Satyry, część druga

Pochwały milczenia

Co nie jest do istności1, co brak w liczby rzędzie,

Tym mniemamy milczenie — i jesteśmy w błędzie.

Pozór go2 tak osądził, ale pozór zdradny.

Jest w nim przymiot istotny, jest przymiot dokładny;

Zgoła jest rzeczą dobrą, zdatną, pożyteczną.

Pisarze i gadacze, znam waszą myśl sprzeczną,

Przecież na was powstanę. Ty, co ci się marzy,

Ty, co bredzisz, co zmyślasz, czasem ci się zdarzy,

Że utrudzony krzykiem, którym drugich nudzisz,

Umilkniesz, a że płochą powieścią nie trudzisz,

Żeś dał uszom spoczynek, wielbią cię słuchacze,

Oddawaj hołd milczeniu. Wy, sławni matacze,

Wy, szalbierze z rzemiosła, wy, zdrajcy z urzędu,

Profesy dzieł nieprawych, wy, niegodni względu,

Wy, co słowem, co piórem umiecie kaleczyć,

Wy, których dziełem, trudem: łgać, zdradzać, złorzeczyć,

Zbyt poznani3, milczycie, a głupi wam wierzy.

Hipokryty! wśród waszych wzdychań i pacierzy

Zdradne milczenie wtenczas, gdy cnota nie milczy,

Pod jagnięcym pozorem ukrywa jad wilczy.

Wiecie, jak zdradniej milczyć niźli jawnie szczekać;

Wiecie, a cnota jęczy: stąd zasługi tajne4,

Stąd talenta w pogardzie, stąd dusze przedajne,

Stąd nieszczęście poczciwych, a przeciw naturze

Cnota w podłej siermiędze, występek w purpurze.

Dworaki! w nieprawości wyćwiczeni szkole,

Wy, co w sztucznej a zdradnej podstępów mozole

Kładniecie cały polor, strzeżcie się widoku.

Maszka5, coście przywdziali, patrzających wzroku

Nie osłabi, odkryją zdradę omamienia.

Dusze podłe, nurzcie się w otchłaniach milczenia!

Trwożliwa jest poczciwość: nie jest jej kunszt głuszyć6,

Jakże ją z zaniedbanych kryjówek wyruszyć7?

Mógłbyś, Pawle, bo czujesz, choć pełen szkarady,

Mógłbyś, bo masz czołgaczów, coś wysłał na zwiady,

Mógłbyś, bo w twoim ręku los prawego człeka;

Czegóż się cnota, Pawle, od ciebie doczeka?

Milczeniem ją przytłumisz, więc skromna i cicha,

Nieznajoma u dworów, narzeka i wzdycha.

Wzdycha nie tak o siebie, bo sobie wystarczy,

Ale gdy na nią podstęp niegodziwy warczy,

Gdy wydziera sposobność, aby zdatną była.

Jęczy, iż chcąc nie może, by uszczęśliwiła.

Niegdyś służyć ojczyźnie hasłem było człeka.

Święte hasło, gdzieżeś jest? Zmilczane od wieka.

Odgłosie serc poczciwych, niezmazanej8 duszy,

Już się o nasze płoche nie obijasz uszy.

Dobrze milczyć, bo płacą; szukaj wpośród wiela —

Jest gmin, ale kto znajdzie w nim obywatela?

O wy, których powinność prawdę mówić jawnie,

Mocnić9 słowo przykładem dzielnie a ustawnie,

Milczenie was potępia, gdy myśl świecka trwoży:

Świętą śmiałość, bezwzględną, niesie zakon boży.

Zbyt trwożliwą roztropność nie godzicie z stanem:

Znać, czuć, mówić, dać przykład — to jest być kapłanem.

Milczenie, w skutkach bywasz złe, lecz nie w istocie;

Zrzuć barwę10, co cię podli, a towarzysz cnocie — W świetnym się blasku wydasz. —

Co nie jest do istności11, co brak w liczby rzędzie,

Tym mniemamy milczenie — i jesteśmy w błędzie.

Pozór go12 tak osądził, ale pozór zdradny.

Jest w nim przymiot istotny, jest przymiot dokładny;

Zgoła jest rzeczą dobrą, zdatną, pożyteczną.

Pisarze i gadacze, znam waszą myśl sprzeczną,

Przecież na was powstanę. Ty, co ci się marzy,

Ty, co bredzisz, co zmyślasz, czasem ci się zdarzy,

Że utrudzony krzykiem, którym drugich nudzisz,

Umilkniesz, a że płochą powieścią nie trudzisz,

Żeś dał uszom spoczynek, wielbią cię słuchacze,

Oddawaj hołd milczeniu. Wy, sławni matacze,

Wy, szalbierze z rzemiosła, wy, zdrajcy z urzędu,

Profesy dzieł nieprawych, wy, niegodni względu,

Wy, co słowem, co piórem umiecie kaleczyć,

Wy, których dziełem, trudem: łgać, zdradzać, złorzeczyć,

Zbyt poznani13, milczycie, a głupi wam wierzy.

Hipokryty! wśród waszych wzdychań i pacierzy

Zdradne milczenie wtenczas, gdy cnota nie milczy,

Pod jagnięcym pozorem ukrywa jad wilczy.

Wiecie, jak zdradniej milczyć niźli jawnie szczekać;

Wiecie, a cnota jęczy: stąd zasługi tajne14,

Stąd talenta w pogardzie, stąd dusze przedajne,

Stąd nieszczęście poczciwych, a przeciw naturze

Cnota w podłej siermiędze, występek w purpurze.

Dworaki! w nieprawości wyćwiczeni szkole,

Wy, co w sztucznej a zdradnej podstępów mozole

Kładniecie cały polor, strzeżcie się widoku.

Maszka15, coście przywdziali, patrzających wzroku

Nie osłabi, odkryją zdradę omamienia.

Dusze podłe, nurzcie się w otchłaniach milczenia!

Trwożliwa jest poczciwość: nie jest jej kunszt głuszyć16,

Jakże ją z zaniedbanych kryjówek wyruszyć17?

Mógłbyś, Pawle, bo czujesz, choć pełen szkarady,

Mógłbyś, bo masz czołgaczów, coś wysłał na zwiady,

Mógłbyś, bo w twoim ręku los prawego człeka;

Czegóż się cnota, Pawle, od ciebie doczeka?

Milczeniem ją przytłumisz, więc skromna i cicha,

Nieznajoma u dworów, narzeka i wzdycha.

Wzdycha nie tak o siebie, bo sobie wystarczy,

Ale gdy na nią podstęp niegodziwy warczy,

Gdy wydziera sposobność, aby zdatną była.

Jęczy, iż chcąc nie może, by uszczęśliwiła.

Niegdyś służyć ojczyźnie hasłem było człeka.

Święte hasło, gdzieżeś jest? Zmilczane od wieka.

Odgłosie serc poczciwych, niezmazanej18 duszy,

Już się o nasze płoche nie obijasz uszy.

Dobrze milczyć, bo płacą; szukaj wpośród wiela —

Jest gmin, ale kto znajdzie w nim obywatela?

O wy, których powinność prawdę mówić jawnie,

Mocnić19 słowo przykładem dzielnie a ustawnie,

Milczenie was potępia, gdy myśl świecka trwoży:

Świętą śmiałość, bezwzględną, niesie zakon boży.

Zbyt trwożliwą roztropność nie godzicie z stanem:

Znać, czuć, mówić, dać przykład — to jest być kapłanem.

Milczenie, w skutkach bywasz złe, lecz nie w istocie;

Zrzuć barwę20, co cię podli, a towarzysz cnocie —

W świetnym się blasku wydasz. — O świętowymowne

Wtenczas, gdy uszy podchlebstw wdziękom niewarowne,

Uszy pieszczone panów, do pochwał przywykłe,

Za korzyść biorąc brzęki łudzące i znikłe,

Słyszą pochwałę zbrodni, jak by cnotą była:

Wieleż dzielność21 milczenia zbrodni poprawiła!

Zdało się być przystępne, lecz umysł, co błądził,

Świętą niemotę z czasem, czym była, osądził.

Serc niewinnych okraso, skromności i wstydzie,

Nie daj się szerzyć słowom ku twojej ohydzie,

Wznoś żądze22 ku milczeniu, ażeby cię strzegło.

Mniej od miecza rażonych na placu poległo

Niż tych, co w jadzie dzielne, w złych skutkach zamożne23,

Zgubiło jedno słowo, wolne24, nieostrożne.

Niegdyś zbrodnią to było, co dziś żartem mienią.

Płochość z głupstwem nie znają, co wielbią i cenią:

Nieszczęśliwie uwolnion od cnotliwej dziczy,

Przywykł sprośnym wyrazom słuch czujny, dziewiczy.

Stąd młodsze gdy w ubite starszych wchodzą tropy,

Pełno widziem Mesalin25, rzadkie Penelopy2627.

Święta niemoto, gdybyś opanować chciała

Te usta, z których zbrodnia szkaradna, zuchwała,

Jak z źródła, gdy obficie w zarazie wytryska,

Śmie z świętości żart czynić, a z cnoty igrzyska.

Wznieś porę pożądaną i wiekom pamiętną!

Niech zdrajcy, co mądrości znieważyli piętno28,

Piętno właściwe cnocie, które nienawidzą,

Niech poznają, co szpecą, i niechaj się wstydzą;

A jeśli głos wznieść śmieją, daj tego doczekać,

Niech mają dar mówienia, ażeby odszczekać.

Milczenie, sprawco myśli! w twoim łonie, żywa,

Wznosi się, działa, krzewi, poznaje, odkrywa,

Z twych łożysk buja; wolna od zmyślnej29 katuszy,

Wywyższona, poznaje, jaka dzielność duszy;

Szuka celu, choć widzi wyższy nad jej silność,

Nie objęty żądaniem, tłumiący usilność,

Przecież się lotem wzmaga, a w zapędy płodna,

O świętowymowne

Wtenczas, gdy uszy podchlebstw wdziękom niewarowne,

Uszy pieszczone panów, do pochwał przywykłe,

Za korzyść biorąc brzęki łudzące i znikłe,

Słyszą pochwałę zbrodni, jak by cnotą była:

Wieleż dzielność30 milczenia zbrodni poprawiła!

Zdało się być przystępne, lecz umysł, co błądził,

Świętą niemotę z czasem, czym była, osądził.

Serc niewinnych okraso, skromności i wstydzie,

Nie daj się szerzyć słowom ku twojej ohydzie,

Wznoś żądze31 ku milczeniu, ażeby cię strzegło.

Mniej od miecza rażonych na placu poległo

Niż tych, co w jadzie dzielne, w złych skutkach zamożne32,

Zgubiło jedno słowo, wolne33, nieostrożne.

Niegdyś zbrodnią to było, co dziś żartem mienią.

Płochość z głupstwem nie znają, co wielbią i cenią:

Nieszczęśliwie uwolnion od cnotliwej dziczy,

Przywykł sprośnym wyrazom słuch czujny, dziewiczy.

Stąd młodsze gdy w ubite starszych wchodzą tropy,

Pełno widziem Mesalin34, rzadkie Penelopy3536.

Święta niemoto, gdybyś opanować chciała

Te usta, z których zbrodnia szkaradna, zuchwała,

Jak z źródła, gdy obficie w zarazie wytryska,

Śmie z świętości żart czynić, a z cnoty igrzyska.

Wznieś porę pożądaną i wiekom pamiętną!

Niech zdrajcy, co mądrości znieważyli piętno37,

Piętno właściwe cnocie, które nienawidzą,

Niech poznają, co szpecą, i niechaj się wstydzą;

A jeśli głos wznieść śmieją, daj tego doczekać,

Niech mają dar mówienia, ażeby odszczekać.

Milczenie, sprawco myśli! w twoim łonie, żywa,

Wznosi się, działa, krzewi, poznaje, odkrywa,

Z twych łożysk buja; wolna od zmyślnej38 katuszy,

Wywyższona, poznaje, jaka dzielność duszy;

Szuka celu, choć widzi wyższy nad jej silność,

Nie objęty żądaniem, tłumiący usilność,

Przecież się lotem wzmaga, a w zapędy płodna,

Poznaje przyszłą istność, czuje, czego godna.

Pochwała wieku

„Lepiej teraz niż przedtem”. „Dlaczego?” „Bo lepiej.

To dowód oczywisty. Świat się coraz krzepi.

