINO
Co przepadło? Czy ich ciała z miedzi a nasze oręże z sitowia?
FIESKO
Trochę rozwagi, Kalkanio! Pomyłka byłaby tu nieprzebaczoną.
KALKANIO
Zdradzeni jesteśmy! Prawda to piekielna! Murzyn twój, Lawania.... ten łajdak — Przychodzę z pałacu seniorii... Miał posłuchanie u księcia.
Wszyscy blednieją, sam nawet Fiesko mieni się.
WERRINA
do straży odźwiernej
Żołnierze! Nastawcie halabardy wasze! Ręką kata umierać nie chcę.
Wszyscy w nieporządku rozbiegają się.
FIESKO
Gdzie? Co robicie? Pójdź do szatana, Kalkanio! — To był fałszywy postrach, panowie!... Babo! Takie rzeczy przed tymi dziećmi rozgadywać. — I ty, Werrino? — ty także, Burgonino — gdzie lecisz?
BURGONINO
Do domu, zabić moją Bertę i znowu tu wrócić.
FIESKO
z głośnym śmiechem
Zostańcie! Stójcie! Jestże to odwaga pogromców tyrana? — Wybornie odegrałeś twoją rolę, Kalkanio! — Czyście się nie poznali, że ta wiadomość była moim wymysłem? Kalkanio, mówię, nie byłże to mój rozkaz, żeby tych Rzymian wypróbować?
WERRINA
No! Jeżeli ty śmiać się możesz, muszę wierzyć, albo cię za człowieka nie uważać.
FIESKO
Wstyd wam, mężowie! W tej dziecinnej próbie upaść! Weźcie wasze oręże. Musicie jak niedźwiedzie walczyć, żeby tę szczerbę zagładzić. Cicho do Kalkania. Czy sam tam byłeś?
KALKANIO
Przecisnąłem się przez straż drabantów103, żeby według polecenia dostać hasła do księcia. — Właśnie gdym wracał, przyprowadzono Murzyna.
FIESKO
głośno
Stary więc w łóżku! Spłoszymy go z pierzyn. Cicho. Długo gadał z księciem?
KALKANIO
Mój przestrach i wasze niebezpieczeństwo zaledwo mi dwie minuty pozwoliły tam zostać.
FIESKO
głośno i rześko
Patrzcie, jak nasi mężowie drżą jeszcze.
KALKANIO
Nie powinienneś był tak prędko im odkrywać. Cicho. Ale na Boga, hrabio, do czego nam to ciężkie kłamstwo przydać się może?
FIESKO
cicho
Da nam czas, przyjacielu, i tak pierwszy strach przejdzie. Głośno. Hej! Niech tam wina przyniosą. Cicho. Nie widziałeś, czy zbladł książę? Głośno. Dalej bracia, wzniesiemy kielich na taniec dzisiejszej nocy! Cicho. Widziałeś go, czy zbladł?
KALKANIO
Pierwsze słowo Murzyna musiało być: sprzysiężenie, bo stary cofnął się jak śnieg biały.
FIESKO
pomieszany
Hum! Hum! Szatan przebiegły jest — nie zdradził aż nóż na gardle waszym. W tej chwili jest on waszym dobrym aniołem. Murzyn przebiegły. Przynoszą wino, Fiesko podnosi kielich wobec zgromadzenia i pije. Za nasz los pomyślny, towarzysze!
Stukają w bramę.
WARTA
Kto tam?
GŁOS
Ordynans104 księcia.
Szlachta rozbiega się w rozpaczy po dziedzińcu.
FIESKO
za nimi
Nie, dzieci! Nie lękajcie się! Nie lękajcie się! Ja tu jestem. Prędko! Sprzątnijcie te bronie. Bądźcie mężami, proszę was! Te nawiedziny każą mi mieć nadzieję, że Andrzej wątpi jeszcze. Wejdźcie do domu. Zbierzcie zmysły! Otwórzcie, żołnierze.
Wszyscy oddalają się. Bramę otworzono.
SCENA ÓSMA
Fiesko jakby z zamku wychodził. Trzech Niemców przyprowadzają Murzyną związanego.
FIESKO
Kto mnie na dziedziniec wołał?
NIEMIEC
Prowadźcie nas do hrabiego!
FIESKO
Hrabia jest tu, kto mnie żąda?
NIEMIEC
salutując go
Książę zasyła dobry wieczór. Tego Murzyna oddaje wam związanego. Wygadał on wszystko haniebnie. Resztę list wam powie.
FIESKO
obojętnie list biorąc
Czyliż ci dzisiaj galer nie zapowiedziałem? Do Niemca. Dobrze, przyjacielu. Mój hołd winny księciu.
MURZYN
wołając na Niemców
I ode mnie także. Powiedz księciu, że gdyby tu był osła nie posłał, mógłby się był dowiedzieć, że na zamku jest dwa tysiące żołnierzy.
Niemcy odchodzą. Szlachta wraca.
SCENA DZIEWIĄTA
Fiesko. Sprzysiężeni. Murzyn w dumnej postawie pośrodku.
SPRZYSIĘŻENI
cofają się drżąc na widok Murzyna
Ha! Co to jest?
FIESKO
przeczytawszy list z ukrytym gniewem
Genueńczykowie! Niebezpieczeństwo znikło, ale zarazem i sprzysiężenie.
WERRINA
ze zdziwieniem
Jak to? Czy już Doriowie pomarli?
FIESKO
w żywym poruszeniu
Na Boga! Przygotowany byłem na całą potęgę wojskową rzeczypospolitej — alem tego nie przewidział. Ten starzec pochylony czterema liniami swego listu pobił mi półtrzecia tysiąca ludzi. Opuszcza ręce. Doria pobił Fieska!
BURGONINO
Wytłumacz się — myśmy skamienieli.
FIESKO
czyta
„Lawanio! Masz widzę ze mną jeden los w udziale. Twoje dobrodziejstwa niewdzięcznością płacą. — Murzyn ostrzega mnie o jakimś spisku — posyłam go związanego, i bez straży spać dzisiaj będę”.
Upuszcza list; wszyscy spoglądają na siebie.
WERRINA
Cóż ty na to, Fiesko?
FIESKO
Doria w wspaniałomyślności miałby nade mną górować? Jednej cnoty miałoby braknąć w rodzie Fiesków? Nie! Jak prawda, że żyję — rozejdźcie się — ja pójdę i wszystko wyznam.
Chce wychodzić.
WERRINA
zatrzymując go
Czyś ty oszalał, człowieku? Czynże to zbrodniczy mieliśmy w zamiarze? Stój! — Nie byłaż to sprawa ojczyzny? Stój! — Chyba tylko na Andrzeja, a nie na tyrana godziłeś? Stój, mówię, uwiężam cię jako zdrajcę państwa...
SPISKOWI
Zwiążcie go, obalcie!
FIESKO
wyrywa jednemu ze związkowych oręż i robi sobie wolne przejście
Z wolna, panowie! Kto z was pierwszy arkan105 na szyję tygrysa zarzuci? Patrzcie! — oto wolny jestem, i mógłbym pójść gdzie mi się podoba. Ale zostanę, bom się inaczej namyślił.
BURGONINO
Namyśliłeś się wejść na drogę powinności?
FIESKO
w gniewie
Ha! chłopcze, naucz się pierwej obowiązków twoich względem mnie, i nigdy mi tak się nie odzywaj. Spokojność, panowie — wszystko zostaje, jak wprzódy. Do Murzyna, któremu rozcina powrozy. Masz zasługę, żeś do wielkiego dzieła się przyłożył. Uciekaj!
KALKANIO
z gniewem
Co, co? Ten poganin ma żyć — żyć za to, że nas wszystkich zdradził!
FIESKO
Żyć — choć wam wszystkim strachu napędził. Precz, łotrze! Staraj się co prędzej Genuę mieć za plecami — mogliby na tobie odwagi swojej dawać dowody.
MURZYN
To się znaczy, że szatan łotrowi nigdzie nie da miejsca zagrzać. Uniżony sługa panów moich. Widzę, że we Włoszech nie ukręcą postronka dla mnie. Muszę go gdzie indziej poszukać.
Odchodzi ze śmiechem.
SCENA DZIESIĄTA
Służący i inni poprzedzający oprócz Murzyna.
SŁUŻĄCY
Hrabina Imperiali już trzy razy pytała o Waszą Wysokość.
FIESKO
Tam do licha! Komedia w samej rzeczy powinna już się zacząć. Powiedz, że przyjdę niezwłocznie. Stój jeszcze! Poprosisz moją żonę, żeby do koncertowej sali weszła i za firankami czekała na mnie. Służący odchodzi. Nakreśliłem na tym papierze role wasze; gdy każdy swoją wypełni, wszystko będzie skończone. Werrina pójdzie do portu i skoro okręty będą zdobyte, strzałem armatnim da znak wybuchu. Odchodzę — mnie jeszcze wielka czynność oczekuje. Skoro dzwonek usłyszycie, zechcecie przyjść do mojej koncertowej sali. Tymczasem wejdźcie do pałacu i skosztujcie mego cypryjczyka106.
Rozchodzą się.
SCENA JEDENASTA
Sala koncertowa. Leonora. Arabella. Róża. Wszystkie w niespokojności.
LEONORA
Do koncertowej sali przyjść miał Fiesko i nie przychodzi. Już po jedenastej. Pałac huczy straszliwie bronią i ludźmi, a Fiesko nie przybył.
RÓŻA
Masz się za firanką ukryć — dlaczego pan tego żądał?
LEONORA
On tak chce, Różo! Dosyć więc, żebym mu posłuszną była, i dosyć, Bello, żeby żadnej nie mieć bojaźni — a jednakże, jednakże tak drżę, moje serce tak strasznie uderza. Na miłość Boga, nie odchodźcie ode mnie, dziewczęta!
BELLA
Niczego nie obawiaj się. Nasza bojaźń strzeże ciekawości naszej.
LEONORA
Gdziekolwiek okiem rzucę, spotykam obce twarze jak u upiorów zapadłe i wykrzywione. Kogo zapytam, drży jak na uczynku złowiony przestępca i ucieka w najczarniejszą noc, tę straszną gospodę złego sumienia. Odpowiadają głosem uciętym, skrytym, który na drżących ustach zdaje się wątpić, czy mu wolno śmiałym dźwiękiem zabrzmieć. — Fiesko? — Nie wiem, coś tu strasznego uknuli. Tylko Fieska mego składając ręce otoczcie wy, nieba potęgi!
