Fraszki

[Dedykacja]

Fraszki tym książkom dzieją: kto się puści na nie

Uszczypliwym językiem, za fraszką nie stanie.

Księgi pierwsze

Do Baltazera

Nie dziw, żeć głowa, Baltazarze, chora;

Siedziałeś wedle głupiego doktora.

Do Chmury1

Mówiłem ja tobie, Chmura,

Że przy kuchni bywa dziura;

Aleś mnie ty nie chciał wierzyć,

Wolałeś swym grzbietem zmierzyć.

O tymże2

Wierzę, od początku świata

Nie były tak suche lata;

Oczy nasze to widziały:

Chmury się w rzekach kąpały.

Do gospodyniej

Ciebie zła lwica w ogromnej jaskini

Nie urodziła, moja gospodyni,

Ani swym mlekiem tygrys napawała;

Gdzieżeś się wżdy tak sroga uchowała,

Że nie chcesz baczyć na me powolności

Ani mię wspomóc w mej wielkiej trudności?

O którą samażeś mię przyprawiła,

Że chodzę mało nie tak jako wiła.

Wprawdzie żeć się już nie wczas odejmować;

Ja ciebie muszę rad nierad miłować.

Ty się w tym pomni, masz li mię mieć g’woli

Z mej dobrej chęci czyli po niewoli.

Do gościa3

Jeśli darmo masz te książki,

A spełna w wacku4 pieniążki,

Chwalę twą rzecz, gościu–bracie,

Bo nie przydziesz ku utracie;

Ale jesliś dał co z taszki5,

Nie kupiłeś, jedno fraszki.

Do gościa

Nie pieść się długo z mymi książeczkami,

Gościu, boć rzeką: „Bawisz się fraszkami.”

Do Hanny

Chybaby nie wiedziała, co znaczy twarz blada

I kiedy kto nie g’rzeczy, Hanno, odpowiada,

Często wzdycha, a rzadko kiedy się rozśmieje —

Tedy nie wiesz, że prze cię moje serce mdleje?

Do Jakuba

Że krótkie fraszki czynię, to, Jakubie, winisz?

Krótsze twoje nierówno, bo ich ty nie czynisz.

Do Jana6

Radzę, Janie, daj pokój przedsięwzięciu swemu,

Bo bądź krótko, bądź długo, przedsię przydzie k’temu,

Że się człowiek obaczy, a co mu dziś miło,

To mu będzie za czasem wstyd w oczu mnożyło.

Tę rozkosz, którą teraz tak drogo szacujesz,

Puścisz taniej po chwili, gdy prawdę poczujesz.

A tak, co ma czas przynieść, uprzedź go ty raczej,

Odmień swój bieg, a żagle nakręć w czas inaczej!

Świadomeś słów łaskawych i pięknej postawy,

Zdradę widzisz, znajże więc, co przyjaciel prawy!

A ty, o morska Wenus, chluśni z raz tej paniej,

A pomści się wzdychania i moich złez7 na niej!

Do Jósta

Wiesz, coś mi winien; miejże się do taszki8,

Bo cię wnet włożę, Jóstcie, między fraszki!

Do Kachny

Pewnie cię moje zwierciadło zawstydzi,

Bo się w nim, Kachno, każdy szpetny widzi.

Do Marcina

A więc by ty, Marcinie, przed tym nie ugonił,

Co to siedzi jako wróbl, a oczy zasłonił;

Niech on chwali Żmudzinki, że bywają trwałe;

By miał mądzie jako sam, tedy przedsię małe.

Do Mikołaja Firleja

Jesliby w moich książkach co takiego było,

Czego by się przed panną czytać nie godziło,

Odpuść, mój Mikołaju, bo ma być stateczny

Sam poeta, rym czasem ujdzie i wszeteczny.

Do Mikołaja Mieleckiego9

Nie dar jaki kosztowny, ale co przemogę,

Dam ci parę wirszyków, Mielecki, na drogę:

Boże daj, być się dobrze na wszytkim wodziło,

Byś we zdrowiu oglądał, na co patrzać miło.

Na mię bądź łaskaw, jakoś zawżdy okazował;

Nie był ten łaskaw, kto do końca nie miłował.

Do miłości

Chyba w serce, Miłości, proszę, nie uderzaj,

Ale na każdy członek inszy śmiele zmierzaj!

Do paniej

Co usty mówisz, byś w sercu myśliła,

Barzo byś mię tym, pani, zniewoliła;

Ale kiedy mię swym miłym mianujesz,

Podobno dawnym zwyczajom folgujesz.

Do paniej

Imię twe, pani, które rad mianuję,

Najdziesz w mych rymiech często napisane,

A kiedy będzie od ludzi czytane,

Masz przed inszymi, jesli ja co czuję10.

Bych cię z drogiego marmoru postawił,

Bych cię dał ulać i z szczerego złota

(Czego uroda i twa godna cnota),

Jeszcze bych cię czci trwałej nie nabawił.

I mauzolea, i egiptskie grody

Ostatniej śmierci próżne być nie mogą11;

Albo je ogień, albo nagłe wody,

Albo je lata zazdrościwe zmogą;

Sława z dowcipu12 sama wiecznie stoi,

Ta gwałtu nie zna, ta się lat nie boi.

Do paniej

Pani jako nadobna, tak też i uczciwa!

Patrząc na twą wdzięczną twarz, rymów mi przybywa,

Które jeśli się ludziom kiedy spodobają,

Nie więcej mnie, niż tobie, być powinne mają.

Do Pawełka

Kiedy żorawie polecą za morze,

Nie bywaj często, Pawełku, na dworze,

Aby na tobie nie poklwali13 skóry,

Mnimając, żeś ty z Pigmeolów14 który.

Do Pawła

Dobra to, Pawle (możesz wierzyć), szkoła,

Gdzie każą patrzać na poślednie koła.

Człowiek, gdy mu się wedle myśli wodzi,

Mnima, że prosto nie po ziemi chodzi;

Ale nietrwała rozkosz na tym świecie,

Upadnie jako kwiat za kosą lecie.

Do Pawła

Pawle, rzecz pewna, u twego sąsiada

Możesz długiego nie czekać obiada,

Bo w mej komorze szczera pajęczyna,

W piwnicy także coś na schyłku wina.

Ale chleb (według przypowieści) z solą

Każę położyć prze cię z dobrą wolą.

Muzyka Muzyka będzie, pieśni też dostanie,

A k’temu płacić nie potrzeba za nie,

Bo się tu ten żmij rodzi tak okwito,

Lepiej daleko niż jęczmień, niż żyto.

Przeto siądź za stół, mój dobry sąsiedzie,

Boś dawno bywał przy takiej biesiedzie,

Gdzie śmiechu więcej niż potraw dawają:

Ale poetom wszytko przepuszczają.

Do Pawła Stępowskiego15

Sam pannę ściskasz, sam się zakazujesz16,

Sam w ucho szepcesz, sam, Pawle, całujesz,

Wszytkoś sam zabrał, ani się dasz pożyć17

A jeszcze by cię do fraszek nie włożyć?

Do Stanisława

Co mi Sybilla prorokuje ninie?

„Źle trzem — powiada — o jednej pierzynie.”

Znać, Stanisławie, że się ta pieśń była

Mym towarzyszom dobrze w głowę wbiła.

Bom ja sam jeden został z tej drużyny,

Co pociągali na się tej pierzyny.

Oni już tylko legają po parze,

Ja przedsię ziębnę samotrzeć do zarze.

Do Walka

Walku mój, tym mię nie rozgniewasz sobie,

Że się me fraszki kiepstwem zdadzą tobie.

Bych ja też w nich był baczył statek jaki,

Wierz mi, nie byłby tytuł na nich taki.

Epitafium dziecięciu

Byłem ojcem niedawno, dziś nie mam nikogo,

Co by mię tak zwał, takem w dzieci zniszczał srogo.

Wszytki mi śmierć pożarła; jedno śmierć połknęło,

Haftkę lichą połknąwszy, tak swój koniec wzięło.

Epitafium dziecięciu

Ojcze, nade mną płakać nie potrzeba,

Moja niewinność wniosła mię do nieba;

Bodaj tak wiele tobie przyczyniła,

Ile mnie sroga śmierć lat ukrzywdziła.

Epitafium Jędrzejowi Żelisławskiemu

W jegoż gospodzie o wieczornej chwili

Żelisławskiego niewinnie zabili

Swowolni ludzie; kto chce słowo miłe

Dać temu grobu, przeklinaj opiłe!

Epitafium Kosowi18

Z żalem i z płaczem, acz za twe nie stoi,

Mój dobry Kosie, towarzysze twoi

W ten grób twe ciało umarłe włożyli,

Którzy weseli wczora z tobą byli.

Śmierć za człowiekiem na wszelki czas chodzi;

Niech zdrowie, niech nas młodość nie uwodzi,

Bo ani wzwiemy, kiedy wsiadać każą19,

A tam ani płacz, ani dary ważą.

O tymże20

Wczora pił z nami, a dziś go chowamy;

Ani wiem, czemu tak hardzie stąpamy?

Śmierć nie zna złota i drogiej purpury,

Mknie po jednemu jako z kojca kury.

Epitafium Krysztofowi Sienieńskiemu

Tylko cię tu na ziemię szczęście ukazało,

Dalej cię mieć, Krysztofie, na świecie nie chciało.

Czy to gorzej, czy lepiej? — Wy sami widzicie,

Którzy tego i tego świata smak pomnicie.

Epitafium Wojciechowi Kryskiemu21

Płaczą cię starzy, płaczą cię i młodzi,

Dwór wszystek w czerni prze cię, Kryski, chodzi,

Abowiem ludzkość i dworstwo przy tobie

W jednymże za raz pochowano grobie.

Drugie Temuż22

Hiszpany, Włochy i Niemce zwiedziwszy,

Królowi swemu cnotliwie służywszy

Umarłeś, Kryski, i leżysz w tym grobie;

Mnieś wielki smutek zostawił po sobie.

A iż płacz próżny i żałość w tej mierze,

Tym więtszą i płacz, i żałość moc bierze.

Epitafium Wysockiemu23

Urodziłem się w Prusiech, Wysockim mię zwano,

Umarłem w młodym wieku i tu mię schowano.

U śmierci w tejże cenie młody co i stary,

Napadnie li jej na raz, nie da doróść miary.

Na Barbarę24

Jakoś mi już skaczesz słabo,

Folguj sobie, miła Barbaro, proszę cię.

Czart rozskakał tego swata,

Nie dba nic, choć kto ma lada co przed sobą.

Okazuje swoje sztuki,

Alboć nie wie, że masz w Nuremberku25 towar?

Ale ty wżdy nie bądź głupia,

Nieznajomym nie daj dudkować przed sobą.

Nie zwierzaj się leda komu,

Nie puszczaj mnichów do dobrego mieszkania.

I kapłanów się wystrzegaj,

Raczej sama zawżdy letanije śpiewaj!

A chcesz li mię słuchać dalej,

Moja Barbaro, nie szacuj dobrych ludzi!

Zawżdy raczej szukaj zgody,

Niech za cię skacze, kto młotem dobrze robi.

Możesz odpruć i te wzorki,

Czyście tak nama z paciorkowym biczykiem.

A nie dufaj w żadne czary,

I pod pierzem szpetny staroświetski bieret.

Wiedzże, co masz czynić z sobą,

Bo lisi ogon26 za towar nie uchodzi.

A łotrowie, co to widzą,

W oczy pięknie, w kącie szykują swe draby.

Domyślajże się ostatka,

Wszakeś już swym dziatkom marcypan rozdała.

Na butnego

Już mi go nie chwal, co to przy biesiedzie

Z zwycięstwy na plac i z walkami jedzie;

Takiego wolę, co zaśpiewać może

I co z pannami tańcować pomoże.

Na Fortunę27

W tym się Fortuny radzić nie potrzeba:

Chowaj swe dobrze, coć Bóg życzył28 z nieba;

A kiedy będziesz miał pogodę na co,

Łapaj jej z przodku, z tyłu nie masz za co.

Na frasowne

Przy jednym szczęściu dwie szkodzie Bóg daje.

Głupi nie widzi, więc Fortunie łaje;

Baczny, co dobrze, to na wirzch wykłada,

A co nie g’myśli, to pilnie przysiada.

Na frasownego

Nie frasuj się na sługi, żeć się pożarli;

Trzeźwi słudzy z trzeźwimi pany pomarli.

Na gospodarza

Posadziłeś mię wprawdzie nie nagorzej29,

Ale by trzeba mięsa dawać sporzej;

Przed tobą widzę półmisków niemało,

A mnie się ledwie polewki dostało.

Diabłu się godzi takowa biesiada!

Gościem czy świadkiem ja twego obiada!

Na grzebień

Nowy to fortel a mało słychany:

Na śrebrną brodę grzebień ołowiany30.

Na hardego

Nie bądź mi hardym, chociaś wielkim panem,

Jam nie starostą ani kastellanem,

Ale gdy namniej podweselę sobie,

Siła mam w głowie panów równych tobie.

Na hardego

Nie chcę w tej mierze głowy psować sobie,

Bych się, mój panie, miał podobać tobie;

Widzę, żeś hardy — mnie też na tym mało31,

Kiedy się tobie tak upodobało.

Na kogoś

Wyganiasz psa z piekarniej — ba, raczej sam wynidź,

Bo tu jednak masz diabła32 u kucharek czynić.

Na Konrata

Milczycie w obiad, mój panie Konracie;

Czy tylko na chleb gębę swą chowacie?

Na łakome

Na umyśle prawdziwe bogactwa zależą;

Pod nim srebro i złoto, i pieniądze leżą;

A temu bogatego imię będzie służyć,

Który szczęścia swojego umie dobrze użyć.

Ale kto ustawicznie leży nad liczmany,

Tylko tego słuchając, gdzie przedajne łany,

Ten równie jako pszczoła plastry w ul układa,

A drugi nic nie robiąc miód gotowy jada.

Na matematyka

Ziemię pomierzył i głębokie morze,

Wie, jako wstają i zachodzą zorze;

Wiatrom rozumie33, praktykuje komu34,

A sam nie widzi, że ma kurwę w domu.

Na Matusza

„Matusz wąsów” lepiej rzec; bo wielką kładziemy

Rzecz pod małą, kiedy „wąs Matuszów” mówiemy.

Na miernika

Kiedyście się tych pomiarów tak dobrze uczyli,

Że wiecie, ilekroć koło obróci się w mili,

Zgadnicież mi, wiele razów, niż jeden raz minie,

Magdalena pod namiotem żywym35 duszą kinie36.

Na młodość

Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,

Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli.

Na nabożną

Jesli nie grzeszysz, jako mi powiadasz,

Czego się, miła, tak często spowiadasz?

Na nieodpowiedną

Odmów, jeślić nie po myśli; daj, masz li dać wolą;

Słuchając słów niepotrzebnych aż mię uszy bolą.

Na niesłowną

Miałem nadzieję, że mi zyścić miano,

Tak jako było z chucią37 obiecano;

Ale co komu rzecze białagłowa,

Pisz jej na wietrze i na wodzie słowa.

Na niesłownego

Powiem ci prawdę, że rad obiecujesz,

A obiecawszy, potym się nie czujesz;

Fraszką by cię zwać, lecz to jeszcze mniejsza:

Jest w moich książkach fraszka stateczniejsza.

Na pany

Ciężko mi na te teraźniejsze pany:

Siebie nie baczą, a ganią dworzany.

„W on czas — pry — czystych zapaśników było,

Szermierzów, gońców, aż i wspomnieć miło.

A dziś co młodzi pachołcy umieją?

Jedno w się wino jako w beczkę leją.”

Prawda, że wielka w sługach dziś odmiana,

Ale też trudno o takiego pana,

O jakich nam więc starszy powiadali;

Oni się w męstwie, w dzielności kochali,

Dziś leda Żyda z workiem pieprzu wolą —

Nie dziw, że rzadko za tarczami kolą.

Na pieszczone ziemiany

Gniewam się na te pieszczone ziemiany,

Co piwu radzi szukają przygany.

Nie pij, aż ci się pierwej będzie chciało,

Tedyć się każde dobrym będzie zdało.

Na pijanego

Nie darmo Bakcha38 z rogami malują,

Bo pijanego i dzieci poczują.

Niech głowa, niech mu służą dobrze nogi —

Sama postawa ukazuje rogi39.

Na poduszkę

Szlachetne płótno, na którym leżało

Owo tak piękne w oczu moich ciało,

Przecz40 tego smutny u Fortuny sobie

Zjednać nie mogę, aby głowie obie

Pospołu41 na twym wdzięcznym mchu leżały,

A zobopólnych42 rozmów używały?

Więcej nie śmiem rzec, bo i tak się boję,

Że z tych słów Zazdrość myśl rozumie moję.

Na posła papieskiego

Pośle papieski rzymskiego narodu,

Uczysz nas drogi, a sam chybiasz brodu.

Nawracaj43 lepiej niżli twój woźnica,

Strzeż nas tam zawieźć, gdzie płacz i tesknica44.

Na Sokalskie mogiły

Tuśmy45 się mężnie prze ojczyznę bili

I na ostatek gardła położyli.

Nie masz przecz, gościu, złez nad nami tracić,

Taką śmierć mógłbyś sam drogo zapłacić.

Na starą

Teraz by ze mną zygrywać46 się chciała,

Kiedyś, niebogo, sobie podstarzała.

Daj pokój, prze Bóg!47 Sama baczysz snadnie48,

Że nic po cierniu, kiedy róża spadnie.

Na starość

Biedna starości, wszyscy cię żądamy,

A kiedy przydziesz, to zaś narzekamy.

Na stryja49

Nie bądź mi stryjem50, Rzymianie mawiali,

Kiedy się komu karać nie dawali.

Bądź ty mnie Stryjem przedsię po staremu,

Jedno nic nie bierz synowcowi swemu.

Na swoje księgi

Nie dbają moje papiery

O przeważne51 bohatery;

Nic u nich Mars, chocia srogi,

I Achilles prędkonogi52;

Ale śmiechy, ale żarty

Zwykły zbierać moje karty.

Pieśni, tańce i biesiady

Schadzają się do nich rady53.

Statek tych czasów nie płaci54,

Pracą człowiek próżno traci.

Przy fraszkach mi wżdy naleją,

A to wniwecz, co się śmieją.

Na Ślasę

Stań ku słońcu, a rozdziew gębę, panie Ślasa,

A już nie będziem szukać inszego kompasa55:

Bo ten nos, coć to gęby już ledwe nie minie,

Na zębach nam okaże, o której godzinie.

Na śmierć

Obłudny świecie, jakoć się tu widzi,

Doszedłem portu; już więc z inszych szydzi!

Na Świętego Ojca56

Świętym cię zwać nie mogę, ojcem się nie wstydzę,

Kiedy, wielki kapłanie, syny twoje widzę.

Na ucztę

Szeląg57 dam od wychodu58, nie zjem, jeno jaje59:

Drożej sram, niźli jadam; złe to obyczaje.

Na utratne60

Na przykrej skale, gdzie nikt nie dochodzi,

Zielone drzewo słodkie figi rodzi,

Których z wronami krucy zażywają,

Ludzie żadnego pożytku nie mają;

Takżeć nie wiem, z kim wszytko drudzy zjedzą,

A ludzie godni gdzieś na stronie siedzą.

O chłopcu

Pan sobie kazał przywieść białągłowę,

Aby z nią mógł mieć tajemną rozmowę.

Czekawszy chłopca dobrze długą chwilę,

Tak żeby drugi uszedł był i milę,

Pojźrzy pod okno, a ci sobie radzi!

I rzecze z góry do onej czeladzi:

„Po diable, synku, folgujesz tej paniej:

Jam kazał przywieść, a ty jedziesz na niej.”

O chmielu

Co to za sałata rana,

Rózynkami posypana?61

Chmiel, jeśli dobrze smakuję;

Przetociem go w głowie czuję.

O dobrym panie

Dobry pan jakiś, jadąc sobie w drogę,

Ujźrzał u dziewki w polu bossą nogę.

„Nie chodź — powiada — bez butów, ma rada,

Bo macierzyzna tak zwietrzeje rada.”

„Łaskawy panie, nic jej to nie wadzi,

Chyba, żebyście pijali z niej radzi.”

O Doktorze Hiszpanie62

„Nasz dobry doktor spać się od nas bierze63,

Ani chce z nami doczekać wieczerze.”

„Dajcie mu pokój! najdziem go w pościeli,

A sami przedsię bywajmy weseli!”

„Już po wieczerzy, pódźmy do Hiszpana!”

„Ba, wierę, pódźmy, ale nie bez dzbana.”

„Puszczaj, doktorze, towarzyszu miły!”

Doktor nie puścił, ale drzwi puściły64.

„Jedna nie wadzi, daj ci Boże zdrowie!”

„By jeno jedna” — doktor na to powie.

Od jednej przyszło aż więc do dziewiąci,

A doktorowi mózg się we łbie mąci.

„Trudny — powiada — mój rząd z tymi pany:

Szedłem spać trzeźwo, a wstanę pijany.”