Nabrał z laty rozumu, a im bardziej stary,

Tym dzielniej zeszły39, co go szpeciły, przywary”.

„Ale dlaczego lepiej?” „Dlatego że byli

Lepsze syny od ojców, co nas poprawili”.

„Więc zmyślał ów Horacy40?” „Zmyślał”. „Toć i wierzę”.

„Człowiek przedtem był prosty i dziki jak zwierzę,

Dziś jest istność rozumna, ale jak rozumna!

Z szkół, z obozu, z warsztatu, nawet i od gumna

Wszystko tchnie wytwornością, wszystko się zwiększyło41.

Zgoła zawżdy dziś lepiej, niźli wczoraj było”.

„Ale przecież o świecie zła się wieść roznosi,

Powiadają, że się coś popsuło u osi42

Stąd już lato nie lato, a zima nie zima”.,

„Bajki, powieści godne mamek lub pielgrzyma,

Nawet i kalendarza; ale to ogólnie.

Chcesz, abym lepszość naszą dowodził szczególnie?”

„Zgoda”. „Więc... ale skądże wywodzić pochwały,

Na przykład nasze pisma — to oryginały.

I choć czasem zdaje się, iż dawnych skradamy,

Gdy im czyniem ten honor, wtenczas poprawiamy.

Drzemał Homer niekiedy43 — fraszka zadrzemanie,

My nie drzemiem, ale śpiem, lecz to nasze spanie

Roi sny, których różność, wdzięki i wspaniałość

W samej treści zawiera wszystką doskonałość.

Żółwim krokiem szły przedtem nauki kłopotne.

My, orły wybujałe, orły bystrolotne,

Wzbiwszy pod same nieba rozpostarte skrzydła,

Z góry patrząc widziemy treści i prawidła.

Darmo się matka rzeczy44 z swym działaniem kryła —

Bystrość nasza zakąty ciemne wyśledziła;

Darmo wyrok najwyższy granice oznaczył —

Przeszedł człek, zdarł zasłonę i jawnie obaczył,

Co było wiekom tajno. Więc sędzie dobrani,

Każdy, co jest, wychwala, a co było, gani,

Przewraca dawnych mozół działania na nice,

A rozpostarłszy bystre pojęcia45 granice,

W taki się lot zapuszcza, iż można by myślić,

Jak co lepiej wynaleźć alboli określić.

Ten jest odgłos zbyt częsty, ale czyli bacznych46,

Czy prawdy głosicielów, czy błędów dziwacznych,

Niech ci sądzą, co myślą, a myślą, jak trzeba.

Pamięć, bystrość, pojęcie są to dary nieba.

Ale ten skarb dzierżących nie zawżdy bogaci,

Użycie go powiększa, użycie go traci.

Czytał Szymon, wie, co, jak i kiedy się działo.

Lecz na tym zasadzony zbyt dumnie, zbyt śmiało,

Czyli się w piśmie uda do prozy, czy wierszy,

Za siebie tylko patrzy i mniema, że pierwszy.

Stąd wyroki i w stylu, i w zdaniach opacznych,

Stąd nowe wynalazki systemów dziwacznych,

Stąd starymi pogardza, innych mało ceni —

Nie tak czynili, czynią prawdziwie uczeni.

Wiek mało dla nauki, pomału przychodzi,

Długo trzeba pracować, nim prace nadgrodzi,

Ale też, choć niespieszna, obfita nadgroda.

Co powie prawy mędrzec, wiek wiekowi poda.

A te nasze światełka, co błyszczą dość jasno,

Jak się w punkcie47 rozświecą, tak w punkcie i zgasną.

Tłum mędrców; przedtem ledwo znaleźć było w tłumie48.

Czyli wspacznym obrotem49 wrócił się wiek złoty50?

Czy świat dzielniejszą zyskał istność i obroty?

Też same, co i pierwej, jest tak, jak i było,

Lecz co się wszerz zyskało, wzgłąbsz51 się utraciło.

Poszła w handel nauka, kramnicą drukarnie,

Głód kładzie pióro w rękę, zysk do pisma garnie.

Mają dowcip na zbyciu w ten jarmark otwarty,

Jak kramarze na łokcie52, autory na karty53,

A że w handlu rzemiosło wkrada się łotrostwo,

Stąd owe, co nas gnębi, ksiąg rozlicznych mnóstwo,

W których rozum, naukę, dowcip, wynalazki

Zastępuje druk, papier, pozłota, obrazki.

Stąd, niby gazą kryte, wyrazy wszeteczne,

Stąd fałsze modnym tonem, stąd bluźnierstwa grzeczne,

Stąd owe nudne Muzy, a niezmiernie płodne,

Stąd zbiory anekdotów czytania niegodne,

Stąd — pod nazwiskiem żartów dowcipnych — potwarze,

Bajki w rząd abecadła, stąd dykcyjonarze54,

Zgoła pisma niewarte nawet ksiąg nazwiska55.

O Fauście56! z twojej łaski druk głupstwa wyciska,

Dałeś łatwość naukom, dowcipowi cechę57,

Ma świat, prawda, z przemysłu twojego pociechę,

Lecz z tych skarbnic mądrości nieprzerachowanych

Za jedno dobre pismo — sto głupstw drukowanych.

Bajkami się lud bawi, drukarnia bogaci.

Nim diabła Bohomolec dał w swojej postaci58,

Wieleż książek, powieści o strasznych poczwarach,

O wróżkach, zabobonach, upierach i czarach

Trwożyły nasze ojce. Ująwszy gromnice

Palił ławnik z burmistrzem w rynku czarownice,

Chcąc jednak pierwej dociec zupełnej pewności,

Pławił ją na powrozie w stawie podstarości59..

Zdejmowały uroki stare baby dziecku,

Skakał na pustej baszcie diaboł po niemiecku60,

Krzewiły się kołtuny61 czarami nadane,

Gadały po francusku baby opętane,

A czkając po kruczgankach62 na miejscach cudownych,

Nabawiały patrzących strachów niewymownych.

Co zbytnim dowierzaniem upłodził wiek przeszły,

W teraźniejszym podlące te przywary zeszły,

Ale też zbyt porywczym zaciekłszy się63 pędem,

Często, gdy błąd poprawia, śmie prawdę zwać błędem.

Roztropną zdania nasze szalą trzeba mierzyć,

Źle jest nadto dowierzać, gorzej nic nie wierzyć.

Że się obrzask64 pokaże w źle chowanym winie,

Nie likwor temu winien, ale złe naczynie.

Trafia się płód odrodny, choć cnotliwej matki,

A dzikich latorośli poziome ostatki65

Gdy ucina ogrodnik, drzewu to nie szkodzi.

Owszem, piękniej wybuja, lepszy owoc rodzi.

Jest granica, za którą przechodzić nie wolno.

Mając porę, ochotę i sposobność zdolną66,

Dociekajmy, co możem, co dociec się godzi.

Wiek nasz w wielu odkryciach dawniejsze przechodzi.

Dzień dniu prawdę obwieszcza, godzinom godziny;

Z pracy ojców szczęśliwe korzystają syny,

A do zdatnego67 rzeczy stosując użycia,

Nowe wiekom późniejszym gotują odkrycia”.

„Więc lepiej rzeczy idą, bo żywiej, bo sporzej”.

„Sądź, jak chcesz, może lepiej, może też i gorzej”.

Pochwała głupstwa68

„A ja mówię, że głupstwo niezłym jest podziałem”.

„Mądrość przecież zaszczytem, nierozum zakałem69”.

„Nie wchodzę ja w dysputę, rzecz jest niby jawna,

Maksyma teraźniejsza tak jako i dawna

Każe szukać mądrości, a głupstwa się chronić.

Umieli zawżdy ludzie od dobrego stronić,

A że głupstwo jest dobrem, stronili od niego.

Patrz na mędrca — tetryka70, głupca — wesołego:

Tu pryska z twarzy zdrowie, tam zapadłe oczy,

Wlecze się chuda mądrość, spasłe głupstwo toczy.

A co lepsza, kto głupi, mądrością jest dumny,

A co gorsza, kto mądry, zna, że mniej rozumny.

Nasz pan Paweł, choć w głupstwie dni swoje postradał,

Skoro wszedł, wszystkich zgłuszył, Michała przegadał,

Michała, co wiek z księgą trawi w gabinecie.

Prawda, Paweł raz po raz nic do rzeczy plecie,

Ale żwawo i głośno, więc go zgraja słucha,

Zmiłuje się na koniec, przecie udobrucha,

Da mówić Michałowi, który w kącie wzdycha,

Zaczyna, dobrze mówi, ale mówi z cicha,

Aż w śmiech, co go słuchali, więc milczy, zlękniony;

Dopieroż tym tryumfem głupiec uwielbiony71

Łże, bredzi, decyduje, a w zgrai nacisku72

Odbiera plauz73 mądrości i ma sławę w zysku.

Ale — rzeczesz — pan Paweł nie probuje rzeczy74,

Że czasem przykład jeden doświadczeniu przeczy,

Nie idzie, żeby zawżdy podobne bywały.

Prawda, ale w tej mierze dowód okazały,

Pawłów jest tysiącami, a rzadki w złym stanie.

Każdy w podobnym sobie ma upodobanie,

Więc głupi prędko znajdzie, komu się podoba.

Mędrzec, wieku okrasa i kraju ozdoba,

Laur ma, prawda, ale ten ni grzeje, ni tuczy,

Głupstwo go jawnie nęka, zazdrość w kącie mruczy.

Półmędrków rodzaj zjadły75 z bliska i z daleka,

Gdy nie może ukąsić, jak szczeka, tak szczeka.

Sroga bitwa, a o co — o liść76 lub kadzidła.

Bogdaj to w bractwie głupich! Tam szczęścia prawidła,

Tam korzyści, tam rozkosz coraz żywsza z wiekiem,

Każdy kontent, bo czuje, że jest wielkim człekiem.

Fraszka sława na potem, co teraz, to moje.

O Pawle, niech ogłoszę uwielbienie twoje!

Pozwól — śmieje się — wielkiś — śmieje się i wierzy,

A że szczodrym wydziałem77 łaski swoje mierzy,

Za to żem winny jemu szacunek oznaczył78,

Lekkim głowy skinieniem obdarzyć mnie raczył;

Tak Jowisz u Homera utwierdzał wyroki79.

Choć stopień uwielbienia posiada wysoki,

Zniża się czasem Paweł, kiedy tego godni

Jurgieltowi80 chwalacze, autorowie głodni,

Ci, których niezmazana w sądzeniu rzetelność

Gotowa za grosz patent dać na nieśmiertelność,

A przypisując dzieło temu, co druk płaci,

Pieniężnym bohatyrem kronikę bogaci81.

Indy82, Persy i Medy, Party, Baktryjany83

Zwyciężył Aleksander. Więcej zawołany84

Nasz mecenas85, bohater, zdziałał i dokazał,

Zapłacił szczodrobliwie, dawne dzieje zmazał.

On sam sławy posiadacz, a prawem dziedzicznym,

Bo się przodków szeregiem zaszczycając licznym,

Pomimo Niesieckiego86 sławny antenaty87

Stryjeczne i cioteczne licząc majestaty,

Tam gdzie słońce zapada, gdzie powstaje zorza,

Sławny z dzieł, z krwi, z talentów od morza do morza.

Co druk głosi, to prawda: od czegoż by służył?

Płaci on wielkim mężom, w czym się świat zadłużył.

Płaci sławą, a że się wszystko w świecie płaci,

Głupi możny, głodnego gdy mędrca bogaci,

Staje się jeszcze większym i mędrszym nad niego.

Po sławie cóż nad zdrowie jest pożądańszego?

A może i przed sławą? To dobro jedyne.

Cóż po tym, w życiu niezdrów, że po śmierci słynę,

Co mi po dobrym mieniu, gdy użyć nie mogę,

Co po wszystkim, gdy słabość wznieca śmierci trwogę.

Tam, kędy zdrowia nie masz, jaki zysk powabi?

Rycerstwo króci życie, mądrość zmysły słabi,

Praca siły wywnętrza, skrzętność zbyt zaprząta,

Wszędzie gorycz w pośrodku korzyści się pląta;

Zgoła w zysku bez zdrowia musiemy szkodować.

Jakże siły utrzymać? Jak czerstwość zachować?

Próżno krzyczy Hipokrat88, próżno Galen89 szepta,

Głupstwo, głupstwo, o bracia, jedyna recepta!

