In memoriam trzech wielkich aktorów

I.

Wspłonął1 i nagle zgasł, jak knot zdmuchnięty,

Oblicza nasze powlókłszy znienacka

Błyskawicowym poblaskiem bladości.

Runął: z nim wespół padły kukły wszystkie,

Do których żył przesączył krew dyszącą;

Bezgłośnie umierały, a gdzie leżał,

Tam się walała ciżba zwłok, rzuconych

Byle jak, w dzikim tłoku: tu kolano

Opoja w władcy źrenicę wtłoczone,

Indziej Don Filip ze zmorą przywartą

Do szyi: to Kaliban2. — Wszystko trupy.

Więc pojęliśmy, kto był ów umarły:

Czarodziej wielki z największych szalbierzy!

I z domów naszych zawartych wyszliśmy,

I poczęliśmy gadać, prawiąc, kim był.

Lecz któż to był w istocie, kimże nie był?

Spod jednej maski wpełzał w inną larwę3,

Z zewłoku ojca przeskakiwał w syna,

Jak szaty luźne mieniając4 postaci.

Mieczami, które wirowały młyńcem,

Tak szybko, że nie postrzegł nikt ich ostrza,

Sam siebie krajał w kawały: być może

Jedną połową był Jago5, a druga

Szlochała w błaźnie, marzycielu gorzkim.

A ciało jego było jak zasłona

Zaczarowana, w której fałdach rzeczy

Mieszkają wszystkie: i tam sięgał po nie,

Wydobywając stwory i zwierzęta

Z samego siebie; lwa, owcę nieśmiałą,

Lub biesa-głupka, albo okropnego

Diabła, i tego, i jeszcze tamtego,

I mnie, i ciebie. A to ciało było

Losem wewnętrznym w żużel przepalone,

Jak żar węglowy, on trwał w palenisku

I patrzał na nas, którzy się gnieździmy

W zawartych domach, jako salamandra

W ogniu: źrenicą obcą, martwą, białą.

Był jako władca krwawy. Wokół bioder

Przepasał, niby muszelki barwione,

Prawdy straszliwe i kłamstwa nas wszystkich.

I mimo oczu mu przelatywały

Sny nasze, jako stada dzikich ptaków,

Odbite w jezior leśnych lśniącej głębi.

Tu wkraczał, przed tę kurtynę na deskę,

Gdzie stoję oto, i jak w róg Trytona

Burzliwa wrzawa morza jest więziona,

Tak głos wszelkiego życia w nim dygotał:

Wielkością brzmiał. I już był całym borem

I polem z białym na przełaj gościńcem.

Tu siedzieliśmy, jak dzieci rozwarłszy

Oczy, patrzący w górę, jak ku zboczom

Skały olbrzymiej: a w tych wargach zdartych

Zatoka była, gdzie huczało morze.

W nim bowiem była ta, co wiele drzwi

Rozpycha gwałtem i nad dachy wzlata:

Potęga życia, niespętana niczym.

I jego to śmierć nagła skuła w pęta!

Zdmuchnęła oczy, których skryte jądro

Naryte6 było tajemniczym szyfrem,

I tysiąc głosów zadławiła w krtani,

I rozwaliła człon po członie ciało,

Gięte brzemieniem niezrodzonych istnień.

Tu stał. W następstwie po nim któż mu zrówna7?

Jakiż duch piersi labirynt zaludni

Tłumem postaci, zrozumiałych nagle,

Zatrzaśnie dreszczem okropnej rozkoszy?

Tej, którą trwonił, nie mogliśmy ująć,

I dziś, gdy zabrzmi imię, wzrok wlepiamy

W tę czeluść mroczną, która się zawarła.

II.

Gmach ten wokoło i my sami owej

Służymy sztuce, która ból najsroższy

Przyprawia strawnie, nawet śmierć cukruje.

A on, którego przed oczy przywołam,

Cóż to za siłacz! Taką posiadł zdolność

Przemiany, iż się zdało, wszelkim sieciom,

Nie do złowienia, umknie! Tak przedziwny!