Ofiara

Łuk i sajdak twój, Febe65, niech będzie, lecz strzały

W sercach nieprzyjacielskich w dzień boju zostały.

O fraszkach

Komu sto fraszek zda się przeczyść66 mało,

Ten siła złego wytrwać może cało.

O fraszkach

Najdziesz tu fraszkę dobrą, najdziesz złą i śrzednią,

Nie wszytkoć mury wiodą materyją przednią;

Z boków cegłę rumieńszą i kamień ciosany,

W pośrzodek sztuki kładą i gruz brakowany.

O gospodyniej67

Proszono jednej wielkimi prośbami,

Nie powiem o co, zgadniecie to sami68.

A iż stateczna69 była białagłowa70,

Nie wdawała się z gościem w długie słowa,

Ale mu z mężem do łaźniej kazała,

Aby mu swoję myśl rozumieć dała.

Wnidą do łaźniej, a gospodarz miły

Chodzi by w raju71, nie zakrywszy żyły72.

A słusznie, bo miał bindasz73 tak dostały,

Żeby był nie wlazł w żadne famurały74.

Gość poglądając dobrze żyw75, a ono76

Barzo nierówno pany podzielono77.

Nie mył się długo78 i jechał tym chutniej79:

Nie każdy weźmie po Bekwarku80 lutniej81.

O gospodyniej

Starosta jednej paniej rozkazał objawić,

Że legata rzymskiego u niej miał postawić.

„Ba, toć — pry — legat prawy, co go stawiać trzeba82,

Ale w mym domu takim nie dawają chleba.”

O Hannie

Serce mi zbiegło, a nie wiem inaczej,

Jedno do Hanny, tam bywa naraczej83.

Tom był zakazał, by nie przyjmowała

W dom tego zbiega, owszem, wypychała.

Pójdę go szukać, lecz się i sam boję

Tam zostać. Wenus, powiedz radę swoję!

O Hannie

Tu góra drzewy natkniona,

A pod nią łąka zielona;

Tu zdrój przeźroczystej wody

Podróżnemu dla ochłody;

Tu zachodny wiatr powiewa,

Tu słowik przyjemnie śpiewa —

Ale to wszytko za jaje84

Kiedy Hanny nie dostaje.

O Jędrzeju

Z sercam się rozśmiał Jędrzeja słuchając,

Kiedy do domu przyszedł narzekając

„A kat jej prosi85, by się ku mnie miała,

Teraz się, małpa86, z podchłopia wyrwała87.”

O Kachnie

Kachna się każe w łaźni przypatrować,

Jeslibych ją chciał nago wymalować;

A ja powiadam: gdzie nas dwoje siędzie,

Tam pewna łaźnia88, mówię, łaźnia będzie.

O kocie

Słychał kto kiedy, jako ciągną kota?89

Nie zawżdy szuka wody ta robota,

Ciągnie go drugi nadobnie na suszy.

Sukniej nie zmacza, ale wżdy mdło duszy.

O księdzu

Z wieczora na cześć90 księdza zaproszono,

Ale mu na noc małpę91 przywiedziono.

Trwała tam chwilę ta miła biesiada,

Aż ksiądz zamieszkał92 i mszej, i obiada!

O liście

Nie wiem, by ta niemoc była,

Co by się nie przyrzuciła.

Wczora mi pani pisała,

Że po trzy nocy nie spała.

Od tych czasów mi nie śmieszno

I sam nie śpię, co mię teszno.

O Łazickim a Barzym93

Łazićki z Barzym, gospodarzu miły,

Jesliś nieświadom, jakowej są siły,

Chciej same tylko uważyć94 imiona,

A masz li rozum, niech spać idzie żona!

O miłości

Próżno uciec, próżno się przed miłością schronić,

Bo jako lotny nie ma pieszego dogonić?

O prałacie

I to być musi do fraszek włożono,

Jako prałata jednego uczczono.

Białychgłów młodych i panów niemało

Za jednym stołem pospołu siedziało.

Siedział też i ten, com go już mianował,

Bo dobrej myśli nigdy nie zepsował.

Mnich wedle niego, a po drugiej ręce

Pani co starsza. Słuchajże o męce:

Na pirwszym miejscu pannę całowano,

Także do końca podawać kazano95.

Więc tego nie raz, ale kilka było,

A prałatowi by kąska niemiło96,

Bo co raz to go baba pocałuje,

A on zaś mnicha; więc mu się styskuje.

Miał czyściec prawy jeszcze na tym świecie,

Bodaj wam taki, co go mieć nie chcecie97.

O sobie

Dopiero chcę pisać żarty

Przegrawszy pieniądze w karty;

Ale się i dworstwo zmieni,

Kiedy w pytlu hrosza neni98.

O Staszku

Gdy co nie g’rzeczy usłyszy mój Staszek,

To mi wnet każe przypisać do fraszek.

Bracie, by się to wszytko pisać miało,

Już by mi dawno papieru nie zstało.

O ślachcicu polskim

Jeden pan wielomożny niedawno powiedział:

„W Polszcze ślachcic jakoby też na karczmie siedział;

Bo kto jedno przyjedzie, to z każdym pić musi,

A żona, pościel zwłócząc, nieboga się krtusi.”

O śmierci

Śmiesznie to rzekła jedna białagłowa

Słuchając pieśni, w której są te słowa:

„Rada bym śmierci, by już przyszła na mię”;

— Proszę, kto śmiercią, niech go też mam znamię99.

O zazdrości

Ani przyjaciel, ani wielkość złota,

Ani uchowa złej przygody cnota;

Przeklęta Zazdrość dziwnie się frasuje,

Kiedy u kogo co nad ludzi czuje.

Więc jesli nie zje, tedy przedsię szczeka,

A ustawicznie na twoje złe czeka.

To na nię fortel: nic nie czuć do siebie100

A wszytko mężnie wytrzymać w potrzebie.

O żywocie ludzkim

Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy,

Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy;

Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy101,

Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.

Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława,

Wszystko to minie jako polna trawa102;

Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,

Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom103

O żywocie ludzkim

Wieczna Myśli104, któraś jest dalej niż od wieka,

Jesli cię też to rusza, co czasem człowieka,

Wierzę, że tam na niebie masz mięsopust prawy105

Patrząc na rozmaite świata tego sprawy.

Bo leda co wyrzucisz, to my, jako dzieci,

W taki treter, że z sobą wyniesiem i śmieci.

Więc temu rękaw urwą, a ten czapkę straci;

Drugi tej krotochwile i włosy przypłaci106.

Na koniec niefortuna albo śmierć przypadnie,

To drugi, choćby nierad, czacz porzuci snadnie.

Panie, godno li, niech tę rozkosz z Tobą czuję:

Niech drudzy za łby chodzą, a ja się dziwuję.

Raki107

Folgujmy paniom nie sobie, ma rada;

Miłujmy wiernie nie jest w nich przysada.

Godności trzeba nie za nic tu cnota,

Miłości pragną nie pragną tu złota.

Miłują z serca nie patrzają zdrady,

Pilnują prawdy nie kłamają rady.

Wiarę uprzejmą nie dar sobie ważą,

W miarę nie nazbyt ciągnąć rzemień każą108.

Wiecznie wam służę nie służę na chwilę,

Bezpiecznie wierzcie nierad ja omylę.

Sen

Uciekałem przez sen w nocy,

Mając skrzydła ku pomocy,

Lecz mię miłość poimała,

Choć na nogach ołów miała.

Hanno, co to znamionuje?

Podobno mi praktykuje,

Że ja, będąc uwikłany

Tymi i owymi pany,

Wszytkich inszych łatwie zbędę —

Tobie służyć wiecznie będę.

Z Anakreonta

Ciężko, kto nie miłuje, ciężko, kto miłuje,

Naciężej, kto miłując łaski nie zyskuje.

Zacność w miłości za nic, fraszka obyczaje,

Na tego tam naraczej patrzają, kto daje.

Bodaj zdechł, kto się naprzód złota rozmiłował,

Ten wszytek świat swoim złym przykładem popsował.

Stąd walki, stąd morderstwa; a co jeszcze więcej,

Nas, chude, co miłujem, to gubi napręcej.

Z Anakreonta109

Ja chcę śpiewać krwawe boje,

Łuki, strzały, miecze, zbroje;

Moja lutnia — Kupidyna,

Pięknej Afrodyty syna.

Jużem był porwał bardony110

I nawiązał nowe strony111;

Jużem śpiewał Meryjona112

I prędkiego Sarpedona;113

Lutnia swym zwyczajem g’woli

O miłości śpiewać woli.

Bóg was żegnaj, krwawe boje,

Nie lubią was strony moje.

Z Anakreonta

Kiedy by worek bogatego złota

Mógł człowiekowi przysporzyć żywota:

I sam bych się już jął pieniędzy chować,

Żebych się miał czym śmierci odkupować.

Ale jeśli nikt kupnem nie przyczyni

Żywota sobie, zaż nie głupie czyni,

Kto się frasuje, a żywie w kłopocie?

Jeśli masz umrzeć, a cóż ci po złocie?

Ja dobrej myśli zawżdy chcę używać,

Ja z przyjacioły chcę pospołu bywać.

A jeśli Wenus od tego nie będzie,

I Bogumiła niechaj się przysiędzie!

Z Anakreonta

Próżno się mam odejmować114,

Widzę, że muszę miłować.

Miłość mi dawno radziła,

Lecz ja, jako prawy wiła115,

Nie chciałem słuchać jej rady,

Aż nama116 przyszło do zwady.

Bo sajdak117 z łukiem porwała,

A mnie na rękę wyzwała118.

Ja też, jako Hektor zasię119,

Wziąwszy karacenę120 na się,

Tarcz i szablę jako brzytwę,

Stoczyłem z Miłością bitwę.

Ona ku mnie ciągnie rogi121,

A ja co nadalej w nogi.

A gdy wszytkich strzał pozbyła,

Sama się w bełt122 obróciła

I prosto mi w serce wpadła,

A mnie zaraz moc odpadła.

Próżno tedy noszę zbroję,

Próżno za pawęzą123 stoję:

Bo kto mię ma bić na górze124,

Kiedy nieprzyjaciel w skórze?

Za pijanicami

Ziemia deszcz pije, ziemię drzewa piją,

Z rzek morze, z morza wszytki gwiazdy żyją.

Na nas nie wiem, co ludzie upatrzyli,

Dziwno im, żeśmy trochę się napili.

Księgi wtóre

Do Anakreonta

Anakreon, zdrajca stary,

Nie masz w swym łotrostwie miary!

Wszytko pijesz, a miłujesz

I mnie przy sobie zepsujesz.

Już cię moje strony znają

I na biesiadach śpiewają;

Dobra myśl nigdy bez ciebie.

A tak, słyszysz li co w niebie,

Śmiej się: bo twe imię dawne

I dziś miedzy ludźmi sławne.

Do Andrzeja Trzecieskiego125

Bógżeć zapłać, Jędrzeju, żeś mię dziś upoił,

Boś we mnie niepotrzebne troski upokoił,

Które mi serce gryzły, jako to być musi,

Gdy człowieka niewdzięczność opętana dusi.

Wiem dobrze, że niedługo ze mną tej rozkoszy,

Bo to wszytko po chwili trzeźwią myśl rozpłoszy,

Ale witaj mi ta noc wolna od frasunku!

Któż wiedział, by tak wiele należało126 w trunku?

Do Anny

Królowi rówien, a jeśli się godzi

Mówić co więcej, i króla przechodzi,

Anno, kto siedząc prawie przeciw tobie,

Przypatruje się coraz twej osobie

I słucha twego śmiechu przyjemnego,

Co wszytkich zmysłów zbawia mię, smutnego,

Bo skoro namniej wzrok skłonię ku tobie,

Słowa nie mogę domacać się w sobie;

Język mi zmilknie, płomień się w mię kradnie,

W uszu mi piszczy, noc przed oczy padnie,

Pot przez mię bije, drżę wszytek i bladnę,

Tylko że martwy przed tobą nie padnę.

Do Anny

Wczora, czekając na twe obietnice

I zabywając niejako tęsknice,

Napisałem ci krom rozmysłu wszego

Ten rym niegładki, skąd byś serca mego

Frasunk poznała i myśl utrapioną,

Anno, twoimi słowy zawiedzioną,

Bom ustawicznie rachował godziny

A szukał twego mieszkania przyczyny127

Chciałem li czytać, tom nic nie rozumiał;

Chciałem li zagrać, tom począć nie umiał.

Na koniec wziąwszy we mdłą rękę piórko

Pisałem: „Ojca prawdziwego córko

Nieprawie słowna!” — a w tym mię sen zmorzył,

Gniew upokoił, nadzieję umorzył.

Do Bartosza

Bartoszu łysy, a z hiszpańską brodą,

Godzien by łaski za swoją urodą;

Ale panienki na cię niełaskawy,

Tak powiadają, żeś nogieć wąchawy;

Co jeśli tak jest, szkodać i urody,

I tej łysiny, i tej czystej brody.

Do boginiej

Bogini, która miłością szafujesz,

A ludzkie serca według swej frasujesz

I cieszysz myśli, jeśli niewdzięczności

I ty nie lubisz w uprzejmej miłości,

Sfolguj mi mało; owa się wyłamię

Z tej niepobożnej niewolej, która mię

Tak sfrasowała, że i zdrowia nie mam,

I o rozumie toż na koniec mniemam.

Już mię nie wracaj ku pierwszej wolności,

Bo nie wiem, bych żyć umiał bez miłości.

Tylko pan inszy niech mi rozkazuje,

Jednaż ta, co jest uprzejmość, nie czuje.

A ja, gdy zbędę jarzma tak ciężkiego,

Na znak twej łaski i ulżenia swego

Postawię palmę złotą w twym kościele,

Która ten napis poniesie na czele:

„Tobie, o można Wenus, jestem dana,

Żeś zbyć pomogła niewdzięcznego pana.”

Do doktora

Arcydoktorem cię zwać każdy może śmiele,

Bo ty nie tylko umiesz zleczyć niemoc w ciele,

Ale i na dobrą myśl masz fortelów wiele:

Wino, lutnią, podwikę; to mi to wesele.

Do doktora

Mówiłem ci, nie noś mi tych fraszek, doktorze,

Które tam czasem słyszysz w biskupiej komorze;

Bo fraszek, jako sam wiesz, mam z potrzebę doma,

Statku tam raczej nabierzesz obiema rękoma!

Do doktora

Nie mam ci zacz dziękować, mój miły doktorze,

Żeś mię samego z gośćmi zostawił w komorze,

Bom się im żadną miarą nie mógł wykuglować,

Musiałem się, jako bóbr, jajcy odkupować128.

Do doktora129

Nie trzeba mi się wiele dowiadować,

Kędy ty chodzisz, doktorze, miłować,

Bo która z tobą wieczór pobłaznuje,

Każda nazajutrz piżmem zalatuje130

Do doktora

Nie wiem, podobno li to co ku rozumowi

Posyłać (a źle i rzec) fraszki doktorowi,

Chciawszy się też popisać z rozumem u niego.

Za fraszkę prawie stanie mój rozum przy jego.

A tak cię niechaj próżno doktorem nie zowę,

Wypraw’ z tego wątpienia moję prostą głowę!

Do doktora Montana

Pierwszą, wtóra i trzecią, czwartą wieś i piątą,

Szóstą także i siódmą, ósmą i dziewiątą,

Nie wiem, miły doktorze, w której masz krainie,

Jam tylko był w Dziesiątej, która przy Lublinie131.

Do drużby

Zarijadres królewic, jako żyw nie zna wszy,

Tylko piękną Odatę przez sen raz widziawszy,

Miłował ją serdecznie i tak chodził o tym,

Że musiała być jego poślubioną potym132

Toż się i mnie przydało, drużba mój cnotliwy133,

Że nigdy cię nie znawszy, zawżdym był chętliwy

Do twego towarzystwa; a nie mam w pamięci,

Bych cię (co też niemała pobudka do chęci)

I przez sen kiedy widział; ale pismo twoje,

To ciebie oznajmiło i przed oczy moje

Przyniosło, żem cię w głowę lepiej wlepił sobie,

Niżby mi cię był posłał w twej własnej osobie

Wroty sen rogowymi134, gdy poczyna świtać,

A Tytan135 swoje konie w łąkach każe chwytać.

Przeto tego bądź pewien, że cię z tymi liczę,

Którym ja sercem prawym wszego dobra życzę.

A to węzeł jest mocny i nad insze trwały,

Który pięknej Pamięci córki136 zawiązały.

Do dziewki

A co wiedzieć, gdzie chodzisz, moja dziewko śliczna

A mnie tymczasem trapi teskność ustawiczna;

Jakoby słońce zaszło, kiedy nie masz ciebie,

A z tobą i w pół nocy zda się dzień na niebie.

Do dziewki

Daj, czegoć nie ubędzie, byś nawięcej dała;

Daj, czego próżno dawać potym będziesz chciała,

Kiedyć zmarski twarz zorzą, a gładkie zwierciadło

Okaże to na oko, że cię siła spadło.

Już tam służyć nie będą te pieszczone słowa:

„Stachniczku, duszo moja!” — rychlej: „Bądź mi zdrowa,

Maryja, łaski pełna!” — a w ręku pacierze,

Na jakie przy kościele baba pieniądz bierze.

Teraz możesz leliją piękny włos otoczyć,

Teraz możesz zaśpiewać, możesz w tańcu skoczyć;

Po chwili przydzie druga, którą przejdziesz laty,

I rzeczeć: „Weźm ty kądziel; przystojniej mnie z swaty.”

Do Franciszka137

Ani Ulisses, ani Jazon138 młody,

Choć o nich siła starzy nabajali,

Tak wiele ziemie snąć nie objechali,

Jako ty, który od Tybrowej wody139

Szedłeś, Franciszku, przez różne narody,

Aż tam, gdzie nigdy lata nie uznali

I ogniów palić ludzie nie przestali,

Prze mróz gwałtowny i prze wieczne lody.

Więc i w to nie wierz, aby w tej krainie

Medea jaka i Circe nie była140,

Która by ludzi obracała w świnie.

Tak się tu dobrze druga wyćwiczyła,

Żeby tę sarnę, co tak bardzo słynie,

W niedźwiedzia Circę łatwie obróciła.

Do fraszek

Fraszki moje (coście mi dotąd zachowały)141,

Nie chcę, żebyście kogo źle wspominać miały.

Lecz jeśli wam nie g’myśli cudze obyczaje,

Niechaj karta występom, nie personom łaje!

Chcecie li chwalić kogo, chwalcież, ale skromnie,

By pochlebstwa jakiego nie uznano po mnie.

To też wiedzcie, że drudzy swej się chwały wstydzą

Podobno, że chwalnego w sobie nic nie widzą.

Do fraszek

Fraszki, za wszeteczne was ludzie poczytają

I dlatego was pewnie uwałaszyć mają.

A tak ja upominam: Nie mówcie plugawie,

Byście potym nie były z wałachy na trawie;

Ale mówcie przykładem mego Mikołajca:

„Co to niesiesz?” — „Gospodze, z odpuszczeniem: jajca142.”

Do gospodarza

Rad się widzę u ciebie, gospodarzu miły!

Ale wypić tak wiele nie mej słabej siły;

A gdy mi każesz pełnić sobie albo komu,

Jakobyś rzekł: „Nie chcę cię mieć długo w tym domu.”

Do gościa

Bądź ptaka, bądź zająca szukasz po tym boru,

Gościu, słuchaj mej rady, stąp mało do dworu;

Pewniejsza tu zwierzyna, gdzie pełne piwnice

Albo gdzie pszczoły noszą miód za okiennice.

Do Hanny

Na palcu masz dyjament, w sercu twardy krzemień,

Pierścień mi, Hanno, dajesz, już i serce przemień!

Do Jadwigi

Wróć mi serce, Jadwigo, wróć mi, prze Boga,

A nie bądź przeciwko mnie tak barzo sroga,

Bo po prawdzie z samego serca krom ciała

Nie baczę, żebyś jaki pożytek miała;

A ja trudno mam być żyw, jesliże muszę

Stracić lepszą część siebie, a owszem, duszę.

Przeto uczyń tak dobrze: albo wróć moje,

Albo mi na to miejsce daj serce swoje!

Do Jana

Janie, mój drużba,

Jeslić się służba

Dobrze nie płaci,

Nie jużci traci

Cnota swe myto;

Ale sowito143 Bóg zwykł nagradzać

Temu, kto zdradzać

Nie zwykł nikogo.

Przeto choć srogo

Szczęście się z tobą

Obchodzi, sobą

Nic nie trwóż, ale

Trwaj rowien144 skale,

Której nie mogą

Nawiętszą trwogą

Poruszyć wały145,

Kiedy powstały

Na morzu wielkim.

Także we wszelkim

Nieszczęściu i ty

Bądź niepożyty,

A trwaj statecznie,

Bo nie już wiecznie

Fortuna służy,

Komu podruży146,

Ani porzuci,

Kogo zasmuci.

Do Jędrzeja147

A cóż radzisz, Jędrzeju? (Wszak mogę w twe uszy

Beśpiecznie wszytko włożyć, co mi serce kruszy.)