Skarbie nie dość wielbiony! Choć wielu bogacisz,

Nie przebierzesz się90 nigdy, ceny nie utracisz.

Obdarzasz, lecz niewdzięcznych; choć miła spuścizna,

Głupców tłumy niezmierne, a nikt się nie przyzna,

Wszyscy mądrzy — nikt siebie prawdziwie nie widzi,

Czym nie jest, tym być pragnie, czym jest, tym się brzydzi.

Pełno w świecie obłudy, wkrada się i w fraszki.

Wewnątrz skryta osoba, z wierzchu same maszki91.

Zrzućmy je, niech odkrycie głupstwo światem włada,

Sławę, honor, bogactwa, rozkoszy posiada.

Czemuż się szczęścia wstydzić? — Dzień po nocy wschodzi,

Zrzucił świat uprzedzenia, wiek złoty się rodzi.

Niechaj mądrość, jakie chce, przepisy stanowi,

Próżne są. — Mądrzy sławni, ale głupi zdrowi”92.

Wziętość93

Był niejakiś pan Łukasz, co chciał wiele dostać.

Cóż on czynił? Najsamprzód zmyślił sobie postać;

Chciał oszukać, oszukał, bo to nie są cuda,

I niezgrabne szalbierstwo częstokroć się uda,

A dopieroż gdy sztuczne94. Patrzał Łukasz pilnie,

Jak to się drudzy wznoszą — i zgadł nieomylnie.

Zgadł sekret. A ten jaki? — Do możniejszych przystać,

Strzec się słabych, śmiać z cnoty, a z głupstwa korzystać.

Przykład wszystkim widoczny rzecz wyłuszczy z prosta.

Gdy widzisz, senatorem że został starosta95,

Patrz, jak się zsenatorzył. Był filut, jest możny,

Wczoraj ledwo mościom pan96, dziś jaśnie wielmożny.

To gra, los działa szczęście, lecz mu dopomaga

Czoło bezwstydne, podłość, w niecnocie odwaga.

Mały złodziej wart chłosty, lecz ten, co kraj zdradza,

Lubo tyle za sobą hańb, sromot sprowadza,

Iż owe sławne sosny z nadbrzezia Pilicy97

Jeszcze małe do składu98 jego szubienicy,

Przecież filut wisielec, na co patrzyć zgroza,

Wstęgi nosi na szyi, co warta powroza.

Nie dopiero99 występek z cnotą walkę wszczyna:

Z Cyceronem w senacie siedział Katylina100.

Wzdrygał się świat na sprośność, była sprośność przecie101,

Alboż to w jednym zbrodnie rodzaju na świecie?

Ów celnik, co wytartym odziany kontuszem,

Zaczął sławne rzemiosło z świętym Mateuszem102,

Przeszedł i apostoła: ten wrócił, co zyskał,

Nasz wziął, schował, zarobił i jeszcze uciskał:

Zgoła stał się najpierwszym w rachmistrzowskiej sztuce,

A coraz postępując w tak wielkiej nauce,

Doszedł tego, iż dziesięć od sta znaczna strata!

Kradzieżą oczywistą wzniosła się intrata103.

Kraj zdarł, kradł go bez wstrętu, a wyszedł jak święty.

O kunszcie krasomówski104 w skutkach niepojęty!

Kunszcie, co możesz bielić to, co było czarnym,

Nieprzepłacony w twoim zapędzie niemarnym105,

Sprawiłeś (a kunszt lepszy jeszcze dopomagał),

Iż ten, co niegdyś chlebem żebraczym się wzmagał,

A w usłudze krajowej zyskał milijona, Samym tylko nazwiskiem różny od Katona106.Dobry folwark na zyski skarb publicznej rzeczy107.

Obroną się wojsk swoich kraj każdy bezpieczy108,

Sili się na obrońcę, drodzy są rycerze,

Ten najdroższy, co niewart być płatnym, a bierze,

Co pierśmi kraju swego mający być murem,

Że żołnierz — samym tylko wydatny mundurem109.

Sławny wiekom Czarniecki w baranim kożuchu

Gromił Szwedy, Duńczyki wśród klęsk i rozruchu,

Gromił, bo dusza wielka, co się nad gmin wzniosła,

Sławę, cnotę stawiała za zyski rzemiosła.

Był wielkim, bo czuł, czym był, a co czuł, to czynił.

Nie czuł nasz pan Mikołaj i chociaż przewinił,

Grzech mały według niego, on ledwo nie świętym.

Nowy przeto teolog, kunsztem niepojętym,

Bezpłatny kraju sędzia110, przestawając na tym,

Sądził, karał, doradzał i stał się bogatym.

Ślepa, mówią, jest Temis111 — bajka, Temis widzi.

Nasz pan sędzia, co z dawnych błędów mądrze szydzi,

Znając jak przeświadczenie112 mądrości uwłoczy,

Wypróbował dowodnie, iż ma bystre oczy.

Fraszka sądem bezwzględnym113 trybunał ozdobić,

Mógł to i Czartoryski114, lecz sądząc zarobić,

Więcej wygrać niż strona, co zyskała dekret115

To treść bystrych dowcipów, to sędziowski sekret.

Mają go i patrony116 (nazwisko poważne),

Ale pod nim fortele w zyskach wieloważne117,

Czyniąc wykręt dowodem, a prawność matactwem,

Panoszą stron obrońcę surowym żebractwem118. —

Świat się wypolerował i my też za światem.

Ja, co jestem dotychczas mości panem bratem119,

Patrzę z kąta na drugich, widzę drogi snadne120,

Chciałbym i ja też uróść; cóż — kiedy nie kradnę.

Straszy mnie szubienica, jak spojrzę na sosnę,

Więc Piotr rośnie, Jan urósł, a ja nie urosnę.

Człowiek i zwierz

„Koń głupi”. „Nie koń”. „Osieł”. „Nie osieł, mój bracie”.

„Któreż więc zwierzę od nich głupsze jeszcze znacie?”

„Człowiek”. „A, już to nadto!” „Nie nadto, lecz mało,

Gdyby się razem głupstwo człowiecze zebrało,

Poszedłby w rodzaj muszlów albo wśród ślimaki.

Słuchaj tylko cierpliwie: Któryż zwierz jest taki,

Iżby wiedząc, co czynić, nie czynił, co trzeba?

Zwierzom instynkt, nam, ludziom, rozum dały nieba;

Przecież patrząc, co czyniem my, rozumem dumni,

Zda się, że ludzie głupi, zwierzęta rozumni.

Sroży się lew nad sarną, więc nagany godny,

Ale dlaczego sroży? Dlatego że głodny.

Skoro głód uspokoił, rzuca polowanie,

Wilk żarłoczny, lis zdradny ustawne czuwanie

Jeżeli czynią, muszą — tym sposobem żyją.

Zgoła weź ptaka, rybę, zwierzęcia lub żmiją,

Każde ma swoją miarę i według niej działa,

Jeśli im przymiot zdatny natura przydała,

Idą do tego celu, do którego zmierza.

Zgoła czym są z potrzeby, są z natury zwierza.

Pan ich człowiek, lecz głupszy, lecz gorszy nad sługi.

Nie nowina to w panach. Z ich zdatnej usługi

Korzysta, a, niewdzięczny, pędzi wolne w pęta,

Dla niego silą zdatność jarzmowe zwierzęta,

Dla niego wół pracuje, chlebem go uracza,

Więc, że niby to mędrszy nad swego oracza,

Wywnętrza go121 i pasie, żeby się spasł na nim.

Mędrcy! Chwalemy wierność, niewdzięczności ganim.

Któż nad nas nie wdzięczniejszy? Lecz i to przebaczę.

Pulchne gnuśnym drzymaniem tuczą się prałaty,

Ksiądz wikary ma prace, ksiądz proboszcz intraty.

Tak chciało przyrodzenie; ścierwa pożeracze

Pasiem się łupem zwierząt, przynajmniej by122 w mierze.

Insze niech porównanie człek z zwierzęty bierze!

Gdzież takie, co rozmyślnie samo się niewoli,

A sposobiąc swe barki ku jarzmu po woli123,

W poddaństwie sławy szuka? Orzeł, pan nad ptaki,

Lecz czy go ptaków innych rodzaj wieloraki

Podłym czci uniżeniem? Wspaniały, ochotny,

Wyżej jeszcze nad niego buja sokół lotny,

Ani się zwraca z pędu na straszne odgłosy.

Nie powaga, lecz dzielność wzbija pod niebiosy.

Człowiek, wybór natury, świata prawodawca,

Człowiek, praw stanowiciel, a przestępstwa sprawca,

Sam łamie obowiązki, co wznawia i kleci.

Któraż lwica jęczała na niewdzięczne dzieci?

Któryż żubr żubra zdradził? W przychylnej postaci124

Zmówiliż się na wilka wilcy koligaci125?

Trułże doktór lis lisa? Gdy sprzeczka zmówiona,

Brałże jastrząb jastrzębia w sprawie za patrona?

I żeby z nieprawego korzystał narzędzia,

Dla zysku kruk krukowi stałże się zły sędzia?

Towarzystwa126 przykładzie, pracowite pszczoły!

Wpośród waszych zabiegów i skrzętnej mozoły,

Któraż, chociaż ma porę dokazania snadnie,

Miód z pracą od sąsiadki zbierany ukradnie?

Nasz to tylko przywilej, więc bądźmy nim dumni,

Zwierzęta złe i głupie, my dobrzy, rozumni.

O, gdyby mogły mówić, tak jak myśleć mogą,

Wstydem, hańbą okryci, sromotą i trwogą,

Cóż byśmy usłyszeli? Wzgardę i nauki.

Koń, od nas zniewolony tęgimi munsztuki,

Koń, co nam nóg pożycza, jak byśmy nie mieli,

Koń, na którego grzbiecie, zuchwali i śmieli,

Ścigamy inne zwierza albo nam podobnych —

Ten koń, lubo nie w słowach wdzięcznych i ozdobnych,

Jakich zwykliśmy zażyć, gdy omamić chcemy,

Rzekłby z prosta: wy mocni, a my was nosiemy?

Rzekłby wół: ja chleb daję, wprzężony do pługa,

Cóż zyskam? Śmierć okrutną — istotna przysługa.

Któż z was ma na nas względy? Kto o nas pamięta? —

Rzekłyby na rzeź dane owce i bydlęta.

On pies znędzniały wiekiem, leżący u płota,

Ów stróż, sługa, przyjaciel, którego ochota

Tyle ci zysków niosła, wierny a niepłatny,

Wiekiem, pracą, bliznami do usług niezdatny,

Niewdzięczności ofiara w okropnej zaciszy,

Wpółmartwy, jeszcze czuje, gdy głos pana słyszy,

Słyszy, nędzny, i czuje; nie czuje, co woła127.

Jak ma czuć taki, który bez serca, bez czoła128,

Sam siebie czyniąc celem wyuzdanych chęci,

Statek, wierność, usługę wyrzucił z pamięci?

Nie na to tyle darów natura nam dała;

Duma w próżnych zapędach nieczuła, zuchwała,

Kryje błąd pod postacią, którą jej dajemy;

Na cóż przymiot czułości, jeśli nie czujemy?

Na co światło rozumu, jeśli ciemność miła?

Czyż się dzielność natury w darach wysiliła?

Nie bluźńmy, zbyt zuchwali, tego, co ją nadał.

Nasz występek przymioty szacowne postradał.

Ten sięgnął ku bydlętom. Nie bajką wiek złoty,

Był on, będzie, jest może, gdzie siedlisko cnoty;

W naszej mocy świat równym uszczęśliwić wiekiem.

Niechaj człowiek pamięta na to, że człowiekiem,

Wzniesie się nad zwierzęta lotem siebie godnym.

Niegdyś mędrzec ponury piórem zbyt swobodnym,

W złej sprawie sam patronem zostawszy i sędzią,

Zapędzał człeka w lasy i chciał paść żołędzia.

Znalazł uczniów; któryż błąd nie znachodził ucznie?

Omamiał wdziękiem pisma dość dzielnie i sztucznie,

Nowość była ponętą, a wdziękiem zuchwałość129.

Nie na tym się zasadza człecza doskonałość,

Towarzystwo cel jego, do niego stworzony,

Rodzice, dzieci, bracia i męże, i żony.

Święte węzły natury, które nasz błąd targa,

Błąd zuchwały, płód jego bluźnierstwo i skarga,

Odgłos ślepoty, głupstwa, dumy, niewdzięczności.