Pomnicie? Czynił się przezroczym8, białku

Źrenicy kazał tę najgłębszą skrytość,

Co w nim drzemała, zdradzać, i łapczywie

Wciągał z powietrza duszę urojonych

Istnień, jak dymy w jelita, przez szpary

Potem wyrzucał je na światło dzienne.

I znów przetwarzał się do gruntu, stwory

Znów wyciekały, pęczniejąc, zaledwie

Ludzkie, lecz żywe, jak powabnie-żywe,

Przytakiwało im oko, aczkolwiek

Nie oglądało przenigdy podobnych:

Drobne zmrużenie powiek, jeden oddech

Świadczyły, że istnieją, parujące,

Z prałona ziemi ciepłej wyszarpane

I ludzkie! Oczy zawrzyjcie, wspomnijcie!

Spójrzcie na cielska krwiste, gdzie w zakątku

Źrenicy nikła kołace się dusza,

Lub dusze, które kości zbudowały,

Jako skorupę szklaną, wokół siebie,

Aby się schronić: pospolici ludzie,

I ludzie mroczni, i władcy, i błazny,

Ludzie do śmiechu i ludzie do zgrozy —

Przetwarzał się do gruntu: oto byli.

Ale gdy gasła gra i gdy kurtyna

Bez szmeru, jak powieka ubarwiona

Szminką, opadła przed magiczną grotą

Zamarłą, a on w mrok stąpał, to przed nim

Tak się olbrzymia scena rozścielała,

Jak przed źrenicą na zawsze rozwartą

I porażoną bezsennością, której

Kurtyna nigdy nie przesłoni czuła:

Teatr okropny, realności scena!

Tedy9 zeń wszystkie opadały kunszty

Przeobrażenia, jak szmaty, i biedna

Drżąca duszyczka szła, patrząc dziecięco.

Tedy wplątany był w grę bezlitosną,

Niepojmujący, jak wzrosła w torturę;

I każdy krok wciąż głębiej, niż poprzedni,

I bezlitosny każdy znak milczący:

Oblicze nocy brało udział w spisku,

Wiatr się sprzysięgał, wiaterek łagodny,

I wszystko przeciw niemu. Pospolitych

Dusz nie usidla tak los mroczny, czułym

Stawia potrzaski nad siły. I wzeszedł

Dzień taki, gdy się podźwignął, i oko

Udręką wysilone pragnął skąpać

W przeczuciach i snach wiotkich, tedy zrzucił,

Jak nadto ciężki płaszcz z bark zgiętych, życie

Mocnym i drobnym gestem, już nie bacząc

Na rozetlony pył u skraju płaszcza:

Postaci, które kruszyły się w nicość.

Tak go wspomnijcie. Niech struny dostojne

Wskrzeszą go, drżące tą nieludzką dolą,

A mnie pozwólcie zamilknąć: tu kres ów,

Kędy się słowa skąpe łamią w wargach.

III

O, jego głos mieć, aby wznieść tę skargę!

Z jego godnością królewską móc stanąć

Przed wasze oczy z moją skargą. Wtedy

Godzina byłaby zaiste wielka,

I królewskości poblask na mnie, więcej,

Niźli żałoba: w dzieła bowiem władców

Wspaniałość jest wmieszana, boski zachwyt

W żal, gdy tarzają się w mogiły prochach.

O, ów głos, gdyby zatrzepotał skrzydłem

Wiejąc nad nami! — Bo i skądże brzmiał?

Skąd to dudniło o ucho? Kto prawił

Językiem takim? O, jaki tu gadał

Książe i demon? Z tych desek drewnianych

Czyj głos? Kto z krtani przemawiał młodzieńczej

Romea, najstraszliwszą chrypką dyszał

Z gardła Ryszarda i szept wyłamywał

Z zamarłych Tassa warg? O, kto?

