Rzeka

Stawy drzemią w spowiciu zielonych obramień.

Cisza — na cień przechodnia, co przez ugor kroczy,

Owce tylko wylękłe obracają oczy...

Cisza — sęp zawisł w chmurach bez ruchu, jak kamień.

Przedemną morze kłosów — zanim sierp je utnie,

Źdźbła spokojnie i górnie na polu się złocą,

Nagłe łan cały, tknięty niewidzialną mocą,

Zaczyna się kołysać i chylać okrutnie.

I płynie rzeka zboża szumiąca, szumiąca —

Źdźbła z szelestem tajemnym kolebie i trąca,

Przelewa się przez płoty i rowy przydrożne.

Wdziera się hen na wzgórza, falami się spiętrza,

I wali prosto w słońce, co blaskiem przemożne

Dogasa w jasnych łunach, jak hostya najświętsza!