Dlaczego?

Gdzież pójdziemy? Może znów nad rzekę

pełną tajemniczych fusów lumpenświata,

nad czarną wodę, której esencją

jest przemijanie. Razem zrobimy siusiu,

na stojąco, jak dorośli. Srogiemu przykazaniu

dorosłości nie zwiejesz, szybkobiegaczu, prygunie

stający na tle nieba i skaczący w Ciemno,

gdzie jedynie cudem i tylko do czasu

czekają na ciebie amortyzatory

rodzicielskich ramion, cyrkle Miłości.

Zobaczymy: kaczkę, dryfującą gałąź, opoja w malignie, nasze cienie

Sto razy spytasz, dlaczego. Spróbujesz coś wycyrklować,

żebym cię wziął na „jo pata”, na szyję.

Zmęczone nóżki albo coś, albo coś.

Coraz więcej ważysz.

Coraz więcej rozumiesz.

Zrozum, że czasem nie wiem, dokąd pójść.

Przejdziemy przez most.

A potem? Zobaczymy.