Akordy jesienne

I

Wiatr w pożółkłych huczy drzewach —

niebo pełne czarnych chmur,

A z ich kłębów kotłujących

księżycowy, martwy blask

Spłynie czasem ponad ziemię,

co spoczywa niby twór,

Ulepiony z mgieł i błota,

od promiennych z dala łask.

Nieodrodne dziecko ziemi,

jej słabości nikły wzór,

Sam się wlokę, jak ów rycerz,

gdy mu wzięto tarcz i kask

W jakimś strasznym, ciężkim boju —

lub jak ptak, odarty z piór,

Tak się wlokę, ogłuszony,

w tej wichury szum i trzask.

Ktoś mi szepce — widać, jakiś

odrętwieniu wrogi duch —,

Że ta ziemia pierś podnosi

i że jęczy na swój los —

Nic nie widzę! — nic nie słyszę!

na to–m stracił wzrok i słuch.

Tylko zmilknie wichr na chwilę,

księżyc chmur rozpędzi tłok,

Wówczas jakbym pierś tę widział

i rzęrzący słyszał głos —

I przeklinam wichr i księżyc,

żem miał znowu słuch i wzrok.

II

Cóż, że jestem dziś samotny,

jak smagany wichrem głóg?

Cóż, że barwną swą koronę

pośród zimnych tracę burz?

Wszak naturze, matce wielkiej,

zaciągnięty–m spłacił dług —

I jam z pola wszak nie schodził,

jak leniwiec albo tchórz!

Niech mi syczy głos zawistny:

więdniejące liście złóż!

Niech odpycha mnie od siebie

znikczemniałe plemię sług!

I jam rzucił plonne1 ziarna,

z których wzrosną pęki zbóż,

By wzbogacić człowieczeństwa

ten otwarty, wielki bróg2!

Szalej, wichrze! zrywaj liście!

mieć śnieżycą! dżdżami pluj:

Siecz po skroni! włos rozwiewaj!

aż do ziemi krzyże gnij!

Płaszcz potargaj na łachmany,

z rąk podróżny wytrąć kij!

Mogę stanąć, jak wylękły,

mogę jęknąć na ten znój,

Mogę skrzepłą krwią rozpaczy

o niebieski rzucić skłon,

Lecz tej dumy mi nie wydrze

twój, szalony wichrze, gon3!

III

Pełzam nieraz, jak gadzina,

śród bagnistych skryta łąk,

Jak potulne bydlę w jarzmie,

tak swój twardy zginam kark!

Nie śmiem wichrom spojrzeć w oczy,

nie śmiem wznieść ku chmurze rąk

I światłości niszczycielce

cisnąć groźby z spiekłych warg.

Nieraz patrząc, jak o skarby,

które pośród krwawych mąk

Zdobył wielki duch ludzkości,

czerń4 szachrajski wiedzie targ,

Ledwie wzgardę mam na ustach,

ledwie słowo, godne ksiąg.

Zniewieściałych trubadurów5,

ledwie łzawe krople skarg.

Nieraz — duszo, nie kłam sobie!

tych złowróżbnych słuchaj tchnień,

Wiatr jesienny ci urąga!

do swej dawnej mocy wróć!

Nie wystarczy, coś posiała

za ubiegłych, wiernych lat...

Zwiędnij, duszo! lub łzy swoje

na płomienne gromy zmień,

Skargi przemień w błyskawice

i z wyżyny swojej rzuć

W to roisko karlich płazów,

plugawiących boży świat.

IV

W blaskach świtu duch młodości

zza jesiennych mgławic wstał —

Idzie ku mnie z łąk zapachem,

z barwą kwiatów, z szumem drzew;

Fale żyta płyną za nim,

niby setnej rzeki wał6,

Świeże bruzdy w ślad się dymią,

skowrończany strzela śpiew.

Idzie ku mnie, jakby wiatru

marcowego dmący zew —

Z nadziejami idzie ku mnie,

które z łona sennych ciał

Zapragnęły w lwim porywie

wlać herosów wrzącą krew,

Tuk7 bajecznych waligórów8,

zaród zwycięstw, zaród chwał!

Idzie — w drodze kształt swój zmienia:

Apollina9 gładką skroń

Na pochmurne zmienia czoło,

pełne krwią nabiegłych żył,

Lutnię zmienia w pług żelazny,

na siermięgę chiton10 muz...

