Don Juan

...ja nauczę głazy,

Jak mają walczyć przeciwko tyranom.

Niech świat wie, czyśmy nie mieli odrazy

Do tronów, tę pieśń przyszłym ziemi panom

Przekażę; niech się dowiedzą, co przebył

Ten nasz glob, kiedy jeszcze wolny nie był.

Pieśń Ósma

Pieśń pierwsza

I

Szukam nie lada rzeczy — bohatera.

Trudne to, bo dziś coraz inny modny;

Gazeciarz czarem przygód go podpiera,

Czas waży, mierzy, odrzuca. Przygodny

Jego opieki walor spadł do zera.

Lecz jest bohater jeden niezawodny:

Don Juan, ten sam, co go na operze1,

Może za wcześnie, czart do piekła bierze.

II

Rzeźnik Cumberland, Wolfe, Keppel, Hawke, Vernon,

Ferdynand, Burgoyne, Granby2, innych sporo

Wzięli dań hańby lub czci niepomierną,

Jak Wellesleya na szyldy ich biorą

Kupcy. Od sławy Banko3 wygrał terno4,

A z nim „maciory prosiąt dziewięcioro”.

Taki Dumourier5, taki Bonaparte

W „Kurierze” każdą uświetnili kartę.

III

Mirabeau, Barnave, Condorcet i Brissot,

Lafayette, Petion, Klotz, Danton i Marat,

A po nich Joubert, Hoche, Marceau6 — patrz, ci są

Bohaterami; śród wojennych narad

Lannes, Moreau, Dessaix za działań kulisą

Regulowali zwycięski aparat.

Każdy z nich w parze swojej był olbrzymem,

Ale nie k’rzeczy tu ich sławić rymem.

IV

Jak Marsa7 czcili Nelsona8 wyspiarze,

Lecz gdy się wieko trumienne zatrzasło,

Wraz9 oniemiała pieśń o Trafalgarze,

Słońce na grobie bohatera zgasło,

Więc wstydem płoną wilków morskich twarze;

Infanteryja10! — takie dzisiaj hasło.

Armii lądowej chce król całą duszą,

Howe, Duncan, Jervis, Nelson11 w kąt iść muszą.

V

Przed Atrydami12 żyli wielcy wodze,

Żyli i po nich mądrzy i zuchwali,

Lubiący kochać, bić — już nie tak srodze

Lecz że poeci o nich nie pisali,

Poszli w niepamięć; w nikogo nie godzę,

Ale myśl moja epiczna się żali,

Że mi nie świta jakieś imię duże;

Więc Don Juana wołam: Bywaj, druże13!

VI

Dziś epik prosto in medias res14 wpada;

Horacy15 zrobił to rodzajem mody.

Co się zdarzyło przedtem, opowiada

Bohater, kładąc jako epizody,

Gdy po obiedzie z kochanką zasiada

W pałacu lub się chroni pod lip chłody

Albo z nią zwiedza grotę nad ponikiem16,

Co jest dla czułej pary gołębnikiem.

VII

Ja tej metody zwykłej nie używam,

Bo ja zaczynać lubię od początku.

Obrazów zatem na pół nie rozrywam,

Bo to jest z hańbą zdrowego rozsądku,

Ale choć tracę czas, z góry zaśpiewam,

Nie gubiąc jednej nuty w pieśni wątku.

Powiem o ojcu jego, co należy,

Następnie podam konterfekt17 macierzy.

VIII

W Sewilli ujrzał padół śloz18 i trudu,

Słynnej z pomarańcz i kobiet urody.

„Ten, kto Sewilli nie zna, nie zna cudu”,

Głosi przysłowie — potwierdzę dla zgody.

Najmilsze to z miast hiszpańskiego ludu,

Jedyny Kadyks idzie z nim w zawody.

Z okien pałacu widne nurty i wir

Rzeki szlachetnej, zwanej Gwadalkwiwir.

IX

Ojciec, Don José, był złożony modłą19

Dawnych hidalgów20; rodu mu nie kalał

Nigdy Żyd ani Maur; krew miał niepodłą,

Gocką; szczep gocki wczas Hiszpanię zalał21,

Dzielniejszy rycerz nie siadał na siodło

Ani się z siodła na ziemię nie zwalał

Niż José, co nam spłodził bohatera,

Co... lecz niech naprzód pieśń się nie wydziera.

X

Matką mu była uczona niewiasta,

Nad każdym studia odbywała kwiatkiem,

Gdzie jaki z gleby chrześćjańskiej wyrasta.

Prócz cnót dowcipem zachwycała rzadkim,

Że się dziwiła nawet mędrców kasta

I nawet zacni wzdychali ukradkiem,

Że blaskiem swoim tak ich w cienie chowa

Uczona własną sztuką — białogłowa.

