Do wojewody

Nie są, wojewodo zacny, czasy po temu,

Abych, czyniąc zwyczajowi dosyć dawnemu,

Uszy twoje lutnią bawił albo pieśniami:

Coś inszego człowiek musi mieć przed rękami,

Widząc okiem, co się dzieje. Zewsząd powstają

Srogie wiatry; zewsząd strachu ludziom dodają

Chmury czarne, gradu pełne i trzaskawice;

Oracz pola Bogu zleca i swe winnice,

A pasterz, multanki pod płaszcz kryjąc za czasu,

Wraca bydło ku domowi z pustego lasu;

We wsiach zielem kurzą; każdy o sobie czuje.

I mnie taż bojaźń, co insze, i strach zdejmuje.

Przeto nie dziw, że umilkły me głośne strony

Widząc niebo rozgniewane i wiek strwożony.

Jednak szkoda puścić się tak zgoła nadzieje,

Bo to wszytko przyrodzonym biegiem się dzieje.

Raz chmury panują i grom srogi, a potym

Bóg obdarza świat pogodą i słońcem złotym.

Owa jeszcze dobrze będzie; a co drugiego

Padnie li źle, więc rozumem podeprzeć tego.