Idzie — idzie — na globusie

zolbrzymiałą kładzie dłoń,

Świat wywraca w jego osiach,

wielkie morza w dżdżysty pył,

Wielkie góry ziemiowładne

w piarg11 roztrąca, w marny gruz.

V

Śnie młodości! przez szarugi,

przez bijący w oczy śnieg

Skrzydłem wiary prułeś przestwór,

który nie znał, co to kres:

U piór twoich tłum niejeden

i nie jeden zawisł wiek,

Gad niejeden cię owinął

i niejeden warknął pies.

Czym był tobie płacz najdroższych?

czym szyderczy śmiech i stek

Ośliniałych12 klątw motłochu?

Czym był tobie bóg czy bies?

Mknąłeś, groble rwąc i mosty,

parłeś z hukiem górskich rzek

Wrzała moc w twej rajskiej krasie,

boś był z ludu krwi i łez...

Śnie młodości! wracasz znowu?

Ha! wyrzuty płyną–ć z ust?

Poorane masz oblicze?

z czoła ścieka zimny pot?

Stój... Weronik13 daj mi łaskę,

zmień mą duszę w szmat ich chust —

Zostaw ślady swego lica!...

Wszakże w mgle jesiennych dni

Nie straciła swego blasku,

mimo wichrów, mimo słot,

Matka twoja, duma święta,

żem jest z ludu łez i krwi.

VI

Dmij wichuro! Z zwiędłych koron

te cmentarne drzewa łuszcz

I w szalonej mieć zawiści

coraz wyżej na mój grób!

Dmij, wichuro! strzaskaj płytę,

nieśmiertelny połam bluszcz,

Nasyp z gliny zrównaj z ścieżką

dla zawziętych, marnych stóp.

Z korzeniami wyrwij jodłę,

przeniesioną z gęstych puszcz,

Próchniejące kości roznieś —

suche kości to twój łup,

Lecz nic więcej! Ten, co sycił

moją pieśń, żywotny tłuszcz

Wsiąkł już w rolę, już z nią zawarł

niezniszczalny, wieczny ślub.

Dmij wichuro! dmij bez miary!

Widzisz, jak się spełnia cud?

Rój żniwiarzy zbiera plony,

co wyrosły z moich dum!

Przygłuszyłeś moje imię —

pamięć w ciemną–ś strącił noc,

A mych zwątpień, mych zachwytów

niedaremny wszak był trud —

Kłosom z moich ziarn powstałym

błogosławi boży tłum:

W mych zwątpieniach, w mych zachwytach

była jego krew i moc.

VII

Trubadurem być? u pańskich —

u bankierskich stawać bram?

W duszy, którą Bóg wykąpał

w swych płomieniach, gasić wstyd

Za trzos złota? za kwiat róży

z białej ręki strojnych dam,

Od gorących łon odpięty?

Za lokajów miękki byt?

Co? w pochlebstwa płynne rytmy

krew serdeczną zmieniać nam?

Łaskotliwie piać ballady?

baczyć trwożnie, aby zgrzyt

Z rozstrojonych oburzeniem

harf nie trysnął? aby kłam

Mógł zasypiać w ciepłych łożach,

syt rozkoszy, chleba syt?

Trubadurem być? wysławiać

głębie życia, gdzie jest cieśń

Zgniłych grobów? wielbić orły,

gdzie się puszy ciężki paw?

U drzwi skarbców spustoszałych

stawiać uczuć swoich straż?

Nie! rozpusty nie podniesie

ku miłości nasza pieśń!

Nie! bezprawiu nie da szali

sprawiedliwych, boskich praw

Nie! obłudy nie przystroi

w szczerej wiary słodką twarz

VIII

Pieśni nasza! niespożyta,

chociaż co dzień w śmierci toń

Spycha ciebie ród grabarzy,

boś ich fałszom groźna wciąż:

Wielorybem płyń po morzach,

po rozłogach chartem goń,

A sokołem po niebiosach,

patrząc w słońce, mknij i krąż!

A zaklęta w ludzką postać,

przyłóż ucho — przyłóż skroń

Do wnętrz ziemi wulkanicznych

i gotowa bądź, jak mąż,

Który nie chce przyjść za późno...

Z wichurami razem dzwoń,

Łkania burzy, bicie gromów

w jeden głośny akord wiąż...

