Zawsze mów wyborcy to, co chce usłyszeć

Starość łypiąca ze swej skorupy na gibką młodość u moich ulubionych poetów.

Płaski brzuch, ptak na sztorc, kajzerki bicepsów

nie ujmują śmierci niczego. Prawdziwe umieranie

zaczyna się po czterdziestce, na razie wolno się łudzić, odmładzać

w lustrze drugiego ciała. Wypielęgnowane palce księdza

wznoszącego krwawy toast na chrześcijańskiej reklamówce.

Tylu młodych zdradzonych przez Chumbawambę. Pszczoły

znów przyleciały do kwiatów za moim oknem,

tam, gdzie światło odbite od szyby jest podwójne.