XI

Deklamowała biegle na wyrywki

Kalderonowe22 dzieła i Lopeza23;

Gdyby na scenie aktor zabył śpiewki,

Podpowiedziałaby doña Ineza,

Przybladłby przy niej Fajnagiel24, choć krewki.

Umiejętności kram strącił do biesa;

Słaby był jego kunszt mnemotechniczny25,

By wyhodować taki okaz śliczny.

XII

Najmilszy był jej dział Matematyki;

Wspaniałomyślność — cnota z cnót wybrana;

Żart — żartowała czasem — jak z Attyki26;

W mowie subtelność, mgłą grubą owiana;

Słowem — była tym, co wszystkie języki

Zwą: „Dziwo”. W dymkę27 stroiła się z rana;

Na wieczór: zimą w jedwab, latem w gazę.

Nie chcę, by zmysły miały stąd obrazę.

XIII

Z łaciny znała Pater noster28 w treści;

Alfabet grecki — przez pół oczywista;

Czytała czasem francuskie powieści,

Lecz pronuncjacja jej nie była czysta,

Dla kastylskiego nie żywiła cześci29,

A wymawiając nim, bywała mglista.

Co myśl — sentencja, co słowo — zagadka,

Jakby w mroczności tkwiła wyższość rzadka.

XIV

Znała angielską i hebrajską mowę,

Twierdziła, że są zbliżone akcentem;

Z Bibliji miała dowody gotowe;

Sądzę, jakkolwiek profan w Piśmie świętem,

Że jej wywody są trafne, wzorowe,

Gdy potwierdzone Starym Testamentem.

Hebrajskie słowo, co „Jam jest” oznacza,

W angielskim się w przekleństwo przeistacza.

XV

U innych język — tu mówiły lica;

Słuchacze z jej ócz, z jej brwi morał pili;

Była to samorządna pracownica

Ziemi, jak opłakany Sam Romilly30,

Ów praw wykładacz i państwa strażnica,

Co samobójstwo spełnił chyba w chwili

Bezwiedzy; dowód, jak na świecie znika,

Co się urodzi. (Sąd orzekł: „Miał bzika”).

XVI

Mógłbyś rzec: Była chodzącą rachubą

Lub panny Edgeworth31 powieścią wcieloną,

Lub pani Trimmer32: Wychowania próbą

Dziełem: Kawaler w pogoni za żoną.

Zawiść myszkując zawiodłaby się grubo,

Bo doña Inez była nieskażoną.

Choć się „niewieści grzech” dziś w świecie sroży,

Ona bez grzechu była — co najgorzej.

XVII

Ach! czystsza była niż łabędzie puchy

I niż dewotek naszych święte grona;

Tak z dala od niej stały piekieł duchy,

Że nawet anioł stróż odjął ramiona.

Stateczne były u niej wszystkie ruchy

Jak w czasomierzach sławnych Harrisona33.

Na ziemi z cnotą jej nic nie szło w parze,

Chyba twa „cudna maść34”, o Makassarze!

XVIII

Ach! doskonała... lecz że doskonali

Ciężarem nudnym są nędznego świata,

Gdzie Adam z Ewą kochania nie znali,

Aż się zamknęła dla nich rajska krata,

Bo wprzód bez chuci żyli cisi, biali...

Co oni robić mogli przez te lata?

Don José, jako prawdziwy syn Ewin35,

Prócz żony zrywał jabłka z różnych drzewin.

XIX

Don José był to człek, jakich niemało;

Wiedzy nie lubił, więc nie był uczony;

Chciał iść tam, gdzie mu właśnie się zachciało,

Nie dbając, że to przykre jest dla żony.

Świat, co rad zawsze, gdy się co źle stało,

Gdy dom się wali lub się chwieją trony,

Wykrył dwie struny zbytnie w jego lutni;

— Wystarczy jedna do domowej kłótni.

XX

A doña Inez w takiej zalet krasie

Bardzo ceniła cnót swych idealność,

Toż przeniewierstwo męża znieść?... A zasię36!

Święta — to prawda — była jej moralność,

Lecz czasem w sercu diabeł bruździł — zda się,

Bo, z przywidzeniem rzeczy dotykalność

Mieszając, chwili nie straciła żadnej,

By pana męża wpędzić w potrzask zdradny.

XXI

A do złapania nietrudny małżonek,

Co grzesząc, z boku nie postawi straży.

Najbieglejszemu, choćby jak postronek

Prężył uwagę, despekt37 się wydarzy,

Że mu na głowę spada nagle trzonek

Wachlarza żony, który ciężko waży,

Bo dłoń żonina nim jak szablą władnie,

Zaś mąż nie dojrzy ciosu, aż nań spadnie.

XXII

Błąd jest, gdy panny uczone wychodzą

Za ludzi, którzy nie mają oświaty;

Za panów, którzy choć „dobrze się rodzą”,

Ale ich nudzą poważne debaty.