Przejdź pielgrzymem świat ten cały:

w owych mrocznych izbach gość,

Gdzie nędzarze z nóg lecący

mają jeszcze siły dość,

By o głodzie i o chłodzie

błogosławić dziwnym snom,

Co im wróżą sytość, ciepło

i szeroki światła smug...

A gdy losy cię zawiodą,

pieśni, w złotych cielców dom,

Posadami jego wstrząśnij

i spiesz dalej śród swych dróg.

IX

Cóż, że będzie ci złorzeczył

zleniwiałych zwarty huf,

Gdy go z sytej zbudzisz ciszy,

rzucisz kamień w jego muł?

Cóż, że szczeknie poza tobą

rozkiełzanych sfora psów,

Które w obróż pozłocistą

wypasiony pan ich skuł?

Które z smyczy swojej puszcza,

gdy wyprawić trzeba łów

Na zwierzynę, szlachetniejszą

od tych wieszczów płaskich czół

Od pismaków ciasnej piersi,

lecz mającej dosyć tchów,

By bezcześcić ołtarz święty

za magnacki, hojny stół?

Ty spiesz dalej, pieśni nowa —

w ślad melodii własnych spiesz!

Tylko gdy się zbyt rozjuszy

bezkarnością śmiały zwierz

I twym śnieżnym płaszczem szarpnie,

stań i okiem, gdzie się skrzą

Groźne ognie dni idących,

napastliwych wrogów zmierz:

Nie potrzeba rąk podnosić,

wołać jej: A milcz! A leż!

Stchórzy zgraja i z skowytem

lizać będzie stopę twą.

X

Pieśni nasza! smętno tobie

i samotno? czujesz ból,

Że ukochan przez cię człowiek

nie chce słuchać twoich grań?

Że ten świat, co od wielbiących

twoją moc, jak pszczeli ul

Tak się roił, dziś jest pusty?

O nie zważaj, pieśni, nań!

Graj obłokom, lasom szumnym,

trawom, zbożom naszych pól

Jak tęsknica, owinięta

w pajęczyny wiewną tkań,

Tym rozdrożnym jęcz zaroślom,

do spróchniałych wierzb się tul,

Zwierzaj żale swe ruczajom,

na pradawnych kopcach stań.

Tam słuchaczy znajdziesz chętnych,

tam serdeczną znajdziesz brać,

Która ciebie nie odepchnie:

Jej, wzgardzona pieśni, graj,

Na przestworza bezgraniczne

szlij14 swój głos, na tysiąc staj...

Z niewidzialnych rajów przyjdą

dusze piewców, dziś już snać

Zapomnianych, i z radością

witać będą w dźwięku twym

Zmartwywstanie15 swych nadziei,

zapowitych w nowy rym

XI

My — przeżyci? My, jak kwiaty,

które wczesny zwarzył mróz?

My powiędłą mamy duszę

śród zapadłych, ciasnych łon?

A tak chwiejną, rozwichrzoną,

jak korony białych brzóz,

W które wicher z deszczem wali ?

Wątły będzie jutro plon

Naszej siejby?... Nie przeżyci!...

Naszą pierś rozpiera ból,

Lecz w tym bólu nie wyczerpań,

nie rozkładu mieszka jad:

Życie drga w nim mocą mocy,

co wśród smutnych idzie pól

Chmurnie, groźnie i stanowczo,

by stracony zdobyć świat.

Idzie cicha... Nie dźwięk fanfar,

nie tryumfów głośny wrzask

Towarzyszy jej w tej drodze...

Idzie skromna i na twarz

Nie przywdziewa ni proroków,

ni kapłanów dumnych mask.

Idzie jako prosty żołnierz...

w szarym płaszczu... Idzie w dal

Niewstrzymana... bo iść musi,

choć ma jęk za przednią straż,

A za sobą melancholię

i tęsknicę, cień i żal...

XII

Powiadają, że w nas nie ma

tytanicznych owych tchnień,

Wstrząsających granitami;

że po świecie ten nasz duch,

Nieświadomy celów swoich,

błądzi dzisiaj, nikły cień

Bohaterów, co w martwotę

wprowadzali życia ruch.

Któż to mówi? Dąb zielony!

Nie! odarty z liścia pień!