Człowiek w ścisłym obrębie nadanej istności,

W ścisłym, lecz przyzwoitym przez zrządzenie boże,

Chcąc mieć więcej, niż zdoła, mniej ma, niż mieć może.

Stąd rozpacz, a w uporze żądza zbyt zacięta,

Chcąc wznieść człeka nad człeka, zniża pod bydlęta.

Stwórca rzeczy cel dziełu swojemu położył

I choć go w niezliczonych rodzajach pomnożył,

Każdemu nadał istność, dał istnościom dary,

Darom dzielność, dzielnościom przymioty i miary.

Tych się trzymać — nasz podział, brać korzyść — staranie,

Powinność — znać szacunek i być wdzięcznym za nie”.

Klatki

„Zgodzić przeciwne rzeczy cud, mówią, w naturze;

Wierzę, ale nie u nas. W każdej koniunkturze

My mamy coś nad innych. Rzadkim przywilejem

Obdarzeni, gdzie inni płaczą, my się śmiejem,

Więc gdzie się drudzy śmieją, my płakać gotowi.

Ten przywilej czy sławę, czy hańbę stanowi,

Nie moja rzecz objawiać, a choćbym objawił,

Któż by wierzył? Więc nad tym nie będę się bawił,

Lecz coraz nowe czyniąc do satyr zaciągi,

Na widok dla ciekawych stawię dziwolągi.

Cóż to są za straszydła? Cóż to za ród przecie?

Rzadki i oprócz naszych cud prawie na świecie.

Panie Pawle, wchodź waszeć! Patrzcie, jak się dąsa,

Grozi, ręce zaciera, tylko co nie kąsa,

Rwie się. — Trzymać go. — Puścić. — Aż nasz Paweł luby,

A cośmy się od niego spodziewali zguby,

Bądźmy teraz bezpieczni, pan Paweł nas kocha.

Skądże takowa dobroć, odmiana tak płocha?

Skryjmy się. Patrzcież teraz, jakie miny stroi,

Niechże się kto z nas wyda, że się śmiałka boi,

Zaraz męstwo przypadnie jakby na powodzie130,

Lubią sławę takowi, ale nie o szkodzie.

Wróć waszeć, panie Pawle, a strasz, gdzie się uda.

Cóż to za nowy widok i jakież to cuda?

Idzie Piotr albo raczej wspaniale się toczy:

Do nóg, do nóg, na pana nie podnoście oczy,

To pan jaśnie wielmożny, jaśnie oświecony,

To pan z panów: u niego mitry i korony,

Berła, laski, infuły, klucze i pieczęci131

Inwentarskie narzędzia132. Przesławnej pamięci

Dziady jego, pradziady siedzieli w senacie”.

„Upadam do nóg panu”. „Kłaniam, panie bracie”.

„Pójdźmy stąd! — Lecz ktoś, widzę, do pana przychodzi.

A to co? Pada do nóg jegomość dobrodziej133

Pokorny. Któż to sprawił ten cud zbyt widoczny?”

„Jest to jaśnie wielmożny sędzia tegoroczny.

Pan ma sprawę”. „Rozumiem. A w tym gabinecie

Kto to pisze?” „To rachmistrz największy na świecie:

On wszystko skalkulował — gospodarz nie lada —

Nowe planty wymyśla, rachuje, układa”.

„Więc bogacz?” „Więc ubogi”. „Jak to?” „Patrz, co pisze”.

„Milijon, to skarb”. „To dług; on i towarzysze

Nie chcąc na miernym zysku przestawać dość sytnie

Nic nie mają”. „Dlaczego?” „Bo pragną mieć zbytnie”.

„To święty; pacierz szepce i w dół spuścił oczy”.

„Pokaż no tylko worek, wnet on tu przyskoczy”.

„Fundusz zrobił134; to dzieło bliźniemu usłużne”.

„Ale ukradł trzy części, czwartą dał w jałmużnę”.

„Zamknijmy go na haczyk, bo i nas okradnie.

Jużci ten siedzi, widzę, spokojnie, przykładnie,

Cóż to jest za jegomość?” „To sławny jurysta”.

„Czy nie z tych, co to z prawnych wybiegów korzysta?

Co to kradną z pandektów135136?” „On z nich nic nie kradnie”.

„Dlaczego?” „Bo ich nie zna; bierze, co napadnie137,

Ale bierze po prostu. Krzyczy poza kraty138;

Najsławniejszy on w sądzie na prejudykaty139,

Na biało sto, na czarno gotów tylo dwoje140”.

„Schowajże go do klatki, bo ja się go boję;

A tego jeszcze bardziej. Cóż to za wspaniałość?”

„Jest to mędrzec, co posiadł wszystką doskonałość;

On poprawia, w czym dawne pobłądziły wieki”.

„Skądże jemu ta biegłość?” „Od gminu daleki,

Nie będzie z nami gadał”. „Niechże i nie gada.

Ale któż z niego mądrość tak wielką wybada?”

„Nikt”. „Pewnie skryty”. „Jawny”. „Jakże to?” „Opowiem:

Najprzód trzeba o mędrcach to wiedzieć, albowiem

Nie tacy oni prości, jacy dawni byli,

Co skarbnice nauki wszystkim otworzyli.

Nasi kryją, a w ścisłym rzecz trzymając karbie141,

Nic nie dają”. „Dlaczego?” „Bo nie masz nic w skarbie”.

„A to kto?” „To człek wielki”. „Pewnie bitwy zwodził?”

„Nie”. „Pewnie wielu zawziętych pogodził?”

„Nie”. „Pewnie nędznym w przygodzie usłużył?”

„Nie”. „Pewnie w pismach wiele pracy użył?”

„Nie”. „Pewnie skarby dla kraju wydostał?”

„Dał na druk i w przemowie wielkim człekiem został142!”

„A ten zaś?” „To jest autor”. „O czym pisał?” „O tym,

Jak to się trzeba rządzić!” „Cóż się stało potem?”

„Oto, aby się swemu krajowi przysłużył,

Pisał o gospodarstwie, a sam się zadłużył”.

„Dobrze mu tak, trzeba tych ichmościów oduczyć”.

„Ten nic prawa nie umiał, a chciał się go uczyć:

Więc aby skarb nauki dla siebie wydostał,

Znalazł sposób”. „A jaki?” „Oto sędzią został143.

Ten nic nie miał, a dobra za milijon kupił”.

„Pewnie znalazł pieniądze?” „Nie znalazł”. „Więc złupił?”

„Nie złupił”. „Pewnie okradł?” „Nie okradł”. „Sfrymarczył?”

„I to nie”. „Jakże kupnu takiemu wystarczył?”

„Ugodził się z dziedzicem, co już prawie żebrał”

„A to jak?” „Ten nic nie dał, tamten nie odebrał144.

Ten zbyt kochał ojczyznę”. „Statuę wystawić!”

„Godzien by, gdyby zbytek w dobrym można sławić,

Służył ojczyźnie prawie całym swoim życiem,

A chcąc się plennych145 darów podsycić użyciem,

Wiedząc, że pani dobra, ale mniej ostrożna,

Kradł ją, a kradł tak dobrze, jak tylko kraść można”.

„Alboż kocha, kto kradnie?” „Pytaj jegomości;

Insi kradli dla zysku, on ją kradł z miłości.

Brał, bo szacowne dary, gdy kochamy dawcę,

Brał, bo wiedział, że względy ma na prawodawcę,

Brał dlatego, ażeby mniej godni nie brali,

Brał, aby się do usług drudzy zachęcali,

Brał, bo to honor pana, gdy sługa bogaty,

Brał, bo daje”. „Wiedziałże, jakie jej intraty?”

„Jużci wiedział, kiedy kradł”. „Mało klatka za to”.

„Ci dalsi słuszną teraz cieszą się zapłatą!”

„Którzyż to?” „Słyszysz dalej, jak pełno hałasu?”

„Bądź zdrów, klatek aż nadto, a ja nie mam czasu”.

Mędrek

„A to co za jegomość?” „Jegomość dobrodziej.

On nie tak, jak to drudzy, i gada, i chodzi”.

„Jakże mówi? jak stąpa?” „Oto jak człek wielki.

Skoro wyszedł z opieki jejmość rodzicielki,

Zaraz znać było, jaki człowiek z niego będzie.

Jakoż nigdy się w takich nie chciał mieścić rzędzie,

Co tak czynią jak drudzy, szedł zawżdy nawiasem146,

Zgoła z pracą, pilnością i kunsztem, i czasem

Do tego stopnia przyszedł, iż człek zawołany”.

„Skądże to zawołanie147?” „Stąd: panie i pany

Zgodzili się powszechnie, że to człowiek wielki,

Więc za nimi powtarzać musi człowiek wszelki,

A kto by nie powtarzał, ten zysk sobie kupi,

Iż będzie osądzonym, że dziwak i głupi.

Ciężka, mówią, rzecz człeku na sławę zarobić,

A ja mówię, że lekka, byle rzecz sposobić,

Byle umieć ulegać tym, co wsławić mogą.

Alboż inszą Konstantyn uwielbiony drogą?

Wszedł na świat — kto go zoczył, przestraszył się, zdumiał”.

„Dlaczego?” „Bo zgadł wszystko”. „Więc wiedział?”

„Nie umiał”. „Jakże zgadł?” „Tak jak teraz”. „A jakże to teraz?”

„Mój bracie, widzęś prostak, jam bo bywał nieraz

Tam, gdzie to jest świat wielki”. „I jam–ci na świecie”.

„Nie na wielkim, on inszy, wy tego nie wiecie,

Co to jest ten świat wielki, więc go wam opiszę.

Świat wielki, gdzie są mędrcy i ich towarzysze,

Gdzie są umysły raźne, a pojęcia żywsze,

Gdzie uczucia dzielniejsze, wyrazy prawdziwsze,

Zgoła gdzie lepiej, piękniej niźli między wami”.

„Któż tak osądził?” „Zgadnij”. „Nie wiem”. „Oni sami”.

„Któż w swojej sprawie sędzią?” „Bałamuctwo stare;

Inszą wiek polerowny ma cechę148 i miarę,

Insze czucia, rozmysły, sposoby, narzędzia,

W swojej sprawie i patron, i strona, i sędzia.

Więc wyroki pomyślne, a pospólstwo wierzy;

Nie pospólstwo, co kupczy, co płaci, co mierzy,

Lecz gmin149, co moda szlachci, a umysł poniża.

Skąd rozum? — Od Szwajcarów150. Skąd dowcip? — Z Paryża.

Więc po rozum, po dowcip trzeba za granicę.

Niegdyś bywał on wszędy, dziś ma dwie stolice.

Nie uwłaczam ja cudzym, ale zbytek ganię,

Talent granic nie cierpi, jego panowanie

Nie od kraju zawisło — przemysł151 znamienity

Zdobił Greki, lecz mieli mędrce nawet Scyty152.

Natura wszystkim matką, nikomu macochą.

Ci więc, co się uwodzą częścią sławy płochą,

Przeświadczenia poddani, choć go w inszych ganią,

Chcieliby drogi towar kupić, ale tanio.

Doskonałość niełatwa, trzeba pracy przecie;

Za jednego mądrego sto głupich na świecie,

A kto wie, czy nie tysiąc; wiele to, czy mało?

Niechaj kto chce doświadcza, mnie gdy się tak zdało,

Nie upieram się w zdaniu, a wracam do rzeczy.

Szczególne153 i powszechne doświadczenie przeczy,

Iżby można być wielkim i prędko, i łatwo.

Rzemieślnik lata strawi nad dłutem, nad dratwą,

A przecie rzadki dobry, choć proste rzemiosło.

Drzewo nim w pień, w konary, gałęzie urosło,

Nim kwiat zszedł, owoc dojźrzał, długie pory przeszły.

Doświadczenia nabywa wiek w lata podeszły.

A to mistrz najpewniejszy, więc mędrce bezbrodni154

Albo cudem natury lub wiary niegodni”.

„Lecz się to jednak trafia”. „Bywać i śnieg w maju.

Rzecz bolesna korzyści modnego zwyczaju,

Algebra od kolebek, żaki prawią cuda,

Dźwięk mami, lecz na przyszłość szkodliwa obłuda.

Dawnych praca — nam korzyść, lecz korzyść, co szpeci

Zbierających rodziców marnotrawne dzieci.