Przestrogi moje skromne w nic nie godzą,

Ja jestem prosty człek i nieżonaty...

Lecz — mężu mądrej żony, szczerze powiedz,

Czy was nie wodzą jak gromadę owiec?

XXIII

W domu słyszano czasem głośne swary;

O co? Przesadzał się w badaniu śmiałem

Młody i młoda, i stara i stary;

Źle, że nie dbali tak, jak ja nie dbałem.

Wścibstwem się brzydzę; grzech to godzien kary;

Jeżeli kiedy czym skromnie błyszczałem,

To, żem łagodził mych przyjaciół sprzeczki,

Sam pozbawiony kłótliwej żoneczki.

XXIV

Chciałem i między nami zrównać przedział.

Chciałem — Bóg świadkiem; oni po kryjomu

Szydzili ze mnie, chyba w nich czart siedział!...

Dla mnie nie było nigdy „państwa w domu”,

Choć mi na ucho odźwierny powiedział...

Mniejsza już o to — lecz doznałem sromu38,

Bo mały Juan na głowę mi wylał

Kubełek pomyj, gdym się z drzwi wychylał.

XXV

Ladaco z wiechą pokędzierzawioną,

Diablik skaczący do nocy od ranka;

Rodzice zawsze w zwadzie, w jednym pono

Zgodni: w pieszczeniu małego szatanka.

Ojciec rozsądny, miast się kłócić z żoną,

Do szkoły posłałby młodego panka

Albo go w domu zapoznał z brzeziną;

Chłopiec z mniej gęstą w świat by poszedł miną.

XXVI

Don José z doñą Inez tym sposobem

Wiedli czas jakiś nieszczęśliwe życie,

Pragnąc już raz się rozdzielić — choć grobem.

Dla ludzkich oczu żyli przyzwoicie,

Jako że byli dobrego wyrobem

Chowu; nikt nie zgadł, że się gryzą skrycie,

Aż ogień długo tłumiony wybuchnął

I cały sekret jawną wieścią gruchnął.

XXVII

Pani wezwała doktory, znachory,

Chcąc dowieść, że jej mąż cierpi na „głowę”.

Lecz że „lucida momenta39” miał chory,

Godziła się, że „serce” ma niezdrowe.

Gdy tłumaczono jej, że to pozory,

Niosła w zeznaniach dowody jałowe.

„Bóg mnie — mówiła — oskarżyć przymuszał.”

Na to eskulap40 ramionami ruszał.

XXVIII

W dzienniczku błędy męża spisywała

I gromadziła stosy bilecików,

Skąd argumenty oskarżeń czerpała.

W Sewilli mnogich liczyła stronników,

A wśród nich babkę, co już zdziecinniała.

Wszyscy zaś dużo wyprawiali krzyków:

Inkwizytorzy, sędziowie, juryści,

Ci dla uciechy głupiej, ci z zawiści.

XXIX

A potem słodki ten ideał żony

Z taką pogodą znosił męża bole,

Jak owe dawniej spartańskie matrony,

Co nie wydały skargi, gdy mąż, w pole

Wyszedłszy — legł; nie biły w płaczu dzwony.

Chłodna, choć go kto oszczerstwem zakole,

Na męki męża z takim jasnym czołem

Patrzała, że świat krzyknął: „Jest aniołem!”

XXX

Cenić przyjaciół, choć im w oczy plwano,

To filozofia prawdziwa i czysta.

„Wspaniałomyślność” też jest piękne miano,

Zwłaszcza gdy z miana tego się korzysta.

Nigdy jej na tym grzechu nie złapano,

Co go zwie malus animus41 jurysta42.

Że nie jest zemsta osobista cnotą,

To prawda — ale czyż ja mam dbać o to?

XXXI

Gdy stare waśni z grobu wywołają

Skandal zwietrzały i w kłamstwa ubiorą,

To ludzkie złości roli tu nie grają;

Skandal trwa, bo się stał tradycji zmorą.

Naszym czcigodnym przez kontrast umają

Czoło, moralność zyska w dziesięcioro.

Wiedza się przez to zmartwychwstanie wzmoże:

Skandal jest dobry pod sekcyjne noże.

XXXII

Zadyszeli się w pojednawczym dziele

Znajomi; krewnym poszło jeszcze gorzej

(Doprawdy, iż się sądzić nie ośmielę,

Komu w tym razie powierzyć „ład boży”,

Czy krewni lepsi, czy też przyjaciele);

Juryści chcieli rozkucia obroży

Ślubów — lecz ledwo wzięli pierwsze raty,

Nagle don José odszedł w lepsze światy.

XXXIII

Umarł — w wyborze pory niełaskawy,

Bo, ile mogłem wyczuć ze wskazówek