Robaczywy tłum, co w wrzaskach

kankanowych16 stracił słuch

Na melodię hymnów wiecznych.

Tak opasły charcze leń,

W którym — patrzcie! — nie mózg ludzki,

lecz zwierzęcy myśli brzuch.

Z ogniem świętym, tak, jak dawniej,

idzie przez świat śpiewny lud;

Tak, jak dawniej, w harfach swoich

więzi krwawy błysk i grom,

Tylko — Zewsów17 nie spotyka.

Od promiennych raju wrót

Nie odgania nas dziś anioł:

w wieczystego szczęścia dom

Drogę dzisiaj nam zagradza

ścierw gnijących wstrętny wał —

Rzucać w niego piorun boży,

dla potężnych stworzon skał?!

XIII

Marny tłumie! zasłuchany

w liczonego złota brzęk,

Nie podniesiesz się do wyżyn,

gdzie z melodią śpiewnych harf

Druidyczny stanął szereg,

niby żrzałych18 kłosów pęk,

Ciężkich ziarnem, promieniących

od złocistych słońca barw.

Ty wiesz o tem, żeś jak nędzarz,

mimo trzosów, mimo szarf,

Zawiązanych brylantami —

wstydu cię ogarnia lęk,

Że nie wzbijesz się nad błoto,

żeś jest na kształt owych larw,

Co nie mają lotnych skrzydeł,

więc poniżasz piewczy dźwięk,

Rwący z sobą duchy w górę!...

Czarodziejski, słodki ton

O rozświetli jutrzni nowych,

o rzeźwości nowych ros

Dziś poniżasz, bo wiesz o tym,

że w nich mroków twoich skon...

Ty wiesz o tym, marny tłumie,

że zza tajnych ducha bram,

Jak z świątyni, i dziś jeszcze

ten proroczy płynie głos,

Co Baalom19 koniec wróży,

co roztrąca w pył ich kłam.

XIV

Ziemio, droga rodzicielko!

ukochałem zagon twój,

Choć tak skąpym sypią ziarnem

rzadkie kłosy twoich zbóż,

Że głód wtargnął w nasze chaty,

że w nich żółty zasiadł znój

I wyblakłym patrzy okiem

na stół pusty, w pustą kruż20.

Nieraz skrada się pokusa:

porzuć, mówi, ciężki bój

Na tym łanie bezpłodności,

do spoczynku głowę złóż,

Choćby nawet tym spoczynkiem

grób był cichy... Dłonie skuj,

By nie rwały się do pługa!

Obok sennych zaśnij dusz!

Ziemio, matko najemników!

Rodzisz plemię biednych sług,

Których nędza twa upadla,

przecież serce k’tobie lgnie,

A źrenica trwożnie śledzi,

czy nie idą lepsze dnie.

Ziemio! ziemio! smutna ziemio!

Snać opuścił cię sam Bóg,

Lecz przeklęta myśl niech będzie,

co by chciała szepnąć mnie,

Abym zboczył choć na chwilę

z twych żałości pełnych dróg!

XV

Wstań, orkanie21! wstań, orkanie!

Stutysięcznych głosem trąb

Hucz na sądy bezlitośne!

Próchna kości z grobów zbudź!

Na dolinę Jozafata

osłupiały pognaj kłąb

Zmarłych wieków!... Przed godziną,

która chmurnie idzie pruć

Krwią zbarwioną toń przyszłości,

niech ich cienie za tę krew

Odpowiedzą jękiem, wyciem,

zgrzytem, dreszczem, rzeką łez!

Dies irae! dies illa!22

świat się kruszy na twój zew!

Wstań, orkanie! życie patrzy,

jak się życia zbliża kres!

Zbrodnia zbrodnię urodziła,

z grzechu powstał wielki grzech!

Z iskier iskry się sypnęły

i wybuchnął ogniem proch,

Który wieki naznosiły

w ten kazienny wieków loch23...

Wstań, orkanie!... Łódź Charona24

z burzą płynie! dziki śmiech

U bram śmierci przyjął życie!

W morzu krwi zatonął ląd!

Wstań, orkanie! Za śmierć życia

wieki pędź na straszny sąd!

XVI

Oto dusza ma, jak więzień,

wyswobodzon spoza krat,

Rzuca pęta swe cielesne

i w jesienny spieszy mrok

Na obszary gdzieś dalekie,

w lot przebiega cały świat,

W lot ogarnia wsie i miasta,

w jeden ciemny zbite tłok.