RÓŻA
przelękniona
Jezus! Coś szeleszcze107 w galerii.
BELLA
Żołnierz wartę tam trzyma.
Straże wołają; Kto tam? Odpowiedź: „dama”.
LEONORA
Ludzie idą; za firanki! Prędko!
Kryją się.
SCENA DWUNASTA
Julia i Fiesko w rozmowie z sobą.
JULIA
roztargniona
Przestań, hrabio! Grzeczności twoje już nie wpadają do nieuważnego ucha, ale do krwi kipiącej. Gdzie jestem? Nie ma tu nikogo, noc tylko kusząca! Gdzieś ty moje serce bezbronne namówił?
FIESKO
Gdzie namiętność lękliwa śmielej, a żądze wolniej108 z żądzami rozmawiać mogą.
JULIA
Stój, Fiesko! Na wszystko co święte, ani kroku dalej! Gdyby noc nie była tak ciemną, obaczyłbyś moje lica rozpłomienione i ulitowałbyś się nade mną.
FIESKO
Przeciwnie, Julio! Wtenczas właśnie moje uczucie postrzegłoby ognisty znak uczucia twojego i z większą odwagą przebyłoby zaporę.
Całuje z zapałem jej rękę.
JULIA
Człowieku, lica twoje żarzą się gorączką tak jak twoja mowa! Biada, na mojej twarzy także czuję, że dziki zuchwały ogień się płomieni. Chodźmy do światła, proszę cię. Rozhukane zmysły mogłyby niebezpieczne znaki ciemności zrozumieć. Te rozognione buntowniki mogłyby za plecami dnia zawstydzonego bezbożne swoje igraszki prowadzić. Idź między ludzi, zaklinam cię.
FIESKO
natrętniej
Jakże niepotrzebnie się trwożysz, moja kochanko! Kiedyż władczyni lęka się niewolnika swego?
JULIA
Bodaj was mężczyzn i wasze wieczne sprzeczności! Właśnie najniebezpieczniejszymi jesteście zwycięzcami, gdy się naszej własnej miłości poddajecie. Mamże ci wszystko wyznać, mój Fiesko? Wyznać, że tylko występność moja cnoty mojej strzeże, tylko moja duma twoje chęci wyśmiewała? Że dotąd tylko moje zasady opór ci stawiały? A skoro nie wierząc przebiegłości swojej do krwi Julii uciekasz się — zasady mnie odbiegają.
FIESKO
z lekkomyślną śmiałością
I cóż utracisz przy tej stracie?
JULIA
uniesiona i z zapałem
Jak to? Co stracę, gdy klucz do uciech świętości kobiecych za bezcen oddam, a ty będziesz mógł mnie wstydem osłonić, skoro tylko zechcesz? Nie mogę mniej stracić jak wszystko. Żądasz jeszcze więcej się dowiedzieć, szyderco? Żądasz mieć to wyznanie, że cała tajemna mądrość płci naszej nędznym jest tylko urządzeniem, która dąży do zasłonienia najsłabszej strony naszej. Waszymi zaklęciami oblężona, z rumieńcem wyznać to muszę, chętnie ona pragnie być zdobyta, i przy pierwszej nieuwadze cnoty nieprzyjaciela zdradziecko wpuszcza do siebie. Wszystkie nasze kobiece wybiegi walczą o to miejsce niebezpieczne, jak na szachownicy wszyscy oficerowie wokoło króla bezbronnego. Podchwycisz go — mat — rozrzuć całą szachownicę. Po chwili. Masz obraz naszego chełpliwego ubóstwa. — Bądź wspaniałomyślny!
FIESKO
A jednakże, Julio! Gdzie lepiej, jeżeli nie w mojej nieskończonej miłości ten skarb możesz złożyć?
JULIA
Zapewne, nigdzie lepiej i nigdzie gorzej. — Słuchaj, Fiesko, jak długo ta nieskończoność trwać będzie? — Ach! Nadto nieszczęśliwie grę prowadziłam, żebym i ostatniego ważyć nie miała. Ciebie uwięzić miałam ufność w wdziękach moich, ale nie dowierzam ich potędze, ażebym cię na zawsze zatrzymać mogła. Cóż znowu! Co ja wygaduję?
Cofa się i ręką twarz sobie zasłania.
FIESKO
W jednym tchu dwa wielkie grzechy. Nieufność w mój gust dobry, albo przestępstwo stanu przeciw potędze wdzięków twoich. Co z dwojga trudniejsze jest do przebaczenia?
JULIA
urywanym głosem
Kłamstwo jest tylko piekieł bronią — takiej broni Fiesko nie potrzebuje, żeby swoją Julię podbić. Upada na sofę — po chwili, uroczystym głosem. Słuchaj — jeszcze jedno słowo, mój Fiesko, pozwól sobie powiedzieć: my jesteśmy bohaterkami, gdy wiemy, że nasza cnota jest w bezpieczeństwie, dziećmi, gdy jej bronimy! dzikim i osłupiałym wzrokiem pozierając na niego, furiami, gdy się jej mścimy. Słuchaj, Fiesko, jeśli ty zimnym chcesz mnie zabić uczuciem?
FIESKO
przybiera głos gniewny
Zimnym? Zimnym? I czegóż chce ta nienasycona próżność kobiety? Widzi przed sobą czołgającego się mężczyznę i jeszcze wątpi? Ha! budzi się on znowu, czuję... Przechodząc w ton zimny. W dobrą porę przezierają oczy moje. — I co to było — o co ja żebrać chciałem? — Najdrobniejsze uniżenie mężczyzny czyż może się najwyższą łaską kobiety opłacić? Zbliża się do niej i z zimnym niskim ukłonem. Nabierz serca, pani! Jesteś bezpieczną!
JULIA
uderzona
Hrabio! — co za zwrot?
FIESKO
obojętnie
Nie, pani! Masz słuszność największą — oboje mogliśmy raz tylko nasz honor na grę postawić. Grzecznie całując jej rękę. Będę miał przyjemność złożyć jej moje uszanowanie w gronie towarzystwa.
Chce odejść.
JULIA
pędząc za nim zatrzymuje za suknię
Zostań! Czyś szalony? Zostań — mamże ci powiedzieć, z serca wydobyć, czego cała płeć męska na krześle katowskim wyciągnąć by ze mnie nie była w stanie? Biada! Ta nawet ciemność nocna za jasną jest, żebym ukryć mogła ogień piersi moich, który wyznaniem na usta zaniosłam. Fiesko — ja łono całej płci mojej przeszywam — cały ród niewieści będzie mnie nienawidził — Fiesko! Ja cię uwielbiam!
Pada przed nim na kolana.
FIESKO
cofa się trzema krokami, zostawia ją w tym położeniu i głośno się śmieje
Mocno żałuję, sinioro! Pociąga za dzwonek, podnosi firankę i wyprowadza Leonorę. Oto moja małżonka — boska kobieta.
Rzuca się w objęcia Leonory.
JULIA
z krzykiem z ziemi się podnosząc
Ach! Bezprzykładnie oszukana!
SCENA TRZYNASTA
Spiskowi. — Damy z drugiej strony. Fiesko, Leonora i Julia.
LEONORA
Mój mężu, to było zanadto surowo.
FIESKO
Na mniej tak złe serce zasłużyć nie mogło. Twoim łzom dłużny byłem to zadosyćuczynienie wyrządzić. Do zgromadzenia. Nie, moi panowie i panie, nie zwykłem ja za lada zręcznością dziecinnym wybuchać płomieniem. Szaleństwa ludzi muszą mnie długo bawić, zanim rozgniewać są zdolne. Ale ta na cały gniew mój zasługuje, bo oto temu aniołowi chciała truciznę przymieszać.
Pokazuje proszek zgromadzeniu, które z oburzeniem odwraca się.
JULIA
tłumiąc wściekłość swoją
Dobrze! Dobrze! — Bardzo dobrze, mój panie!
Chce odejść.
FIESKO
przyprowadzając ją pod ramię na powrót
Trochę cierpliwości, pani — jeszcześmy nie skończyli. Oto towarzystwo rade by wiedzieć, jakim sposobem ja mogłem, wbrew swemu rozumowi, szalony romans z najgłupszą w Genui istotą odgrywać.
JULIA
rzucając się
To nie do wytrzymania! Ale drżyj ty! Grożąc. Dorii władza grzmi jeszcze w Genui, a ja — jestem siostrą jego.
FIESKO
Bardzo źle dla ciebie, jeżeli to jest ostatnia ucieczka żółci109 twojej. Nieszczęściem, muszę cię uwiadomić, że Fiesko Lawania z ukradzionego przez twego Oświeconego brata diademu ukręcił stryczek, którym złodzieja rzeczypospolitej tej nocy jeszcze powiesić ma ochotę, Julia blednieje; Fiesko śmiejąc się. Dajże go! To przyszło niespodzianie — otóż wiedz, że dlatego właśnie widziałem potrzebę, ciekawe a nieproszone oczy twojego domu czymeś zatrudnić — dlatego właśnie przebrałem się w tę namiętność arlekińską — dlatego ten brylant wskazując na Leonorę zaniechałem. — Zwierzyna wbiegła w zastawione przeze mnie oszukaństwo. Dziękuję, sinioro, za grzeczność twoją i zwracam ci teatralny mój ubiór.
Oddaje sylwetkę z niskim ukłonem.
LEONORA
tuląc się do Fieska
Mój Ludowiko — ona płacze. Czy drżąc może cię twoja Leonora błagać?
JULIA
do Leonory dumnie
Milcz ty, przemierzła!
FIESKO
do służącego
Przyjacielu! Bądź grzecznym kawalerem i podaj rękę tej damie. Ma ona ochotę zwiedzić moje więzienie stanu. Na twoją odpowiedzialność składam, żeby Madonnę nikt deranżować110 nie śmiał — tam ciężkie powietrze — burza co nastąpi i tej nocy plemię Doriów obali, mogłaby jejmości strój na głowie popsuć.
