Potrzeba wiary

Kierowca znał trasę na pamięć, lecz raz i on musiał zwolnić.

W Rymanowie ujrzeliśmy z okien autobusu

pochód z czarnymi sztandarami i trumną. Ludzie

umierają; cała niezwykłość polegała na tym,

że tęcza właśnie napięła swój imponujący łuk

nad górami. Łatwiej mu teraz iść do nieba,

zauważyła Magda. Po szczeblach barw. Wszystko

płynie; usiadłem na kamieniu pośrodku górskiej rzeki,

pisząc jak Balzak, z nogami w zimnej wodzie. Palce

kostnieją wcześniej niż pięty. Woda przyniosła procę.

Z niedaleka, bo gumka nie zdążyła sparcieć.

Chciałem z niej zrobić użytek, kamieni nie brakuje,

lecz jest do niczego, nie tak się mocuje

ten kawałek skóry. Słońce, wiatr, ptaki, śpiew

wody na kamieniach, to więcej niż potrzeba. Jestem

przekonany; jak święty Krzysztof, który rozważnie

przenosił dzieci przez rzekę, a potem został

patronem wariatów za kierownicą, święcie przekonany.