I tak błądząc w swej podróży,

do poziomych zajrzy chat,

To w pałacach górnych spocznie,

to w zaułki zwróci krok:

Noc uśpiła ich mieszkańców —

jakby spali już od lat,

Jakby byli dziś podobni

nie do żywych, lecz do zwłok.

Dziwny spokój... I uchodzi

senna dusza poza próg...

Patrzy w przestwór... Jak daleko,

jak wysoko sięga dom

Tego świata, nikt nie czuwa?...

Błogosławić takim snom!

Patrzy... patrzy... Nie!... Ten przestwór

nie uśpiony ! w szerz i w wyż

Wielkie widmo go wypełnia

i w odblasku mglistych smug

To potrząsa krwawą chustą,

to olbrzymi wznosi krzyż.

XVII

Cud nad cudy! Wielkie widmo,

duch uśpionych w dole ciał,

Z przedświtową mgłą25 się zlewa,

a z jej wiewnych, srebrnych chmur

Jakieś pasmo się wyłania,

jakiś długi, ciemny wał,

Jak z oddali gdzieś widziany

tajemniczy, straszny bór.

Las birnamski26 czyż się ruszył?...

To postaci żywych sznur

Idzie — płynie — ach! bez końca...

Cały świat, co dotąd spał,

Snać się zbudził i w przestrzeni

niezmierzonych mgławy dwór

Idzie — płynie — ach! bez końca,

jak wyrwany z więzów szał.

Zamęt ślub wziął z dysharmonią:

szczęk oręży, płacze, gwar,

Fale pieśni melodyjnych,

kaznodziejskich gromy słów,

Poszept modłów, mlask dyscyplin

i lubieżnych syków żar...

Drży powietrza każdy atom —

tak, jak spojrzeć — w szerz i w wyż,

Gdy przed okiem mojej duszy

ten przebarwny sunie huf,

Potrząsając chustą krwawą,

lub olbrzymi wznosząc krzyż.

XVIII

Patrzy dusza osłupiała:

Tu z trzepotem skrzydeł burz

Kuruingów mkną zastępy,

czy Atylla, wichrem gnan?

Tam z liliami w chudych rękach

lub na czołach z wieńcem róż

Rozśpiewane tłumy dziewic

zaścielają śniegiem łan.

Planetarne tutaj drogi

kreślą mędrce, przyjście zórz

Dla piwnicznych ciemnic ziemi

wieści prorok, a tam z ran

Stygmatycznych krew ocieka,

tutaj kaci ostrzą nóż,

Lub stos niecą, a tam nagość

w rozpasany idzie tan.

Zamęt ślub wziął z dysharmonią...

Ach! uciekać w ciała mir!

Ale dusza jak zaklęta:

wszystek słuch swój, wszystek wzrok

Szle w tych linii, barw i szumów,

w tych akordów dziwnych tłok...

Patrzy... słucha dusza moja,

aż ten chaos, aż ten wir

W jeden zgodny hymn się zlewa,

brzmiący w okrąg — w szerz i w wyż;

Jednym stał się dźwięk z jękami,

jednym z krwawą chustą krzyż...

XIX

I, porwana pieśnią życia,

leci dusza, niby ptak,

Niby żuraw, za swym kluczem

śród powietrznych mknący dróg...

Płynie z tłumem z lutnią w ręku,

zapatrzona w wielki znak,

W krwawą chustę, w krzyż olbrzymi,

ponad ziemski wzniesion bróg.

Płynie z tłumem gdzieś bez końca,

aż się zgubi, tam gdzie szlak

Nieb jesiennych w świt się stroi,

w ten jutrzniany, srebrny smug;

Gdzie nad krawędź ciemnej ziemi

strzela zorza, jak ten krzak —

Gorejąny krzak pustynny,

w którym Bóg przemawiał — Bóg!...

Jak się ranna mgła rozwiewa,

tak i sen się rozwiał mój...

W okna moje dzień zagląda,

chłodny, jasny, pełny dzień —

Na ulicach wre już życie

pod działaniem jego tchnień.

Do codziennych zajęć wraca

duch, co widział wieków znój

W niezmierzonej świata kuźni,

ponad którą — w szerz i w wyż

Krwawej chusty szmat powiewa

lub się wznosi wielki krzyż...