JULIA
szlochając
Przekleństwo na ciebie, czarny złośliwy pochlebco! Do Leonory. Nie ciesz się zwycięstwem swoim — bo on i ciebie do zguby przywiedzie, i siebie zagubi i — w rozpaczy skończy.
FIESKO
do gości
Byliście świadkami — brońcie mojego honoru w Genui. Do związkowych. Przyjdziecie po mnie, skoro działo zagrzmi.
SCENA CZTERNASTA
Leonora. Fiesko.
LEONORA
z widoczną niespokojnością zbliżając się do Fieska
Fiesko! — Fiesko! — ja cię w połowie tylko rozumiem, a już drżeć zaczynam.
FIESKO
Leonoro! Kiedyś widziałem ciebie po lewej stronie z jedną kobietą genueńską — w zgromadzeniach szlachty widziałem, że drugie dopiero pocałowanie ręki tobie przypadało. Leonoro! To mi w oczy kłuło i postanowiłem, że to być nie powinno — że tego nie będzie. Słyszysz wojenny szczęk oręży w pałacu moim? To, czego się obawiasz, jest prawdą. Idź spać, hrabino — jutro cię księżną obudzę.
LEONORA
załamując ręce pada na krzesło
Boże! Moje przeczucie! Zgubioną jestem!
FIESKO
statecznie, z godnością
Pozwól wszystko wypowiedzieć, moja miła! Trzech moich przodków nosiło potrójną koronę — krew Fiesków tylko pod purpurą w dobrym zdrowiu bije. Czy twój małżonek ma tylko odziedziczone rozrzucać promienie? Żywiej. Co? — Całą wysokość swoją ma być winien kuglarskiemu przypadkowi, który w nieznośnym kaprysie swoim z zabutwiałych zasług jakiegoś Jana Ludwika Fieska zlepił? Nie, Leonoro! Za dumny jestem brać w darowiźnie, na co jeszcze sam zarobić mogę. Dzisiejszej nocy w grób cisnę przodkom moim świetność z nich odziedziczoną. Hrabiowie wymarli — ród się książąt zaczyna!
LEONORA
potrząsając głową
Widzę mojego małżonka w głębokich, śmiertelnych ranach na ziemię upadającego. Boleśniej. Widzę niemych posługaczy grobowych rozdarte ciało mojego małżonka do mnie niosących. — Przestraszona. Pierwsza — jedyna kula przez serce Fieska przelata.
FIESKO
z czułością biorąc ją za rękę
Spokojnie, dziecię moje — tego nie będzie.
LEONORA
Z takim zapewnieniem Fiesko niebo wyzywa? — Gdyby tysiąc tysięczny przypadek był tylko możebny — to tysiąc tysięcznym razem mogłoby być prawdą, że mój małżonek zgubiony. — Wyobraź sobie, że o niebo grasz, Fiesko — gdyby bilion wygrywających a jeden był tylko los chybny, byłżebyś tak dalece śmiały, żebyś kości mieszał i zuchwały zakład chciał z Bogiem trzymać? Nie, mój małżonku, gdy już na stole całe twoje mienie, każdy rzut kości jest Boga obrazą.
FIESKO
z uśmiechem
Nie troszcz się, szczęście ze mną lepiej stoi.
LEONORA
Tak mówisz? — a stałeś przy stole tej niszczącej ducha gry, którą wy rozrywką nazywacie. — Szczęście, ten oszukaniec, ciągnął ulubieńca swego kartami małego zysku, aż gdy się rozpalił, powstał, banko111 zawołał — on go w rozpaczy opuścił. — O mój małżonku! Ty nie idziesz, ażebyś się Genueńczykom ukazał, był od nich uwielbiany. Ze snu republikanów obudzić, rumakowi kopyta przypomnieć — nie jest to przechadzka, Fiesko. Tym buntownikom nie ufaj. Mądrzy, co cię zachęcili, boją się ciebie. Głupcy, co cię ubóstwiali, na mało ci się przydadzą. Ach! Gdzie tylko spojrzę, Fiesko mój zgubiony.
FIESKO
szybkim krokiem przechadzając się
Lękliwość najpierwszem jest niebezpieczeństwem. Wielkość musi także mieć jakąś ofiarę.
LEONORA
Wielkość, mój Fiesko? Za co twój geniusz tak memu sercu niechętny? — Patrz! — Oto dajmy, że ja ufam szczęściu twojemu, że ty zwyciężysz, chciałam powiedzieć. — Biada mi najnieszczęśliwszej z rodzaju mojego! Nieszczęśliwa, gdy upadniesz: gdy tryumf odniesiesz — nieszczęśliwsza jeszcze! Nie ma tu wyboru, o kochanku mój! Skoro księciem nie będzie, Fiesko zgubiony — gdy księcia do łona przycisnę, nie mam już małżonka.
FIESKO
Tego nie rozumiem.
LEONORA
Ależ, mój Fiesko! W tej burzliwej strefie tronowej usycha delikatna miłości roślina. Serce jednego człowieka, choćby i Fiesko był tym człowiekiem, za ciasne jest, żeby dwa bóstwa objąć, bóstwa tak sobie nieprzyjazne. Miłość ma łzy i łzy rozumie. U żądzy panowania miedziane są oczy, gdzie nigdy tkliwość w perłach nie zabłyśnie. Miłość jedno ma tylko dobro, wszystkich bogactw się zrzeka; żądza panowania i po zrabowaniu całej natury jeszcze zgłodniała — żądza panowania rozwala świat cały na brzęczące łańcuchami więzienie; miłość w każdej pustyni raj swój wyśni. Chciałżebyś na moim łonie spoczywać, gdy buntowny wasal do twego państwa zakołacze — mogłażbym w twoje objęcia się rzucić, gdyby strach tyrana za każdą ścianą zabójcę widział i gonił cię od komnaty do komnaty! A wielkooczne podejrzenie zmąciłoby w końcu zgodę domowego pożycia — może gdy twoja Leonora ożywny ci napój przyniesie, ty ją odtrącisz i za jej czułość nazwiesz ją przyprawiaczką trucizny.
FIESKO
w osłupieniu
Przestań, Leonoro — okropny to obraz!
LEONORA
A jednak jeszcze nie skończony. Rzekłabym sama: poświęć miłość wielkości, poświęć jej spokojność twoją, byleby Fiesko pozostał — ale Boże! Tu cios jest katowski! Rzadko aniołowie na tron wstępują, mniej jeszcze często tron opuszczają. Kto ludzi lękać się nie ma potrzeby, jakże się nad ludźmi ulitować może? Kto ma moc każdą chęć swoją piorunem uzbroić, daż chęci swojej łagodne słowo za towarzysza? Zatrzymuje się, potem zbliża ku mężowi i obejmuje dłoń jego. Książęta, mój Fiesko, te niedojrzałe zamiary chcącej a niemogącej natury, radzi by zawsze między ludzkością a bóstwem ująć miejsce swoje. Złe to stworzenia! Gorsi tworzyciele!
FIESKO
szybko przechadzając się po pokoju
Przestań, Leonoro! Za mną most zrzucony.
LEONORA
z czułością, poglądając na niego
Dlaczego, mój małżonku! Czyny tylko są nieodwrotne. Niegdyś, słyszałam jakeś przysięgał, że moja piękność wszystkie twoje obaliła zamiary. — Fałszywieś przysięgał, pochlebco! — albo moja piękność za wcześnie przekwitła. Zapytaj serca, kto tu zawinił? Ogniściej, obejmującąc go obydwoma ramionami. Wróć, mój Fiesko, opamiętaj się! Zaniechaj! Miłość ci wynagrodzi. Jeżeli moje serce niezdolne niezmiernego uciszyć pragnienia, korona jeszcze mniej będzie miała mocy. — Chodź, ja wszystkie życzenia twoje w pamięci zapiszę, w jednym pocałunku miłości wszystkie natury stopię czarodziejstwa, dostojnego zbiega niebiańskimi więzami na wieki do siebie przykuję. Twoje serce jest nieskończone, niechże i miłość, mój Fiesko, nieskończoną będzie. Czyż uszczęśliwić biedne stworzenie, stworzenie, co niebo przy tej piersi wybrało, może próżnię w twoim sercu zostawić?
FIESKO
na wskroś wzruszony
Leonoro! coś ty uczyniła? Bezsilnie rzuca się w jej objęcia. Nie będę śmiał żadnemu Genueńczykowi na oczy się pokazać...
LEONORA
radośnie
Uciekajmy, Fiesko! W proch rzućmy te błyszczące nicestwa — na romantycznych łąkach miłości tylko żyjmy! Cisnąc go do serca. Dusze nasze, jasne jak błękit nieba nad nami, czarnym powietrzem smutku oddychać już nie będą. Życie nasze jako strumyk szemrzący popłynie melodyjnym biegiem do Boga.
Słychać wystrzał armatni. Fiesko zrywa się. Związkowi wchodzą do sali.
SCENA PIĘTNASTA
ZWIĄZKOWI
Czas już!
FIESKO
do Leonory
Bądź zdrowa! Na wieki, albo Genua jutro u nóg twoich leży.
Chce wybiec.
BURGONINO
krzycząc
Hrabina upada!
Leonora w omdleniu. Wszyscy zrywają się do niej, Fiesko klęka.
FIESKO
bolesnym głosem
Leonoro! Ratujcie! na Boga! ratujcie! Róża i Bella nadbiegają z pomocą. Ona otwiera oczy! Zrywając się. Chodźcie więc je przywrzeć112 Dorii!
Związkowi wypadają z sali. Zasłona spada.
AKT PIĄTY
Po północy. Wielka Ulica w Genui. Tu i tam dogorywają lampy przy domach. W głębi sceny brama Świętego Tomasza jeszcze zamknięta. W dalekości morze. Kilku ludzi z latarniami przechodzi przez plac — później patrole i ronty113. Wszystko spokojne, morze tylko nieco burzliwie huczy.
SCENA PIERWSZA
Fiesko uzbrojony zatrzymuje się przed pałacem Andrzeja Dorii. — Andrzej potem.
FIESKO
Stary dotrzymał słowa — w pałacu światła pogaszone i straży nie ma. Zadzwonię. Dzwoni. Hej, hola! Zbudź się! Zbudź! Doria! Zdradzony, sprzedany Doria, zbudź się! Hola! Hola! Hola! Zbudź się!
