*** [Dotykany wszędzie szarym mydłem zmierzchu...]

Dotykany wszędzie szarym mydłem zmierzchu,

ani drgnę. I przynajmniej z wierzchu

czysty sięgam po kartkę, by jak pies do zwierza

przymierzać się do niej. Magda mi się zwierza

w liście zza Sandomierza: „Ubieram się ciepło, zwłaszcza

lubię mocno się ściskać paskiem płaszcza,

to jest jak twój uścisk”. I dalej: „Nie palę po kiblach, alkoholizuję

się tylko przy tobie, do kina chodzę sama,

wieczory spędzam w domu, co za życie! Nawet się obywam

bez narkotyków”. Przelatuję wzrokiem jeszcze raz te zdania,

czuję się wymyślony jak Hamlet i Dania, dziwny amalgamat

życia i martwoty. Gdy język mnie uśmierca, ożywia mnie dotyk.