Przypisy:

1. plonne — dające plon. [przypis edytorski]

2. bróg — zadaszenie oparte na czterech słupkach, służące do ochrony przed deszczem składowanych zbiorów, siana etc. [przypis edytorski]

3. gon — neol. rzeczownik utworzony od czasownika: gonić, synonim wyrazu: pęd. [przypis edytorski]

4. czerń — tłum, motłoch. [przypis edytorski]

5. trubadur — wędrowny śpiewak, poeta (postać szczególnie istotna w kulturze średniowiecznej Europy), twórca poezji dworskiej, romansów i pieśni opiewających rycerskie czyny. [przypis edytorski]

6. wał — tu: fala. [przypis edytorski]

7. tuk — reginalizm poznański: szpik kostny. [przypis edytorski]

8. Waligóra — olbrzym znany z baśniowych opowieści. Mógł unosić lub wywracać góry, stąd jego nazwa. [przypis edytorski]

9. Apollo — bóg w mit. gr., opiekun sztuk pięknych. [przypis edytorski]

10. chiton — rodzaj sukni bez rękawów noszonej w starożytnej Grecji. [przypis edytorski]

11. piarg — drobne okruchy skał, żwir, małe kamienie najczęściej usypane u podnóża gór. [przypis edytorski]

12. ośliniałych — oślinionych. [przypis edytorski]

13. Weronik — użyto tu na zasadzie „poetyckiej licencji” (licentia poetica) liczby mnogiej; w aluzji tej chodzi o świętą Weronikę, która podała niosącemu krzyż Jezusowi chustę do otarcia twarzy; na chuście odbiło się jego oblicze. [przypis edytorski]

14. szlij — ślij. [przypis edytorski]

15. Zmartwywstanie — zmartwychwstanie. [przypis edytorski]

16. kankan — żywy, skoczny taniec wykonywany w kabaretach; zyskał wielką popularność w epoce fin de siecle. [przypis edytorski]

17. Zews — Zeus, władca bogów w mit. gr. (taką pisownię jego imienia stosowano na przeł. XIX i XX w.; np. Wyspiański w Nocy listopadowej). [przypis edytorski]

18. żrzały — dojrzały. [przypis edytorski]

19. Baal — kananejski bóg przyrody i płodności. [przypis edytorski]

20. kruż — rodzaj dzbana; słowo niezwykle modne wśród artystów Młodej Polski. [przypis edytorski]

21. orkan — silny wiatr towarzyszący burzy. [przypis edytorski]

22. Dies irae! dies illa! (łac.) — Ten dzień będzie dniem gniewu. Zob. So 1:15. Łacińska część liturgii kościoła rzymskokatolickiego wykorzystywana w mszach żałobnych. Jan Kasprowicz jest również autorem hymnu pod tytułem Dies irae. [przypis edytorski]

23. kazienny... loch — loch służący kaźni, czyli wykonaniu kary (najczęściej kary śmierci, połączonej z torturami). [przypis edytorski]

24. Łódź Charona — w mit. gr. Charon przewoził swą łodzią dusze zmarłych przez Styks, rzekę oddzielającą świat żywych od Królestwa Podziemnego, w którym władał bóg Hades; za swą usługę Charon pobierał opłatę — obola i z tego powodu Grecy starożytni swoich zmarłych wyposażali w tę monetę. [przypis edytorski]

25. przedświtowa mgła — Kasprowicz czerpie wiele motywów z mesjanistyczno–wizyjnej twórczości Zygmunta Krasińskiego; w tym miejscu mamy do czynienia z odwołaniem do Przedświtu, jako utworu zawierającego wizję ostatecznej przemiany, odrodzenia świata; przedświt oznacza czas sądu ostatecznego, zmagania się sił dobra i zła, czas poprzedzający świt porządku boskiego, a więc nadejście Chrystusa. [przypis edytorski]

26. Las birnamski — nawiązanie do Makbeta Shakespeare’a; w dramacie tytułowy bohater, który doszedł do władzy drogą skrytobójczych mordów, wskutek wyrzutów sumienia bierze wojsko nacierające na jego twierdzę, złożone z żołnierzy ukrytych za gałęziami — za kroczący ku niemu las, idący spełnić karę na tym, który pogwałcił naturalny porządek. [przypis edytorski]