ANDRZEJ
na balkonie
Kto dzwonek pociągnął?
FIESKO
odmienionym głosem
Nie pytaj! Uciekaj raczej! Zachodzi już, książę, gwiazda twoja. Genua przeciw tobie powstaje. Zabójcy twoi blisko, a ty spać możesz, Andrzeju?
ANDRZEJ
Pamiętam, gdy groźne morze z moją „Belloną” igrało, spód pękał, złamany upadł maszt najwyższy. — Andrzej spał spokojnie. Któż zbójców nasyła?
FIESKO
Człowiek straszniejszy niż groźne morze twoje — Jan Ludwik Fiesko.
ANDRZEJ
śmiejąc się
Żartujesz, przyjacielu! — Żartuj w dzień lepiej — północ nie jest zwyczajną godziną.
FIESKO
Szydzisz z tego, co cię ostrzega?
ANDRZEJ
Dziękuję mu i idę do łóżka. Fiesko zasnął i nie ma czasu o Doriach myśleć.
FIESKO
Nieszczęśliwy starcze! Nie ufaj wężowi. — Siedm barw tęczowych na grzbiecie mu połyska — a skoro się zbliżysz, zawrót śmiertelny ogarnie cię. Wzgardziłeś zdrajcy donosem. Radą przyjaciela nie wzgardzaj. Na dziedzińcu twoim stoi koń osiodłany. — Uciekaj czym prędzej, z rad przyjaciela nie naśmiewaj się!
ANDRZEJ
Fiesko myśli szlachetnie. Jam go nigdy nie obraził — i Fiesko mnie nie zdradzi.
FIESKO
Myśli szlachetnie i zdradzi cię — jednego i drugiego daje ci dowody.
ANDRZEJ
Mam ja straż przyboczną, której Fiesko nie zwali, jeżeli cherubinów114 nie ma w usługach swoich.
FIESKO
szyderczo
Mógłbym ją prosić, żeby list do wieczności zabrała z sobą.
ANDRZEJ
Nędzny żartownisiu! — Czyś nigdy nie słyszał, że Andrzej Doria ma lat ośmdziesiąt, a Genua — jest szczęśliwą.
Oddala się.
FIESKO
patrząc osłupiałym wzrokiem za odchodzącym
Muszęż tego człowieka pierwej strącić, nim się nauczę, że mu ciężko zrównać. Zamyślony przechadza się chwilę. Nie! Wspaniałomyślność za wspaniałomyślność oddałem — kwita z nami, Andrzeju — a teraz zniszczenie — idź za gwiazdą twoją!
Pospiesza w najdalszą ulicę — trąbią u wszystkich stron — walka zacięta przy bramie świętego Tomasza. Zdobytą otwierają i ukazuje się widok na port morski, gdzie stoją okręty pochodniami oświecone.
SCENA DRUGA
Gianettino Doria w szkarłatnym płaszczu. Lomellin. Słudzy z pochodniami po przedzie. Wszyscy w wielkim pośpiechu.
GIANETTINO
zatrzymując się
Kto na gwałt kazał uderzyć?
LOMELLIN
Na galerach działo strzeliło.
GIANETTINO
Musieli niewolnicy łańcuchy pozrywać.
Strzały przy bramie świętego Tomasza.
LOMELLIN
Strzały w tamtej stronie!
GIANETTINO
Brama otwarta! Straż w ruchu! Do sług. Żwawo, hultaje! Poświećcie ku portowi.
Śpieszą do portu.
SCENA TRZECIA
Poprzedzający. Burgonino ze związkowymi wracając od bramy Świętego Tomasza.
BURGONINO
Sebastian Laskaro waleczny żołnierz.
CENTURIONE
Bronił się jak niedźwiedź, aż upadł.
GIANETTINO
cofając się z przerażeniem
Co słyszę? — Stójcie!
BURGONINO
Kto tam z pochodniami?
LOMELLIN
To nieprzyjaciele, książę! Zwróć się w lewo.
BURGONINO
głośniej
Kto tam z pochodniami?
CENTURIONE
Stójcie! — Hasło wasze?
GIANETTINO
dobywając oręż
Uległość i Doria!
BURGONINO
z wściekłością
Rozbójniku rzeczypospolitej i mojej narzeczonej! Do spiskowych nacierając na Gianettina. Oszczędzimy sobie drogi, bracia! Szatani sami go wydają.
Przebija go.
GIANETTINO
Zabójstwo! Zabójstwo! — Pomścij się za mnie, Lomellino!
LOMELLIN I SŁUDZY
umykając
Pomocy! Zabójcy! Zabójcy!
CENTURIONE
Zabity. — Weźcie pod straż hrabiego.
Lomellin uwięziony.
LOMELLIN
na klęczkach
Darujcie życie! — przejdę do was!
BURGONINO
Czy ten potwór żyje jeszcze? — Możesz uciekać, piecuchu!
Lomellin wymyka się.
CENTURIONE
Brama Świętego Tomasza w naszych już ręku! Gianettino zginął! — Bieżcie115 co siła! Donieście o tym Fieskowi!
GIANETTINO
usiłując powstać
Piekło! — Fiesko!
Umiera.
BURGONINO
wyciągając oręż z trupa
Wolna już Genua i Berta moja! Daj mi twój oręż, Centurione, a ten zakrwawiony nieś do kochanki mojej. Więzienie jej zdobyte. Niedługo przyjdę i ślubny złożę jej pocałunek.
Rozchodzą się w różne ulice.
SCENA CZWARTA
Andrzej Doria. Niemcy.
NIEMIEC
Tłum tam pociągnął! Siądź na konia, książę!
ANDRZEJ
Niech raz jeszcze na wieże Genui i na jej niebo popatrzę. Nie, to nie sen, Andrzej zdradzony.
NIEMIEC
Nieprzyjaciele wokoło! Uciekaj, przechodź granice.
ANDRZEJ
rzucając się na trupa synowca
Tu niechaj skonam; nie mówcie mi o ucieczce. Tu leży podpora mojej starości — droga moja skończona!
Kalkanio z dala ze związkowymi.
NIEMIEC
Zbójcy! Uciekaj, stary książę!
ANDRZEJ
słysząc głos trąb
Słuchajcie, cudzoziemcy, słuchajcie! To są Genueńczycy, których kajdany ja skruszyłem. Zakrywa twarz. Czy i w waszym kraju tak odpłacają?
NIEMIEC
Precz! Precz! Uciekaj! Tymczasem niemieckie nasze kości będą szczerbiły ich oręże.
Kalkanio zbliża się.
ANDRZEJ
Ratujcie się! Mnie zostawcie — powiedzcie ludom wszystkim straszną wiadomość: że Genueńczycy swojego ojca zabili.
NIEMIEC
Dalej, do ubicia jeszcze daleko. Koledzy! Stańcie tu, weźcie księcia do środka. Obstępują go. Siecz tego psa włoskiego, żeby znał uszanowanie dla siwej głowy!...
KALKANIO
Kto idzie? — Co tam jest?
NIEMCY
siekąc pałaszami
Niemieckie cięcia!
Oddalają się walcząc — trupa Gianettina wynoszą.
SCENA PIĄTA
Leonora w męskim stroju, za nią Arabella, obie wsuwają się z ostrożnością.
ARABELLA
Chodź, łaskawa pani, chodźże tu!...
LEONORA
Tam grzmi powstanie — słuchaj, nie byłże to jęk konającego? — Biada! Otaczają go! — Do serca Fieska wymierzyli śmierć ziejące rury — do mojego serca, Bello. Ciągną za cyngiel — stójcie! Stójcie! To mój małżonek.
Wyciąga ręce do góry.
ARABELLA
Ależ na Boga!...
LEONORA
w marzeniu dzikim, krzyczy
Fiesko! Fiesko! — poza nim sprzymierzeńcy uciekają — wierność buntowników niestała. Przerażona. Mój małżonek buntowników przywódcą? Bello! O nieba! Mój Fiesko walczy jako buntownik?
ARABELLA
Nie, sinioro, walczy jako Genui sędzia straszliwy.
LEONORA
To by było co innego — i Leonora się lęka? Najpierwszego republikanina ściska najlękliwsza republikanka? Idź, Arabello, gdy mężowie o kraj walczą, kobiety także godność swoją czuć winny. Głos trąb. Biegnę między walczących!
ARABELLA
załamując ręce
Litościwe nieba!
LEONORA
Cicho — o cóż to noga moja zawadziła? Tu jest płaszcz i kapelusz i oręż tu leży. Podnosi. Oręż ciężki, moja Bello, ale wlec go mogę i on wstydu swojemu rycerzowi zrobić nie może.
Dzwony biją na gwałt.
ARABELLA
Słuchaj pani, słuchaj: dzwony dominikańskiej wieży. Zlituj się, Boże! Jakże to okropnie!...
LEONORA
Mów raczej: jak zachwycająco! W tym głosie dzwonu na gwałt bijącym mój Fiesko rozmawia z Genuą. Głośniej trąbią. Hura! Hura! Nigdy tak słodko flety mi nie brzmiały. — I te trąby przez mego Fieska obudzone. Jakże wyżej pierś się moja wznosi! Cała Genua w weselu — najemnicy skaczą za imieniem jego, a żona miałaby być lękliwą? Na trzech innych wieżach biją w dzwony. Nie, bohaterkę mój bohater obejmie — mój Brutus116 Rzymiankę obejmie. — Nasadza kapelusz i płaszcz szkarłatny wdziewa. Jestem Porcja117!
ARABELLA
Łaskawa pani! Ty nie wiesz, jak okropne twoje szaleństwa. O nie, ty tego nie wiesz.
Dzwony na gwałt i trąby.
LEONORA
Nędzna! A ty wszystko to słyszysz i nie szalejesz? Płakać by chciały te głazy, że nóg nie mają i za moim Fieskiem pospieszyć nie mogą. — Te pałace marszczą się na budownika, że je tak mocno do ziemi przytwierdził, że za Fieskiem moim poskoczyć nie mogą. — Brzegi gdyby mogły, rzuciłyby powinność swoją, na łup morza Genuę by oddały i szłyby tańczyć po dźwiękach trąb jego. Jak to! Co śmierć z pieluch wyciąga, w tobie odwagi obudzić niezdolne? Idź! — ja znajdę drogę moją.