Cytując bez rozsądku maksymy i strofy,

Śmiałość głupstwa dumnego czyni filozofy.

Dawni, myślami, trudem, nauką wybledli,

Albo żywot odludny, albo ostry wiedli;

Nasze mędrki rubaszne i pulchne, i hoże.

Przemieniły się w sofy cyników155 rogoże,

Pełno Dyjogenesów nie w beczce, lecz z beczką.

Sławni wielbieniem własnym i krzykliwą sprzeczką,

Czytają, a nie myślą, sądzą ślepym zdaniem,

A gmin czci dumne głupstwo owczym powtarzaniem.

Stąd wziętość156, a jak niegdyś płaszcz i gęsta broda,

Tak i teraz, gdy śmiałość wspaniałości doda,

Lada osieł w lwiej skórze przestrasza bydlęta.

Konstantyn o tej bajce157 wcale nie pamięta,

Zamyśla się ustawnie158, wznosi oczy w górę,

Niechaj wspojźrzy na siebie, postrzeże lwią skórę.

Jakoż chcieć być uczonym, a mało się uczyć,

Siebie tylko wysławiać, a na innych mruczyć,

Dawać pismom stąd wybór159, iż je każą palić160,

Ganić to, co chwalono, co ganiono — chwalić,

Nowość tylko uwielbiać, zniżać czasy dawne,

Czynić łotry sławnymi, podlić męże sławne,

Rozsądnych gminem nazwać, na błędy narzekać,

Czego dociec nie można, na pozór dociekać,

Za dowody żart dawać, gdy prawda dokucza:

Tym dzielna nowa mądrość, tych kunsztów naucza.

Czyż ją wielbić? Niech wielbi, któremu błąd miły;

Nie są światłem błyszczenia, co ledwo się szklniły,

I owszem, gdy zagasną, większa po nich ciemność.

Miła w kunsztownym żarcie wyrazów przyjemność,

Ale żart, ale wdzięki po co zwać nauką?

Czy błąd idzie podstępem, czyli inną sztuką,

Zawżdy tym jest, tym będzie, czym z natury — błędem.

Więc, nasz panie Konstanty, co tak żwawym pędem

Doszedłeś celu rzeczy, jak ci się to zdaje?

Nie rozumiej, że ja ci przymawiam, że łaję;

Malarz musi malować takie, jak są, twarze.

Chcesz, aby te ustały, jak zowiesz, potwarze,

Nie dmij, gdy mało umiesz, mędrszym nie dokuczaj.

Jeśli masz dar bawienia, baw, a nie nauczaj”.

Małżeństwo

„Chcesz się żenić, winszuję, ale nie zazdroszczę,

To więc, co potem poznasz, a co cię dziś troszczę,

Ja opowiem: Ów Adam, ów najpierwszy człowiek,

Zasnął; gdy się obudził, za otwarciem powiek

Postrzegł”. „Co?” „Oto Ewę, dobro nieskończone,

Bóg wyjął mu kość z boku i zrobił z niej żonę.

Gdybyć to tak i teraz. Próżne korowodów

Byłyby nasze stadła, a stąd mniej rozwodów.

Ale się świat zestarzał. Adamowe wnuki,

Porzuciwszy dziadowskie poczciwe nauki,

Niby to rozumniejsi, źli męże, złe żony.

A nasz wiek osiemnasty, niby oświecony,

A w samej rzeczy głupi, cóż zrobił? Złe stadła161:

Jegomość nadto dobry, jejmość zbyt rozjadła,

A kiedy jejmość dobra, jegomość jak jędza.

Jak ma być dobre pasmo, gdy zepsuta przędza?

Cóż więc jest stan małżeński? Rzecz w opisie trudna,

Rzecz z jednej strony wdzięczna, z drugiej strony nudna,

Konieczna jednak. Muszą być żony i męże;

Jarzmo jest: tych zysk, miłość tamtych kiedy sprzęże,

Muszą dźwigać. Chcesz i ty, odwaga nie lada;

Ale że dosyć liczna kompanów gromada,

Idziesz śmiało. — Poczekaj, nie będę ja bawił162,

Kto wie, może dla ciebie los się ułaskawił,

Może za nader szczęsną wyroków spuścizną

Będzie tobie lekarstwem, co drugim trucizną.

Możeś jeden z tysiąca, ale liczbę zmniejszę —

Choćby też i fałszywe, niech będą grzeczniejsze

Wyrazy mojej rady: szanujmy płeć piękną. —

Jakaż jest twoja Filis?” „Niech wszystkie uklękną!”

„Toś amant163, siądź więc na koń, a ująwszy pikę,

Nowy Roland, głoś światu twoją Angielikę164.

Ścinaj karły, olbrzymy, smoki, czarownice,

Niech zna każdy, nad twoją iż oblubienicę

Piękniejszej w świecie nie masz. Tak romanse każą,

Ale nie rozum zdrowy. Ten, pod swoją strażą,

Jeśli chcesz, by cię trzymał, posłuchaj, co radzi:

Uwaga w każdym dziele nigdy nie zawadzi.

Więc zdatna i w miłości — namyśl się, mój bracie,

Lepsza przykrość przed stratą niźli żal po stracie.

Piękne twojej powaby, lecz to zwierzchne wdzięki;

To, co wewnątrz, istotne, więc dobrej poręki

Trzeba na to, co wewnątrz; wdzięczna, hoża, ładna,

Ale mylą pozory, a piękna płeć zdradna.

Przejdzie rozkosz, nastąpi sytość po użyciu,

Znikną wdzięki, a w dalszym natenczas pożyciu,

Jeśli węzły wzajemne nie wzmocni szacunek,

Nastąpi umartwienie, nudność i frasunek.

Dopieroż kiedy jejmość, coć się w serce wkradła,

Stanie się podejrzliwa i przykra, i zjadła,

Kiedy się co dzień z nowym humorem popisze

I coraz inne w domu ujźrzysz towarzysze,

Kiedy w zwięzłych przymówkach do serca przegryzie,

A to, co ci przyniosła w swojej intercyzie,

Stokroć na dzień wymówi; odpowiedzieć trudno,

Bić — niegrzecznie, zamilczeć — i przykro, i nudno165.

O święty Sokratesie! tak cię Erazm mienił166,

Nie byłbyś nigdy świętym, gdybyś się nie żenił.

Zyskałeś uwielbienie, zyskał świątobliwość;

Któż cię świętym uczynił? — Małżeńska cierpliwość.

Dajmy jednak, iż twoja nie w Ksantypów167 rzędzie,

Dobra, cicha, powolna, wstrzemięźliwa będzie;

Pokorna jak dewotka, wstydliwa jak mniszka,

Jednym słowem, jak owa w teatrach Agniészka.

A wiesz, co się z Agnieszki oblubieńcem stało?

Wielu się na pozorach płonnych oszukało:

O Arnolfy nie trudno. Aleś ty szczęśliwy;

Wierzę, że twojej pozór szczery i prawdziwy.

Dobry towar, a ja go, choćbym mógł, nie kupię.

Wiesz dlaczego? Agnieszki168, kiedy nie złe — głupie”.

„Tym lepiej”. „Owszem, gorzej, grubo taki błądzi,

Który głupstwo przymiotem dla żony być sądzi.

Najlepiej środek obrać; dumne animuszem,

Umieją mądre kornet czynić kapeluszem169.

Niech będzie oświecona, rozum nie zawadzi,

Ale rozum powolny, co powinność radzi,

Rozum, co zna podległość — może to niegrzecznie —

Przecież żony podległe muszą być koniecznie”.

„To się lepiej nie żenić”. „Czyż kupiec frymarczyć170

Nie powinien dlatego, gdy zysk wydostarczyć171

W jednym handlu nie może? W innym zysku szuka.

Złe stadło, nieszczęśliwe — dla drugich nauka,

Zła małżonka — treść nędzy, lecz kiedy poczciwa,

W dwójnasób szczęścia, pociech natenczas przybywa.

Jedno słowo — los życia; nieznośny po stracie,

Najszczęśliwszy, gdy z zyskiem; żeńże się, mój bracie!”

Podróż

Miał rozum, w domu siedząc kto się śmiał z podróży.

Jeśli więc ten mu zaszczyt sprawiedliwie służy,

Jak zwać tych, co się raz wraz ustawicznie włóczą?

Oto — ale zaczekam, aczej172 się oduczą.

Jeszczeć można wybaczyć, gdy ostatnia nędza

Z domów, jeśli je mają, ubogie wypędza,

Ale kiedy bogaty puszcza się w podróże,

Ja o jego rozumie, iżby miał, nie wróżę.

Zdrowie, życie nieść na szwank po przykrej przeprawie173,

Głód znosić, snu nie użyć, spoczywać na ławie,

Albo się dusić w dymie lub marznąć na dworze,

Słuchać świerki174, wrzask dziecek, w spróchniałej komorze

Robactwu się opędzać — może kto zaprzeczy,

Iż gdzie indziej nie jest tak — i tam nic do rzeczy,

Albo żeby treść myśli objawić wytwornie,

Jeśli u nas niedobrze, indziej niewybornie.

Droga zawżdy jest drogą pomimo wygody,

Rzadka obejść się cale175, znaleźć się bez szkody,

A choćby innej w ciągłych podróżach nie było,

Gdy się czas marnie strawił, wiele się straciło.

Przepłynąwszy przez morza i zwiedziwszy ziemie,

Dajmy to, iż kto poznał wszystkie ludzkie plemię.

Cóż poznał? — To, co w domu miał na pogotowiu.

Może jazdą, płynieniem mógł usłużyć zdrowiu,

Bo lekarze tak mówią; ale syty z wzorku176,

Zapytajmy pielgrzyma, co mówi o worku177.

Pewnie mu nie usłużył — a źle, gdy nie służy.

To nic jeszcze: gdy mówiem ściśle o podróży,

Że się zlepszenia zdrowia w niej znajdzie przyczyna,

Większa, ważniejsza jeszcze i pilniejsza wszczyna,

Trzeba jechać koniecznie. — Gdzie? — jechać do wody178.

Służyła ona przedtem tylko do ochłody,

Teraz większa usługa. — Jaka? — Żyć nie można,

Jeśli pilność o zdrowie czuła a ostrożna

Nie zapędzi tam, gdzie jest saletra i siarka. —

A nam co po saletrze? — Jeśli onej miarka

I z częściami hałunu179, a najbardziej z rana,

Dobrze trafiona — zdrowie! lecz ze źródła brana,

Gdzie ją chwytać należy, żeby moc nie zgasła.

Jeżeli więc na takie ozdrowienia hasła

Nie wzbudzi się chęć jechać, pożegnaj się z życiem —

Jużci, ale i z workiem. Za takim użyciem

Droższe widzę, niż przedtem było, teraz zdrowie.

Żyli dłużej niźli my, nasi pradziadowie:

Za krzepkość z ojców wziętą, nie płacąc nikomu,

Od zdrowych wzięte zdrowie zachowali w domu.

Cnotliwej roztropności urządzeni miarką,

Nie znali się z hałunem, saletrą i siarką.

Czerstwa starość poważne ich zmarszczki wdzięczyła,

Było zdrowie, bo święta wstrzemięźliwość była.

Lepsza ona od siarki i skuteczniej zdrowi180,

Niż co kreślą lekarze i starsi, i nowi,

Którym (bo mają rozum), frymarczących bólem,

Wody siarką zaprawne stały się Patolem181.

Pitagoras i Tales, i Platon, i inni,

Za których wielkim zdaniem poszli ludzie gminni,

Niżeli swej nauki cuda rozpostarli,

W kraju się właściwego cieśni nie zawarli,

Lecz chcąc ludzi oświecić w błędach, w których trwali,

Do innych się, najdalszych, w pielgrzymstwo udali.

Tam, czerpając u źródła, w wiadomość bogaci,

Z niezmiernym nauk trzosem wrócili do braci.

Pitagoras powiedział: Nie trzeba jeść bobu182.

A niekontent z greckiego rządzenia sposobu,

Nową rzeczpospolitą mądry Plato sklecił183,

I tak dowodnie onej pożytek zalecił,

Iż się dotąd na jawie jeszcze nie skleciła.

Woda, według Talesa, wszystko sporządziła184.

Wzmogli się niewiadomi185 wynalazki tymi,

A szczęśliwi zostali jeszcze szczęśliwszymi.

Nie mogę ja tak wielkiej oprzeć się powadze,

Jednak się zbyt daleko zapędzać nie radzę.

