Noc świętojańska

Idzie Sobotównej.

Niech wszystko będzie ciche i bezgłośne,

Jak leśnych jezior zaklęta bajeczność,

Niech wszystko będzie jasne, jak łzy rośne,

Kiedy w nich miesiąc rozkocha się srebrny,

Niech wszystko będzie nieznane, jak wieczność,

Święte, jak duszy jakiś wzlot podniebny,

Niech wszystko będzie ciche i bezgłośne!

Zaczną się noce ciche, świętojańskie,

Kiedy się księżyc na liściach rozświetli —

Z karczmy, gdzie gody lud obchodzi pańskie,

Leci głos jasny skrzypiec i basetli,

Potrząsa w drodze falę żyta ciemną

I echem wpada w boru toń tajemną.

Co to? zkąd dźwięk ten, co skonał tak z cicha?

Czy śpiąca ziemia przez sen tak oddycha,

Czy noc tak cudnie przemówiła gwiezdna,

Że jakiś urok w jej głębiach się ziści?

Kwiaty otwarły niespokojne oczy,

A blask miesięczny przedarłszy gąszcz liści,

Zapalił nagle leśne uroczysko,

Wywroty pienne i jezioro bez dna,

Gdzie wieczna ciemność po falach się toczy.

Patrz! w dziuple brzozy, coś jak oczy błyska,

Patrz! pajęczyny świecą jak obrączki,

A pień spróchniały, jak leśny kaganiec,

Błędne ogniki wzięły się za rączki

I w mrokach dziwny rozpoczęły taniec.

A na mchach leśnych cudownie się złoci

Zaklęty czarem, złoty kwiat paproci...

O pani moja jasna! o królewno!

Ukoję ciebie moją zwrotką śpiewną,

Życie ci czarem bajecznym rozzłocę,

W te jasne, złote, świętojańskie noce!

W ciszy uroczysk, w łzach miesięcznych, lśniących,

Wśród drzew srebrzystych — tęczowych pajęczyn,

Wśród błędnych ogni i ech konających

Prześnimy chwile cudowne zaręczyn...

Niech wszystko będzie ciche i bezgłośne,

Jak leśnych jezior zaklęta bajeczność,

Niech wszystko będzie jasne, jak łzy rośne,

Kiedy w nich miesiąc rozkocha się srebrny,

Niech wszystko będzie nieznane, jak wieczność,

Święte, jak duszy jakiś wzlot podniebny,

Niech wszystko będzie ciche i bezgłośne!