ARABELLA
Wielki Boże! Przecież tego napadu nie zechcesz w prawdę zamienić?
LEONORA
dumnie i bohatersko
Właśnie że chcę — ty niedołężna! — Gdzie najdzikszy gwar huczy, gdzie w osobie swojej mój Fiesko walczy... Czy to Lawania? słyszę pytających — ten, którego nikt zwyciężyć nie może, co o Genuę żelazne kości rzuca — czy to ten Lawania? — Genueńczycy, to on sam, odpowiem, to on, mój mąż — i ja także mam ranę.
Sakko ze sprzysiężonymi
SAKKO
Kto idzie? Doria czy Fiesko?
LEONORA
Fiesko i wolność!
Zwraca się w ulicę — tłum, w natłoku gubi się Bella.
SCENA SZÓSTA
Sakko z oddziałem, Kalkanio spotyka się z nim i z drugim.
KALKANIO
Andrzej Doria wymknął się.
SAKKO
Patent na najgorsze przyjęcie u Fieska.
KALKANIO
Niedźwiedzie ci Niemcy; stanęli wokoło starego jak skały. Nie mogłem go dojrzeć. Dziewięciu z naszych poległo, ja sam po lewym uchu dostałem. Jeśli tak obcych tyranów strzegą, jakże, do pioruna, muszą oni własnych książąt bronić!
SAKKO
Mamy już licznych stronników, i wszystkie bramy w naszych są ręku.
KALKANIO
W cytadeli, słyszę, ostro się biją.
SAKKO
Burgonino jest między nimi. Co robi Werrina?
KALKANIO
Umieścił się między Genuą a morzem jak brytan piekielny, mysz by tam nie przeszła.
SAKKO
Muszę na przedmieściu w gwałt kazać uderzyć.
KALKANIO
Ja popędzę przez Piaza Sarazena. Zbudź no się, trębaczu!
Oddalają się przy głosach trąb.
SCENA SIÓDMA
Murzyn i banda złodziei z lontami.
MURZYN
Wiedźcie, kanalie! Ja to tę polewkę nawarzyłem, a mnie jednej łyżki nie dadzą pokosztować. Dobrze. Poszczwana psiarnia przyszła mi na rękę — podpalajmy i rabujmy. Tam się tłuką o koronę książęcą, my podpalmy kościoły, żeby zmarzli apostołowie się rozgrzali.
Rozsypują się po różnych domach.
SCENA ÓSMA
Burgonino. Berta przebrana.
BURGONINO
Tu odpocznij, mój chłopcze — w tym miejscu bezpiecznie. Czy jesteś gdzie ranny?
BERTA
odmienionym głosem
Nigdzie.
BURGONINO
Wstydź się — chodź, ja cię zaprowadzę, gdzie można za Genuę rany pozyskać — i to piękne jako te.
Obnażając ramię swoje.
BERTA
cofając się
O, nieba!
BURGONINO
Boisz się? Cóż to, maleńki — za wcześnieś się na męża przystroił. Ile lat masz?
BERTA
Piętnaście!
BURGONINO
To źle; dla tej nocy pięć lat masz za mało. Kto jest twój ojciec?
BERTA
Najlepszy Genui obywatel.
BURGONINO
Z wolna, mój chłopcze! Tylko jeden jest taki — a jego córka moja narzeczona. Znasz dom Werriny?
BERTA
Znam.
BURGONINO
żywo
I boską jego córkę?
BERTA
Córka jego Berta się nazywa.
BURGONINO
Idźże co prędzej i zanieś jej ten pierścień. Powiedz, że sprawa o ślubny pierścień — i że błękitna kokarda mężnie się trzyma. Idź — muszę tam... Niebezpieczeństwo jeszcze nie przeszło.
BERTA
wołając za nim słodkim głosem
Scipio?
BURGONINO
zatrzymuje się zdziwiony
Na mój oręż — ten głos mi znany.
BERTA
rzucając mu się na szyję
Na serce moje — jam ci dobrze znana.
BURGONINO
Berta!
Dzwony biją na gwałt w przedmieściu. Zbiegowisko — oboje gubią się w tłumie.
SCENA DZIEWIĄTA
Fiesko. Cibo. Oddział ludzi.
FIESKO
Kto ogień zapalił?
CIBO
Zamek zdobyty.
FIESKO
Kto ogień zapalił?
CIBO
do oddziału
Patrole, gońcie złoczyńcę!
Niektórzy rozbiegają się.
FIESKO
w gniewie
Czy mnie podpalaczem chcą zrobić? Pospieszcie co prędzej z wiadrami i sikawkami. Inni z oddziału wychodzą. Ale Gianettino jest w naszej mocy?
CIBO
Tak mówią.
FIESKO
Czy mówią tylko? Kto to mówi? Cibo, na twój honor, mów czy uciekł?
CIBO
z namysłem
Jeżeli mam ufać moim oczom więcej niżeli opowiadaniu jednego szlachcica, to Gianettino żyje.
FIESKO
O twoją głowę idzie tu, Cibo!
CIBO
Jeszcze raz — widziałem go przed ośmiu minutami przy żółtej kitce i w szkarłatnym płaszczu.
FIESKO
w najwyższym gniewie
Na niebo i piekło — słuchaj, Cibo, ja tego Burgonina o głowę niższym zrobię. Biegaj, Cibo, niech wszystkie bramy miasta pozamykają, niech wszystkie łodzie utopią, a tak morzem się nie wymknie. Oto ten diament, Cibo, najkosztowniejszy na całą Genuę, Lukę, Wenecję i Pizę, ten diament dostanie, kto mi pierwszy doniesie, że Gianettino nieżywy. Śpiesz się, śpiesz, Cibo! Cibo wybiega.
SCENA DZIESIĄTA
Fiesko. Sakko. Murzyn. Żołnierze.
SAKKO
Zastaliśmy Murzyna, jak zapalony lont rzucał do jezuickiego kościoła.
FIESKO
Zdrada twoja uszła na sucho, bo mnie tylko dotykała. Za podpalenie stryczek. Weźcie go natychmiast i na kościelnej powieście wieży.
MURZYN
Pfe! Pfe! Pfe! To mi nie na rękę. — Czy nic się z tego nie da wytargować?
FIESKO
Nie.
MURZYN
z potulnością
Poślij mnie na próbę tylko do galer.
FIESKO
z gniewem
Na szubienicę.
MURZYN
Zostanę chrześcijaninem!
FIESKO
Kościół nie potrzebuje wyrzutków pogaństwa.
MURZYN
Przynajmniej mnie pijanym wypraw do wieczności.
FIESKO
Nie, trzeźwiuteńkim.
MURZYN
Tylko mnie na chrześcijańskim nie wieszaj kościele!
FIESKO
Szlachcic słowa dotrzymuje — jam ci przyrzekł twoją własną szubienicę.
SAKKO
pomrukując
Bez korowodów, poganinie! Jest jeszcze coś więcej do roboty.
MURZYN
Ale — na przypadek wszelki — gdyby stryczek się urwał...
FIESKO
do Sakko
Na podwójnym go sznurze zawiesić.
MURZYN
z rezygnacją
Cóż robić — niechże się diabeł na nadzwyczajne gotuje przyjęcie.
Odchodzi z żołnierzami, którzy go w niejakiej odległosci wieszają.
SCENA JEDENASTA
Fiesko. Leonora ukazuje się w szkarłatnym płaszczu Gianettina.
FIESKO
postrzega ją, zrywa się i cofa
Wszakże ja znam to pióro i płaszcz! Przybliża się żywo. Ja znam to pióro i płaszcz! Z wściekłością przebijając ją. Jeśli trzy życia masz, to powstań jeszcze i próbuj kroku.
Leonora pada z głuchym jękiem. Słychać marsz zwycięski. Trąby, rogi, oboje.
SCENA DWUNASTA
Fiesko, Kalkanio, Sakko, Centurione, Cibo, Żołnierze z muzyką i chorągwiami.
FIESKO
idąc naprzeciw nich z tryumfującą postawą
Genueńczycy! Kości rzucone — tu leży robak duszy mojej, straszna strawa mojej nienawiści. Wznieście wasze oręże — oto Gianettino!
KALKANIO
Ja zaś przychodzę ci oznajmić, że dwie trzecie części Genui przeszło na stronę twoją i pod Fieska chorągwiami przysięgło...
CIBO
Przeze mnie przysyła Werrina z admiralskiego okrętu pokłon i panowanie nad portem i morzem...
CENTURIONE
Przeze mnie gubernator miasta składa ci swoją buławę i klucze...
SAKKO
W osobie mojej upada klęka mniejsza i większa rada rzeczypospolitej przed panem swoim na kolana i prosi o łaskę i pobłażanie...
KALKANIO
Mnie pozwól, ażebym najpierwszy wielkiego zwycięzcę w jego murach pozdrowił. Sława ci! Do ziemi schylcie sztandary przed księciem Genui!
WSZYSCY
zdejmując kapelusze
Sława! Sława ci, książę genueński!
Marsz sztandarowy. — Fiesko przez cały czas stoi w zadumaniu z głową pochyloną
KALKANIO
Lud i senat czeka z niecierpliwością, ażeby naczelnika swojego w purpurze książęcej powitać. Pozwól nam, prześwietny książę, ażebyśmy cię w tryumfie do seniorii zaprowadzili.
FIESKO
Pozwólcie, niech wprzódy serce zaspokoję moje. Drogą mi osobę musiałem w ciężkiej trwodze zostawić, osobę, która chwałę tej nocy ze mną dzielić powinna. Ze wzruszeniem do obecnych. Raczcie mi towarzyszyć do waszej miłej księżny.
Chce odchodzić.
KALKANIO
Czy ten łotr i zbójca ma tu leżeć i hańbę swoją w tym zakątku ukrywać?
CENTURIONE
Na halabardzie zatknijcie głowę jego.
CIBO
Rozszarpanym tułowem jego zamiećcie bruk naszego miasta!
Przyświecają przy trupie.
KALKANIO
przestraszony i z cicha
Patrzcie, Genueńczycy! Przez Boga! To nie Gianettina twarz.