Ostatnia to po rozum za granice jeździć;

Jeśli on się pod własnym dachem nie chciał gnieździć,

Darmo go indziej szukać. Mimo górne wzory,

Wzory sławne Talesa albo Pitagory,

Wzory zbyt uwielbione przez swoje wzniesienia,

Trzymajmy się po prostu skutków doświadczenia.

Dobry rozum, ale źle rozumem przesadzać;

Czuje to świat, ja światu nie będę doradzać,

Ale gdybym był takim, iżbym mógł dać radę,

Rzekłbym: Świecie, miej baczność na każdą przyjadę186,

Nie wierz łbom zagorzałym, które robią księgi,

Ani książek działaczom; ich umysł nietęgi

Zabawnie bałamucąc nabawił cię nędzą.

Nieszczęśliwe się chwile w światłym wieku pędzą,

I pisarz, i czytelnik za naukę płacą.

Dobrze im tak — a kiedy zwodziciele tracą,

Rozsądny, co się ustrzegł takiego pogromu,

Niech się strzeże podejścia187 i zasklepi w domu.

Ale w nim raz wraz siedzieć rzecz jest niepodobna.

Choćby rzecz najwdzięczniejsza, ciągła a osobna,

Sprawi sytość, a tej jest skutkiem unudzenie.

Zarzut nowy — więc innych okolic zwiedzenie,

A z nim odmiana rzeczy lekarstwem nudności.

Nie nudzi się, kto kontent, lecz tej szczęśliwości

Rozum tylko i cnota są sprawicielami;

Z tymi, choćby wśród stepów, nie będziemy sami.

Cóż dopiero, gdy dzieci i poczciwa żona,

I uprzejmość sąsiedzka, prawa, doświadczona,

Słodycz losu poddanych, któryśmy sprawili,

I myśl lat przeszłych, cośmy poczciwie przebyli:

Piękne to towarzystwo i nigdy nie znudzi.

Swoich znając, po co nam nowych szukać ludzi?

Miłe to przeświadczenie do tego nas wiedzie,

Iż dobrze w domu siedzieć. — Kto nie chce, niech jedzie!

Przypisy:

1. Co nie jest do istności — to, czego nie możemy zaliczyć do rzeczy istniejących; to, czego się nie da wymierzyć ani zliczyć. [przypis redakcyjny]

2. go — je: milczenie. [przypis edytorski]

3. Zbyt poznani — przejrzani. [przypis redakcyjny]

4. tajne — zatajone przed społeczeństwem. [przypis redakcyjny]

5. Maszka — maska; dawniej: maszkaron. [przypis edytorski]

6. nie jest jej kunszt głuszyć — nie trudno zmusić ją do milczenia. [przypis redakcyjny]

7. wyruszyć — wydobyć na światło dzienne. [przypis redakcyjny]

8. niezmazanej — czystej, niepokalanej. [przypis edytorski]

9. Mocnić — umacniać. [przypis redakcyjny]

10. barwa — tu: cecha, znamię. [przypis redakcyjny]

11. Co nie jest do istności — to, czego nie możemy zaliczyć do rzeczy istniejących; to, czego się nie da wymierzyć ani zliczyć. [przypis redakcyjny]

12. go — je: milczenie. [przypis edytorski]

13. Zbyt poznani — przejrzani. [przypis redakcyjny]

14. tajne — zatajone przed społeczeństwem. [przypis redakcyjny]

15. Maszka — maska; dawniej: maszkaron. [przypis edytorski]

16. nie jest jej kunszt głuszyć — nie trudno zmusić ją do milczenia. [przypis redakcyjny]

17. wyruszyć — wydobyć na światło dzienne. [przypis redakcyjny]

18. niezmazanej — czystej, niepokalanej. [przypis edytorski]

19. Mocnić — umacniać. [przypis redakcyjny]

20. barwa — tu: cecha, znamię. [przypis redakcyjny]

21. dzielność — władza, siła. [przypis redakcyjny]

22. żądza — żądanie. [przypis redakcyjny]

23. zamożne — przemożne, potężne. [przypis redakcyjny]

24. wolne — swobodnie wypowiedziane, niehamowane. [przypis redakcyjny]

25. Mesalina — słynna z rozpusty żona cesarza rzymskiego Klaudiusza, „dla niepowściągnionej rozwiązłości śmiercią ukarana od męża swego”. (Zbiór potrzebnych wiadomości). [przypis redakcyjny]

26. Penelopa — żona Odyseusza, jednego z głównych bohaterów Iliady i Odysei Homera, wzór wierności małżeńskiej. [przypis redakcyjny]

27. W zaniechanej później brulionowej redakcji satyry odczytujemy odmienny fragment zakończenia: Czyta modny literat sprośne w wierszach strofy, / Bluźnią grzecznie a śmiało modne filozofy, / A ciekawość niewieścia, którą wstyd nie tłumi, / Chwali sprośność i bluźni to, co nie rozumie. / Równe stanów i związków najświętszych koleje: / Córka z matki, syn z ojca, mąż z żony się śmieje, / Natrząsa się brat z brata, a kiedy go ściska, / Myśli wtenczas, skąd pochop wziąć na pośmiewiska. (I. Krasicki, Satyry i listy. [przypis redakcyjny]

28. piętno — cecha, właściwość. [przypis redakcyjny]

29. zmyślnej — wymyślnej. [przypis redakcyjny]

30. dzielność — władza, siła. [przypis redakcyjny]

31. żądza — żądanie. [przypis redakcyjny]

32. zamożne — przemożne, potężne. [przypis redakcyjny]

33. wolne — swobodnie wypowiedziane, niehamowane. [przypis redakcyjny]

34. Mesalina — słynna z rozpusty żona cesarza rzymskiego Klaudiusza, „dla niepowściągnionej rozwiązłości śmiercią ukarana od męża swego”. (Zbiór potrzebnych wiadomości). [przypis redakcyjny]

35. Penelopa — żona Odyseusza, jednego z głównych bohaterów Iliady i Odysei Homera, wzór wierności małżeńskiej. [przypis redakcyjny]

36. W zaniechanej później brulionowej redakcji satyry odczytujemy odmienny fragment zakończenia: Czyta modny literat sprośne w wierszach strofy, / Bluźnią grzecznie a śmiało modne filozofy, / A ciekawość niewieścia, którą wstyd nie tłumi, / Chwali sprośność i bluźni to, co nie rozumie. / Równe stanów i związków najświętszych koleje: / Córka z matki, syn z ojca, mąż z żony się śmieje, / Natrząsa się brat z brata, a kiedy go ściska, / Myśli wtenczas, skąd pochop wziąć na pośmiewiska. (I. Krasicki, Satyry i listy. [przypis redakcyjny]

37. piętno — cecha, właściwość. [przypis redakcyjny]

38. zmyślnej — wymyślnej. [przypis redakcyjny]

39. Tym dzielniej zeszły — tym radykalniej zniknęły. [przypis redakcyjny]

40. Więc zmyślał ów Horacy — zapewne uwaga Krasickiego odnosi się do ww. 45–48 p. 6 z III ks. Pieśni Horacego: „Z upłynnym czasem wszystko na dół leci: / Gorsi po dziadach nastali rodzice, / Rodziców jeszcze przepisują dzieci, / A nasi, nie wiem, czym będą dziedzice.” (Przekład A. Naruszewicza, [w książce:] A. Naruszewicz, Dzieła, Warszawa 1778, t. IV, s. 87). [przypis redakcyjny]

41. zwiększyć się — wydoskonalić się. [przypis redakcyjny]

42. się coś popsuło u osi — współczesne kalendarze (por. satyrę Żona modna.) zamieszczały przy bałamutnych przepowiedniach pogody obszerne komentarze na temat rzekomego odchylenia się osi ziemskiej, co miało być przyczyną zaburzeń atmosferycznych, m. in. i w Polsce. [przypis redakcyjny]

43. Drzemał Homer niekiedy — aluzja do słów Horacego z Listu do Pizonów (w. 359): Czasem i Homerowi zdrzymać się przychodzi, / Lecz w długiej dzieła pracy zasnąć się też godzi. — tzn., że nawet największym talentom zdarzają się momenty zniżenia lotu. (Q. Horatius Flaccus, De arte poetica [...] przekład Onufrego Korytyńskiego, Warszawa 1770, s. 19). [przypis redakcyjny]

44. matka rzeczy — natura. [przypis redakcyjny]

45. pojęcie — pojmowanie, wiedza. [przypis redakcyjny]

46. baczny — rozsądny, mądry. [przypis redakcyjny]

47. w punkcie — natychmiast. [przypis redakcyjny]

48. przedtem ledwo znaleźć było w tłumie — domyślnie: mędrca. [przypis redakcyjny]

49. wspacznym obrotem — przez wsteczny obrót ziemi i czasu (pisze o tym Platon w Kritonie). [przypis redakcyjny]

50. wiek złoty — złoty wiek rozkwitu nauk i sztuk. [przypis redakcyjny]

51. wzgłąbsz — w głąb. [przypis redakcyjny]

52. łokieć — dawna miara długości. [przypis redakcyjny]

53. Jak kramarze na łokieć, autory na karty — na czasy stanisławowskie przypada w Polsce zjawisko występowania zawodowych literatów, usiłujących żyć z pióra. [przypis redakcyjny]

54. Bajki w rząd abecadła... dykcjonarze — słowniki encyklopedyczne bardzo rozpowszechnione w XVIII w. Znane są z tych czasów dykcjonarze filozoficzne, mitologiczne, starożytności, przyrodnicze, historyczno–geograficzne i inne. Zapewne w rząd bajek zalicza Krasicki arcybałamutne Nowe Ateny Benedykta Chmielowskiego. [przypis redakcyjny]

55. pisma niewarte nawet ksiąg nazwiska — w wersach 72–81 Krasicki krytykuje współczesne mu niepokojące zjawisko. O niezmiernym rozprzestrzenianiu się w druku miernot literackich pisał również Węgierski w dedykacji Organów Krasickiemu: „Zbytek, który nas zgubił, do wierszy się nawet rozciąga; nie masz aż do ostatniego żaczka, który by ich nie robił, pewien zakon najbardziej w nich jednak przesadza i sądząc z pozoru, zdaje się, że wszystkie członki jego na złych się poetów poświęciły. Nie masz święta, uroczystości, wesela, urodzin, pogrzebu, stypy, żebyśmy na nie z magazynu tego wierszy nie mieli; z czasem na wszystkie dni roku dostaniemy. Szczęśliwy WKsMość jesteś, że od tych parnaskich bredni wolne masz uszy; my nimi zupełnie przywaleni jesteśmy. To szaleństwo już wszystkie ogarnęło stany, Poważne nawet piszą wiersze kasztelany. U których, jako dawna przypowieść nam niesła, Ani głowa do rady, ani tył do krzesła”. (T. K. Węgierski, Organy, oprac. J. W. Gomulicki, Warszawa 1956, s. 8). [przypis redakcyjny]

56. Faust — Johann Faust (lub Fust, zm. 1466), mieszczanin z Moguncji uważany wraz z Gutenbergiem za współwynalazcę sztuki drukarskiej. [przypis redakcyjny]

57. Dałeś... dowcipowi cechę — stempel, powagę, którą nadaje druk. [przypis redakcyjny]

58. diabła Bohomolec dał w swojej postaci — mowa o dziele Jana Bohomolca Diabeł w swojej postaci z okazji pytania, jeśli są upiory (Warszawa 1772), zwalczającym powszechne jeszcze wówczas przesądy i zabobony. [przypis redakcyjny]

59. Zabobonność i wiara w czary była nagminnym zjawiskiem nie tylko wśród ciemnej szlachty (bo o niej pisze Krasicki), lecz również wśród magnaterii. Podejrzani o czary, sądzeni przez sądy grodzkie, które w większości województw składały się z sędziego głównego, zwanego podstarostą, sędziego grodzkiego i pisarza, poddawani byli zazwyczaj torturom, którym asystował wójt (burmistrz) z jednym lub dwoma ławnikami i pisarz miejski. Jedną z najpospolitszych praktyk było tzw. pławienie: podejrzane o czary kobiety wrzucano do wody wierząc, że niewinnie oskarżona tonie, czarownica natomiast utrzymuje się na powierzchni. O opętanych wspomina Stanisław Wodzicki: „Za moich czasów u dominikanów w Krakowie, w kaplicy św. Jacka, spuszczano chorągiew tego patrona na klęczących opętanych, a ci wijąc się po ziemi, okropne wycia wydawali. Pokazywano mi także wytłuczone szyby w kościele, którymi zwyciężony egzorcyzmem diabeł wylatywał, opętany zaś nic na tym nie tracił, ponieważ wedle ich rozumienia nie jeden czart siedział w ciele komornem i każdy innym przemawiał językiem i inne nosił nazwisko”. (St. Wodzicki, Wspomnienia przeszłości, Kraków 1873, s. 121–122). Oświecenie wydało czarom stanowczą wojnę. Sejm r. 1776 zakazał tortur i kary śmierci za czary; mimo tej uchwały wypadki pławienia i palenia rzekomych czarownic zdarzały się jeszcze do końca XVIII w. [przypis redakcyjny]