I sam już baczyć możesz, że moje posługi

U tej paniej nieważne, które zna czas długi

I stateczne, i wierne; a kiedy by chciała

Prawdę mówić, rychlej z nich cześć niż lekkość miała.

Jakiem ja dary dawał? Jakiem rymy składał148?

A dziś mię wstyd: bom więcej, niż było, przykładał.

Równałem często jej płeć ku rumianej zarzy,

A ona kramną barwę149 nosiła na twarzy.

Chwaliłem jej niegodne chwały obyczaje,

Więc mi też mą nieprawdę fałszem dziś oddaje.

Przeto póki gniew świeży w mym sercu panuje,

Póki człowiek swą krzywdę i wzgardzenie czuje,

Ratuj mię, jako możesz, a wyrwi z niewoli!

Nie wiesz, jako niewdzięczna miłość w sercu boli.

Do Jędrzeja150

Który mój nieprzyjaciel i człowiek tak srogi

Trzymał cię po te czasy, Jędrzeju mój drogi,

Kiedym cię ja nabarziej, smutny, potrzebował,

Abyś mię był w mym ciężkim frasunku ratował?

Serce mi bowiem żarły troski nieuspione,

Jakie nie leda komu mogą być zwierzone.

By mi cię wżdy na koniec odesłał był cało,

Nie tak by mię nieszczęście moje frasowało;

Ale cię na żal więtszy tak do mnie wyprawił,

Że i serce, i duszę przy sobie zostawił.

Co nie wiem, jeśli czujesz: ale to czuć próżno,

Kiedy serce i dusza od człowieka różno.

Com się tedy nadziewał pociechy od ciebie,

To cię sam cieszyć muszę zapomniawszy siebie,

A lekarstwa inszego nie wiem tej chorobie,

Jeno gdzieś zgubę stracił, tam jedź po nię sobie.

A tego się wystrzegaj, byś chcąc serca dostać

Nie musiał tam na koniec i sam potym zostać.

Do Jędrzeja Patrycego

To nie g’rzeczy, Jędrzeju, że zarazem i ty

Na febrę stękasz, i ja łeb noszę zawity;

Lepszy fortel rodzeni Lakonowie mają,

Co sobie jednej dusze wzajem pożyczają.

Czemu nam też Bóg takiej zgody nie pozwoli,

Aby wżdy jeden cieszył, gdy drugiego boli?

Do Jósta151

Twój mi brat, Jóstcie, powiada o tobie,

Żeś łaskaw na mię; czego życzę sobie,

Bo twoja przyjaźń, którego zwyczaje

U ludzi chwalne, świadectwo mi daje,

Żem dobry człowiek; ani ty miłujesz,

Jedno w kim cnotę i stateczność czujesz.

Przeto żebyś też wiedział serce moje,

Ślę te do ciebie krótkie rymy swoje152,

Które miej jako pewny zakład jaki,

Żem jest i chcę być twój na czas wszelaki.

Do Marcina

Filozofi, co nad nas uszy lepsze mają,

O dziwnie wdzięcznych głosiech153 w niebie powiadają.

Którym ja, jako prostak, we wszem wiarę dawam,

Ale na twej muzyce, Marcinie154, przestawam.

Do Mikołaja Mieleckiego155

Na swe złeś mię upoił, mój dobry starosta,

Bo czegoś snać nie wiedział, toć opowiem sprosta.

Mnimasz ty, że ja tobie kłaniam się dlatego,

Iżeś syn wojewody, nie wiem tam, jakiego.

Albo że się masz dobrze, i złota na tobie

I na tych dosyć widzę, które masz przy sobie.

Fraszka u mnie twe herby i wsi pełne kmieci:

Hańba (mówią Grekowie) bohatyrskie dzieci.

A pieniądze takie są, że je i źli mają,

I co wiedzieć, jako ich drudzy używają.

Ale wiesz, co mię trzyma i garnie ku tobie?

To, iż przodków swych zostać masz za lekkość sobie,

A coć Bóg dał z łaski swej, tym szafujesz bacznie,

Służąc panu i Rzeczy Pospolitej znacznie.

Chudymi nie brakujesz, ale kto cnotliwy,

W jakimkolwiek bądź pierzu, temuś ty chętliwy.

To jest grunt; insze rzeczy, których się chwytają

Ludzie prości, jako dym wiatry roznaszają.

Do Montana

Jako Lais zwierciadło Pafijej oddała,

Kiedy prze lata pierwszej gładkości stradała,

Tak Jan tobie, Montanie, słojki twe oddawa,

Bo co mu po nich, kiedy piżma w nich nie zstawa?

Do nieznajomego

Nie masz, o co stać, bych cię wpisał w swoje karty,

Bo tam statku niewiele, a snąć wszytko żarty,

Ale możesz li wytrwać, gdy będą kpić z ciebie,

Powiedz imię co rychlej, chcę cię mieć u siebie.

Do paniej

Słyszcie, pani! Te fraszki, co teraz czytacie,

Jeśli podlejsze waszych, jeszcze nie wygracie.

Mam ja drugie, co je rad na sztych puszczę z wami,

A moim być na wirzchu, to ujrzycie sami.

Do Petryła

Dawnoć nie stoi owa rzecz, Petryło,

A przedsięć156 igrać z niewiastami miło.

Wyjadłeś wszytki recepty z apteki

Dla tej ociętnej i niestałej deki157.

Wielka część ludzi nie będzie wierzyła,

Że co nie stojąc — przedsię stoi siła158159.

Do Piotra Kłoczowskiego160

Nie chcę cię, Pietrze, do Włoch drugi raz prowadzić.

Trafisz sam; a mnie też czas o sobie poradzić,

Jeśli mi w rewerendzie czy lepiej w sajanie,

Jeśli mieszkać przy dworze czy na swoim łanie?

Ty będziesz w czas do tego, a dokądeś młody,

Użyj świata za czasu i pięknej swobody!

Co wadzi, póki lata nie zajdą leniwe,

Widzieć szeroki Dunaj, widzieć Alpy krzywe

Albo gdzie wpośrzód morza sławne miasto leży161,

Albo gdzie pod dawny mur bystry Tyber bieży162.

Dojedź i Partenopy163, a ujźrzysz te lasy,

Gdzie złotej rózgi szukał Eneasz przed czasy.

Tamże i piekło będzie, i ogromna skała,

Z której wieszcza Sybilla odpowiedź dawała164.

Jedź w dobry czas, abych cię zaś oglądał zdrowo,

A donieś to mojemu Jędrzejowi165 słowo,

Że dokąd go nie widzę, musi mię być teszno,

A tak, łaskaw li na mię, niechaj bywa spieszno!

Do Pluta166

Ten próżny wacek, Pluto, poświęciłem tobie,

Już tam miej i pieniądze, i ten wacek sobie.

Dziwna rzecz, jako ciężko czczą nosić kaletę,

A dziwniej, jako cięży wydawszy monetę.

Do przyjaciela

Jednego chcieć i nie chcieć to społeczność prawa;

Gdzie się myśli nie zgodzą, tam przyjaźń dziurawa.

Iż tedy na mym zdaniu ty przestać nie raczysz,

Przestanę ja na twoim: owa się obaczysz.

Do przyjaciela

Nie frasuj sobie, przyjacielu, głowy,

Chociaś zawiedzion omylnymi słowy;

Poczekaj jeszcze, a przypatrz się pilnie,

Jeśli prawdziwie czy mówię omylnie,

Że białegłowy na to się ćwiczyły,

Aby nas za nos, prostaki, wodziły.

Ja nic nie twirdzę, ale mi ty powiesz,

Kiedy się też sam pewnej rzeczy dowiesz.

A ja przestanę na twoim wyroku,

Jako mam trzymać o tej kości z boku.

Do tegóż167

Albo z nas szydzisz, albo sam wiłujesz,

Kota się boisz, a kotkę miłujesz.

Więc kota nie chcesz, a chcesz ciągnąć kotkę,

Wierę cię ludzie będą mieć za plotkę.

Do pszczół

Powiedzcie, piękne pszczoły, wszak wam na tym mało,

Co was tu mimo ule do izby wegnało?

Do snu

Śnie, który uczysz umierać człowieka

I ukazujesz smak przyszłego wieka,

Uśpi na chwilę to śmiertelne ciało,

A dusza sobie niech pobuja mało!

Chce li, gdzie jasny dzień wychodzi z morza,

Chce li, gdzie wieczór gaśnie pozna zorza

Albo gdzie śniegi panują i lody,

Albo gdzie wyschły przed gorącem wody.

Wolno jej w niebie gwiazdom się dziwować

I spornym biegom168 z bliska przypatrować,

A jako koła w społecznym mijaniu

Czynią dźwięk barzo wdzięczny ku słuchaniu169.

Niech się nacieszy nieboga do woli,

A ciało, które odpoczynek woli,

Niechaj tym czasem tęsknice nie czuje,

A co to nie żyć, w czas się przypatruje.

Do Stanisława

Powiedz mi, gdzie się chowasz, bracie Stanisławie170,

Bom cię tak długo szukał, ażem ustał prawie;

Jakożeś mię był prosił na obiad do siebie,

Takżem cię ani widział i jadam bez ciebie.

Do Stanisława Meglewskiego171

Meglewski, na mą duszę,

Zawżdy się rozśmiać muszę

Wspomniawszy na naszego

Gospodarza dobrego.

Ja sobie brząkam w stronę,

Pieśń przyśpiewając onę:

„A dla twojej ochoty

Jeszczem tu od soboty.”

„Panie, nie życz mi szkody,

Jeszcześ tu ode śrzody.”

Do Stanisława Porębskiego172

Jeśli co ważne jest świadectwo moje,

Porębski złoty, „Skotopaski” twoje173

W tej wadze u mnie, żeby się mógł do nich

Teokryt przyznać, tak ja trzymam o nich.

Do swych rymów

Rymy głupie, rymy nieobaczne,

W których jako we źwierciedle znaczne

Me szaleństwo, idźcie w ogień wszytki,

A zatłum’cie mój postępek brzydki,

Za który się długo wstydać muszę.

Serdecznego żalu tu nie ruszę,

Bo ten w twardym dyjamencie ryto,

Aby wiecznie trwał, czego mnie lito.

O przyczynę, prze Bóg, nie pytajcie

Ani mi tej rany odnawiajcie!

Niewdzięczność mię ludzka potępiła,

Bodaj się źle wrychle zapłaciła!

Do Wenery

Wenus, nie odnawiaj mi już przeszłej nadzieje,

Niech się mój nieprzyjaciel (wszak wiesz kto) nie śmieje!

Bo lepsza pewna wolność niż rozkosz wątpliwa,

Ta za wżdy ze mną, a z tej często nic nie bywa,

A nasze troski wniwecz, wniwecz i staranie,

Którym to sfałszowane kupujem kochanie.

Podejźrzany mi twój śmiech i twe słodkie słowa

Boję się, by nie była znowu jaka zmowa.

Jako chcesz; aleć tego pełne będą karty,

Chociać mój płacz u ciebie śmiech tylko a żarty.

Do Wędy

Miło patrząc na łąki, kiedy się odzieją,

Miło patrząc na zdroje, kiedy wodę leją;

Dobra lecie śmiotana, dobra szołdra zimie,

Kiedy uschnie na wietrze albo w gęstym dymie;

Dobry wieniec bluszczowy — nad wszytko multanki,

Kiedy grasz, Węda, w lesie, zabywając Hanki.

Do wojewody

Nie są, wojewodo zacny, czasy po temu,

Abych, czyniąc zwyczajowi dosyć dawnemu,

Uszy twoje lutnią bawił albo pieśniami:

Coś inszego człowiek musi mieć przed rękami,

Widząc okiem, co się dzieje. Zewsząd powstają

Srogie wiatry; zewsząd strachu ludziom dodają

Chmury czarne, gradu pełne i trzaskawice;

Oracz pola Bogu zleca i swe winnice,

A pasterz, multanki pod płaszcz kryjąc za czasu,

Wraca bydło ku domowi z pustego lasu;

We wsiach zielem kurzą; każdy o sobie czuje.

I mnie taż bojaźń, co insze, i strach zdejmuje.

Przeto nie dziw, że umilkły me głośne strony

Widząc niebo rozgniewane i wiek strwożony.

Jednak szkoda puścić się tak zgoła nadzieje,

Bo to wszytko przyrodzonym biegiem się dzieje.

Raz chmury panują i grom srogi, a potym

Bóg obdarza świat pogodą i słońcem złotym.

Owa jeszcze dobrze będzie; a co drugiego

Padnie li źle, więc rozumem podeprzeć tego.

Do Wojtka

I owszem, miły Wojtku, zjednaj się z tą panią,

Niech nie woła za tobą ani też ty za nią!

Chwalę cię, że tam w sercu nie chcesz nic zostawić,

Ale zaraz przyjaźni skutkiem chcesz poprawić.

Idź co rychlej, boć wieczór; a tego jednania,

Ile po rzeczy baczę, będzie do świtania.

Do Wojtka

Pytasz, nie teszno li mię tak samego siedzieć?

Teszniej mię, Wojtku, z tobą, kiedyś to chciał wiedzieć.

Epitafium Andrzejowi Bzickiemu, kasztelanowi chełmskiemu174

Możem się nie owszejki skarżyć na te lata;

Jakokolwiek, jest przedsię godności zapłata.

Jędrzej Bzicki w tym grobie leży położony,

Który acz nie w majętnym domu urodzony,

Jednak za dowcipem swym, którym go był hojnie

Bóg obdarzył, a on im szafował przystojnie,

Był wziętym u wszech ludzi, siedział w pańskiej radzie175

Co mu więtszą cześć niosło niż złoto w pokładzie.

Do Turek posłem chodził, labirynty prawne,

Jeśli jednemu w Polszcze, jemu były jawne.

Umarł prawie na ręku u życzliwej żony176

I leży pod tym zimnym marmorem zamkniony.

Tegoż małżonce177178

Anna z Piłce, dwu mężu zacnych pochowawszy

I dwu synu179 jako dwu źrzenic opłakawszy,

I z mężów kasztelanka, i z rodu, w tym grobie

Leży, który za zdrowia gotowała sobie;

Białagłowa uczciwa i serca wielkiego —

By u śmierci okrutnej było co ważnego!

Epitafium Sobiechowi180

Wszyscy ludzie, którzy cię za żywota znali,

Siła o twych pieniądzach, Sobiechu, trzymali;

Alem ja tego doznał w twej własnej potrzebie,

Że nie tyś miał pieniądze — ony miały ciebie.

Ku Muzom

Panny, które na wielkim Parnasie181 mieszkacie,

A ippokreńską rosą182 włosy swe maczacie,

Jeślim się wam zachował jako żyw statecznie,

Ani mam wolej z wami rozłączyć się wiecznie;

Jeśli królom nie zajźrzę pereł ani złota,

A milsza mi daleko niż pieniądze cnota;

Jeśli nie chcę, żebyście komu pochlebiały

Albo na mię u ludzi niewdzięcznych żebrały:

Proszę, niech ze mną za raz me rymy nie giną,

Ale kiedy ja umrę, ony niechaj słyną!

Na Chmurę

Próżno Chmurę szczujecie mymi wirszykami,

O tym właśnie rzeczono: karmion ten wronami183.

Na fraszki

A cóż czynić? Pijaństwo zbytnie zdrowiu szkodzi;

Gra też częściej z utratą niż z zyskiem przychodzi;

A nadzieje zaś nie masz wzajemnej miłości,

A owa na swą szkodę suszy barzo kości.

Wy tedy, co kto lubi, moi towarzysze,

Pijcie, grajcie, miłujcie — Jan fraszki niech pisze!

Nagrobek Adrianowi doktorowi

Śmierci, to nie śmiech! Już nam bierzesz i doktory;

A jakoż tu może być dobrej myśli chory?

Bóg żegnaj, Adryjanie! Nie pomogą zioła,

Komu się na śmierć bierze, musi wsiadać zgoła.

Nagrobek Annie

Za twoje dobrą wolą, którąś w domu swoim

Zawżdy okazowała, Anno, gościom twoim,

Za dobrą myśl i one ućciwe biesiady

Godna byś przetrwać była trzystoletne dziady.

Ale nam tych rozkoszy sroga śmierć zaźrzała,

A ciebie prawie z naszych rąk nagle porwała.

I chodzisz teraz brzegiem niepamiętnej wody184,

A my nieszczęścia płaczem i swej znacznej szkody.

Miećcie kwiatki na ten grób, panny i młodzieńcy,

A jej szlachetne kości przyodziejcie wieńcy!

Nagrobek mężowi od żony

Mężu mój miły, ty już leżysz w grobie,

A ja trwam jeszcze na świecie po tobie.

Ale co żywe, umrzeć bym wolała,

Bom tylko na płacz wieczny tu została.

Nagrobek Mikołajowi Trzebuchowskiemu

Kości twe, Trzebuehowski, zamknęła w tym grobie

Żona, którąś zostawił w żałości po sobie;

Pamięć twoja w jej sercu zawżdy będzie trwała,

Póki teskliwa dusza nie odbieży ciała.

Temuż185

By Bóg duszę za duszę chciał od nas przyjmować,

A mógł człowiek swym zdrowiem cudze odkupować.

Ile mi kolwiek wieku naznaczono w niebie,

Dałabych była wszytko, mężu mój, dla ciebie.

Lecz iż na taki frymark śmierć nierada zwoli186,

A zachować swą srogość jednostajnie woli,

Muszę trwać w ciężkim żalu i trosce po tobie,

A moja wszytka radość legła z tobą w grobie.

Nagrobek opiłej babie

„Czyj to grób?” — „Bodaj zdrów pił.” — „Czyja to mogiła?”

„Jeno rychło, już bych dwie tymczasem wypiła.”

„Nie chcewa się rozumieć.” — „Nalejże mnie sporzej!”

„Wściekła babo, nie pijęć do ciebie.” — „Tym gorzej.”

„Imię twoje chcę słyszeć.” — „A szatan ci po tym:

Wiedzieć, kto w tamtym grobie albo kto w owo tym?”

„Miejże się tedy dobrze!” — „A jako bez piwa?”

„Przyuczaj się!” — „Nie byłam trzeźwią jako żywa!”

Nagrobek Pawłowi Chmielowskiemu187

„Wiatry z północnym morzem na mię się zmówiły,

Aby mię, niewinnego, gardła pozbawiły,

I na koniec dowiodły swego, bo, stargawszy

Białe żagle i okręt w kęsy zdruzgotawszy,

Przybiły mię do brzegu pustego na desce;

Tamżem został, bo wyszcia nie dawało miesce.

A ty, co tędy płyniesz po głębokiej wodzie,

Umiej o Chmielowskiego powiedzieć przygodzie!

Nagrobek Stanisławowi Zaklice z Czyżowa188

Tu Stanisław Zaklika położył swe kości,

Nie tylko z przodków swoich, lecz i z swej dzielności

Dobrze znaczny, bo w krajach postronnych strawiwszy

Młodość swoje i królom, panom swym, służywszy,

Ostatek wieku swego Pospolitej Rzeczy

Oddał; której, swych utrat nie mając na pieczy,

Darmo zawżdy rad służył; bo jako nagrody

Od tej, od której wszytko, chcieć za swoje szkody?

Cnota na ćci ma dosyć; tą Zaklika słynie,

Wszytko insze jako dym albo mgła przeminie.

Dorocie z Michowa, żenie jego189

Nie chciałam cię, mężu mój, zostać, twoja żona,

Ale i w ziemi leżę z tobą pogrzebiona.

Nigdy, nigdy prawdziwa miłość nie umiera,

Lecz i w ogień włożona, do kości przywiera.

Dziatki, miejcie się dobrze, mnie z mym miłym wszędy

Mężem dobrze być musi, bez niego nikędy.

Na historyją trojańską190

Nie dopiero to wiedzą, że dobrze miłować.

Ważył się przedtym Parys przez morze żeglować

Dla nadobnej Heleny, którą jemu była

Za złote jabłko piękna Wenus namieniła.

Nie dbał, chocia pogonią miała być za nimi,

Choć miał tego przypłacić braty rodzonymi,

Na koniec swym upadem i wszytkiego domu.

Smakowała mu miłość, nie wiem, jako komu.

Na lipę

Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!

Nie dojdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,

Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie

Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.

Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,

Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.

Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły

Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.

A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,

Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.

Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie

Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie191.

Na łakomego

Nie nagorzej tego Bóg oddzielił, któremu

Nie dawszy państwa, nie dał, by zajźrzał drugiemu,

Ale dał taki umysł, że na swym przestawa,

A dla lepszego mienia w trudność się nie wdawa.

Ów się w dziale, mym zdaniem, dał oszukać marnie,

Co nigdy syt nie będzie, chocia zewsząd garnie.

Na most warszewski

Nieubłagana Wisło, próżno wstrząsasz rogi192,

Próżno brzegom gwałt czynisz i hamujesz drogi;

Nalazł fortel król August193, jako cię miał pożyć,

A ty musisz tę swoje dobrą mayśl położyć194,

Bo krom wioseł, krom prumów już dziś suchą nogą

Twój grzbiet nieujeżdżony wszyscy deptać mogą.

