Rozproszenie

Listy, od Iwony („W dodatku przed wejściem do studia

strasznie pudrują...”) i Magdy („Dziś byłam 2 razy w kościele,

chyba diabeł we mnie wstąpił”). Przejechał pociąg.

Ucichł.

W kokonie kościelnej wieży urodziła się północ.

Ktoś młody zaśmiał się głośno. Cień mojej głowy na płótnie

namiotu. W latarce nowe baterie. Mucha równo oddycha, śpi.

Starość jak głupia, spóźniona woźna

nachodzi wiecznego szóstoklasistę zakochanego po uszy,

który został we mnie jak w kozie na zawsze.

Jeszcze raz do mnie wróciło to przedhistoryczne uczucie,

zapał, by wyryć na pulpicie niepierwsze inicjały.

Zburzone będą Kraków, Sandomierz i Tarnów,

dumne ze swej urody miasta naszych spotkań.

Dzikie zwierzęta zadepczą miejsca, gdzie drżymy pośród traw.

Chtoniczne maszyny, ciągnąc żelazne brony, już idą po naszych śladach.