Przedświt

Spoczywa oto na sinej krawędzi

Niebiosów1 burza i drga nawałnica,

Skulona w sobie. Oto chory duma:

«Dzień, teraz będę spać!» Gorące zwiera

Powieki. Oto jałówka w oborze

Wysuwa nozdrza ku woni poranku

Chłodnej. Włóczęga oto w niemym lesie,

Niemyty, dźwiga się z posłania liści,

Które szeleszczą, i zuchwałą dłonią

Ciska głaz pierwszy lepszy, by ugodzić

Turkawkę, ze snu ociężałym lotem

Przelatującą, i w grozie zamiera,

Gdy kamień głucho uderza i ciężko

O ziemię. Oto bieży2 woda prędka,

Jak gdyby śladem nocy, co pełzając,

Odeszła, pragnąc runąć w mrok, chłodnawym

Tchnieniem, tak sroga, obojętna, podczas

Kiedy tam w dali Zbawiciel i Matka

Cicho, cichutko rozprawiają sobie

Na mostku: szeptem, a przecie ta drobna

Rozmowa wiekuista, niezniszczalna

Jest jako gwiazdy w dali. Krzyż swój dźwiga

I mówi jeno: «Matko moja!» patrząc

W jej oczy, Ona: «Ach, mój Synu miły!»

Odrzeka. — Oto niebiosa i ziemia

Na nowo gadać poczynają nieme.

Po czym dreszcz zbiega znów sterane ciało:

Z westchnieniem dźwiga się przeżyć dzień nowy.

A oto brzask widmowy wstaje. Oto

Ktoś się wykrada, nie wzuwszy obuwia,

Z łoża kobiety, jak cień biegnie, z okna,

Jako złoczyńca, zeskakuje, cicho

W pokoju własnym przystaje — i widzi

W lustrze na ścianie siebie: nagłą trwogą

Dygoce przed tym bladym, niedospanym,

Okropnym cudzoziemcem, jakby ów to

Tej nocy chłopca, którym był, nieznacznie

Drgającą ręką zamordował, teraz

Polewa z dzbanka palce, by je omyć,

Z uśmieszkiem drwiny, a przeto niebiosa

Tak są znacząco-oniemiałe, wszystko

Tak dziwne na powietrzu szarym. Oto

Skrzypią stajenne drzwi. I oto dzień jest.

Przypisy:

1. niebiosów — dziś popr.: niebios. [przypis edytorski]

2. bieżeć — tu: płynąć. [przypis edytorski]