Na tenże195

Nie woła dziś przewoźnik: „Wsiadaj, kto ma wsiadać!

Niebezpieczno się wozić, gdy mrok pocznie padać.”

Słysz, mam ja zegar w mieszku, który póki bije196,

Póty też i gospodarz, co go nosi, pije.

A ty spi, przewoźniku, nie dbając na goście;

Byś i darmo chciał przewieźć, ja wolę po moście.

Na tenże197

To jest on brzeg szczęśliwy, gdzie na czasy wieczne

Litwa i Polska mają sejmy mieć społeczne198.

A ten, który to wielkim swym staraniem sprawił,

Aby już więc żadnego wstrętu nie zostawił,

Wisłę, która nie zawżdy przewoźnika słucha,

Mostem spętał; bród wielki, ale droga sucha.

Na obraz Andrzeja Patrycego

Na wszytkim Patrycemu ten obraz jest równy,

Chyba to, że ten milczy, a owo wymowny.

Na Piotra

Nie przeto pytam, Pietrze, gdzie się chcesz przechodzić,

Abych się miał na jednę drogę z tobą zgodzić.

Ale gdziekolwiek ty chcesz, to mnie tam nie w drogę,

Bo twego kiepstwa słuchać już dalej nie mogę.

Na pszczoły budziwiskie199

Do Jego Mił. P. Wojewody Wileńskiego

Patrzaj, jako płodnych pszczół niesłychane roje

Okładły, zacny panie, miodem ściany twoje.

Dobry to znak, jeśli Bóg dał wieszczą myśl komu,

Że dostatek i wieczne potomstwo w twym domu.

Na różą

Nadobny sobie kwiat Wenus obrała,

Kiedy by jego krasa dłużej trwała;

Lecz co zakwitnie, jako słońce wznidzie,

To zasię spadnie, ledwie wieczór przydzie.

Rwi, panno, różą za nowego kwiata,

A pomni, że tak bieżą twoje lata!

Na rym nierozmyślny

Kto mi każe rym pisać nierozmyślnie, taki

Ma wolą przyjąć, chocia będzie leda jaki.

Na wieniec

Ten wianeczek ruciany piękna Greta wiła,

Aby weń nadobnego Klimka przystroiła.

A jako wieniec tak się miłość jej zieleni,

A chocia wieniec zwiędnie, miłość się nie zmieni.

Na zachowanie

Co bez przyjaciół za żywot? Więzienie,

W którym niesmaczne żadne dobre mienie.

Bo jeslić się co przeciw myśli stanie,

Już jako możesz, sam przechowaj, panie!

Nikt nie poradzi, nikt nie pożałuje;

Takżeć, jeslić się dobrze poszańcuje,

Żaden się z tobą nie będzie radował,

Sam sobie będziesz w komorze smakował.

Co ludzi widzisz, wszytko podęjźrzani,

W oczy cię chwali, a na stronie gani.

Nie słyszysz prawdy, nie słyszysz przestrogi,

Być wierę miały uróść na łbie rogi.

Uchowaj Boże takiego żywota,

Daj raczej miłość, a chocia mniej złota!

O Aleksandrzech

Aleksander sławną Troję skaził200,

Aleksander Persy z państwa zraził201,

Aleksander ufrasował żaki202,

Aleksander powadził Polaki203.

O Bekwarku

By lutnia mówić umiała,

Tak by nam w głos powiedziała:

„Wszyscy inszy w dudy grajcie,

Mnie Bekwarkowi niechajcie!”

Odpowiedź

Dla pijanic źle się z tym odkryć leda komu,

Tobie w ucho powiemy: „Czujem tu miód w domu.”

Ofiara

Pafijej204 swe zwierciadło Lais poświęciła.

Nie chce się widzieć, czym jest; nie może, czym była.

Na toż205

Gładkość od ciebie, Wenus, ale nie trwa w mierze,

Bo co ty dasz, to zasię z nienagła czas bierze.

Ponieważ tedy widzę, że mię twój dar mija,

Weźmiż i świadka daru swego, o Pafija!

Ofiara

Ten pas Greta, podstarzawszy sobie,

Poświęciła, można Wenus, tobie.

Tomku złoty, twoja wie kaleta,

Skąd dostała tego pasa Greta!

Ofiara

Tę sieć Mikołaj świętym ofiaruje,

Bo mniej w starości co dzień mocy czuje.

Teraz pod wodą grajcie, ryby, śmiele,

Mikołaj zdycha, sieć wisi w kościele!

O fraszkach

Próżno mnie do dziewiąci lat swe fraszki chować206,

Jako ksiąg mądrzy ludzi zwykli poprawować,

Bo tu moją pilnością już nic nie przybędzie:

Bych kreślił i nadkreślił, fraszka fraszką będzie.

O Gąsce207

Albo Staś, albo Gąska208, przedsię ktoś niemądry,

Częstował panią (nie wiem, jako to rzec) jądry.

Trafił się tam do tego, co jej też rad służył,

Ale jeszcze był tego bytu z nią nie użył.

Ujźrzawszy poszedł nazad. Błazen za nim z lochu:

„Nie gniewajcie się, będzieć i wam, panie Włochu.”

O gościu

Gość napisał na murze, że coś paniej czynił;

Drugi, źle wyczytawszy, jako złego winił:

„Otóż widzisz — powiada — czyńże dobrze komu,

A to tu drugi snąć bił gospodynią w domu.”

A sługa stojąc za nim: „Przypatrzcie się, panie!

Widzi mi się, że swad zbił stoi tam na ścianie.”

O kapelanie

Królowa do mszej chciała, ale kapelana

Dorna nie naleziono, bo pilnował dzbana.

Przyjdzie potym nierychło w czerwonym ornacie.

A królowa: „Ksze miły, długo to sypiacie!”

A mój dobry kapelan na ono łajanie:

„Jeszczem ci się dziś nie kładł, co za długie spanie?”

O drugim209

Co się wam widzi ten drugi?

„Księże, nie bądź ze mszą długi!”

„Ba, to łacno odniesiecie,

Nie będzie jej, jeśli chcecie.”

O kaznodziei

Pytano kaznodzieje: „Czemu to, prałacie,

Nie tak sami żywiecie, jako nauczacie?”

(A miał doma kucharkę.) I rzecze: „Mój panie,

Kazaniu się nie dziwuj, bo mam pięćset na nie;

A nie wziąłbych tysiąca, mogę to rzec śmiele,

Bych tak miał czynić, jako nauczam w kościele.”

O Koźle210

Kozieł, kto go zna, piwszy do północy,

Nie mógł do domu trafić o swej mocy;

Ujźrzawszy kogoś: „Słuchaj, panie młody,

Proszę cię, nie wiesz ty mojej gospody?”

A ten: „Niech cię znam, tedy się dowiewa211.”

„Jam — pry — jest Kozieł.” „Idźże spać do chlewa!”

O łazarzowych księgach212

Coć wymyślili ci heretykowie?

(Bo tak filozof luterana zowie.)

Łazarz on święty, kiedy znowu ożył,

Napisał księgi, w które wszytko włożył,

Cokolwiek widział albo co i słyszał

Na onym świecie, gdy pod ziemią dyszał.

Ale ich nie chciał pokazać nikomu,

Ani obcemu, ani swoim w domu.

Aż gdy miał umrzeć, natenczas tam wskazał

Po filozofa213 i temuż ukazał

One swe księgi, ale zawiązane214

I nadto jeszcze zapieczętowane.

I rzecze k’niemu: „Ja śmierć bliską czuję,

A tak cię tymi księgami daruję215,

Gdziem wszytko włożył, com widział i słyszał

Na onym świecie, gdym pod ziemią dyszał.

Ale cię proszę, byś ich nie otwierał,

Aż kiedy także sam będziesz umierał.

Bo tam nic nie masz, czego żywym trzeba:

Wszytko się plecie coś około nieba.

Przeto tymczasem inszych rzeczy pytaj,

A moje księgi przy skonaniu czytaj!

A przeczytawszy oddasz je drugiemu

Filozofowi także uczonemuTen pas Greta, podstarzawszy sobie,

Poświęciła, można Wenus, tobie.

Tomku złoty, twoja wie kaleta,

Skąd dostała tego pasa Greta!,

I tak do końca niech się podarzają216,

A przed skonaniem tylko je czytają!”

Tamże przywiedzion mój filozof k’temu.

Że przysiągł dosyć uczynić wszytkiemu.

Łazarz w tym skonał; wziął filozof księgi,

Dawno by w nich był, by nie dla przysięgi217;

Owa tak długo leżał w tym rosole218,

Że one księgi rozłożył po stole,

Pocznie wartować, ali papier goły:

„Ba to — pry — pismo nie z głębokiej szkoły.”

Więc, jako czytał, tak też trzymał o tym

I podał drugim filozofom potym.

O miłości

Kto naprzód począł Miłość dziecięciem malować,

Może mu się zaprawdę każdy podziwować;

Ten widział, że to ludzie bez rozumu prawie,

A wielkie dobra tracą przy tej głupiej sprawie.

Tenże nie darmo przydał do ramienia pierze,

Bo tam częsta odmiana; to gniew, to przymierze.

Strzały znaczą, że nagle człowieka ugodzi,

A z onej rany żaden zdrowo nie odchodzi.

We mnie strzały mieszkają i ten bożek mały,

Ale mu pewnie wszytki pióra wypadały,

Bo się nie da wypłoszyć nigdziej z serca mego

Ani mi odpoczynku pozwoli żadnego.

Co za rozkosz masz mieszkać w suchych kościach moich?

Żaby już nie czas przenieść gdzie indziej strzał swoich?

Lepiej swej mocy na tych nieukach skosztujesz,

Bo już nie mnie, ale mój tylko cień frasujesz,

Który jeśli zatracisz, kto tak śpiewać będzie?

Z moich tych prostych rymów jesteś sławnym wszędzie,

Które rumianej twarzy i oka czarnego

Nie zamilczą u paniej, i chodu snadnego219.

O nowych fraszkach

Nic teraz po mych fraszkach, bo insze nastały220,

Których poczet na każdy dzień widzę niemały.

Więc je na pargaminie nadobnie pisano,

A niektóre i złotym prochem posypano221.

U każdej orzeł i pstra czysta sznura długa.

Spytajże Arystarcha222: fraszka jako druga.

O Pelopie223

O Pelopie ten głos był, że go ociec srogi

Uwarzył i dał na stół, gdy częstował bogi.

I zjedli mu tam byli miedzy sobą ramię,

Czego, kiedy zaś ożył, miał widome znamię.

Ale Pindarus224 nie chce zwać obżercą boga,

Bo sprośna mowa pewna do upadu droga,

I powiada: „Gdy bogi Tantalus częstował,

Wtenczas mu się Neptunus syna rozmiłował

I uniósł go do nieba, gdzie potym i drugi

Był przyniesion Trojańczyk225 dla tejże posługi.”

Wiem, co posługą zowiesz: zły mu był warzony,

Tak że chciał spatrzyć, jako smakuje pieczony.

O proporcyjej

Atoli patrząc na swe jajca silne,

Myśliłem rzeczy moim zdaniem pilne:

Jeśli mię chce mieć szczęście w tym nierządzie,

Niech mi da wedle proporcyjej mądzie.

O rozkoszy

Rozkoszy na świat szczerej nie podano,

Ale do każdej żółci przymieszano.

Skąd cię potyka, co twej duszy miło,

Masz przyjąć i to, co nie g’myśli było.

O rozwodzie226

Przyszedł chłop do biskupa chcąc się rozwieść z żoną.

Pytają go: „Czemuż tak w oczu twych mierzioną?”

„Atolim jej nie zastał dziewicą, ksze miły!”

A biskup mu zaś powie: „O błaźnie opiły,

Przychodzi to na króle i wysokie stany227,

A nie przynoszą takich plotek przed kapłany.

I ty, chłopie, jeslić się tak dziewice chciało,

Mogłeś do Kolna228 jechać: tam ich jest niemało.”

O Rzymie

Jako wszytki narody Rzymowi służyły,

Póki mu dostawało i szczęścia, i siły,

Także też, skoro mu się powinęła noga,

Ze wszytkiego nań świata uderzyła trwoga.

Fortunniejszy był język, bo ten i dziś miły:

Tak zawżdy trwalszy owoc dowcipu229 niż siły.

O starym

Stary miał priapismum230, nieukładną mękę.

Lecz była młodej żenie ta niemoc na rękę,

Bo się pan często parzył w przyrodzonej wannie,

Co więcej niżli jemu pomagało Hannie.

Potym go uleczyli mądrzy doktorowie,

A pani w płacz nieboga: „Biadaż mojej głowie!

Kiedyś ty, mężu, stękał, jam się dobrze miała,

A kiedyś ty zasię zdrów, ja będę chorzała.”

Z Anakreonta

Podgórski źrzóbku, czemu, patrząc krzywo

Oczyma na mię, uciekasz pierzchliwo?

Mnimasz, żem prostak? Ja na cię osobny

Rząd myślę włożyć i muńsztuk ozdobny,

A potym wsiadwszy zatoczyć na dworze.

Ty się tam pasiesz, nie wiem gdzie, po borze,

Skacząc samopas od mieśca do mieśca,

Bo jeszcze nie masz po swym piecu jeśca231.

Z greckiego

Alkon232 patrząc na syna, kiedy go smok srogi

W poły trzymał, wyciągnął, acz z bojaźnią, rogi233

I nie uchybił celu; bo strzała zwierzęciu

Prawie w gardle utknęła przy samym dziecięciu;

A sprawiwszy, co myślił, wedle dębu tego

Łuk zawiesił, znak szczęścia i oka miernego.

Z greckiego

Ani w młodej rozkoszy, ani w starej widzę;

Owej prosto żałuję, a tej się zaś wstydzę.

Złe niedoszłe, ale też złe przestałe grona,

Nalepsze, gdy doźrzeją; także też i żona.

Z greckiego

By się wszytka nawalność morska poruszyła,

By wszytek Ren zebrana moc niemiecka piła,

Nigdy nie będą mogli rzymskiej sile szkodzić,

Dokąd cesarz przeważny wojsko będzie wodzić.

Tak i dęby korzenia swego się trzymają,

A suchy, nikczemny list wiatry obijają.

Z greckiego

Nie sądź mię za umarłą, gościu mój miły,

Śpiewaczki mityleńskiej z tej to mogiły234.

Człowieczych to rąk sprawa, a taka praca

Rada się w krótkim czasie wniwecz obraca.

Lecz jeśli mię chcesz pytać o rymy moje235,

Którym boginie dary przydały swoje,

Wiedz, iżem śmierci znikła, a póki słynie

Lutnia i mowne gęśli, Safo nie zginie.

Z greckiego

Nie z Messany, nie z Argu236 tu, zapaśnik, stoję,

Spartę sławną ja mienię za ojczyznę swoję.

To fortelni; ja, jako słusze na krew miłą

Lacedemońskich synów, mam zwycięstwo siłą.

Z greckiego

Nie znam się ku tym237 łupom: kto li to, szalony,

W Marsowym domu238 przybił ten dar niezdarzony?

Widzę całe szyszaki, tarcze nie skrwawione,

Widzę drzewa i groty nic nie naruszone.

Gore mi twarz przed wstydem, a pot przez mię bije.

Raczej gmach i łożnicę tym niechaj obije,

A mój kościół przyszlachci łupy skrwawionymi;

Srogi Mars rychlej się da ubłagać takimi.

Z greckiego

W tym grobie piękna Timas leży pogrzebiona,

Którą przed ślubem wzięła czarna Persefona.

Na jej mogile wszytki rowiennice razem

Swe lube włosy ostrym ustrzygły żelazem239.

Księgi trzecie

Człowiek boże igrzysko

Nie rzekł jako żyw żaden więtszej prawdy z wieka,

Jako kto nazwał bożym igrzyskiem człowieka.

Bo co kiedy tak mądrze człowiek począł sobie,

Żeby się Bóg nie musiał jego śmiać osobie?

On, Boga nie widziawszy, taką dumę w głowie

Uprządł sobie, że Bogu podobnym się zowie.

On miłością samego siebie zaślepiony,

Rozumie, że dla niego świat jest postawiony;

On pierwej był, niżli był; on, chocia nie będzie,

Przedsię będzie; próżno to, błaznów pełno wszędzie.

Do doktora240

Fraszka a doktor — to są dwie rzeczy przeciwne;

Przeto u mnie, doktorze, twe żądanie dziwne,

Że do mnie ślesz po fraszki, tak daleko k’temu;

Ja jednak dosyć czynię rozkazaniu twemu.

Ty strzeż swojej powagi, nie baw się fraszkami,

Ale mi je odeśli prędkimi nogami,

A nie dziwuj się, że je tak drogo szacuję,

Bo chocia fraszki, przedsię w nich doktory czuję.

Do dziewki

Jeśli to rada widzisz, a życzysz mi tego,

Abych prze cię używał frasunku wiecznego,

Cóż ci rzec, dziewko sroga? Po prawdzie jam tobie

Inaczej to zadziałał, a co dziś na sobie

Odnoszę, dzieje mi się nad moje zasługi;

Ledwe taki na świecie niefortunny drugi.

Czego dalej chcesz po mnie? Czy jeszcze wątpliwa

Moja chęć przeciw tobie? Noc w myślach teskliwa

I te ogniste gwiazdy, rozsiane po niebie,

Świadkiem, że nic milszego nie mam okrom ciebie.

Czy zgoła nie chcesz241, abyś sługę ze mnie miała?

Po prawdzie, by się miłość z rozumem sprzągała,

Wzgarda by miała ruszyć każdego, a już by

Lepiej się odrzec za raz i pana, i służby.

Ale co potym? Miłość ma swe obyczaje,

Zna, co lepiej, a przedsię przy gorszym zostaje.

A ty, jeśli nadzieję chcesz o łasce swojej

Zgasić we mnie, już dawno pragniesz śmierci mojej.

Do dziewki

Nie uciekaj przede mną, dziewko urodziwa,

Z twoją rumianą twarzą moja broda siwa

Zgodzi się znamienicie; patrz, gdy wieniec wiją,

Że pospolicie sadzą przy różej leliją.

Nie uciekaj przede mną, dziewko urodziwa,

Serceć jeszcze niestare, chocia broda siwa;

Choć u mnie broda siwa, jeszczem niezganiony,

Czosnek ma głowę białą, a ogon zielony.

Nie uciekaj, ma rada; wszak wiesz: im kot starszy,

Tym, pospolicie mówią, ogon jego twarszy242;

I dąb, choć mieścy243 przeschnie, choć list244 na nim płowy,

Przedsię stoi potężnie, bo ma korzeń zdrowy.

Do fraszek

Fraszki nieprzepłacone, wdzięczne fraszki moje,

W które ja wszytki kładę tajemnice swoje,

Bądź łaskawie Fortuna ze mną postępuje,

Bądź inaczej, czego snać więcej się najduje.

Obrałliby się kiedy kto tak pracowity,

Żeby z was chciał wyczerpać umysł mój zakryty:

Powiedzcie mu, niech próżno nie frasuje głowy,

Bo się w dziwny Labirynt245 i błąd wda takowy,

Skąd żadna Aryjadna246, żadne kłębki tylne

Wywieść go móc nie będą, tak tam ścieżki mylne.

Na koniec i sam cieśla247, który to mistrował,

Aby tu rogatego chłopobyka chował,

Nie zawżdy do wrót trafi, aż pióra szychtuje

Do ramienia, toż ledwe wierzchem wylatuje.

Do gospodarza

Nie bądź gościem u siebie, wiedz, co się w cię wleje;

Wedle tegoż swe sprawy miarkuj i nadzieje!

Do gościa

Gościu, tak jakoś począł, już do końca czytaj,

A jeśli nie rozumiesz, i mnie się nie pytaj!

Onać to część kazania, część niepospolita,

Słuchaczom niepojęta, kaznodziei skryta.

Do gościa

Gościu, własną twarz widzisz przeważnej Dydony248,

Obraz pozorny, obraz pięknie wystawiony.

Takam była; ale myśl różna od tej sławy,

Która mię zła potkała za me chwalne sprawy.

Bom Eneasza jako żywa nie widziała

Anim w trojańskie burdy Afryki poznała,

Ale uchodząc łoża Ijarby srogiego

Puściłam się na ostrość miecza śmiertelnego.

Kto cię na mię podburzył, Maro niechutliwy,

Żeś swym kłamstwem śmiał zelżyć żywot mój cnotliwy?

Do gór i lasów249

Wysokie góry i odziane lasy!250

Jako rad na was patrzę, a swe czasy

Młodsze wspominam, które tu zostały,

Kiedy na statek człowiek mało dbały251.

Gdziem potym nie był? Czegom nie skosztował?

Jażem przez morze głębokie żeglował,

Jażem Francuzy, ja Niemce, ja Włochy,

Jażem nawiedził Sybilline lochy252.