60. diaboł po niemiecku — diabła wyobrażano sobie często w obcisłym stroju niemieckim. [przypis redakcyjny]

61. kołtun — choroba powstała na skutek niechlujstwa, wywołująca skręcenie i zlepianie się włosów; kołtun przypisywano urokom. [przypis redakcyjny]

62. kruczgankach — krużganek to galeria okalająca wewnętrzny dziedziniec, często na każdym z pięter budynku. [przypis edytorski]

63. zaciec się — zapędzić się, zagalopować. [przypis redakcyjny]

64. obrzask — kwaśny smak sfermentowanego wina. [przypis redakcyjny]

65. poziome ostatki — ścielące się po ziemi pędy. [przypis redakcyjny]

66. zdolny — stosowny, odpowiedni. [przypis redakcyjny]

67. zdatny — tu: umiejętny. [przypis redakcyjny]

68. Pochwała głupstwa (1509) to tytuł satyry jednego z najsłynniejszych humanistów, Erazma z Rotterdamu, w której krytyka stosunków średniowiecznych ujęta została w ironiczną formę niby panegiryku. Przesyłając królowi autograf wiersza, pisał Krasicki w liście z 7 IX 1781 r.: „Poprzednikiem moim w tej mierze był Erazm; żart jego dowcipny zdał mi się być sposobną materią do satyry”. (I. Krasicki, Pisma wybrane, t. IV, s. 267). [przypis redakcyjny]

69. zakałem — wadą. [przypis edytorski]

70. tetryk — człowiek zrzędliwy, marudny, ponury, schorowany. [przypis edytorski]

71. uwielbiony — wywyższony, podniesiony. [przypis redakcyjny]

72. nacisk — natłok, ciżba. [przypis redakcyjny]

73. plauz — aplauz. [przypis edytorski]

74. nie próbuje rzeczy — jeden przykład nie stanowi wystarczającej próby. [przypis edytorski]

75. zjadły — zajadły, zaciekły. [przypis edytorski]

76. liść — domyślnie: laurowy. [przypis redakcyjny]

77. wydział — rozdział. [przypis redakcyjny]

78. oznaczyć — zaznaczyć, wyrazić. [przypis redakcyjny]

79. Tak Jowisz u Homera utwierdzał wyroki — w Iliadzie (ks. I, w. 436–439) tak mówi Zeus (Jowisz) do błagającej go o łaskę bogini Tetydy: „Prośbę twoja mam w sercu wyrytą głęboko. / Skłonię głowę, byś pewna była mojej chęci; / Tej na stwierdzenie słowa używam pieczęci, / Przed bogi i przed ludźmi znak ten jest konieczny.” (Homer, Iliada, przekład Fr. Ks. Dmochowskiego, Wrocław 1950, B.N. Seria II, nr 17, wyd. 7, s. 21). [przypis redakcyjny]

80. Jurgieltowi — płatni, pozostający na żołdzie. [przypis redakcyjny]

81. A przypisując dzieło... — w czasach saskich i we wczesnym Oświeceniu pisarze, których nie stać było na wydanie książek własnym nakładem, ubiegali się o nakładców wśród bogatej szlachty i magnaterii, w zamian wypisując im szumne, panegiryczne dedykacje. [przypis redakcyjny]

82. Indy — mieszkańcy Indii, których północno–zachodnią część podbił Aleksander Macedoński. [przypis redakcyjny]

83. Medy, Party, Baktryjany — mieszkańcy Medii, Partii, Baktrii, krain wchodzących w skład starożytnego państwa perskiego, podbitego przez Aleksandra Wielkiego. Mało znane ówcześnie egzotyczne narody i wielkie czyny historyczne były to najczęściej używane realia w panegirykach. [przypis redakcyjny]

84. zawołany — sławny. [przypis redakcyjny]

85. mecenas — opiekun i protektor sztuk pięknych, nauk i literatury; nazwa pochodzi od nazwiska Gaiusa Maecenasa (ok. 67 r. p.n.e.–ok. 8 r. n.e.), możnego przyjaciela i protektora najsławniejszych poetów rzymskich: Horacego, Owidiusza, Wergiliusza. [przypis redakcyjny]

86. Pomimo Niesieckiego... — chociaż nie figurują w wydanym w latach 1728–1743 herbarzu Kaspra Niesieckiego. [przypis redakcyjny]

87. sławny antenaty — sławny swymi antenatami, tzn. sławny z powodu swoich przodków. [przypis edytorski]

88. Hipokrat — Hipokrates (ok. 460–ok. 380 r. p.n.e.), najwybitniejszy lekarz starożytnej Grecji, twórca medycyny naukowej, wiedzę lekarską opierał na doświadczeniu i obserwacji; „wódz lekarzów [...]. Księgi jego dotąd są ozdobą i prawidłem lekarskiej nauki” — pisał Krasicki w Zbiorze potrzebnych wiadomości. [przypis redakcyjny]

89. Galen — Claudius Galenus (131–ok. 200 r.), wybitny lekarz–praktyk, badacz naukowy i eksperymentator. Dzieła jego, w których dał syntezę ówczesnych poglądów medycznych, były aż do XVII w. uważane za podstawę wiedzy lekarskiej. [przypis redakcyjny]

90. przebrać się — wyczerpać się. [przypis redakcyjny]

91. maszki — maski; dawn. maszkaron. [przypis edytorski]

92. Z brulionu satyry przytaczamy porzucony później przez autora fragment o złocie i bogactwie: „Bogactwo, mówią mędrcy, że to jest rzecz podła. / Nie wierzcie — z tego teraz wszystko płynie źródła — / Rzecz znikoma, a przecie świat jej cały szuka, / Przydatek wielkie dzieła, przydatek nauka, / Złoto grunt, złoto cecha przymiotów i cnoty, / Dobra sława i talent, lepszy kruszec złoty.” (I. Krasicki, Satyry i listy). [przypis redakcyjny]

93. Wziętość — popularność. [przypis edytorski]

94. sztuczne — przebiegłe, umiejętne. [przypis redakcyjny]

95. senatorem że został starosta — starostowie nie mieli prawa zasiadania w senacie, aby więc zostać senatorem, starosta musiał otrzymać któryś z wyższych urzędów: kasztelana, wojewody, ministra. [przypis redakcyjny]

96. Wczoraj ledwo mościom pan — tytuł grzecznościowy „mości pan” obowiązywał w stosunku do każdego szlachcica, natomiast każdy sprawowany urząd dawał prawo do tytułu „jaśnie wielmożny”. [przypis redakcyjny]

97. sosny z nadbrzezia Pilicy — sławne masztowe sosny z lasów nadpilickich. [przypis redakcyjny]

98. skład — budowa. [przypis redakcyjny]

99. Nie dopiero — nie od dziś. [przypis redakcyjny]

100. Z Cyceronem... — Marcus Tullius Cicero (106–43 p. n. e.), słynny mówca i mąż stanu rzymski, gorący obrońca republiki, zdemaskował spisek Katyliny (por. satyra Złość ukryta i jawna), a oskarżając go w senacie, wygłosił słynne cztery mowy, zwane katylinarkami. [przypis redakcyjny]

101. W pierwotnej redakcji satyry po w. 23 znajdował się pięćdziesięciowierszowy, całkiem odmienny wariant utworu, którego autor nie włączył do ostatecznej redakcji. [przypis redakcyjny]

102. z świętym Mateuszem — apostoł Mateusz był z zawodu celnikiem (poborcą ceł). [przypis redakcyjny]

103. intrata — zysk, majątek. [przypis edytorski]

104. kunszt krasomówski — sztuka pięknego i umiejętnego przemawiania. [przypis edytorski]

105. niemarny — nieidący na marne, skuteczny. [przypis redakcyjny]

106. od Katona — Marcus Portius Cato (234–149 r. p.n.e.), polityk rzymski, obrońca interesów arystokracji; jako nieubłagany wróg wpływów greckich, którym przeciwstawiał surowy obyczaj starorzymski, stał się w tradycji symbolem cnót obywatelskich; „w zepsutych czasach, dawnej rzymskiej wstrzemięźliwości przykład”. (I. Krasicki, Zbiór potrzebnych wiadomości). [przypis redakcyjny]

107. publicznej rzeczy — rzeczypospolitej. [przypis redakcyjny]

108. bezpieczy — zabezpiecza. [przypis edytorski]

109. samym tylko wydatnym mundurem — jeszcze za czasów Stanisława Augusta anarchia odziedziczona po czasach saskich była w wojsku polskim zjawiskiem normalnym. Towarzysze pancerni i husarscy tylko nominalnie byli żołnierzami, ponieważ w czasie wojny najczęściej pozostawali w domu wysyłając na swoje miejsce płatnych zastępców. [przypis redakcyjny]

110. Bezpłatny kraju sędzia — w dawnej Polsce sędzia nie pobierał żadnego wynagrodzenia. [przypis redakcyjny]

111. Temis — „Córka Nieba i Ziemi, bogini sprawiedliwości. Wyrażenie jej bywa w osobie poważnej matrony mającej zawiązane oczy i trzymającej w ręku szalę z wagami równo z obu stron stojącymi”. (P. Chompre, Słownik mytologiczny). [przypis redakcyjny]

112. przeświadczenie — opinia publiczna. [przypis redakcyjny]

113. bezwzględny — bezstronny, nie znający szczególnych wzgędów dla nikogo. [przypis edytorski]

114. Czartoryski — Adam Kazimierz Czartoryski (1734— 1823), generał ziem podolskich, będąc w 1781–1782 r. marszałkiem trybunału litewskiego, zasłynął z bezstronnych wyroków, co było wówczas rzadkością. Głośny był współcześnie wydany przez Czartoryskiego wyrok skazujący na własnego ojca. [przypis redakcyjny]

115. dekret — wyrok. [przypis redakcyjny]

116. patron — obrońca sądowy w dawnej Polsce. [przypis redakcyjny]

117. wieloważny — wiele ważący, wartościowy. [przypis redakcyjny]

118. surowym żebractwem — natrętnym, nieustępliwym wyłudzaniem pieniędzy od klienta. Po wierszu tym znajdowało się w brulionie satyry odmienne zakończenie utworu: „Wszystkie władze szczególnym co dała ojczyzna, / W ręku prostych utrata, w dowcipnych spuścizna / Niepłatny płaci sobie, płatny więcej zyska, / Czyliż ojczyzna matka z samego nazwiska? / Czyż kto służy dla próżnej sławy, będzie żebrać? / Biorą, którzy nie służą, służąc czemu nie brać. / Zdobi wziątek dowcipny, podła kradzież szpeci,/ Jeśli matką ojczyzna, niechże żywi dzieci. / Czemu nie brać, gdy wziątek i skrycie, i snadnie, / Kto roztropny korzysta, głupi tylko kradnie. / Taki teraz jest statut zbyt w projekta płodnych, / Nowych obywatelów i statystów modnych. / Król Kazimierz był prostak, Aleksander drugi, / Klecili oni prawa dla kraju usługi. / Sobie służyć to koncept, staropolskie cnoty / Skutkiem były dziczyzny i grubej prostoty.” [przypis redakcyjny]

119. Po w. 70: „Już Maciej nie mościwym i panem, i bratem. / Zjaśniewielmożniał Maciej, drugich teraz braci; / A gdy go płatny wielbiacz górnie koligaci, / Stryjeczny Bolesławów i Piastów, i Wazów, / Zna szacunek krwi wielkiej i respekt wyrazów.” [przypis redakcyjny]

120. snadne — łatwe. [przypis edytorski]

