*** [Atakowany o północy...]

Atakowany o północy

subitem opon, gdy jak z procy

pijany szczyl startuje mazdą —

tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć bocianom gniazdo.

Budzony przez bas, przez dudnienie,

bo sąsiad na fulil w citröenie

zapuścił techno, nowy remix —

tęsknię do tego kraju, gdzie podnosi się kromkę Chleba z ziemi.

Czytając dawnych czasów księgi,

gdy inne tu rządziły dźwięki,

żaby o zmierzchu, kogut rano —

tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć gniazdo bocianom.

Dziwiąc się, że góra pieczywa

wśród zwałów sztucznego tworzywa

na miejskim śmietnisku się wznosi —

tęsknię do tego kraju, gdzie kromkę Chleba z ziemi się podnosi.

Erem zwiedzając, gdzie mizantrop

turystów epatuje mantrą

znudzony nią jak tysiąc mopsów —

tęsknię do tego kraju, gdzie jest grzechem gniazdo bocianom popsuć.

Filując z przydrożnego baru

na przechodzące mimo pary,

ciągnąc z wysiłkiem sok przez słomkę —

tęsknię do tego kraju, gdzie się podnosi z ziemi Chleba kromkę.

Gdy syn bez wątpliwości cienia

żąda: „Daj mi coś do zjedzenia”,

lodówka odpowiada echem —

tęsknię do tego kraju, gdzie popsuć bocianom gniazdo jest grzechem.

Higienę ciała utrzymując

lub ją, przeciwnie, zaniedbując

(cóż różni prysznic i pogrzebacz? ) —

tęsknię do tego kraju, gdzie z ziemi podnosi się kromkę Chleba.

Imaginując sobie Boga.

Na przykład jako Astro-loga

dyktującego ruchy gwiazdom —

tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć bocianom gniazdo.

Jadąc i jadąc do Bizancjum

z ukrytą pod dnem snów monstrancją

przeciw wieszczbiarstwu i alchemii —

tęsknię do tego kraju, gdzie podnosi się kromkę Chleba z ziemi.

Kombinując jak koń pod górę,

skąd wytrzasnąć pieniędzy furę

i jak dwóm naraz służyć panom —

tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć gniazdo bocianom.

Licząc w mordowni w Jeseniku

zastępy szachów na stoliku

starców liczących każdy grosik —

tęsknię do tego kraju, gdzie kromkę Chleba z ziemi się podnosi.

Łypiąc ciekawie, jak się zwiera

czarnych i białych tyraliera

w wojnie o jednej rurce dropsów —

tęsknię do tego kraju, gdzie jest grzechem gniazdo bocianom popsuć.

Mając mistrzowski ruch na oku,

który przegapia w figur tłoku

gracz — a mógł wziąć hetmana pionkiem —

tęsknię do tego kraju, gdzie się podnosi z ziemi Chleba kromkę.

Nocując, gdzie się da, mocując

się z samym sobą, ustępując,

jak ustąpiły gonty, strzechy —

tęsknię do tego kraju, gdzie popsuć bocianom gniazdo jest grzechem.

Obserwując, jak nasze dzieci

obnoszą swój chybiony sprzeciw

poprzez kolejne puste nieba —

tęsknię do tego kraju, gdzie z ziemi podnosi się kromkę Chleba.

Pchany już w otworzone okno

przez zbójów, bo ich widać dotknął

mój bunt w pociągu, w którym kradną —

tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć bocianom gniazdo.

Rewidowany nocą późną

przez umundurowane gówno

hańbiące się dla nędznej premii —

tęsknię do tego kraju, gdzie podnosi się kromkę Chleba z ziemi.

Słuchając wycia pogotowia,

co, mimo strajku służby zdrowia,

mknie przeciw ciosom, guzom, ranom —

tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć gniazdo bocianom.

Taksując wzrokiem wygląd bydląt,

gdy w czystej rzece brud swój mydlą

głupi, lecz piękni: nadzy, bosi —

tęsknię do tego kraju, gdzie kromkę Chleba z ziemi się podnosi.

Uzupełniając swój fikcyjny

numer identyfikacyjny

o ładnych parę paradoksów —

tęsknię do tego kraju, gdzie jest grzechem gniazdo bocianom popsuć.

Wsłuchany w pieśni i motety

z trzynastowiecznej Francji, z mety

czując się trubadurów ziomkiem —

tęsknię do tego kraju, gdzie się podnosi z ziemi Chleba kromkę.

Zirytowany przez imbroglio

frondy prawiczków w piśmie „Brulion”,

grzeszący samym już oddechem —

tęsknię do tego kraju, gdzie popsuć bocianom gniazdo jest grzechem.

Żywiąc się kaszą oraz műsli,

zwolniwszy bieg wzburzonych myśli,

kiedy mi coraz mniej potrzeba —

tęsknię do tego kraju, gdzie z ziemi podnosi się kromkę Chleba.