Wszyscy w osłupieniu spoglądają na trupa.
FIESKO
rzuca z boku śledcze spojrzenie na ciało i cofa się z okropnym wyrazem
Nie, szatanie — nie! To nie twarz Gianettina, szatanie! Zataczając oczy. Genua moja, powiadacie? Moja? Z krzykiem wściekłym. Tumany piekielne! — to moja żona!
Pada. Związkowi grupami w martwym stoją milczeniu.
FIESKO
z wolna się podnosi i głuchym głosem odzywa się
Czy ja żonę moją zamordowałem, Genueńczycy? — Zaklinam was, nie spozierajcie bladzi jako duchy, na to kuglarstwo natury. — Dzięki Bogu, są wypadki, których się człowiek nie lęka dlatego, że jest człowiekiem tylko. Komu rozkosze nieba nie dostały się w udziale, ten piekielnych udręczeń przewidzieć nie może — a ta pomyłka byłaby czymś więcej jeszcze. Ze straszną spokojnością. Genueńczycy! Bogu niech będą dzięki, to być nie może.
SCENA TRZYNASTA
Poprzedzający. Arabella z płaczem.
ARABELLA
Niech mnie zabiją — nic nie mam do stracenia. Zlitujcie się, panowie — zostawiłam tu panią moją i nigdzie jej znaleźć nie mogę.
FIESKO
zbliża się do niej i mówi cichym, drżącym głosem
Czy Leonora nazywała się pani twoja?
ARABELLA
z ukontentowaniem
Bogu chwała, że tu jesteś, mój najmilszy, mój dobry, łaskawy panie — nie gniewaj się na nas, nie mogłyśmy jej wstrzymać.
FIESKO
Przeklęta! Od czego wstrzymać?
ARABELLA
Żeby nie pobiegła...
FIESKO
Milcz — gdzie nie pobiegła?
ARABELLA
Między tłum...
FIESKO
Bodaj się twój język w krokodyla przemienił! Jakie jej suknie?
ARABELLA
Płaszcz szkarłatny. —
FIESKO
w szaleństwie rzucając się na nią
Pójdź do dziewiątego koła piekielnego! Skąd płaszcz?
ARABELLA
Leżał na ziemi...
NIEKTÓRZY ZE ZWIĄZKOWYCH
Gianettino w tym miejscu był zamordowany...
FIESKO
z śmiertelną bladością na twarzy do Arabelli
Twoja pani znaleziona. Arabella odchodzi w niespokojności. Fiesko zmienione oczy wodzi po całym kole, potem mówi cichym głosem, który aż w grzmiący niekiedy przechodzi. Tak jest istotnie — istotnie — i ja sam byłem narzędziem piekielnego dzieła. Ustąpcie się ludzkie twarze! Ach! ze zgrzytaniem zębów, gdybym jego budowę świata miał między zębami tymi — czuję w sobie siłę naturę całą tak rozedrzeć, aż by była jęczącym potworem, do męczarni moich podobną! Do otaczających. Człowieku! nędzny rodzaju, błogosławisz Boga, dziękujesz za szczęście, że nie jesteś tym, czym ja — że jako ja nie jesteś. — Sam ja raz ten zadałem. Prędzej, dziko. — Ja? dlaczego ja? Dlaczego nie on razem ze mną? Dlaczego ból mój o ból współczującej istoty stępić się nie może?
KALKANIO
bojaźliwie
Mój drogi książę!...
FIESKO
porywa go, i z dziką radością
Ach! witajże tu — Bogu niech będą dzięki! Jest przecie jeden, którego piorun ten jako mnie zgruchotał. Obejmuje go ze wściekłością. Bracie piorunem zgnieciony! Niechaj służy potępienie! — ona umarła — tyś ją także kochał. Przyciąga go do trupa i przychyla jego głowę do niego. Ona umarła. Och! Gdybym mógł stanąć przy wrotach wiecznego potępienia, zagłębić oko moje w rozliczne męczarnie płodnego w wymysły piekła; gdyby ucho moje mogło połykać jęk torturowanych grzeszników — gdybym ich obaczył: kto wie, może bym zdołał znieść cierpienie moje. Zbliżając się do trupa z przerażeniem. Tu leży żona moja zamordowana. — Nie — to za mało powiedziane. — Ja, niegodziwiec, zamordowałem żonę moją. Och! Taka zbrodnia zaledwie piekłu podobać się może. Ono mnie sztucznie uniosło wirem na najwyższy, spadzisty szczęścia wierzchołek, przyłudziło aż do progów nieba — a potem — potem — w głąb przepaści... Och! Gdybym oddechem moim mógł zarazę we wnętrze dusz wionąć — a potem — zabijam żonę własną... Ale nie, jego dowcip przebieglejszy — dwoje oczu oszukują się, i zabijam — żonę moją. Ze śmiechem ironicznym. Nie jestże to arcydzieło? Sprzysiężeni w ponurym milczeniu opierają się na orężach swoich — niektórzy płaczą. Czy tu kto płacze? Na Boga! Tak — płaczą ci, co zamordowali swojego książęcia. Z boleścią. O mówcie, czy płaczecie nad tą zbrodnią stanu popełnioną przez śmierć, czy nad niewieścim upadkiem ducha mojego? Tkliwie, stojąc przed trupem. Gdzie zabójcy, głazy twarde, w łzy się roztapiają, tam by rozpacz Fieska miała tylko przeklinać? — Upada na trupa. Przebacz, o Leonoro! Żalu nie wygniewasz u nieba. Przez długie lata, Leonoro, połykałem to szczęście jednej godziny, w której Genueńczykom miałem księżnę darować. Jakie rozkosznie naprzód widziałem rumieniące się skromnością lica twoje, twoją pierś książęcem odetchnieniem wspaniale dyszącą pod srebrną zasłoną, i twój głos cichy, który zachwycenia wymówić nie zdołał. Ha! Jakże upajająco brzmiało w uszach moich dumne wołanie, i mojej miłości tryumf odzwierciedlał się w zawiści zwyciężonej. Leonoro! Oto godzina ta nadeszła. Twój Fiesko jest księciem Genui — a jednak ostatni jej żebrak namyślałby się, czy swoją nędzę zamienić za moją purpurę i moje cierpienia. Żona jego troskę dzieli — z kimże ja podzielę mój majestat?
Płacze — zakrywa twarz na łonie trupa — wzruszenie na wszystkich obecnych.
KALKANIO
Cnotliwa to była kobieta!
CIBO
Trzeba tę żałobę na jakiś czas przed ludem zataić — mogłaby naszym zabrać odwagę, a jej dodać nieprzyjacielowi.
FIESKO
powstaje ze spokojem i z mocą
Słuchajcie, Genueńczycy! Opatrzność, jeżeli jej wyrok zrozumiałem, zadała mi tę ranę, ażeby moje serce do bliskiej wielkości doświadczyć. Była to najcięższa próba; nie lękam się teraz ani udręczeń, ani radości najwyższej. Chodźcie! Genua mnie czeka, jak powiadacie. — Dam Genui książęcia, jakiego żaden Europejczyk nie widział. Chodźcie — tej nieszczęśliwej księżnie wyprawię pogrzeb taki, że życie utraci swoich wielbicieli, a śmierć jako oblubienica pysznym strojem świecić będzie. Chodźcie za waszym książęciem.
Odchodzą przy marszu sztandarowym.
SCENA CZTERNASTA
Andrzej Doria. Lomellin.
ANDRZEJ
Tam ich wesela okrzyki.
LOMELLIN
Szczęście ich upoiło. Bramy miasta opuszczone. Wszyscy się tłoczą do seniorii.
ANDRZEJ
Pod moim synowcem tylko potknął się rumak. Mój synowiec nie żyje — słuchaj, Lomellino.
LOMELLIN
Jak to? — Jeszcze? Jeszcze książę ma nadzieję?
ANDRZEJ
Czy drżysz o życie twoje — przedrzeźniasz mnie nazwiskiem księcia, kiedy mi nawet nadziei mieć nie wolno.
LOMELLIN
Najłaskawszy panie! — Burzliwy naród leży na szali Fieska — cóż leży na twojej?
ANDRZEJ
z dumą
Niebo!
LOMELLIN
pogardliwie
Od kiedy proch wynaleziono, już aniołowie nie obozują na ziemi.
ANDRZEJ
Nędzna małpo — rozpaczającemu starcowi odbierasz i niebo jego. — Głosem rozkazującym. Idź! — Ogłoś, że Andrzej żyje jeszcze. Andrzej, powiesz im, błaga dzieci swoje, żeby go w ośmdziesiątym roku życia do cudzoziemców nie wyganiały — bo oni Andrzejowi nigdy nie przebaczą kwitnącego stanu jego ojczyzny. Powiedz im, że Andrzej prosi swoje dzieci o tyle ziemi w ojczyźnie dla tylu kości!
LOMELLIN
Posłuszny jestem, ale o skutku rozpaczam.
Chce odejść.
ANDRZEJ
Słuchaj! I weź ten pukiel118 pobielałych włosów — był on ostatnim na jego głowie i wypadł tej nocy trzeciego stycznia, gdy Genua od mego serca się oderwała — ośmdziesiąt lat się trzymał i w ośmdziesiątym roku łysą głowę opuścił. Pukiel jest zwiędły, ale ma jeszcze dosyć mocy, żeby spiął purpurę wysmukłemu młodzieńcowi.
Odchodzi zasłaniając twarz ręką. Lomellin w przeciwną udaje się ulicę. Słychać tłumne okrzyki przy odgłosie trąb i kotłów.
SCENA PIĘTNASTA
Werrina przychodząc z portu. Berta. Burgonino.
WERRINA
Wznoszą okrzyki. Komuż to?
BURGONINO
Fieska zapewne książęciem obwołują.
BERTA
tuląc się do Burgonina
Scipionie, mój ojciec okropny jest!
WERRINA
Zostawcie mnie, dzieci, samego. O Genuo! Genuo!
BURGONINO
Pospólstwo pod niebo go wznosiło, ze wściekłością chciało mieć purpurę. Szlachta ze strachem pozierała, nie śmiała słowa odrzeknąć.