Dziś żak spokojny, jutro przypasany

Do miecza rycerz253 dziś miedzy dworzany

W pańskim pałacu, jutro zasię cichy

Ksiądz w kapitule254, tylko że nie z mnichy

W szarej kapicy a z dwojakim płatem255;

I to czemu nic256, jesliże opatem?

Taki był Proteus257, mieniąc się to w smoka,

To w deszcz, to w ogień, to w barwę obłoka.

Dalej co będzie? Srebrne w głowie nici,

A ja z tym trzymam, kto co w czas uchwyci.

Do Jadama Konarskiego biskupa poznańskiego258

Tobie, zacny biskupie, tobie, jeśli komu,

Ten piękny klejnot służy cnych Habdanków domu,

Bo ty, służąc ojczyźnie przodków swych przykłady,

Nie pierścień, aleś wszytki wylał swe pokłady259

Prze sławę domu swego, prze pożytek Rzeczy

Pospolitej, którą ty zawżdy masz na pieczy.

Ciebie posłem papieskie pałace widały,

Ciebie Rzesza i uszy cesarskie słuchały.

Świeżo i król francuski sławny, z której strony

Przywiodłeś nam monarchę pod zimne Tryjony260

Miej tedy i dziś dziękę, biskupie cnotliwy,

Żeś Pospolitej Rzeczy służyć tak chętliwy.

Lepiej tym dom swój zdobisz, niżby wsi skupował,

Bo kto dobry nad złoto sławy nie szacował?

Do Jana

Janie, cierp’, jako możesz! Przyjdzie ta godzina,

Że ludziom złym będzie swa zapłacona wina,

A Bóg pomści niecnoty i fałesznej zdrady,

Którąś odniósł za swą chęć świeżymi przykłady.

Czyś ludzi nie znał? Czyś tak rozumiał, niebożę,

Że czernie inszy owoc niż tarnki dać może?

Albo wilk nie miał szkodzić rogatemu stadu,

Albo wąż miał za czasem przestać swego jadu?

Daremnąś pracą podjął czyniąc dobrze złemu,

Bo się on nie odejmie przyrodzeniu swemu.

A ty sam siebie winuj, bo co cię dziś boli,

Stąd idzie, iżeś ludziom obłudnym był g’woli,

Dla których coś ty czynił, a ci też czym ci to

Płacili, niechaj wszytko światu będzie skryto!

I sam byś mógł zapomnieć, snać by lepiej było,

Bo serce swymże żalem często się zwalczyło.

Na koniec, masz dróg wiele krzywdy swej wetować,

A to bych wolał, niż się ustawnie frasować.

Ale mężem być trzeba, ani dbać na owe

Zmyślone skargi, bo to łzy krokodylowe261.

Do Jana

Jeśli stąd jaką rozkosz ma człowiek cnotliwy,

Gdy wspomina na przeszły wiek swój świętobliwy,

Że ani wiary zgwałcił, ani jako żywo

Ku krzywdzie ludzkiej przysiągł na Bóg żywy krzywo:

Wieleś ty, Janie, sobie pozyskał radości

Na czas potomny z tej to niewdzięcznej miłości;

Bo co jedno kto komu abo mówić dobrze,

Abo i czynić może, obojeś to szczodrze

Wypełnił, czego serce niewdzięczne przechować

Nie mogło. A tak przecz się dalej masz frasować?

Owszem, umysł swój utwierdź, odejm się swej woli,

A szczęściu na złość nie bądź dłużej w tej niewoli.

Trudno nagle porzucić miłość zastarzałą,

Trudno, lecz się już na to udaj myślą całą.

To samo zdrowie twoje, na tym wszytko tobie:

Możno abo nie możno, przełom to na sobie.

Panie, jeśli należy Tobie się zmiłować,

A możesz i w ostatnim zginieniu ratować,

Wejrzy na mię, smutnego, a jeśli cnotliwy

Żywot mój, oddal ten wrzód ode mnie szkodliwy262,

Który, wkradszy się, jako gnuśność, w skryte kości,

Wygnał mi wszytki prawie z serca me radości.

Już nie o to ja stoję, by mię miłowała,

Albo, co niepodobno, cnotliwą być chciała,

Sam zdrów być pragnę, a ten ciężki wrzód położyć.

Panie, za mą pobożność chciej mi to odłożyć!

Do Kachny

Choć znasz uczynność moję i chęć prawą czujesz,

Przedsię ty mnie szpetną twarz, Kachno, ukazujesz.

Do Kachny

Po sukni znam żałobę, znam i po podwice263.

Kasiu, to nie żałoba — ubielone lice264!

Do kaznodzieja

Za twym długim kazaniem, księże kaznodzieja,

Gody chciał mieć gospodarz, ale go nadzieja

Omyliła, bo obiad nie chciał pojąć żony265;

Owa wieczerza przedsię i obiad zjedzony.

Do kogoś

Już to, jako to kiedyś zdrów, a pijesz do mnie,

Podobnoć i ja mogę podpić sobie skromnie.

Ale kiedy ty puszczasz krew, czemu ja piję?

A nie obeszło mię to, ażem nalał szyję.

Do Lubomira

Idąc mimo libraryją266,

Kędy mądre księgi biją,

Lubimir267 miedzy tytuły

Przeczytał: Bitwa u Huły268.

Zlękł się i padł. Hej, panowie,

Moskiewscy bohatyrowie,

Dla Boga, nie zabijajcie,

Raczej żywo poimajcie!

Do Łask269

Wam swe nieszczęsne rymy, wam swe smutne strony,

Zgodne Łaski, oddawam, żalem zwyciężony.

Taki upad w mym sercu miłość uczyniła,

Że mię tylko cień został, samego zniszczyła.

Do Magdaleny

Ukaż mi się, Magdaleno, ukaż twarz swoje, Twarz, która prawie wyraża różą oboje270.

Ukaż złoty włos powiewny, ukaż swe oczy,

Gwiazdom równe, które prędki krąg nieba toczy.

Ukaż wdzięczne usta swoje, usta różane,

Pereł pełne, ukaż piersi miernie wydane

I rękę alabastrową, w której zamknione

Serce moje. O głupie, o myśli szalone!

Czego ja pragnę? O co ja, nieszczęsny, stoję?

Patrząc na cię, wszytkę władzą straciłem swoję;

Mowy nie mam, płomień po mnie tajemny chodzi,

W uszu dźwięk, a noc dwoista oczy zachodzi.

Do Mikołaja Firleja

Mało na tym, że moje fraszki masz pisane,

Lecz je chcesz, Mikołaju, mieć i drukowane;

Ku ćci czy hańbie mojej? — Cóż, nie wierzysz temu

Żeś i sam w nich? Ba, jesteś, już wierz słowu memu

A tak rozmyśl się na to, trefno li to będzie,

Gdy we fraszkach kasztelan271 drukowany siędzie?

Jać wytrwam, choć mię będą fraszkopisem wołać,

Bom nie mógł ani bojom, ani mężom zdołać.

Do Mikołaja Wolskiego272

Owa jedziesz precz od nas, mieczniku drogi!

Gdzież to mnie też mieć było życzliwsze bogi,

Żebych był towarzystwa twego mógł zażyć,

Przy tobie i do Kolchów śmiałbym się ważyć

Przez morskie Symplegady273 płynąć, gdzie śmiały

Jazon ledwe mógł uwieść swój korab274 cały.

Przy tobie ja, cnotliwy starosto, mogę

Wszytkę Lartijadego objechać drogę,

Trący ją, Lotofagi i jednookie

Cyklopy, i możnego dwory wysokie

Eola, Antyfata, i jędzę zioły

Możną ludzi przetwarzać to w psy, to w woły;

Piekło, syreny, Scyllę, Charybdę srogą

I czabany słoneczne, potrawę drogą,

Nimfy morskie, tyrany szerokowładne,

Wszytko to rzeczy wytrwać przy tobie snadne.

Ale mnie (czego taić zgoła nie mogę)

Niewiasta smutna trzyma, której gdy drogę

Wspomionę, wnet twarz blednie, oczy łzy leją,

A mnie patrząc i serce, i członki mdleją,

Że już ani w omacmie pruć się brzytwami,

Ani pomyślę szachów grać z Sybillami.

A tak jedź sam w dobry czas, mnie zostawiwszy,

A potym, świat wedle swej myśli zwiedziwszy,

Bodaj w sławie i w dobrym zdrowiu do Polski

Przyjechał, dobrych ojców cnotliwy Wolski!

Do miłości

Długoż masz, o Miłości, frasować me lata?

Czy podobno przed czasem chcesz mię zgładzić z świata?

Nie tegoć zasłużyły wdzięczne rymy moje,

Które od umarzłego morza imię twoje

Rozniosły aż do brzegu murzyńskiej granice275

Gdzie wieczny znój panuje i wieczne cieplice.

A ty mię za to zabij, o rozbój ca srogi,

Aby nie tylko Orfeus wysławiając bogi

Był piorunem trozębym z wysoka przerażon276,

Ale i ja od ciebie za swoję chęć skażon.

Jednak: abo nie każda krwawa twoja rana,

Abo znośna niewola u wdzięcznego pana.

Tak li ty chcesz, tak li to niesie szczęście moje,

Nie chcę przeć; mam czym cieszyć smutne serce swoje.

A ty, przebóg, nie zajrzy; gniew li to twój czuję,

Łaskę li, niech do śmierci tę jednę miłuję!

Do miłości

Gdzie teraz ono jabłko i on klinot drogi,

Który mógł zahamować nieścignione nogi

Pierzchliwej Atalanty277? Gdzie taśma szczęśliwa278,

Która serca i myśli upornych dobywa?

Ciebie na pomoc wzywam, ciebie, o Miłości.

Której z wieku używa świat dobrotliwości,

Która spornych żywiołów gniew spinasz łańcuchem,

Dna morskiego i nieba sięgasz swoim duchem,

Lwom srogość odejmujesz i żubrom północnym,

Użyte serce dajesz bohatyrom mocnym.

Ty mię ratuj, a swoją strzałą uzłoconą

Ugodź w serce, a okróć myśl nieunoszoną

Zapamiętałej dziewki, której ani skokiem

Człowiek dogonić może, ledwe zajźrzeć okiem.

Do miłości

Jam przegrał, ja, Miłości! — Tyś plac otrzymała,

Tyś mię prawie do zimnej wody279 już dognała.

Widzę swój błąd na oko i próżne nadzieje,

A przed wstydem i żalem serce prawie mdleje.

Ku temuś mię kresowi swym pochlebstwem wiodła,

Abyś mię czasu swego tak haniebnie zbodła.

Zbodłaś mię, a ten zastrzał twój nielitościwy

Mnie być pamiętny musi, pókim jedno żywy.

Acz i żywot w twych ręku, a jeśli litości

Twej nade mną nie będzie, jam zginął, Miłości!

Zginąłem, a łzy moje dokonać mię mają

Które mi z oczu płynąć nigdy nie przestają.

Postaw słup marmurowy280, znak zwycięstwa twego,

Na nim zawieś zewłoki poimania swego281,

Zewłoki, jakie widzisz, i korzyść ubogą,

Bo w tyraństwie twym ludzie zbogacieć nie mogą.

Cokolwiek jest, twój łup jest: weźmi naprzód z głowy

Na poły już przewiędły wieniec fijołkowy.

Potym lutnią, a przy niej pieśni żałościwe,

Na jakie się zdobyło serce nieszczęśliwe;

To też nocny przewodnik, świeca opalona,

I broń w późnych przygodach nieraz doświadczona.

Jest co więcej? Facelet282 łzami napojony,

W nim obrączka ze złota, upominek płony,

A nawet mieszek próżny; toć wysługa moja,

A na ten czas, Miłości, ze mnie korzyść twoja,

Na której przestań, proszę, a mnie nieszczęsnego

Z uszyma puść do domu, jako z targu złego283!

Do miłości

Matko skrzydlatych Miłości284,

Szafarko trosk i radości,

Wsiądź na swój wóz uzłocony,

Białym łabęciom zwierzony285!

Puść się z nieba w snadnym biegu,

A staw się na wiślnym brzegu,

Gdzie ku twej ćci ołtarz nowy

Stawię swą ręką darnowy.

Nie dam ci krwawej ofiary,

Bo co mają srogie dary

U boginiej dobrotliwej

Czynić i światu życzliwej?

Ale dam kadzidło wonne,

Które nam kraje postronne

Posyłają; dam i śliczne

Zioła w swych barwach rozliczne.

Masz fijołki, masz leliją.

Masz majeran i szałwiją,

Masz wdzięczny swój kwiat różany,

To biały, a to rumiany.

Tym cię błagam, o królowa

Bogatego Cypru, owa

Abo różne serca zgodzisz,

Abo i mnie wyswobodzisz.

Ale raczej nas oboje

Wzów pod złote jarzmo swoje;

W którym niechaj ci służywa286,

Póki ja i ona żywa.

Przyzwól, o matko Miłości,

Szafarko trosk i radości!

Tak po świecie niechaj wszędzie

Twoja władza wieczna będzie!

Do opata

Wiedzże po tym, opacie, jako grać z biskupy:

Bo bacząc, żeć wygranej ubywało kupy,

Pokryłeś dudki287 w gębę, czyniąc tę postawę,

Żeś przegrał; lecz z rachunku miał ksiądz inszą sprawę.

A płaci kryć288? Więc ci też dosiągł pięścią gęby,

Że z niej dudki wypadły. Dziękuj, że nie zęby!

Do pana

Bóg tylko ludzkie myśli wiedzieć może

I ku dobremu samże dopomoże;

Ale cokolwiek przeciwnego Jemu,

Dobrze nie padnie, by więc najmędrszemu.

Wszytko wiesz, Panie: zgub, co przeciw Tobie,

A zdarz, jako Pan, coś ulubił sobie.

Do pana

Panie, co dobrze, raczy dać z swej strony,

Lubo proszony, lubo nie proszony;

A złe oddalaj od człowieka wszędzie,

Choć go kto prosić nieobacznie będzie.

Do Pawła

Chciałem ci „pomagabóg” kilkakroć powiedzieć,

Lecz kiedy czas do ciebie289, trudno, Pawle, wiedzieć;

O którym jeśli jeszcze i dziś się nie dowiem,

Com miał rzec: „pomagabóg”, toć „bógżegnaj” powiem.

Do Pawła

Pawle, nie bądź tak wielkim panem do swej śmierci,

Byś mię kiedy znać nie miał, choć w tej niskiej sierci,

Bom ja tobie rad służył jeszcze w stanie mniejszym.

A choć to śmieszno będzie tym ludziom dworniejszym,

Ja szczęście tak szacuję, że ućciwym cnotom

Czynię cześć więtszą niżli bogatym klinotom.

A czemu? Bo pieniędzy i źli dostawają,

A z cnotą sami tylko dobrzy spółek mają.

A jeślibyśmy kłaniać pieniądzom się mieli,

Pewnie by tego po nas i Żydowie chcieli.

Do poetów

Jako Chiron, ze dwojej natury złożony,

Wzgórę człowiek, a na dół koń nieobjeżdżony,

Rad był, kiedy przyjmował do swej leśnej szopy

Nauczonego syna pięknej Kalijopy290,

Naonczas gdy do Kolchów rycerze wybrani

Pławili się przez morze po kożuch barani:

Równiem wam i ja tak rad, zacni poetowie291!

A jeśli u Chirona cni bohatyrowie

Przyjmowali za wdzięczne wieczerzą ubogą,

Bo tam wszytka cześć była mleko z świnią nogą:

Nie gardźcie i wy tym, co dom ubogi niesie,

Bo jako Chiron takżeć i ja mieszkam w lesie.

Będzie ser, będzie szołdra, będą wonne śliwy;

Każecie li też zagrać, i na tom ja chciwy.

Owa prosto będziecie ze mnie mieć Chirona,

Tylko że ja nie włóczę za sobą ogona.

Do Pryszki292

Długo się w wannie parzysz, Pryszko pochodzona.

Czy chcesz jako Pelijas293 odmłodnąć warzona?

Do Reiny294

Królewno moja (wszak cię też tak zową),

Iż się nie mogę zobopólną mową

Umawiać z tobą, rad i nierad muszę

Zlecić to pismu, a tym cieszyć duszę

Swą jakokolwiek, tusząc jednak sobie,

Że ta moja chuć będzie wdzięczna tobie.

Szczęśliwa karto — ciebie ona swymi

Piastować będzie rękoma ślicznymi,

Ciebie obejźrzy wdzięcznym okiem swoim;

A ocz podobno próżno drudzy stoim,

Ty tak możesz być szczęsna, że cię swymi

Wdzięcznie całuje usty różanymi.

Gdzież to człowiek mógł naleźć jakie czary,

Żeby się umiał przewirzgnąć295 w swe dary?

Do sąsiada

Rozśmiej się, dobry sąsiedzie!

Lisowaty przy biesiedzie

Pił z kusza prawie sporego,

Tak iż tylko brodę z niego

Widać było krokosową.

Wyrwał się ktoś z prędką mową:

„Towarzysze! Kto to naszę

Lisem obramował czaszę?”

Do Stanisława

Kto pija do północy, bracie Stanisławie,

Jeśli jest czas do niego296, może się nieprawie

Człowiek pytać; boby on swój wczas297 umiłował,

Pewnie by się raniej kładł ani tak wiłował298.

Do Stanisława Wapowskiego299

Nie przez pochlebstwo ani złote dary,

Jako te lata zwykły teraźniejsze,

Ale przez cnotę na mieśce ważniejsze,

Godzisz, Wapowski, jako zwyczaj stary.

Szczęśliwe czasy, kiedy giermak szary300

Był tak poćciwy jako ty301 dzisiejsze

Jedwabne bramy302 co raz kosztowniejsze;

Wprawdzieć nie było kosztu na maszkary303,

Ale był zawżdy koń na staniu304 rzeźwi,

Drzewo, tarcz pewna i pancerz na ścienie,

Szabla przy boku, sam pachołek trzeźwi.

Nie szukał pierza, wyspał się na sienie,

A bił się dobrze. Bodaj tak uboga

Dziś Polska była i poganom sroga!

Do starosty

Strzeżesz się moich fraszek, mój dobry starosta,

A ja tobie zaś na to tak powiadam sprosta:

Kto w mych fraszkach, już może nie zaźrzeć by kąska

Biskupom, którzy stoją u świętego Frącka305.

Do starosty muszyńskiego306

O starosta na Muszynie307,

Ty się znasz dobrze na winie;

Znasz i masz, bo tylko z góry

Spuściwszy wóz, aliż Uhry308

Okaż swój smak staradawny,

Starosto muszyński sławny,

A niech go ja też skosztuję,

Boć i ja smak w beczce czuję!

A nie żal mi, żem poetą;

Jest coś umieć alfę z betą309

Tym ludziom ty, Stanisławie,

Chcesz li się zachować prawie310,

Nie szafirem, nie rubinem,

Ale je ćci dobrym winem;

A stąd to będziesz miał w zysku,

Że coś dziś obłoków blisku,

To cię pijanymi rymy

Aż do nieba wprowadzimy.

Do Wacława Ostroroga311

Próżno przeć: upiłem się; winem czy-li rymy?

Jeśli winem, subtelne tego wina dymy.

Wiesz, co mi się teraz zda, Wacławie cnotliwy?

Zda mi się, że maluję swój obraz właściwy,

Który między biskupy zawieszę zacnymi,

Nie wsiami światu znaczny, ale rymy swymi.

Wszyscy pijani, widzę, a pijan-em i ja.

Kto szczęściem, a ja winem. Odpuść, Adrastyja!312

Do wojewody

Zamieszkałem do stołu twego, wojewoda,

Z czego zarazem dwoja potkała mię szkoda:

Jedna, iżem doma jadł; druga, że się boję,

Byś nie rzekł, żem wzgardził chęć i wieczerzą twoję.

Do Zofijej

Nie tyś to, o Zofija, nie ty na mą wiarę,

Której ja przed siedmią lat pomnie w sercu miarę!

Ono była nadobna, ono wdzięczna była;

A wszytko jej przystało, cokolwiek czyniła.

Jej żart każdy był trefny, a gdy co kazała,

Zawżdy wielką powolność po każdym poznała.

Ciebie nie wiem, jako zwać: co poczniesz, nie g’rzeczy,

Postawa szalonego, głos ledwe człowieczy;

Żartom nikt się nie śmieje, na gniew nic nie dbają,

A jeśli słowo rzeczesz, jeszczeć i nałają.

Na koniec krom imienia nie masz nic dawnego;

Bierzmuj się313, proście314, prze Bóg, a zbądź już i tego!

O lata zazdrościwe, wszytko precz niesiecie;

Zofija nie Zofiją, kiedy wy przypniecie.

Epitafium Erazmowi Kroczewskiemu kuchmistrzowi315

Ten proporzec316 nad zimnym grobem zawieszony

Świadczy, że tu Kroczewski leży pogrzebiony,

Nagle zmarły. Dla Boga! Co tu mieć na pieczy?

Na słabej nici wiszą wszytki ludzkie rzeczy.

Epitafium Grzegorzowi Podlodowskiemu, staroście radomskiemu317

By wedla cnót i godności

Grzebiono umarłych kości,

Przyszłoby dziś leżeć tobie

W złotym, Podlodowski, grobie.

