Glina i gumoleum

Patisonowi

Płot krzywy, brona, dostępu do ustępu bronią pokrzywy.

Żadna symetria nie ratuje tego walącego się świata.

Gliniana polepa pod gumoleum, osełki dopasowane

do dłoni, których już nie ma, i chyba wniebowzięta

z wypłowiałego kartonu kruszejącego w kapliczce nad tylnym wejściem

Matka Boska, wniebowzięta przez cierpliwe światło.

Za szybą zostały tylko zasuszone kwiatki.

Życie, zwłaszcza tak młode, w jakiś sposób ubliża

świętemu spokojowi tego domu. Rozwydrzone radio

ze sterczącym szydłem szydzi z myśli pająków

i korników. Krzykliwe kolory skarpetek

są nie na miejscu, ledwie je utrzymują spinacze do bielizny.

Rozklejają się łóżka odwykłe od tego rodzaju

posunięć. Rozglądam się, zaglądam, wszędzie umieranie. Samo życie.