WERRINA
Mój synu — zmieniłem złoto wszystko119, co posiadam i zaniosłem na okręt. Weź swoją żonę i pędź co prędzej w dal. Może ja do was przybędę — a może i nie. Płyńcie do Marsylii, i z ciężkim westchnieniem ściskając ich niech was Bóg prowadzi!
Odchodzi szybko.
BERTA
Na Boga! Nad czym mój ojciec przemyśliwa?
BURGONINO
Zrozumiałaś ty ojca?
BERTA
Uciekać! Boże! Uciekać w nocy ślubnej!
BURGONINO
Tak kazał — a my posłuszni będziem.
Odchodzą ku portowi.
SCENA SZESNASTA
Werrina. Fiesko w książęcym stroju. Obaj się schodzą.
FIESKO
Werrina! Szczęśliwe spotkanie — właśnie wyszedłem, ażeby cię szukać.
WERRINA
I moja droga była ta sama.
FIESKO
Czy Werrina nie postrzega żadnej odmiany na swoim przyjacielu?
WERRINA
Nie życzę żadnej.
FIESKO
Ale czy żadnej nie widzisz?
WERRINA
nie patrząc na niego
Spodziewam się, że nie!
FIESKO
Ale ja pytam cię, czy żadnej nie znajdujesz?
WERRINA
obzierając go
Żadnej nie znajduję.
FIESKO
No — widzisz, musi to być prawdą, że nie władza tyranów tworzy. Odkiedyśmy się rozłączyli, zostałem Genui książęciem, a Werrina cisnąc go do serca jeszcze serdeczniejsze uściśnienie odbierze ode mnie.
WERRINA
Szkoda tylko, że zimno na nie odpowiedzieć muszę. Widok majestatu wpada jako krający nóż między mną a książęciem! Jan Ludwik Fiesko posiadał dobra w sercu moim — dziś zdobył Genuę i ja własność moją odbieram.
FIESKO
pomięszany
Przebóg! Za jedno księstwo ta cena byłaby żydowską120.
WERRINA
pomrukując ponuro
Hm! Czy już tak w modzie wolność upadła, że pierwszemu lepszemu rzeczypospolitych za lichy pieniądz narzucają?
FIESKO
zaciskając usta
To tylko Fieskowi mogłeś powiedzieć, nikomu innemu.
WERRINA
O zapewne! Doskonała to głowa, która prawdę bez policzka puszcza. Szkoda tylko że przebiegły gracz w jednej się karcie pomylił. Wyrachował całą grę zazdrości, ale na nieszczęście, z całym dowcipem121 swoim zapomniał o patriotach. Bardzo znacząco. Ciemiężyciel wolności czy wynalazł także haczyk, żeby rzymską cnotę złowić? Przysięgam ci na Boga żywego! Żeby potomność miała kości moje z cmentarza księstwa wygrzebać, trzeba, żeby one na kole katowskim pierwej pogruchotane były.
FIESKO
z łagodnością biorąc go za rękę
Czy i wtenczas nawet, gdy książę bratem twoim jest? Gdy on księstwo swoje zamienia w skarbnicę dobroczynności, która dotychczas u jego niedostatku żebrać musiała? Werrino, czy i wtenczas nie?
WERRINA
I wtenczas nie. Darowizna kradzieży od szubienicy nie uwolniła jeszcze złodzieja — a zresztą cała ta wspaniałomyślność do Werriny nie trafi. Mojemu współobywatelowi mógłbym pozwolić, żeby mi dobre wyrządził — bo memu współobywatelowi mógłbym się wzajemnie wypłacić. Dary księcia są łaską, a ja od Boga tylko łaskę przyjąć mogę.
FIESKO
Łatwiej bym Włochy Atlantykowi wydarł, jak122 tej głowie upornej jej widzimisię.
WERRINA
Wydzierać — nie jest jednakże najgorszą z umiętności twoich — o tym mogłaby cokolwiek opowiedzieć rzeczypospolita, biedne jagnię, któreś z paszczy wilkowi Dorii wydarł, byś sam je pochłonął. Ale dość już. Powiedz mi, książę, co zawinił ten biedak Murzyn, któregoś na jezuickim klasztorze powiesić kazał?
FIESKO
Łotr podpalał Genuę.
WERRINA
Na prawa jednak ten łotr się nie targał?
FIESKO
Werrina nadużywa przyjaźni mojej.
WERRINA
Precz z przyjaźnią! Powiadam ci, że cię nie lubię — przysięgam, że cię nienawidzę, nienawidzę jak tego węża, co się wkradł do raju i rodzajowi ludzkiemu zadał pierwszą ranę, z której pięćdziesiąt już wieków krew mu się sączy. Słuchaj, Fiesko, nie poddany do pana, nie przyjaciel do przyjaciela, ale człowiek do człowieka przemawia w tej chwili. Haniebnej zbrodni dopuściłeś się względem majestatu boskiego, zmuszając cnotę do podania ci ręki w zdrożnej czynności, używając patriotów Genui do Genui zgwałcenia. Fiesko, myślisz, że ja tak byłem prostodusznym, żem chytrego podstępcy nie przeniknął? Na wszystkie straszydła wieczności zaklinam się tobie, że rad bym z własnych wnętrzności powróz ukręcić, siebie samego dusić nim, byle moja ulatująca dusza trysnęła na ciebie pianą wściekłą ostatniego skonania. Zdrada książęca gniecie złotą szalę grzechów ludzkich — aleś ty niebo ułudził, i sąd świata zawezwie cię przed tron swój. Fiesko bezmowny mierzy go wielkimi oczyma. Nie namyślaj się do żadnej odpowiedzi — skończyliśmy z sobą. Przechadza się chwilę. Książę Genui! na okrętach wczorajszego tyrana poznałem rodzaj biednych stworzeń, które dawną winę przeżuwają za każdym rudla123 uderzeniem i łzy swoje rzucają do oceanu, który jako bogacz zanadto wysoko stoi, ażeby je liczył. Dobry książę otwiera swoje rządy litością. Nie mógłbyś na galery skazanych uwolnić?
FIESKO
żywo
Niech w tym pierwsze kroki będą mojego ucisku. Idź i oznajm wszystkim przebaczenie!
WERRINA
W połowie tylko czynu swego dopełniasz, skoro tracisz prawdziwą rozkosz jego. Skosztuj jej i idź sam. Wielcy panowie rzadko są świadkami tych niegodziwości, które sprawują — czyż i dobrych dzieł przez drugich tylko mają dokonywać? Mnie się zdawało, że książę nie jest tak wysoko, żeby uczuć żebraka nie miał sam doświadczyć.
FIESKO
Człowieku, straszny jesteś. — Nie wiem dlaczego, ale muszę iść za tobą.
Obydwaj idą ku morzu.
WERRINA
zatrzymuje się z głosem bólu
Ale raz jeszcze uściskaj mnie, Fiesko! Nie ma tu nikogo, co by patrzał na płacz Werriny, na czułość książęcia. Ciśnie go z uczuciem. O zapewne, nigdy dwa większe serca nie uderzały jedno przy drugim — my tak gorąco, my się tak bratersko kochali. Głośno u szyi Fieska płacząc. Fiesko! Fiesko! Puste w piersi mojej zostawiasz miejsce, i ludzkość trzy razy nawet wzięta już go nigdy nie posiędzie.
FIESKO
wzruszony
O bądź, bądź mi przyjacielem!
WERRINA
Zrzuć tę purpurę nienawistną, a jestem nim na zawsze. Pierwszy król zbójcą być musiał i wdział szkarłatną purpurę, żeby czerwone plamy krwi osłonić. Słuchaj, Fiesko — jam żołnierz, na łzami skropionych nie znam się policzkach — to pierwsze łzy moje — zrzuć tę purpurę!
FIESKO
Milcz!
WERRINA
żywiej
Fiesko! Zbierz tu wszystkie korony świata w nagrodę, a tam na postrach wszystkie jego katownie, żebym przed śmiertelnym zgiął kolana — nie zegnę. Fiesko! klękając to moje pierwsze uklęknienie. — Odrzuć tę purpurę!
FIESKO
Powstań i nie gniewaj mnie więcej!
WERRINA
Powstaję i już cię nie gniewam. Stoją na kładce prowadzącej do okrętu. Pierwszy krok należy książęciu.
Wchodzą na kładkę.
FIESKO
Po co za płaszcz mnie ciągniesz — ot pada!
WERRINA
ze straszliwym śmiechem szyderstwa
Jeśli purpura spada — książę za purpurą pójść powinien!
Spycha go do morza.
FIESKO
z fal wychylając głowę
Ratuj, Genuo! Ratuj swego książęcia!
Tonie.
SCENA SIEDEMNASTA
Kalkanio. Sakko. Cibo. Centurione. Związkowi. Lud. Wszyscy w pośpiechu i przerażeniu.
KALKANIO
krzycząc
Fiesko! Fiesko! Andrzej powrócił! Pół Genui do Andrzeja bieży124. Gdzie jest Fiesko?
WERRINA
mocnym głosem
Utopił się!
KALKANIO
Czy piekło, czy dom szalonych mi odpowiada?
WERRINA
A więc utopiony, jeśli to brzmi piękniej. — Ja idę do Andrzeja.
Wszyscy w niemych grupach stoją. Zasłona spada.
