Do miłości

Długoż masz, o Miłości, frasować me lata?

Czy podobno przed czasem chcesz mię zgładzić z świata?

Nie tegoć zasłużyły wdzięczne rymy moje,

Które od umarzłego morza imię twoje

Rozniosły aż do brzegu murzyńskiej granice1

Gdzie wieczny znój panuje i wieczne cieplice.

A ty mię za to zabij, o rozbój ca srogi,

Aby nie tylko Orfeus wysławiając bogi

Był piorunem trozębym z wysoka przerażon2,

Ale i ja od ciebie za swoję chęć skażon.

Jednak: abo nie każda krwawa twoja rana,

Abo znośna niewola u wdzięcznego pana.

Tak li ty chcesz, tak li to niesie szczęście moje,

Nie chcę przeć; mam czym cieszyć smutne serce swoje.

A ty, przebóg, nie zajrzy; gniew li to twój czuję,

Łaskę li, niech do śmierci tę jednę miłuję!

Przypisy:

1. od umarzłego morza... do brzegu murzyńskiej granice — od bieguna do równika. [przypis redakcyjny]

2. Według jednego z mniej znanych podań greckich, Orfeusz zginął od pioruna za zdradzenie tajemnicy bogów. [przypis redakcyjny]