Teraz cię licha mogiła

Znacznego męża przykryła,

Ale sława sięga nieba;

Nie z grobu cię sądzić trzeba.

Epitafium Jóstowi Glacowi318

Jóst Glac tu leży, szafarz wierny panu swemu,

Królowi na północy niezwyciężonemu.

Teraz ma liczbę czynić319 przed panem groźniejszym,

Gdzie każdy winien, by też był naniewinniejszym:

Pokryj swym miłosierdziem, Panie, nasze złości,

Bośmy zginęli według Twej sprawiedliwości.

Gadka

Jest źwierzę o jednym oku320,

Które zawżdy stoi w kroku;

Ślepym bełtem w nie strzelają321,

A na oko ugadzają.

Głos jego by piorunowy,

A zalot nieprawie zdrowy.

Małemu wielkiej nadzieje Radziwiłłowi322

Tak róść323, mały Michniku, jakobyś mógł sławnych

Przodków swych doróść, onych Radziwiłłów dawnych;

Abyś nie tylko imię i bogate włości

Brał od nich, lecz dziedziczył w męstwie i w dzielności.

A to wszytko zaś podał potomkowi swemu,

Co weźmiesz od rodziców, a on zaś drugiemu;

Abyś u swych był wdzięcznym i miłym w pokoju,

A pohańcom zaś srogi i straszliwy w boju.

Tak róść, piękny Michniku, jakobyś pospieszył

Wiekiem, a oczy jeszcze dziadowskie324 nacieszył

Siedząc na dzielnym koniu i łukiem władając

Albo kopiją gładką w pierścień ugadzając325

A potym i prędkiego strzelca Tatarzyna,

Co mężnym Radziwiłłom twoim nie nowina.

Taki wiek, o ludzkiego żywota szafarki,

Temu dziecięciu przędźcie, sprzyjaźliwe Parki!326

Marcinowa powieść

Ba, jeszcze raz, Marcinie! — Więc powiem, tak było:

Kilka osób na jednę salę się złożyło.

Każdy z żoną. Wieczerzą potym odprawiwszy

Szli spać. Ledwie się składli, kiedy co waśniwszy

Na drugie tak zawoła: „Panowie, czas wsiadać!”

A ci też (ale o tym nie trzeba powiadać).

Po małej chwili zasię tenże się ozowie,

Co i pierwej straż trzymał: „Czas wsiadać, panowie!”

A panowie do siodeł. Ujechawszy milę,

Posłuchali onego: „Postój koniom chwilę!”

A jeden zatym usnął. On znowu: „Panowie, Czas wsiadać!”

Wszyscy inszy stali przedsię w słowie,

A tego żona budzi: „Miły, nie słyszycie?

Już tam drudzy wsiadają, wierę, rychło spicie!”

A ten chrapi, choć nie spi. „Miły, ba, słuchajcie,

Już tam drudzy wsiadają.” „Ej, jużże wsiadajcie,

Aż was diabli pobiorą!” Ali drudzy: „Szkoda

Odjeżdżać towarzysza; wielka rzecz przygoda!

Pomóżmy mu w złym razie, a załóżmy swoje.”

„Diabeł cię niechaj prosi, niech już ciągną moje.”

„Miła, ty się nie przeciw! pokarmiwszy koni,

A jutro rano wstawszy, będziem tam, gdzie oni.”

Modlitwa o deszcz

Wszego dobrego Dawca i Szafarzu wieczny,

Tobie ziemia, spalona przez ogień słoneczny,

Modli się dżdża i smętne zioła pochylone,

I nadzieja oraczów, zboża upragnione.

Ściśni wilgotne chmury świętą ręką swoją,

A ony suchą ziemię i drzewa napoją

Ogniem zjęte; o, który z suchej skały zdroje

Niesłychane pobudzasz, okaż dary swoje!

Ty nocną rossę327 spuszczasz, Ty dostatkiem hojnym

Żywej wody dodawasz rzekom niespokojnym.

Ty przepaści nasycasz i łakome morze,

Stąd gwiazdy żywność mają i ogniste zorze.

Kiedy Ty chcesz, wszytek świat powodzią zatonie,

A kiedy chcesz, od ognia jako pióro wspłonie.

Na dom w Czarnolesie

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmurowe328 mają

I szczerym złotogłowem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

Nagrobek dwiema braciej329

Tu Jadam i Mikołaj, dwa bracia rodzeni

Czerni, w jednymże grobie leżą położeni.

Ten na wojnie gardło dał, ów zginął w pokoju:

Nie masz przymierza z śmiercią, zawżdy my z nią w boju.

Nagrobek Gąsce

Już nam, Gąska niebożę, nie będziesz błaznował,

Już „Pod Operyjaszem”330 nie będziesz harcował

Ani glótów331 z rękawa sypał na chłopięta,

Kiedy cię więc opadną jakoby szczenięta.

Jużeś leciał za morze, Gąsko, jużeś w dole332

A czarnej Persefonie szpaczkujesz przy stole,

A duszyce się śmieją, że ten, co by g’rzeczy

Słowa wyrzec nie umie, nowy cień człowieczy.

Więc my też, pamiętając na jego zabawki,

Nowej mu nie żałujmy usypać rękawki333!

Nad nią miasto proporca suknią szachowaną334

Zawieśmy, a na grobie gęś twardo kowaną335,

A to, żeby mógł każdy, kto tędy pobieży,

Domyślić się zarazem, że tu Gąska leży.

Temuż336

Ośmdziesiąt lat (a to jest prawy wiek człowieczy)

Czekała śmierć, żeby był Gąska mówił g’rzeczy;

Nie mogła się doczekać, błaznem go tak wzięła

I tąż drogą, gdzie mądre zajmuje, pojęła.

Gąska, błaznuj ty przedsię; imię twe nie zginie,

Póki dzika i swojska gęś na świecie słynie.

Nagrobek Hannie Spinkowej od męża337

Jeśli człowiek po śmierci słyszy albo czuje,

Hanno, o Hanno moja, twój cię mąż mianuje.

Pókiś na świecie była, pókiś używała

Wdzięcznych darów niebieskich, mam za to, żeś znała

Moję uprzejmość i chęć szczerą przeciw sobie;

Teraz, kiedyś w tym zimnym położona grobie,

Czym cię inszym mam ućcić — jeno płaczem swoim,

Który-m ja wieczny winien wielkim cnotom twoim.

Nagrobek jej M. P. wojewodzinej lubelskiej338

Tu różą, tu fijołki, tu mieccie339 leliją!

Ten marmur340 świętobliwy zamyka Zofiją,

Zofiją Bonarównę, której żywot święty

Godzien, aby wszem paniom za przykład był wzięty.

Drugi341

Mężu mój, o mój mężu, śmierć nielutościwa

Mnie smutną z tobą dzieli, a pod ziemię wzywa,

Do niskiej Prozerpiny ciemnego pokoja.

Bóg cię żegnaj, ja żywa i umarła twoja!

Nagrobek koniowi

Tym cię marmurem342 ućcił twój pan żałościwy

Pomniąc na twoję dzielność, Glinko białogrzywy!

A tyś był dobrze godzien, nie podlegwszy skazie,

Świecić na wielkim niebie przy lotnym Pegazie343.

Ach, niebożę, toś ty mógł z wiatry w zawód biegać,

A nie mogłeś nieszczęsnej śmierci się wybiegać!

Nagrobek kotowi

Pókiś ty, bury kocie, na myszach przestawał,

A w insześ się myślistwo z jastrząby344 nie wdawał,

Byłeś w łasce u ludzi i głaskanoć skórę,

A tyś mrucząc podnosił twardy ogon wzgórę.

Teraz, jakoś ku myszom chciał mieć i półmiski345,

I łaziłeś po ptaki w gołębiniec bliski,

Dałeś gardło, niebożę, i wisisz na dębie;

A twej śmierci i myszy rady, i gołębie.

Nagrobek Piotrowi

Pamięć myślistwa twego, Pietrze ucieszony,

Stoję tu, słup kamienny, twardo usadzony.

Przy grobie masz naczynie wszytko postawione:

Koń, strzały, psy, potyczy, sieci rozciągnione.

Wszytko, biada mnie, kamień; a zwierz tuż bezpieczny

Ociera się mimo cię, a ty sen spisz wieczny.

Nagrobek Rózynie

Tu syta wieku leży Rózyna;

Lecz tylko wieku, ale nie wina,

Nie stoi o mszą ani o dzwony,

Wolałaby dzban piwa zielony.

Nagrobek Stanisławowi Strusowi346

Nie nowina to Strusom na wszelaką trwogę

Ciały swymi zawalać złym pohańcom drogę;

Tak dziad zginął, tak ociec, tak moi stryjowie;

Tenże upad i mojej naznaczon był głowie,

Bom legł we krwi pogańskiej, a kto mię żałuje,

Znać, że nie wie, jako śmierć ućciwa smakuje.

Stanisław Struś tu leżę; nie wchodź, poganinie!

Sprawiedliwa waśń i po śmierci nie ominie.

Na heretyki

Po co wy, heretycy, w kościele bywacie,

Kiedy ceremonije za śmiech sobie macie?

Jeśli zła w oczu waszych msza i procesyja,

Aza lepsze łakomstwo i ta ambicyja?

Wyjmi, niebożę, bierzmo pierwej z oka swego,

A potym ździebłka sięgaj w oczach u drugiego347!

Chwalisz, jako w twym zborze dobrze nauczają,

A przedsię tam się ciśniesz, kędy rozdawają348.

A jeśli jeszcze z niczym odjedziesz do żony,

Jakobyś wodę święcił albo też krzcił dzwony349.

Na lipę

Przypatrz się, gościu, jako on list mój zielony

Prędko uwiądł, a już mię przejźrzeć z każdej strony.

Co, mnimasz, tej przygody nagłej za przyczyna?

Ani to mrozów, ani wiatrów srogich wina,

Lecz mię złego poety wirsze zaleciały,

Tak iż mi tylko prze smród włosy spaść musiały.

Na lipę

Uczony gościu! Jeśli sprawą mego cienia

Uchodzisz gorącego letnich dni promienia,

Jeślić lutnia na łonie i dzban w zimnej wodzie

Tym wdzięczniejszy, że siedzisz i sam przy nim w chłodzie:

Ani mię za to winem, ani pój oliwą,

Bujne drzewa nalepiej dżdżem niebieskim żywą;

Ale mię raczej daruj rymem pochwalonym,

Co by zazdrość uczynić mógł nie tylko płonym,

Ale i płodnym drzewom; a nie mów: „Co lipie

Do wirszów?” — skaczą lasy, gdy Orfeus350 skrzypie.

Na słup kamienny

Jest coś na świecie (kto chce pilno wejźrzeć w rzeczy),

Z czego się dowcip wypleść nie może człowieczy351.

Co rozumowi barziej, proszę cię, przystało,

Jeno żeby się złym źle, dobrym dobrze działo?

W czym tak częsta omyłka, że ten to sąd boży

Niejednemu sumnienie i serce zatrwoży.

Przedsię żyjmy pobożnie g’woli samej cnocie,

Której cena jednaż jest w szczęściu i w kłopocie.

Na śklenicę

Służyłam wojewodom krakowskim przed laty,

Zdobiąc krasną urodą swą ich stół bogaty.

Teraz czas przyniósł, żem jest Głoskowskiemu352 dana;

Nie mogłam mieć lepszego po swym piecu pana.

Na zdrowie

Ślachetne zdrowie,

Nikt się nie dowie,

Jako smakujesz,

Aż się zepsujesz.

Tam człowiek prawie

Widzi na jawie

I sam to powie,

Że nic nad zdrowie

Ani lepszego,

Ani droższego;

Bo dobre mienie,

Perły, kamienie,

Także wiek młody

I dar urody,

Mieśca wysokie,

Władze szerokie Dobre są, ale —

Gdy zdrowie w cale353.

Gdzie nie masz siły,

I świat niemiły.

Klinocie drogi,

Mój dom ubogi

Oddany tobie

Ulubuj sobie!

O błaźnie

Płeszki (błazen powiada), to mię podnosicie,

Ale ja świecę zgaszę, że mię nie ujźrzycie.

O duszy

Powiem, chocia nie g’rzeczy354 zda się rozumowi,

Trudno wytrwać o jednej duszy człowiekowi:

Bo jedna ma być w ciele, a druga w kalecie355

Krom tej trudno, krom owej źle żyć, jako wiecie.

O flisie

Ze Gdańska flis wędrując, gdy sobie nadchodził,

Stąpił we wsi do karczmy, aby się ochłodził.

Ale miasto ochłody jeszcze się zapalił,

Bo mu Kupido młodą gospodynią schwalił.

Więc każe piwa nosić, a gospodarz baczy,

Że mu do żony z wiosłem flis przymierzać raczy.

Da pokój: za gościów grosz miło mu się napić,

Nie każe się do łoża gospodyniej kwapić.

Flis ma swą rzecz na pieczy, a gospodarz nie mniej.

Słuchajcież, kto tu sztukę wyprawi foremniej.

Kiedy gospodarz nie mógł już przesiedzieć flisa:

„Nie tu — pry — łgać”; wzniózwszy gzła nakrył dłonią cisa.

Usnął ściany się wsparwszy. Flis ku paniej godzi.

Onej też nie od tego, ręka tylko szkodzi.

„Namniejsza to” — rzecze flis; także między spary

W grosz ugodził dobywszy krzoski z szarawary.

O fraszkach

Fraszki tu niepoważne z statkiem się zmieszały;

Komu by drugie rzeczy więc nie smakowały,

Wziąwszy swą część, ostatek drugim niech podawa;

Ty to wolisz, a ów zaś przy owym zostawa.

A ja, jako bogaty kupiec w sklepie wielkim,

Rozkładam swe towary cudzoziemcom wszelkim:

Tu bisior, tu koftery, tu włoskie zaponki,

Sam dalej półhatłasie i czarne pierścionki.

O Hektorze356

Hektor dał miecz Ajaksowi,

Ajaks dał pas Hektorowi —

Hektor pasem uwiązany,

Bystrymi końmi targany;

Ajaks także, popędliwy,

Wraził w się miecz nieszczęśliwy.

Tak między nieprzyjacioły

Upad niesie i dar goły.

O kapłanie

Prawo jest, aby kapłan nie mógł pojąć żony;

Tenże nie ma być w żadnym członku uszczerbiony.

Jeśli nie miał mieć żony, moglić go zostawić

Przy uszu, ale jajec lepiej było zbawić.

O kołnierzu

Poradźmy się rady czyjej:

Kołnierz li to u delijej

Czy delija357 u kołnierza

Na grzbiecie cnego rycerza?

O koźle

Miłośnicy mądrości358 tak nam powiedają,

Że niemowne zwierzęta rozumu nie mają,

Lecz kozieł taką sztukę niedawno wyprawił,

Że na wszystek świat znacznie rozum swój objawił.

Zjadł piskorza żywego; piskorz niecierpliwy

Strawienia nie czekając przepadł przezeń żywy.

Kozieł go w rzyć drugi raz; on drugi raz z rzyci,

By z Labiryntu Tezeus po świadomej nici.

Koźle, prędko wżdy trawisz; znowu z nim do saku,

Piskorz też dawnej ścieżki nie uchybił znaku.

Myśli kozieł, co czynić? Broda doktorowska,

Przypatrzże się, jeśli też i rada żakowska?

Piskorza połknął, a rzyć przycisnął do ściany

I tak gońca poimał trzykroć przejechany.

O łaziebnikach

Łaziebnicy a kurwy jednym kształtem żyją,

W tejże wannie i złego, i dobrego myją.

O Marku

Płacze Marek nie przeto, że świat zostawuje,

Ale że dzwonnikowi grosz jeden gotuje;

A żeby jednym kosztem odprawić co więcej,

Kazał synowi umrzeć po sobie co pręcej.

O mądrości

Nie to mądrość mądrym być albo wielkość świata

Rozumem chcieć ogarnąć: krótkie ludzkie lata;

Gonić w nich wielkie rzeczy, a dać gotowemu

Upływać, podobno to barzo szalonemu.

O Mikoszu359

Mikosz kota przeciągnął, Jan się rzezał w koszu360;

I rzecze ten pośledni: „Powiedz mi, Mikoszu,

Wonczas gdyś kota ciągnął abo snać kot ciebie,

Gdzieś był stryczków tak prędko dostał ku potrzebie?”

Mikosz na to: „Dadzą mnie powrozów, gdy proszę,

Bo, pięknie wysuszywszy, cało je odnoszę;

Lecz ty, bracie, inaczej z ludźmi się sprawujesz,

Pożyczywszy porzeżesz wszytko i popsujesz.”

O miłości

Głód a praca miłość kazi,

A ostatek czas wyrazi;

Komu to więc nie pomoże,

Do powroza mieć się może.

O tejże361

Jako ogień a woda różno siebie chodzą,

Tak miłość a powaga nigdy się nie zgodzą.

Dobrze by się nie kłaniać nieprzyjacielowi,

Ale tym sakiem Miłość już o płatne łowi362.

A im się kto chce mężniej popisać w tej mierze,

Tym więcej śmiechu na się i błazeństwa bierze.

A przedsię abo musim porzucić ten statek,

Abo nam (to rzecz pewna) szaleć na ostatek.

Telefów rozum363 chwalę i przy tym zostanę,

Bo ten, czym był postrzelon, tymże goił ranę.

O miłości

Ma już pokój Prometeus364, lecz ja miasto niego

Jestem przybit na rogu Kaukazu śnieżnego.

Mnie orlica serce żrze, które na swe męki

Odrasta i żywi zwierz łakomy przezdzięki.

Ma pokój Andromeda365, lecz ja, przykowany

Do skały, prze cudzy grzech podejmuję rany.

Do mnie płynie wieloryb rozdarwszy paszczekę.

Gdzie ja mam rady szukać? Gdzie się ja uciekę?

Ratuj, mężny Herkules, ratuj, Perseu sławny,

A odnów (jedno by w czas) na mnie przykład dawny!

O Necie

Harda Neta, iż gładkość swą do siebie czuje,

Więc kiedy ją pozdrowię, ani podziękuje,

A zawieszę li wieniec u niej przede drzwiami,

Wdepce go zawżdy w ziemię hardymi nogami.

O zmarski, o starości, bywajcie co pręcej!

Owa wasze namowy będą ważyć więcej.

O swych rymiech

Ja inaczej nie piszę, jeno jako żyję;

Pijane moje rymy, bo i sam rad piję,

Nie mierzi mię biesiada, nie mierżą mię żarty,

Podczas i czepiec; więc też pełne tego karty.

Co po sykofancyjej366? — Chcesz mię miary w życiu

Nauczyć, a sam, księże, nosisz diabła w kryciu.

Z Anakreonta

Nie dbałem nigdy o złoto,

Alem tylko prosił o to,

Aby kufel stał przede mną,

A przyjaciel pijał ze mną,

A tymczasem robotnicy

Pieczą mieli o winnicy.

To wszytko moje staranie,

To skarb, złoto i zebranie.

Ani dbam o kasztelana,

Trzymając się mocno dzbana.

Z Anakreonta

Skoro w rękę wezmę czaszę,

Wnet ze łba troski wystraszę;

Więc iż mnimam, że mam wiele,

Stąd mi łacno o wesele.

Wieniec musi być na głowie,

A fraszka wszyscy panowie.

Kto się chce bić, obuj zbroję,

Ja przy kuflu przedsię stoję,

Bo tak mnimam, iż upitym

Lepiej leżeć niż zabitym.

Z greckiego

Samy do swej obory woły rozpuszczone

Przybiegły z gór, gwałtownym deszczem umoczone,

A ubogi Tirimach pod wysokim dębem

Spi wieczny sen, piorunem uśpiony trozębem.

Fraszki dodane

Nagrobek Stanisławowi Grzepskiemu367

To miejsce, w którym ciało twoje pochowano,

Godna rzecz, Grzepski, aby łzami obmywano.

Nauka, cnota, rozum i postępki święte

Tam z tobą w ten grób za raz z pośrodka nas wzięte.

Świat, jesliże dobrze znał te przymioty w tobie,

Mógłby nie rok ani dwa czernić się w żałobie

Po twym zejściu. Lecz poty, póki sam stać będzie,

Niech się twe imię sławi i zawsze, i wszędzie.

Na Leliwę Tarnowskich368

Nastań szczęśliwie ty, Miesiącu nowy,

Z taką pogodą i tak ludziom zdrowy

Jako ten przeszły, po którym ty wschodzisz,

A niech się cieszym, że nierychło schodzisz.

Na słownik Mączyńskiego

Żebyś do szkoły nie po wszytko chodził,

Ale sam czasem drugiemu pogodził,

Wielką mieć pomoc z tych ksiąg, gościu, będziesz,

Gdy nad łacińskim językiem usiędziesz.

Nie bądźcie hardzi swym żakom, mistrzowie,

Wszystko tu najdzie, co wy macie w głowie.

Pełna prze zdrowie

Prze zdrowie gospodarz pije,

Wstawaj, gościu! A prze czyje?

