III

Zazdroszczę nieraz tym, co w grobach leżą,

Owianych trawy szeleszczącą ciszą:

Dusze ich, rozbrat wziąwszy z ciał odzieżą,

Jęków ziemskiego bólu już nie słyszą.

Na lotnych skrzydłach wielki przestwór mierzą,

Melodiami sfer wonnymi dyszą;

W twarz zórz i słońca zapatrzone świeżą,

W promiennych blaskach pyłem blasków wiszą.

A tylko czasem schodzą na mogiły,

Oblane światła miesięcznego1 falą,

Cicho po trawie aksamitnej depcą

I dla tych bytów, co, stargawszy siły

W przebojach z życiem, na swój los się żalą,

Melancholijną pieśń ukojeń szepcą.

Przypisy:

1. światło miesięczne — światło księżyca; księżyc był zwany kiedyś miesiącem, ponieważ jego cykliczne przemiany wyznaczały rytm miesięczny. [przypis edytorski]