Przypisy:
1. cicisbeo (z wł.) — kawaler wyznający miłość kobiecie zamężnej. [przypis edytorski]
2. Apollo (mit. gr.) — przewodnik muz, bóg sztuki, wróżbiarstwa i gwałtownej śmierci. [przypis edytorski]
3. Antinous — gr. młodzieniec, oficjalny kochanek cesarza Hadriana. [przypis edytorski]
4. złote jabłko niezgody (mit. gr.) — złote jabłko z napisem „dla najpiękniejszej” rzucone przez boginię niezgody Eris podczas wesela Tetydy i Peleusa, wywołało spór pomiędzy Herą, Afrodytą i Ateną. [przypis edytorski]
5. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]
6. bilet bankowy — pierwowzór banknotu, zobowiązanie banku do wypłacenia określonej kwoty. [przypis edytorski]
7. obmierzić (daw.) — obrzydzić. [przypis edytorski]
8. laufer — goniec. [przypis edytorski]
9. bachancki — tu: ekstatyczny (od imienia Bachusa, rzymskiego boga wina). [przypis edytorski]
10. senioria — rada 10 senatorów wraz z dożą i prokuratorami. [przypis edytorski]
11. epikurejczyk — wyznawca filozofii, wedle której celem życia jest odczuwanie przyjemności. [przypis edytorski]
12. arlekin — postać zakochanego sługi z komedii dell’arte. [przypis edytorski]
13. faraon — daw. gra w karty. [przypis edytorski]
14. krepa — czarna tkanina, symbol żałoby. [przypis edytorski]
15. kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]
16. zadosyć — dziś popr. zadość. [przypis edytorski]
17. zyz — dziś popr.: zezem, zezując. [przypis edytorski]
18. rękojmia (daw.) — gwarancja. [przypis edytorski]
19. ekspedite (z łac.) — wyśmienicie. [przypis edytorski]
20. bizun — bat. [przypis edytorski]
21. fryc — czeladnik, początkujący. [przypis edytorski]
22. kupler (daw.) — stręczyciel. [przypis edytorski]
23. bieżeć (daw.) — biec. [przypis edytorski]
24. spuść się na mnie (daw.) — zostaw to mnie, polegaj na mnie. [przypis edytorski]
25. uszów — dziś popr. forma D.lm: uszu. [przypis edytorski]
26. senioria — rada 10 senatorów wraz z dożą i prokuratorami. [przypis edytorski]
27. przewłoka — zwłoka, opóźnienie. [przypis edytorski]
28. do tyla (daw.) — tak bardzo. [przypis edytorski]
29. żywot — dawniej także: brzuch, łono. [przypis edytorski]
30. Appiusz Klaudiusz (ok. IV w. p.n.e. – ok. III w. p.n.e.) — polityk i prozaik rzymski, pod koniec życia ślepy. [przypis edytorski]
31. siniora (wł.) — pani. [przypis edytorski]
32. oczów — dziś popr. forma D.lm: oczu. [przypis edytorski]
33. niepodobieństwo (daw.) — coś nieprawdopodobnego, niemożliwego. [przypis edytorski]
34. ugryzek (daw.) — docinek. [przypis edytorski]
35. strój gotowalniany — strój domowy, nieoficjalny. [przypis edytorski]
36. tonsura — wygolony krąg na głowie. [przypis edytorski]
37. arlekin — postać zakochanego sługi z komedii dell’arte. [przypis edytorski]
38. oskoma (daw.) — apetyt, ochota. [przypis edytorski]
39. kariolka — lekki powóz dwukołowy. [przypis edytorski]
40. od (daw.) — przez. [przypis edytorski]
41. senioria — rada 10 senatorów wraz z dożą i prokuratorami. [przypis edytorski]
42. wotować (daw.) — głosować. [przypis edytorski]
43. lewantyński — pochodzący z krajów na wsch. wybrzeżu Morza Śródziemnego. [przypis edytorski]
44. palant — kijek do podbijania gumowej piłeczki bądź gra z wykorzystaniem tego rekwizytu. [przypis edytorski]
45. wietrznik (daw.) — człowiek lekkomyślny i niestały. [przypis edytorski]
46. odnieść — tu: otrzymać wynagrodzenie. [przypis edytorski]
47. znieść się (daw.) — spotkać się celem uzgodnienia rozbieżności. [przypis edytorski]
48. kundys — kundel. [przypis edytorski]
49. osieł — dziś popr.: osioł. [przypis edytorski]
50. przekreskować — przegłosować. [przypis edytorski]
51. kołowany — tu: łamany kołem. [przypis edytorski]
52. zadosyćuczynienie — dziś popr.: zadośćuczynienie. [przypis edytorski]
53. zaprzeć (daw.) — zamknąć, zablokować. [przypis edytorski]
54. nazad (daw.) — z powrotem. [przypis edytorski]
55. Nero — właśc. Lucjusz Domicjusz (37–68 r. n.e.) — cesarz rzym. od 54 r. n.e. Był synem konsula Gnejusza Domicjusza Ahenobarbusa i Agrypiny Młodszej, siostry Kaliguli. Kiedy jego matka została żoną cesarza Klaudiusza, ten adoptował Lucjusza, który wówczas przyjął imię Nero Claudius Caesar Augustus Germanicus. Wkrótce Agrypina otruła męża i przejęła władzę, a siedemnastoletni Neron został cesarzem. Stopniowo ograniczał wpływy matki, by w 59 r. n.e. kazać ją skrytobójczo zamordować. Wbrew świadectwu Tacyta, za którym zwykło się podążać, Neron był utalentowanym poetą i aktorem, miłośnikiem kultury i sztuki gr., jego wczesnym wychowawcą był filozof stoicki, Seneka. [przypis edytorski]
56. niekontent (daw.) — niezadowolony. [przypis edytorski]
57. lichwiarz — osoba pożyczająca pieniądze na procent, z reguły zawyżony. [przypis edytorski]
58. do tyla (daw.) — tak bardzo. [przypis edytorski]
59. skud — moneta włoska. [przypis edytorski]
60. senioria — rada 10 senatorów wraz z dożą i prokuratorami. [przypis edytorski]
61. incognito (z łac.) — ukrywając swoją tożsamość. [przypis edytorski]
62. przebiega — tu: przegląda. [przypis edytorski]
63. niedźwiadek (daw.) — skorpion. [przypis edytorski]
64. Sawojard — mieszkaniec Sabaudii. [przypis edytorski]
65. gach (daw.) — kochanek. [przypis edytorski]
66. Diana (mit. rzym.) — bogini łowów i księżyca, odpowiednik gr. Artemidy. [przypis edytorski]
67. Endymion (mit. gr.) — ukochany bogini księżyca Semele, ukarany przez Zeusa wiecznym snem. [przypis edytorski]
68. harbuz — tu: odmowa dana zalotnikowi. [przypis edytorski]
69. dośpiały (daw.) — dojrzały. [przypis edytorski]
70. Ajaks — wojownik grecki, jeden z bohaterów Iliady Homera. [przypis edytorski]
71. zapuścić — tu: zasłonić. [przypis edytorski]
72. bezbrody — tu: młody. [przypis edytorski]
73. więdniejący — dziś popr.: więdnący. [przypis edytorski]
74. pożegnawczy — dziś popr.: pożegnalny. [przypis edytorski]
75. jak — dziś popr.: niż. [przypis edytorski]
76. popiętny (daw.) — złożony z pięciu części. [przypis edytorski]
77. o południu — dziś: w południe. [przypis edytorski]
78. rzeszoto — sito o dużych otworach. [przypis edytorski]
79. dowcip (daw.) — rozum. [przypis edytorski]
80. seraf a. serafin — anioł postawiony wysoko w hierarchii chórów anielskich. [przypis edytorski]
81. zyz — dziś popr.: zez. [przypis edytorski]
82. Madonna (wł.) — moja pani. [przypis edytorski]
83. tarok — tu: wysoka karta. [przypis edytorski]
84. obrok — tu: wyżywienie. [przypis edytorski]
85. cekin — moneta włoska, później przemianowana na dukata. [przypis edytorski]
86. żywot (daw.) — brzuch, łono. [przypis edytorski]
87. skud — moneta włoska. [przypis edytorski]
88. ośm — dziś popr.: osiem. [przypis edytorski]
89. Patrokles — bohater Iliady Homera, wojownik grecki, najlepszy przyjaciel Achillesa, zginął z ręki Hektora podczas ataku na Troję. [przypis edytorski]
90. fraszka (z wł.) — drobiazg. [przypis edytorski]
91. allegro — utwór muzyczny w szybkim tempie. [przypis edytorski]
92. przyrządzić — tu: przygotować. [przypis edytorski]
93. suknia (daw.) — strój. [przypis edytorski]
94. Meduza (mit. gr.) — jedna z trzech Gorgon, zmieniająca spojrzeniem w kamień. [przypis edytorski]
95. nazad (daw.) — z powrotem. [przypis edytorski]
96. niedobrze patrzy — tu: źle wygląda. [przypis edytorski]
97. wywieść (daw.) — wyprowadzić. [przypis edytorski]
98. niepodobna (daw.) — nieprawdopodobne, niemożliwe. [przypis edytorski]
99. bawić (daw.) — przebywać, tu: zwlekać. [przypis edytorski]
100. koniec (daw.) — cel. [przypis edytorski]
101. rudel (daw.) — ster; tu: wiosło. [przypis edytorski]
102. maż — ma z partykułą pytajną -ż. [przypis edytorski]
103. drabant (daw.) — żołnierz straży przybocznej. [przypis edytorski]
104. ordynans — żołnierz pełniący stałą służbę przy wyższym oficerze. [przypis edytorski]
105. arkan — sznur zakończony pętlą, przypominający lasso. [przypis edytorski]
106. cypryjczyk — tu: wino cypryjskie. [przypis edytorski]
107. szeleszcze — dziś popr.: szeleści. [przypis edytorski]
108. wolniej — swobodniej. [przypis edytorski]
109. żółć — tu: gniew. [przypis edytorski]
110. deranżować — krępować, przeszkadzać, nachodzić. [przypis edytorski]
111. banko — prawdop. odpowiednik pokerowego „sprawdzam”. [przypis edytorski]
112. przywrzeć (daw.) — przymknąć. [przypis edytorski]
113. ront (daw.) — patrol. [przypis edytorski]
114. cherubin — anioł z jednego z wyższych chórów anielskich. [przypis edytorski]
115. bieżeć (daw.) — biec. [przypis edytorski]
116. Marcus Iunius Brutus (85 p.n.e. – 42 p.n.e.) — rzymski polityk, posiadający staranne wykształcenie. Popierał Pompejusza przeciw Cezarowi, przeszedł na stronę tego ostatniego, a w końcu uczestniczył w spisku na życie Cezara. [przypis edytorski]
117. Porcja — żona Brutusa. [przypis edytorski]
118. pukiel (daw.) — lok. [przypis edytorski]
119. wszystko — tu: całe. [przypis edytorski]
120. ta cena byłaby żydowską — to wygórowana cena. [przypis edytorski]
121. dowcip (daw.) — rozum. [przypis edytorski]
122. jak — tu: niż. [przypis edytorski]
123. rudel (daw.) — ster; tu: wiosło. [przypis edytorski]
124. bieżeć (daw.) — biec. [przypis edytorski]