Prze królewskie. Powstawajmy

I także ją wypijajmy!

Prze królowej. — Wstać się godzi

I wypić; ta za tą chodzi.

Prze królewny. — Już ja stoję!

A podaj co rychlej moje!

Prze biskupie. — Powstawajmy

Albo raczej nie siadajmy!

Ta prze zdrowie marszałkowe. —

Owa, gościu, wstań na nowe!

Ta prze hrabie. — Wstańmy tedy!

Odpoczniemże nogom kiedy?

Gospodarz ma w ręku czaszę,

My wiedzmy powinność nasze!

Chłopię, wymkni ławkę moje,

Już ja tak obiad przestoję.

Przymówka chłopska

„Pijże, włodarzu!” — „Panie, jużem podpił sobie”.

„Pij ty przedsię!” — „Dziękuję jako panu tobie:

Mało już nie mam za swe, a człowiek się boi,

By słówkiem nie wyleciał369, co więc chmiel rad broi”.

„Pij ty, włodarzu, i mów, coć się będzie zdało,

Prosto, jako za naszych ojców więc bywało!”

„Takci bywało, panie, pijaliśmy z sobą,

Ani gardził pan kmiotka swojego osobą;

Dziś wszytko już inaczej, wszytko spoważniało;

Jako mówią: postawy dosyć, wątku mało”.

Źle dopijać się przyjaciela

Chcecie li słuchać, powiem wam swe zdanie,

Na czym zależy dobre zachowanie.

Ale w czas wiedzcie, że nie dzierżę z tymi,

Którzy przyjaciół szukają pełnymi.

Trudno by się tam miłość rodzić miała,

Gdzie swar, gdzie zwada gniazdo swe usłała.

Trudno ma uróść, co kiedy niebacznie

I bez rozmysłu szumna głowa zacznie.

Cnota nad wszystko, a skarbu więtszego

Nad przyjaciela nie masz uprzejmego;

Póki żyw, upaść w ubóstwo nie może.

Ale począwszy od stworzenia świata

Aż po te nasze ostateczne lata

Ledwe par kilka w dziejach opisano,

Które za prawe przyjacioły miano.

A my się tego piwem dopić chcemy?

Zaprawdę lekce przyjaźń szacujemy.

Przypisy:

1. Chmura — zapewne dworzanin królewski, upamiętniony również przez Piotra Rojzjusza w zbiorze Carmina. [przypis redakcyjny]

2. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg pierwszych pt. Do Chmury. [przypis edytorski]

3. Do gościa — czyli do czytelnika. [przypis edytorski]

4. w wacku — w woreczku, sakiewce. [przypis edytorski]

5. taszka — sakiewka. [przypis edytorski]

6. Fraszka niewątpliwie o sobie samym. [przypis redakcyjny]

7. złez (daw. forma) — łez. [przypis edytorski]

8. Jak wkazuje aluzja do „taszki”, adresatem utworu jest zapewne skarbnik królewski Jost Ludwik Decjusz (młodszy, zm. 1567). [przypis redakcyjny]

9. Mikołaj Mielecki (zm. 1585) — starosta chmielnicki (1557 r.), później wojewoda podolski i hetman, przyjaciel Kochanowskiego. [przypis redakcyjny]

10. Masz przed inszymi, jesli ja co czuję — przewyższasz innych, jeśli ja trafnie to czuję. [przypis redakcyjny]

11. Ostatniej śmierci próżne być nie mogą — nie mogą ostatecznie być wolne od zagłady. [przypis redakcyjny]

12. Sława z dowcipu — sława oparta na talencie poetyckim. [przypis redakcyjny]

13. poklwali — pokłuli. [przypis edytorski]

14. z Pigmeolów — z Pigmejów, karzełków, z którymi wedle podań greckich żurawie prowadziły wojnę. [przypis redakcyjny]

15. Paweł Stępowski — przyjaciel Kochanowskiego, sekretarz królewski, dyplomata i poeta. [przypis redakcyjny]

16. zakazujesz (starop.) — zalecasz się. [przypis edytorski]

17. pożyć (starop.) — pokonać. [przypis edytorski]

18. epitafium — napis nagrobkowy. [przypis redakcyjny]

19. wsiadać — domyślne: do łodzi Charona, umierać. [przypis redakcyjny]

20. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg pierwszych pt. Epitafium Kosowi. [przypis edytorski]

21. Wojciech Kryski (zm. 1566) — prawnik, dyplomata, dworzanin Zygmunta Augusta, sportretowany przez Górnickiego w Dworzaninie jako znawca zwyczajów renesansowych. [przypis redakcyjny]

22. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg pierwszych pt. Epitafium Wojciechowi Kryskiemu. [przypis edytorski]

23. Prawdopodobnie chodzi tu o Marcina Wysockiego (zm. 1568), dworzanina Zygmunta Augusta. [przypis redakcyjny]

24. Fraszka o temacie u Kochanowskiego pospolitym (zob. I 7 Na starą). Dowcip polega na sztuczce rymowej, wiersze bowiem parzyste zamiast wyrazu oczekiwanego wprowadzają całe zwroty, rzekomo maskujące drwiny z podstarzałej zalotnicy. Owe wyrazy oczekiwane to: babo, lata, wnuki, dupia, do domu, legaj, szalej, młody, paciorki, stary, za tobą, szydzą, matka. [przypis redakcyjny]

25. Nuremberk — Norymberga. [przypis redakcyjny]

26. Lisi ogon nosił u spodni błazen. [przypis redakcyjny]

27. Chodzi tu o Pogodę (gr. Kairos, łac. Occasio), boginię uosabiającą sposobną chwilę, sprzyjającą porę. Przedstawiano ją z długimi włosami na przedzie głowy, z tyłu nagiej na znak, że kto nie korzysta z chwili (nie chwytając jej jakby za włosy), ten, gdy się od niego odwróci, już jej nie złapie. [przypis redakcyjny]

28. życzył — tu: użyczył. [przypis edytorski]

29. Posadziłeś... nie nagorzej — tj. na miejscu bliskim gospodarza. [przypis redakcyjny]

30. grzebień ołowiany — służył do czernienia siwych włosów. [przypis redakcyjny]

31. mnie też na tym mało — mało mi zależy. [przypis redakcyjny]

32. masz diabła — nic nie masz. [przypis redakcyjny]

33. Wiatrom rozumie (...) — zna zjawiska meteorologiczne. [przypis edytorski]

34. (...) praktykuje komu — ma uczniów, praktykantów, jest mistrzem. [przypis edytorski]

35. pod namiotem żywym (starop.) — pod ludzkim ciałem. [przypis edytorski]

36. duszą kinie (starop.) — przeżyje chwilę ekstazy. [przypis edytorski]

37. z chucią — z chęcią, z ochotą. [przypis edytorski]

38. Bakcha — Bachusa, w mit. gr. boga wina. [przypis edytorski]

39. postawa ukazuje rogi — skłonność do awantur, stąd wyrażenie: rogata natura. [przypis redakcyjny]

40. przecz (starop.) — dlaczego. [przypis edytorski]

41. pospołu (starop.) — razem. [przypis edytorski]

42. zobopólnych (starop.) — wspólnych. [przypis edytorski]

43. Nawracaj — w podwójnym znaczeniu tego wyrazu leży istota fraszki, podrwiwającej sobie z któregoś nuncjusza. [przypis redakcyjny]

44. płacz i tesknica — aluzja biblijna: chodzi o „płacz i zgrzytanie zębów” w piekle (wg Św. Mateusza XXII 13). [przypis redakcyjny]

45. Tuśmy — tu, tj. pod Sokalem w bitwie z Tatarami w r. 1519. [przypis redakcyjny]

46. zygrywać — bawić się. [przypis edytorski]

47. prze Bóg — w imię Boga. [przypis edytorski]

48. snadnie — z łatwością. [przypis edytorski]

49. Fraszka skierowana Jest do stryja poety, Filipa Kochanowskiego. Jako właściciel połowy Czarnolasu gospodarował on w majątku podczas nieobecności Jana Kochanowskiego, a w latach 1562–1563 miał z nim proces. [przypis redakcyjny]

50. Przysłowie łacińskie: „Nie obchodź się ze mną jak z wyrodnym bratankiem”, przytacza Horacy (Satyry II 3, 87). [przypis redakcyjny]

51. przeważne — tu: o bardzo ważnych; o odważnych. [przypis edytorski]

52. Mars... Achilles — tu przywołani jako wyraz tematyki poważnej, wojenno–historycznej: w mit. gr. Mars był bogiem wojny, a Achilles występuje w eposie Homera, Iliadzie. [przypis redakcyjny]

53. rady — rade, z radością, chętnie. [przypis edytorski]

54. Statek tych czasów nie płaci — stateczność jest w tych czasach nieopłacalna. [przypis edytorski]

55. kompas — zegar słoneczny. [przypis redakcyjny]

56. Fraszka Jest przekładem końcowego dystychu epigramatu humanisty węgierskiego Jana z Panonii (1433–1490), skierowanego do Pawła II. [przypis redakcyjny]

57. szeląg — dawna moneta polska. [przypis edytorski]

58. wychod (starop.) — wychodek, toaleta. [przypis edytorski]

59. (...) nie zjem, jeno jaje (...) (starop.) — nie zjem nic, tylko jajko. [przypis edytorski]

60. Fraszka jest okazem tzw. emblematu, obrazka alegorycznego: Kochanowski przełożył ją z Alciata, twórcy tego gatunku (Emblemata, 1531). Inny przekład Niedbałego figura sporządził Rej w Zwierzyńcu (1562, rozdz. IV, nr 22). [przypis redakcyjny]

61. Z rodzynkami przyrządzano zarówno sałatę z młodych pędów chmielu, jak i polewkę piwną, podawaną często na śniadanie. [przypis redakcyjny]

62. Bohaterem tej fraszki jest Piotr Rojzjusz (właśc.: Ruiz de Moroszm, 1571) — z pochodzenia Hiszpan, uczony humanista, poeta i pisarz łaciński, w latach 1541–1550 profesor prawa na Uniwersytecie Krakowskim, dworzanin i doradca prawny Zygmunta Augusta. [przypis redakcyjny]

63. spać się od nas bierze — odchodzi (zabiera się) od nas, aby udać się spać. [przypis edytorski]

64. drzwi puściły — bo je wyważono. [przypis redakcyjny]

65. Febe (Febus) — promienny, jeden z przydomków Apollina, w mit. gr. opiekuna sztuk. [przypis redakcyjny]

66. przeczyść — przeczytać. [przypis edytorski]

67. Anegdota cytowana przez Poggia Braccioliniego w utworze De facto cuiusdam iusto sed bruto. [przypis redakcyjny]

68. Nie powiem o co, zgadniecie to sami — można się domyślać, że propozycja złożona przez gościa była jednoznacznie erotyczna. [przypis edytorski]

69. stateczna (przestarz.) — porządna, przyzwoita. [przypis edytorski]

70. białagłowa (starop.) — kobieta. [przypis edytorski]

71. Chodzi by w raju (...) — tak jak w raju, nago. [przypis edytorski]

72. żyła (starop.) — tu: męski członek. [przypis edytorski]

73. bindasz (starop.) — męski członek. [przypis edytorski]

74. famurały a. femurały (starop.; z łac. femoralia) — gacie, pludry, zarówno męskie, jak i damskie. [przypis edytorski]

75. dobrze żyw (starop.) — ledwie żywy. [przypis edytorski]

76. ono — tu: przyrodzenie. [przypis edytorski]

77. Barzo nierówno pany podzielono — (przyrodzenie) nierówno rozdzielone między mężczyznami; nie każdy mężczyzna jest dobrze obdarzony przez naturę. [przypis edytorski]

78. Nie mył się długo — tu: mył, kąpał się krótko [przypis edytorski]

79. chutniej (starop.) — chętniej. [przypis edytorski]

80. Bekwark (Walenty Greff, 1507–1576) — rodem z Siedmiogrodu, kompozytor i słynny lutnista na dworze Zygmunta Augusta. Pointa fraszki zacytowana została przez Piotra Statoriusza Stojeńskiego w gramatyce, co pozwala stwierdzić, że utwór powstał przed lipcem 1576 (data przedmowy gramatyki). [przypis redakcyjny]

81. Nie każdy weźmie po Bekwarku lutniej — powiedzenie to oznacza: nie każdy został równie szczodrze wyposażony przez naturę. [przypis edytorski]

82. Gospodyni wyraz „legat” (z łac.: poseł), wiąże z polskim „legać”. [przypis redakcyjny]

83. naraczej — najchętniej. [przypis edytorski]

84. jaje — niewarte (wyjedzonego) jajka. [przypis redakcyjny]

85. A kat jej prosi (...) — a kto ja prosi. [przypis edytorski]

86. małpa — ladacznica, kobieta lekkich obyczajów, tu: jako wyzwisko. [przypis edytorski]

87. (...) z podchłopia wyrwała — przyszła od innego mężczyzny lub podchłopię jako młodzieniec, wyrostek. [przypis edytorski]

88. łaźnia (starop.) — określenie dotyczące zarówno miejsca, w którym się kąpano, jak również w drugim znaczeniu: stosunek seksualny. [przypis edytorski]

89. ciągną kota — kara ośmieszająca: winnego przeciągano przez wodę lub błoto, okręcając go powrozem, na którego drugim końcu uwiązywano kota. Stąd później w przenośni: wystawianie na pośmiewisko. [przypis redakcyjny]

90. cześć (starop.) — uczta. [przypis edytorski]

91. małpa (starop.) — ladacznica. [przypis edytorski]

92. zamieszkał — zapomniał. [przypis edytorski]

93. Imiona: Łazicki od łażenia, w sensie nieprzyzwoitym, chodzenia na kobiety;Barzy (czyt. Bar-zy) — szybki, prędki. [przypis redakcyjny]

94. uważyć — rozważyć. [przypis edytorski]

95. pannę całowano, także do końca podawać kazano — zabawa w „podaj dalej”. [przypis redakcyjny]

96. by kąska niemiło — ani trochę nie jest przyjemnie. [przypis redakcyjny]

97. co go mieć nie chcecie — protestanci odrzucali wiarę w czyściec. [przypis redakcyjny]

98. w pytlu hrosza neni — w sakiewce nie ma grosza. Czechizm użyty dla efektu komicznego. [przypis redakcyjny]

99. niech go też mam znamię — niech go poznam. [przypis redakcyjny]

100. nic nie czuć do siebie — nie poczuwać się do niczego. [przypis redakcyjny]

101. Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy — Por.: „Wszystko to marność nad marnościami” (Vanitas vanitatum et omnia vanitas), Księga Koheleta. W tej starotestamentowej księdze Kohelet snuje rozważania nad sensem ludzkiego życia. Próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie o szczęście, ale mu się to nie udaje. Jedyny wniosek, jaki płynie z tych rozmyślań, streszcza się w formule, że wszystko jest marnością, nic nie znaczy i jest skazane na zagładę. Już na samym wstępie czytamy: „Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami — wszystko marność” (Koh 1:2). Kohelet jest przy wszystkich tych, którzy cierpią i nie ma ich kto pocieszyć. Jedyną pociechą — jakże przewrotną — jest to, że (jak mówi Kohelet) smutek jest lepszy niż śmiech, bo przy smutku serce jest dobre i mądre (Koh 7:3-4). [przypis edytorski]

102. Wszystko... minie jako polna trawa — W Księdze Izajasza czytamy: „Wszelkie ciało to jakby trawa, a cały wdzięk jego to niby kwiat polny. Trawa usycha, więdnie kwiat” (Iz 40:6-7). [przypis edytorski]

103. Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom — wsadzą nas do worka jak kukiełki (marionetki) po przedstawieniu. [przypis edytorski]

104. Wieczna Myśli — filozoficzne określenie Boga, obojętnego na sprawy doczesne. [przypis redakcyjny]

105. mięsopust prawy — prawdziwe widowisko karnawałowe (zapustne), w czasie którego między gawiedź uliczną rzucano przysmaki, co wywoływało bójki. [przypis redakcyjny]

106. krotochwile i włosy przypłaci — zabawę przypłaci włosami wydartymi mu w bójce. [przypis redakcyjny]

107. Nazwa wiersza, który daje się czytać na wspak. Fraszka tak odczytana daje sens wręcz przeciwny, zawiera bowiem naganę kobiet. Żart poetycki polega na tym, że w środku wiersza stoi „nie”, które zaprzecza albo drugą, albo pierwszą jego połowę, oraz na podwójnych rymach, końcowych i początkowych. Wiersz czytany na wspak brzmi: Ma rada, sobie nie paniom folgujmy, / Przysada w nich jest nie wiernie miłujmy / Cnota tu za nic nie trzeba godności, / Złota tu pragną nie pragną miłości. [przypis redakcyjny]

108. ciągnąć rzemień — zwrot utarty: wydawać pieniądze ze skórzanego, rzemiennego mieszka. [przypis redakcyjny]

109. Anakreontowi, lirykowi z VI w. p.n.e., mylnie przypisywano autorstwo wydanego w r. 1554 przez paryskiego księgarza–humanistę, Henri Etienne’a, zbioru drobnych poezji greckich, odznaczających się błahą treścią i beztroskim nastrojem (topika miłosna, taniec, piękno, wino. itd.). W rzeczywistości najwcześniejsze spośród owych „anakreontyków”, ogromnie popularnych i często naśladowanych w w. XVI–XVIII, pochodzą z pierwszych lat naszej ery. [przypis redakcyjny]

110. bardony — struny basowe nadające się do pieśni wojennych. [przypis redakcyjny]

111. strony — struny. [przypis edytorski]

112. Meryjona — Merion, jeden z greckich bohaterów w wojnie trojańskiej. [przypis redakcyjny]

113. Sarpedona — Sarpedon, syn Jowisza, król Likii, sprzymierzeniec Trojan w wojnie z Grekami. Zginął w walkach pod Troją. [przypis redakcyjny]

114. odejmować — bronić się przed czymś. [przypis edytorski]

115. prawy wiła — prawdziwy szaleniec. [przypis edytorski]

116. nama — nam (starop. liczba podwójna). [przypis edytorski]

117. sajdak — pokrowiec na łuk i strzały. [przypis edytorski]

118. na rękę wyzwała — wyzwała na pojedynek. [przypis edytorski]

119. zasię — zaś. [przypis edytorski]

120. karacena — rodzaj skórzanej zbroi z żelaznymi łuskami. [przypis edytorski]

121. ciągnie rogi — naciąga łuk; rogi — wygięte końce łuku z nacięciami do cięciwy. [przypis redakcyjny]

122. bełt — strzałę. [przypis edytorski]

123. za pawęzą — pawęż to podłużna tarcza. [przypis edytorski]

124. na górze — tu: na zewnątrz ciała. [przypis edytorski]

125. Andrzej Trzecieski (zm. 1583) — poeta polsko-łaciński, tłumaczpsalmów, działacz reformacyjny. Był on autorem biografii Reja i wierszy na śmierć Kochanowskiego. Pozostawił po sobie bogatą bibliotekę. [przypis redakcyjny]

126. należało — leżało, kryło się. [przypis redakcyjny]

127. mieszkania przyczyny — przyczyny spóźnienia się. [przypis redakcyjny]

128. Musiałem się, jako bóbr, jajcy odkupować — zwrot przysłowiowy, związany z anegdotą myśliwską: ścigany przez myśliwca bóbr odgryza sobie jądra, z których sporządzano cenne lekarstwa. Poeta okupił się zapewne nieprzyzwoitymi fraszkami. [przypis redakcyjny]

129. Do Jakuba Montana (zm. 1580). Włoch, doktor medycyny i filozofii, kanonik krakowski, lekarz biskupa Padniewskiego, później archidiakon lubelski. W kapitule krakowskiej sprawował urząd prokuratora. [przypis redakcyjny]

130. piżmem — lekarz sam przyrządzał lekarstwa, do których używano również pachnącego piżma. [przypis redakcyjny]

131. Dziesiątej — niegdyś wieś, dzisiaj przedmieście Lublina. Montanus dostał ją jako kanonik lubelski po śmierci Chmielowskiego w grudniu 1562 (por. Nagrobek Pawłowi Chmielowskiemu, II 58). [przypis redakcyjny]

132. Historię miłości Zariadresa i Odaty podaje pisarz hellenistyczny, Ateneus, w XIII księdze encyklopedycznego dzieła Uczta mędrców (po r. 192 p.n.e.), stanowiącego kopalnię cytat, anegdot i szczegółów obyczajowych. [przypis redakcyjny]

133. drużba mój cnotliwy — być może fraszka zwraca się do Jana Januszowskiego, drukarza-humanisty, wyraz drużba bowiem oznaczał imiennika. [przypis redakcyjny]

134. W roty sen rogowymi — starożytni Grecy, opierając się na podobieństwie dźwiękowym w języku greckim wyrazów: róg i spełniać oraz kość słoniowa i łudzić, wierzyli, że sny spełniające się wychodzą z krainy snów bramą rogową, a złudne bramą z kości słoniowej. [przypis redakcyjny]

