Babie lato

Słońce zwieszone na samotnej skale,

Dawną potęgę zbierając raz jeszcze,

Rozrzuca pyłów rozświetlone deszcze

Na jasne, czyste, przeogromne dale...

Po łąkach jasną falą się przelewa,

Wzbija pył z kwiatów i upojne wonie,

Między gałęzi złote wplata tonie

I pieści zżółkłe, konające drzewa.

Patrz... między liśćmi chwieją się i świecą

Jakieś włókienka złote i pajęcze,

Słońce w sieć nitek cudne wpięło tęcze,

Wiatr je rozrzuca... zrywają się, lecą,

I płyną, płyną hen na łany żytne

Niby marzenia złote... nieuchwytne.