Dajmomion

Noc. Cicho... ciemno. Słyszę tylko szklane

Liści spadanie i szmer własnych kroków...

Latarnie z pośród mgły białej obłoków,

Stroją swe głowy w tęcze malowane.

W pustej ulicy ktoś zbliża się do mnie...

Kto to? w mgle kształtów odróżnić nie mogę,

To pies zbłąkany przelata mi drogę —

Znużony jestem ogromnie, ogromnie...

Idę... przedemną kołyszą się w mroczy,

Jakieś ogromne, tajemnicze oczy.

Choć serce pęka — patrzeć na nie muszę...

I iść jak błędny w nocy zwodne sidła,

Gdzie grzech śnieżyste pokala mi skrzydła

I zaprzepaści młodą, piękną duszę!!!