Nieprzeobrażon10 przez wszystkie przemiany,

Czarodziej, nigdy nieoczarowany,

Nieporuszony, co rwał nas na strzępy,

Bardzo daleki, choć zdał się najbliższy,

I bardziej obcy w sobie, niż ktokolwiek,

Najsamotniejszy ponad samotnymi,

Wysłannik przed wszystkimi, bezimienny

Pana nad Pany zwiastun ów: najsroższy.

Pominął nas, przeminął. Dusza jego

Zbyt szybką duszą była, a źrenica

Nadto podobna oku ptaka. — Gmach ten

Ongi posiadał go — czyli go wstrzymał?

Niegdyś mieliśmy go — nim runął w dół,

Jak własna młodość z palców nam wylata11,

Niby wodogrzmot okrutny i lśniący.

O, niepokoju bez dna! Tajemnico

Bezwstydnie jawna, zagadko natury

Człowieczej. Kto też byłeś, istniejący?

Ty, tak zbłąkany? O, ty cudzoziemiec!

Ponocnych rozmów samotności z wielce

Przypadkowymi twoimi druhami!

Serca samotność, jak skała z czeluści!

Nienasycony. O duchu bezsenny!

Duchu. O, głosie! Najwidniejsze światło!

Jak biegłeś, lejąc się, zbyt biały blasku,

Przez mrok, z wyrazów budując wokoło

Pałace, gdzie na jedno drgnienie serca

Wolno nam było zamieszkać. — O, głosie,

Niezapomniany nigdy — Dolo — Kresie —

O, tajemnicze życie! Mroczna śmierci!

Jak się o niego życie pasowało12,

Nigdy nie mogąc oplątać go w sekret

Lubieżnych przeobrażeń! Jak trwał zawsze!

Jakże królewsko sprostał! Jak się oparł,

Chłopięco szczupły. O, maleńka dłoni,

Siłą napięta, nad kruchością ramion!

O, głowo drobna, źrenico ptaszęca,

Gardząca wiekiem starczym i młodością,

Oko bezsenne, sępie, co przed słońcem

Powieką nie powlecze się, oko waleczne,

Które zmierzyło oboje przepaści

Życia i śmierci — oko wysłannika!

O, poseł wszystkich posłów, duch! Ty, duchu!

Trwanie twe było wśród nas wyrzeczeniem,

Pragnący lotu, o, do lotu wzbity!

Nie wznoszę skargi o ciebie, pojąłem,

Kim byłeś: aktor bez maski, płomieniem

Ducha rażący, uniesion13 na zenit.

Tam, gdzie cię oko moje nie ogląda,

Ty, niezniszczalny, krążysz i do sępa

Upodobniony, dzierżysz w szponach lustro,

Które blask miota biały, bardziej widny

Od błysku gwiazd najbielszych: tego światła

Odtąd na zawsze zostałeś zwiastunem.

Tak spamiętamy ciebie, kołującym

I niezniszczalnym: duchem, którym byłeś!

O, głosie! Duszo! Lotu próbująca!

Przypisy:

1. wspłonąć — tu: zapalić się, zapłonąć. [przypis edytorski]

2. Kaliban — postać z Burzy Shakespeare’a, dziki syn wiedźmy. [przypis edytorski]

3. larwa (daw.) — maska. [przypis edytorski]

4. mieniać — dziś: zmieniać. [przypis edytorski]

5. Jago — postać z Otella Shakespeare’a, człowiek, który swoimi intrygami popycha tytułowego bohatera do zamordowania żony i samobójstwa. [przypis edytorski]

6. naryty — tu: opatrzony wyrytym znakiem a. napisem; naznaczony. [przypis edytorski]

7. zrównać — tu: dorównać. [przypis edytorski]

8. przezroczy — przezroczysty. [przypis edytorski]

9. tedy (daw.) — więc. [przypis edytorski]

10. nieprzeobrażon — nieprzeobrażony. [przypis edytorski]

11. wylata — dziś popr.: wylatuje. [przypis edytorski]

12. pasować się — tu: zmagać się. [przypis edytorski]

13. uniesion — uniesiony. [przypis edytorski]