121. Wywnętrza go — wykorzystuje, wyzyskuje go. [przypis redakcyjny]

122. przynajmniej by — przynajmniej żeby... (ale — w domysle tak nie jest, że człowiek się „pasie” w sposób umiarkowany). [przypis edytorski]

123. po woli — tu: powolnie, bez oporu. [przypis redakcyjny]

124. W przychylnej postaci — tu: przy pozorach przychylności. [przypis redakcyjny]

125. koligaci — krewniacy. [przypis edytorski]

126. Towarzystwo — społeczeństwo. [przypis redakcyjny]

127. nie czuje, co woła — nie czuje ten, który woła. [przypis redakcyjny]

128. bez czoła — bezczelny, bezwstydny. [przypis edytorski]

129. Niegdyś mędrzec ponury... — Jean–Jacques Rousseau, filozof francuski głoszący hasła powrotu do natury, ucieczki od szkodliwych wpływów cywilizacji, która nakłada na człowieka więzy zależności i nierówności społecznej. [przypis redakcyjny]

130. na powodzie — uwiązane na postronku, na sznurku. [przypis redakcyjny]

131. mitry, korony, berła, laski, infuły, klucze, pieczęci — oznaki godności biskupiej (książęcej), królewskiej, marszałkowskiej, szambelańskiej i kanclerskiej; takimi dygnitarzami wśród swych przodków szczyci się przedstawiony tu bohater satyry, Piotr. [przypis redakcyjny]

132. Inwentarskie narzędzia — przedmioty codziennego użytku, powszednie. [przypis redakcyjny]

133. Pada do nóg — o względy wybieranych co roku sędziów trybunalskich (tzw. deputatów) ubiegali się nawet wielcy panowie. [przypis redakcyjny]

134. Fundusz zrobił — złożył fundusz na cele dobroczynne. [przypis redakcyjny]

135. pandekty — zbiór fragmentów z pism prawników rzymskich sporządzony na rozkaz cesarza bizantyjskiego Justyniana, zatwierdzony przez niego w r. 533, włączony do obowiązującego kodeksu praw. [przypis redakcyjny]

136. kradną z pandektów — wykorzystują przestarzałe sformułowania prawnicze sprzed wielu wieków. [przypis redakcyjny]

137. co napadnie — co popadnie. [przypis redakcyjny]

138. poza kraty — co oznaczało kratę na sali sądowej, wyjaśnia Koźmian: „Na drugiej stronie stołu od drzwi, w małym ustępie, na trzech wyniosłych stopniach, miejsce wszerz całego stołu dla mecenasów, to jest obrońców prawników, które to miejsce nazywano kratką, że wyniosłością swoją przed ich piersiami półka przesłaniała ich od sędziów” (K. Koźmian, Pamiętniki, Warszawa 1907, cz. I, s. 30). [przypis redakcyjny]

139. prejudykat — w dawnym prawodawstwie wyrok sądowy miarodajny dla następujących po nim wyroków w podobnej sprawie. [przypis redakcyjny]

140. tylo dwoje — dwa razy tyle. [przypis redakcyjny]

141. w ścisłym rzecz trzymając karbie — w ścisłym porządku, obrachunku. [przypis redakcyjny]

142. Por. satyra Pochwała głupstwa. [przypis redakcyjny]

143. Ten nic prawa nie umiał... — sędziowie w Polsce nie posiadali w XVIII w. wykształcenia zawodowego, dopiero w trakcie pełnionego obowiązku przyswajali sobie wiedzę prawniczą. W związku z tym popełniano mnóstwo omyłek. [przypis redakcyjny]

144. Ten nic nie dał, tamten nie odebrał — prawdopodobnie chodzi tu o podwójne oszustwo, kiedy zadłużony właściciel majątku, aby pozbyć się wierzycieli, rzekomo odsprzedawał podstawionej przez siebie osobie majątek i jako nie posiadający własności stawał się niewypłacalny, przy czym fikcyjny, ale prawny właściciel przywłaszczał sobie często ten majątek. [przypis redakcyjny]

145. plenny — obfity. [przypis redakcyjny]

146. nawiasem — bokiem, okrążając. [przypis redakcyjny]

147. zawołanie — sława. [przypis redakcyjny]

148. cecha — próba (wyznaczająca wartość metali szlachetnych). [przypis redakcyjny]

149. gmin — mowa o gminie szlacheckim. [przypis redakcyjny]

150. Od Szwajcarów — aluzja do popularyzujących się coraz bardziej, a często wypaczanych koncepcji filozoficznych Rousseau pochodzącego z Genewy. [przypis redakcyjny]

151. przemysł — cywilizacja i kultura. [przypis redakcyjny]

152. mieli mędrce nawet Scyty — ma tu Krasicki na myśli zapewne Anacharsisa, mędrca scytyjskiego z VI w. p. n. e., o którym tak pisze: „Filozof, rodem był z Scytii. Zwiedził greckie państwa dla nabycia tam większej doskonałości; jakoż wielce się wsławił wytwornością nauki i dowcipu w rozmowach, które miał z rozmaitymi mędrcami [...]. O nim powiadają, iż prawa porównywał do pajęczyny, w której tylko muchy więzną”. (Zbiór potrzebn. wiad.); Scytowie — koczowniczy lud barbarzyński zamieszkujący w starożytności północne wybrzeża Morza Czarnego. [przypis redakcyjny]

153. Szczególne — pojedyncze. [przypis redakcyjny]

154. bezbrodni — bez bród, młokosy. [przypis redakcyjny]

155. cynicy — grecka materialistyczna szkoła filozoficzna reprezentująca plebejski nurt filozofii starożytnej. Najpopularniejszym jej przedstawicielem był Diogenes z Synopy (IV w. p. n. e.), który głosząc, że szczęście polega na uniezależnieniu się od istniejącego porządku społecznego, propagował wyrzeczenie się majątku i wszelkich wytworów cywilizacji i ograniczenie się do zaspokajania elementarnych potrzeb człowieka zgodnie z prawami natury. Krasicki pisze o nim krytycznie w Zbiorze potrzebn. wiad.: „wódz sekty filozofickiej cyników, ubóstwo dobrowolne obrał i zamiast domu miał beczkę na spoczynek. [...] Zdaje się, iż ten filozof pod pokrywką wstrzemięźliwości taił nienasyconą żądzę ambicji, chcąc się bardziej osobliwością niźli cnotą od innych różnić”. [przypis redakcyjny]

156. wziętość — popularność. [przypis edytorski]

157. o tej bajce — bajka o ośle z Kume, który włożywszy lwią skórę chciał udawać lwa. Bajkę o ośle w lwiej skórze opublikował Krasicki w »Monitorze« (1766, nr 24). [przypis redakcyjny]

158. ustawnie — nieustannie. [przypis edytorski]

159. wybór — pierwszeństwo, wyróżnienie. [przypis redakcyjny]

160. każą palić — wiele pism filozofów Oświecenia godzących w podstawy systemu feudalnego i przygotowujących grunt rewolucji burżuazyjnej palono na stosie, a autorów i drukarzy prześladowano. [przypis redakcyjny]

161. stadło — małżeństwo. [przypis edytorski]

162. bawić — zwlekać. [przypis redakcyjny]

163. Toś amant — kochanek; żartobliwa aluzja do fantastycznych poematów rycerskich. [przypis redakcyjny]

164. Roland, Angelika — to bohaterowie jednego z najsłynniejszych poematów rycerskich, Orlanda szalonego (1516), wielkiego poety włoskiego — Ariosta. [przypis redakcyjny]

165. Z niedokończonej satyry, której tematem jest zły mąż w różnych odmianach, cytujemy dla uzupełnienia charakterystyk fragment: Paweł wzdychał, podchlebiał, ustawnie się trudził, / Więc amant letkowiernych rodziców ułudził, / Zyskał żonę, z nią posag, bo na niego godził. / Amant miły; skoro mąż, jakby się odrodził; / Serce w żywych zapałach po weselu skrzepło: / Kiedy jejmości zimno, jegomości ciepło; / Jejmość w prawo, on w lewo, mówi, każe ciszej; / Milczy jejmość, jegomość zły, że jej nie słyszy. / Czyta; po co czytanie, ustawicznie pyta. / Rzuca książkę, ten łaje, że księgi nie czyta; / Wesoła — nie do gustu płochość jegomości; / Źle, kiedy goście w domu, źle znowu bez gości; / Zgoła źle czyli siedzi, stoi, czy się ruszy. / Anna, pełna przymiotów i ciała, i duszy, / Trafiła na Andrzeja, czego sobie życzył. / Skoro bogaty wnusek zważył i przeliczył, / Zamknął go, a z nim serce miłosne z przymusu, / Nie towarzysz małżonki, ale stróż lamusu. / Sam sobie sługa, kucharz, szafarz, podstarości, / A wynędzniała małżonka i w niedzielę pości. [!] / Sporych trzosów posagu niesyty pożytkiem, / Co dla drugich potrzebą ścisłą, dla niej zbytkiem, / Więc uboga w bogactwie, wiek swój trawi w nędzy. [przypis redakcyjny]

166. tak cię Erazm mienił... — w rozmowie Convivium religiosum pisze Erazm z Rotterdamu: „ledwo się wstrzymać mogę, iżbym nie rzekł: Święty Sokratesie, módl się za nami”. [przypis redakcyjny]

167. Ksantypa — żona Sokratesa, według tradycji kobieta swarliwa i niezgodna. [przypis redakcyjny]

168. Agnieszka, Arnolf — bohaterowie komedii Moliera L’Ecole des femmes (Szkoła żon, 1662), grywanej współcześnie w teatrze narodowym. Arnolf, opiekun Agnieszki usiłuje wychować ją sobie na głupią i uległą żonę. Agnieszka okazuje się jednak tylko pozornie potulna, wywodzi bowiem Arnolfa w pole i zostaje żoną młodego Horacego. [przypis redakcyjny]

169. Umieją... kornet czynić kapeluszem — modą ówczesną kobiety nosiły kornety, rodzaj wysokich czepców, kapelusze natomiast spotykało się tylko u mężczyzn. [przypis redakcyjny]

170. frymarczyć — handlować, kupczyć. [przypis redakcyjny]

171. wydostarczyć — wystarczyć. [przypis redakcyjny]

172. aczej — a nuż, może. [przypis edytorski]

173. po przykrej przeprawie — przez rzeką. [przypis redakcyjny]

174. świerk — świerszcz. [przypis redakcyjny]

175. Rzadka [rzecz] obejść się cale — wyjść cało, bez szwanku. [przypis redakcyjny]

176. z wzorku — z doświadczenia. [przypis redakcyjny]

177. o worku — o sakiewce z pieniędzmi. [przypis redakcyjny]

178. do wody — do wód, do uzdrowiska. [przypis redakcyjny]

179. hałun — ałun. [przypis redakcyjny]

180. zdrowi — uzdrawia. [przypis redakcyjny]

181. Paktol — rzeka w Lidii, w Azji Mniejszej, niegdyś złotodajna. Według mitologii, król Frygii Midas otrzymał od Bachusa dar zamieniania wszystkiego, czego dotknął, w złoto. Gdy jednak potrawy i napoje również za jego dotknięciem stawały się złotem, prosił Midas Bachusa, by ten odebrał mu drogocenny dar. „Zezwala łaskawie Bacchus i aby się w Paktolu, rzece lidyjskiej obmył, rozkazuje. I od tego to czasu, którego się Midas w paktolskich kąpał wodach, złote ta rzeka poczęła mieć piaski”. (F. Pomey, Pantheum mithicum, s. 65). [przypis redakcyjny]

182. Nie trzeba jeść bobu — Pitagoras (VI w. p. n. e.), matematyk i filozof grecki, założyciel arystokratycznego związku religijno–politycznego, miał jakoby zakazywać jedzenia bobu, narodowej potrawy Greków, ze względu na to, że ten kiełkując przybierał święty kształt falliczny. [przypis redakcyjny]

183. Nową rzeczpospolitą — dialog Platona Rzeczpospolita był pierwszą w literaturze utopią polityczną. [przypis redakcyjny]

184. Woda, według Talesa, wszystko sporządziła — Tales z Miletu (VII–VI w. p.n.e.), filozof grecki, przyjmował, że woda jest pramaterią świata. [przypis redakcyjny]

185. niewiadomi — nieuczeni, nieoświeceni. [przypis redakcyjny]

186. przyjadę — przesadę. [przypis edytorski]

187. podejścia — podstępu. [przypis edytorski]