Ogień, lód

Ich skojarzenia są oczywiste, skoro na widok ogniska, namiotu, mnie z gniazdem na głowie

rowerzysta wrzasnął z mostu: houk! Czasem kierowca TIR-a z zazdrością beka klaksonem.

Bo też obrazek jest sielski: łuk Huczwy, łąka w srebrze ledwie opadłej mgły, zapodziany bocian,

obłe szachownice trzech krów i nasze rowery pasące się na cyplu.

Słońce jeszcze nisko. Sam doceniam uroki obrazka, mocząc stopy w rosie

a usta w herbacie. Oddałbym go, gdyby można było,

do tego muzeum, zamiast głosu na taśmie. Plus wczorajsze

arcyroje komarów! Brzuch mam gorący od słońca, plecy zimne od cienia.

Dualizm ich wyobrażeń jest jasny, w takim świecie żyją.

Przyjaźń, nieprzyjaźń, niechęć, chęć. Jestem po stronie ognia,

lecz myślę, że na tę Chwilę żywioły połączą swe siły.