135. Tytan — Helios, bóg słońca i światła dziennego, przemierzający sklepienie niebieskie na rydwanie zaprzężonym w ogniste rumaki. [przypis redakcyjny]

136. pięknej Pamięci córki — Muzy. [przypis redakcyjny]

137. Do Franciszka Masłowskiego — pisarza ziemskiego, uczonego, tłumacza Demetriusza z Faleronu, przyjaciela Kochanowskiego z Padwy. Masłowski wiele podróżował, umarł w Padwie. [przypis redakcyjny]

138. Jazon — bohater tzw. „wyprawy argonautów” po złote runo do Kolchis (płd.–wsch. wybrzeże Morza Czarnego). [przypis redakcyjny]

139. od Tybrowej wody — z Włoch; podróżował zapewne jako dyplomata. [przypis redakcyjny]

140. Medea jaka i Circe — tu: zbrodnicze czarodziejki. Medea, córka króla Kolchidy, pomogła Jazonowi w zdobyciu złotego runa. Uciekła z Grekami porywając brata swego Absyrta, którego następnie zamordowała i — aby zatrzymać pogoń ojca — wrzucała poćwiartowane zwłoki w morze. Circe, córka Heliosa, znająca na równi z Medeą wszelkie trucizny. Gdy Ulisses przybił (w czasie swej tułaczki po morzach) do jej wyspy, zamieniła towarzyszy jego w wieprze dając im w potrawach odurzające zioła. [przypis redakcyjny]

141. coście mi dotąd zachowały — czegoście dotąd przestrzegały. [przypis redakcyjny]

142. Gospodze — pani (wołacz); z odpuszczeniem — za przeproszeniem. [przypis redakcyjny]

143. sowito — sowicie, hojnie. [przypis edytorski]

144. rowien — równy, niezmienny. [przypis edytorski]

145. wały — fale. [przypis edytorski]

146. komu podruży — z kim się zaprzyjaźni. [przypis edytorski]

147. Fraszka zwraca się albo do Nideckiego (por. przyp. do fr. II 34), albo do Andrzeja Trzecieskiego (por. przyp. do fr. II 80), z którym Kochanowski również bardzo się przyjaźnił. [przypis redakcyjny]

148. Jakiem rymy składał — chodzi o wiersze miłosne. [przypis redakcyjny]

149. kramną barwę — róż nabyty w kramie, barwiczkę. [przypis redakcyjny]

150. Fraszka zwrócona do Andrzeja Trzecieskiego (por. przyp. do fr. II 80) albo Nideckiego (fr. II 34). [przypis redakcyjny]

151. Adresatem fraszki jest zapewne Jost Ludwik Decjusz (por. przyp. do fr. I 29). [przypis redakcyjny]

152. do ciebie krótkie rymyFraszki były bardzo poczytne wśród dworzan. Kochanowski sam je partiami rozsyłał w podarunku znajomym i przyjaciołom. [przypis redakcyjny]

153. O... głosiech w niebie — o harmonii sfer (por. przyp. do fr. II 37). [przypis redakcyjny]

154. Marcin — był to może nadworny muzyk królewski w latach 1555–1571, Marcin z Jędrzejowa. [przypis redakcyjny]

155. Mikołaj Mielecki (zm. 1585) — starosta chmielnicki (1557), później wojewoda podolski i hetman, przyjaciel Kochanowskiego. [przypis redakcyjny]

156. przedsięć (starop.) — przecież ci. [przypis edytorski]

157. Dla tej ociętnej i niestałej deki (starop.) — dla tego opornego i chwiejnego, wątłego sztyletu. [przypis edytorski]

158. Że co nie stojąc — przedsię stoi siła — tu podwójna gra słowa „stać” — utrzymywać się w pionie i kosztować. [przypis edytorski]

159. stoi siła — kosztuje dużo. [przypis redakcyjny]

160. Piotr Kłoczowski (zm. 1580) — towarzysz Kochanowskiego w podróży do Włoch w r. 1556, później kasztelan zawichojski. [przypis redakcyjny]

161. wpośrzód morza sławne miasto — Wenecja. [przypis redakcyjny]

162. gdzie pod dawny mur bystry Tyber bieży — w Rzymie. [przypis redakcyjny]

163. u Partenopy — w Neapolu. [przypis redakcyjny]

164. Aluzja do początku VI księgi Eneidy: Eneasz udaje się za wskazówką wieszczki Sybilli, uzbrojony w złotą różdżkę, do Hadesu — „piekła”. [przypis redakcyjny]

165. mojemu Jędrzejowi — Andrzejowi Nideckiemu (por. przyp. do fr. II 34). Ponieważ Nidecki bawił we Włoszech w r. 1559, wówczas zapewne powstała fraszka Do Kłoczowskiego, a więc bezpośrednio po powrocie poety do kraju. [przypis redakcyjny]

166. Plutos — bóg pieniędzy i bogactwa. [przypis redakcyjny]

167. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg wtórych pt. Do przyjaciela (Nie frasuj sobie, przyjacielu, głowy...). [przypis edytorski]

168. spornym biegom — różnorodnym ruchom ciał niebieskich. [przypis redakcyjny]

169. koła... czynią dźwięk — według wyobrażeń filozofa greckiego Pitagorasa, uznawanych aż do przyjęcia nauki Kopernika, wszechświat był zbudowany z dziewięciu kręgów, „kół”, a raczej półkul (sfer), umieszczonych jedna nad drugą; półkule te obracały się wydając dźwięczne głosy, tzw. harmonię sfer. [przypis redakcyjny]

170. bracie Stanisławie — chodzi o któregoś z bliskich przyjaciół, może Stanisława Fogelwedera (por. przyp. do Listu do Stanisława Fogelwedera, t. II, s. 288. [przypis redakcyjny]

171. Stanisław Meglewski — dworzanin Firlejów, u których zetknął się z Janem Kochanowskim. [przypis redakcyjny]

172. Stanisław Porębski, przyjaciel Kochanowskiego, studiował prawo w Padwie, prawdopodobnie był także dworzaninem Zygmunta Augusta. [przypis redakcyjny]

173. Skotopaski (od: skot — bydło) — pieśni pasterskie, sielanki, których mistrzem był poeta grecki Teokryt (III w. p.n.e.). Utworów Porębskiego, niestety, nie znamy. [przypis redakcyjny]

174. Andrzej Bziki — kasztelan chełmski, posłował do Turcji w r. 1557, znawca prawa. [przypis redakcyjny]

175. w pańskiej radzie — w senacie, do którego należał, jako kasztelan. [przypis redakcyjny]

176. Bzicki nie żył już 23 czerwca 1567. [przypis redakcyjny]

177. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg wtórych pt. Epitafium Andrzejowi Bzickiemu, kasztelanowi chełmskiemu. [przypis edytorski]

178. Annie z Pileckich, żonie Mikołaja Kobylińskiego, kasztelana rozpierskiego, a następnie Andrzeja Bzickiego (zmarła w 1576 r.). [przypis redakcyjny]

179. dwu synu — Krzysztof, podkomorzy wieluński, poeta łaciński (zm. 1565) i Jan (zm. 1568). [przypis redakcyjny]

180. Utwór odnosi się zapewne do Stanisława Sobka, podskarbiego koronnego i kasztelana sandomierskiego (zm. 1569), do którego w sprawach pieniężnych zwracał się m.in. Piotr Rojzjusz w swoich Carmina, II 69. [przypis redakcyjny]

181. na... Parnasie — Parnas poczytywano za siedzibę Muz. [przypis redakcyjny]

182. ippokreńską rosą — wodą ze źródła Hipokreny. [przypis redakcyjny]

183. karmion ten wronami — spryciarz. Zwrot przysłowiowy ma tutaj podkład anegdotyczny, jak świadczy epigram Rojzjusza (Carmina II 183) stwierdzający, że Chmura, oszukany przez kucharza, zjadł w pochmurny dzień wronę zamiast kapłona. [przypis redakcyjny]

184. niepamiętnej wody — Lety; woda te] rzeki miała tę własność, że cienie ludzkie, które ją piły wstępując do Hadesu, traciły pamięć o wszystkich rzeczach minionych. [przypis redakcyjny]

185. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg wtórych pt. Nagrobek Mikołajowi Trzebuchowskiemu. [przypis edytorski]

186. na taki frymark śmierć nierada zwoli — na taką zamianę (handel) śmierć niechętnie pozwoli. [przypis redakcyjny]

187. Paweł Chmielowski, archidiakon lubelski, sekretarz Zygmunta Augusta, zginął w czasie podróży do Szwecji (1562). [przypis redakcyjny]

188. Stanisław Zaklika, kasztelan połaniecki, zmarł ok. 1564 r. [przypis redakcyjny]

189. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg wtórych pt. Nagrobek Stanisławowi Zaklice z Czyżowa. [przypis edytorski]

190. Opowiadanie prozą Historyja trojańska, z którego Kochanowski zaczerpnął pewne szczegóły do Odprawy posłów greckich, pojawiło się w druku w r. 1563. [przypis redakcyjny]

191. w hesperyskim sadzie — w ogrodzie Hesperyd rosły, według podań greckich, drzewa o złotych owocach. [przypis redakcyjny]

192. rogi — rogami. [przypis redakcyjny]

193. Nalazł fortel król August — most rozpoczęto budować w r. 1568, ukończono po śmierci króla w r. 1573. Otwarcie mostu nastąpiło 5 kwietnia 1573. [przypis redakcyjny]

194. dobrą myśl położyć — wyrzec się swawoli. [przypis redakcyjny]

195. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg wtórych pt. Na most warszewski. [przypis edytorski]

196. zegar w mieszku, który... bije — pieniądze zastępują zegar, pozwalają bowiem pić tak długo, póki ich starczy. [przypis redakcyjny]

197. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg wtórych pt. Na most warszewski. [przypis edytorski]

198. gdzie... Litwa i Polska mają sejmy mieć społeczne — uchwałą sejmu lubelskiego z r. 1569 wyznaczono Warszawę na stałe miejsce zebrań sejmu „obojga narodów”, tzn. Polski i Litwy. [przypis redakcyjny]

199. Budziwiszki (właśc. Bujwidiszki, pod Wilnem) — należały do wojewody wileńskiego, Mikołaja Radziwiłła (zm. 1565). Dedykowany mu utwór powstać musiał przed tą datą. [przypis redakcyjny]

200. Aleksander — tu: Parys. [przypis redakcyjny]

201. Aleksander — tu: Aleksander Wielki (356–323 p.n.e.). [przypis redakcyjny]

202. Aleksander de Villa Dei (Villedieu) — w r. 1209 ułożył gramatykę łacińską dla uczniów, Doctrinale puerorum, która aż do r. 1514 uważana była za najważniejszy podręcznik. [przypis redakcyjny]

203. Aleksander — tu: Aleksander Jagiellończyk. Chodzi tu zapewne o sejm z r. 1505, na którym król w oparciu o szlachtę począł ograniczać władzę magnatów. [przypis redakcyjny]

204. Pafijej — Pafia, przydomek Wenus od miasta Pafos (jednego z głównych siedlisk jej kultu); Lais (IV w. p.n.e.) — słynna z piękności kurtyzana grecka. [przypis redakcyjny]

205. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg wtórych pt. Ofiara (Pafijej swe zwierciadło Lais poświęciła...). [przypis edytorski]

206. do dziewiąci lat — Horacy, w Liście do Pizonów (tzw. Sztuka poetycka), w. 338 pisze: „...niech rękopis będzie schowany w głębi skrzyni i tam pilnowany do dziewiątego roku” (tł. T. Sinko). [przypis redakcyjny]

207. Gąska, bardziej znany jako Stańczyk, sławny błazen. [przypis redakcyjny]

208. Albo Staś, albo Gąska — czy go nazwiesz Stasiem, czy Gąską. [przypis redakcyjny]

209. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg wtórych pt. O kapelanie. [przypis edytorski]

210. Fraszka, wspomniana przez Górnickiego w Dworzaninie polskim, powstać musiała przed r. 1565. [przypis redakcyjny]

211. tedy się dowiewa — wtedy się dowiecie [przypis edytorski]

212. Fraszka nawiązuje do średniowiecznej legendy, według której wskrzeszony przez Chrystusa Łazarz miał opisać swe pośmiertne wrażenia. [przypis redakcyjny]

213. wskazał po filozofa — wezwał filozofa. [przypis redakcyjny]

214. zawiązane — książki w XVI w. miały często okładki zaopatrzone w klamry lub rzemyki do zawiązywania. [przypis redakcyjny]

215. A tak cię tymi księgami daruję — słowa zacytowane przez Piotra Statoriusa-Stojeńskiego w gramatyce świadczą, że utwór powstał przed lipcem 1567. [przypis redakcyjny]

216. niech się podarzają — niech będą darowywanie. [przypis redakcyjny]

217. Dawno by w nich był, by nie dla przysięgi — dawno by je przeczytał, gdyby nie przysięga. [przypis redakcyjny]

218. w tym rosole — w kłopocie. [przypis redakcyjny]

219. chodu snadnego — kroków lekkich, elastycznych. [przypis redakcyjny]

220. insze nastały — przywileje wystawiane przez kancelarię królewską; zaopatrywano je w pieczęć z orłem, przywieszoną do pergaminu na jedwabnym sznurze. [przypis redakcyjny]

221. złotym prochem — nim zaczęto używać bibuły (w poł. w. XVII), pismo osuszano posypując je drobnym piaskiem. [przypis redakcyjny]

222. Arystarcha — surowego krytyka tekstów, jakim był ten filolog aleksandryjski z II w. p.n.e. Oczyścił on m.in. z błędów i naleciałości tekst Iliady i Odysei. [przypis redakcyjny]

223. Fraszka nawiązuje do mitu o Tantalu, który zaprosiwszy bogów na ucztę (chcąc wypróbować ich wszechwiedzę) podał im pieczeń z własnego syna. Tylko bogini Demeter (która utraciła dar jasnowidzenia) zjadła łopatkę. Bogowie odkryli podstęp. Jowisz wskrzesił chłopca i wstawiwszy mu łopatkę z kości słoniowej zabrał na Olimp, Tantala zaś strącił do Tartaru, gdzie dręczony był przez głód i pragnienie bez możliwości zaspokojenia ich. [przypis redakcyjny]

224. Pindarus — Pindar (520–442 w. p.n.e.), najwybitniejszy przedstawiciel greckiej liryki chóralnej. W pieśniach jego tradycyjne wątki mitologiczne ulegały niejednokrotnie przeróbce w duchu zachowawczej moralistyki. [przypis redakcyjny]

225. drugi... Trojańczyk — Ganimedes. Por. przyp. do Brody(Fragmenta [XXXII]), wers 41, t. II, s. 263. Fraszka podrwiwa sobie z uczonych objaśnień, którymi humaniści zaopatrywali dzieła pisarzy starożytnych. [przypis redakcyjny]

226. Utwór zacytowany przez Piotra Statoriusa–Stojeńskiego w jego gramatyce, powstać musiał przed lipcem 1567. [przypis redakcyjny]

227. Przychodzi to na króle — przydarza się to królom. [przypis redakcyjny]

228. do Kolna — do Kolonii: humanistyczna drwina z średniowiecznej wiary w relikwie: w Kolonii pokazywano kości jedenastu tysięcy dziewic, towarzyszek św. Urszuli, rzekomo wymordowanych przez Hunów. [przypis redakcyjny]

229. owoc dowcipu — zdolności umysłowych, talentu. Tą pochwałą trwałości języka łacińskiego wydrukował Kochanowski w słowniku łacińsko-polskim Mączyńskiego, wydanym w Królewcu w r. 1564. [przypis redakcyjny]

230. priapismum (łac.) — chorobliwy stan ciągłego podniecenia erotycznego u mężczyzny. [przypis redakcyjny]

231. po swym piecu jeśca (zwrot przysł.) — mieć coś po piecu, tj. mleć rzecz właściwą, dostosowaną do ramienia (barku); tu więc: odpowiedniego jeźdźca. [przypis redakcyjny]

232. A1kon — mityczny bohater grecki, znakomity łucznik, celnym strzałem zabił węża, który oplatał już jego syna, a strzała nawet nie drasnęła chłopca. [przypis redakcyjny]

233. wyciągnął... rogi — naciągnął łuk. [przypis redakcyjny]

234. śpiewaczki mityleńskiej — Safony, lirycznej poetki greckiej (ur. ok. 600 r. p.n.e.); z tej to mogiły — widocznie zapuszczonej czy zrujnowanej. [przypis redakcyjny]

235. rymy — wiersze. Safonie przypisywano wprowadzenie do poezji lirycznej zwrotek, z których jedna często pojawia się u Kochanowskiego. Nadto przełożył Kochanowski jeden z wierszy poetki greckiej. [przypis redakcyjny]

236. z Messany... z Argu — Messana, Argos — miasta w płd. Grecji. [przypis redakcyjny]

237. Nie znam się ku tym — nie przyznaję się do tych. [przypis redakcyjny]

238. W Marsowym domu — w świątyni Marsa. [przypis redakcyjny]

239. W starożytnej Grecji na znak żałoby obcinano włosy. [przypis redakcyjny]

240. Żartobliwy ton każe przypuszczać, iż adresatem wierszyka jest Jakub Montanus (por. przyp. do fr. II 49). [przypis redakcyjny]

241. nie chcesz — u Kochanowskiego według dawnej ortografii: „niechcesz” [przypis edytorski]

242. twarszy — twardszy. [przypis edytorski]

243. mieścy — miejscami, tu i ówdzie. [przypis edytorski]

244. list — tu: liść. [przypis edytorski]

245. w dziwny Labirynt — fraszki przyrównane są tu do labiryntu. [przypis redakcyjny]

246. Aryjadna — córka króla Krety Minosa, zakochana w Tezeuszu, dała mu kłębek nici, dzięki któremu młodzieniec zabiwszy potwora Minotaura (u Kochanowskiego: „chłopobyka”), wydostał się z labiryntu. [przypis redakcyjny]

247. sam cieśla — budowniczy labiryntu, Dedal, który wraz z synem Ikarem uciekał z Krety na skrzydłach sporządzonych z piór i wosku. [przypis redakcyjny]

248. Dydona — założycielka i królowa Kartaginy; na wybrzeże Afryki uciekła z rodzinnego Tyru, gdy jej brat Pigmalion zabił jej męża Acharbasa; po pewnym czasie chciał ją zmusić do małżeństwa (pod groźbą wojny) barbarzyński władca Jarbas (tu:„Ijarba srogi”); postawiona wobec takiego wyboru Dydona, popełniła samobójstwo. Z Eneaszem powiązał losy Dydony Wergiliusz (Maro). [przypis edytorski]

249. Fraszka autobiograficzna powstała ok. r. 1573, w pierwszych latach pobytu w Czarnym Lesie. [przypis redakcyjny]

250. odziane lasy — pokryte lasami (Góry Świętokrzyskie) lub może: lasy piękne (liściaste). [przypis redakcyjny]

251. na statek człowiek mało dbały — mało stateczny (w dzieciństwie i młodości). [przypis redakcyjny]

252. Sybilline lochy — groty pod Neapolem. [przypis redakcyjny]

253. przypasany do miecza rycerz — Kochanowski brał udział w wyprawie inflanckiej z r. 1568 (por. Pieśni, I 13); tutaj powtarza żart Cycerona o wojowniku małego wzrostu. [przypis redakcyjny]

254. cichy Ksiądz w Kapitule — proboszcz poznański mający prawo zasiadać w radzie biskupiej. [przypis redakcyjny]

255. dwojaki płat — szkaplerz zakonny: część habitu zbliżona krojem do ornatu; tylko że nie z mnichy w szarej kapicy a z dwojakim płatem — zagadkowa wzmianka o zabiegach o jakieś opactwo. Próbę rozwiązania zagadki podjął Julian Krzyżanowski w studium O paru fraszkach Kochanowskiego („Odrodzenie i Reformacja w Polsce”, 1964). Usiłował tam wyjaśnić, iż poeta zabiegał o godność komendatariusza, tj. przełożonego zakonu Bożogrobców w Miechowie, inaczej opata, że jednak starania te z powodu śmierci Zygmunta Augusta do skutku nie doszły. Klucza do rozwiązania zagadki dostarcza list Kochanowskiego do Stanisława Fogelwedera (t. II, s. 288). [przypis redakcyjny]

256. czemu nic — czemu nie. [przypis redakcyjny]

257. Proteus — bóg mórz południowych, wieszczek. Pasł on Neptunowi stada cieląt (według innych wersji fok). Miał dar przemieniania się w różne postaci, zwierzęta i przedmioty. [przypis redakcyjny]

258. Adam Konarski (zm. 1574) — biskup, humanista, wielokrotnie posłował do różnych krajów w misjach dyplomatycznych. W r. 1573 był członkiem poselstwa, które towarzyszyło Walezemu z Francji do Polski. [przypis redakcyjny]

259. Aluzja do legendy o pochodzeniu klejnotu, tj. herbu Habdank, związanej z posłowaniem Jana z Góry od Bolesława Krzywoustego do cesarza Henryka V. Gdy cesarz przechwalał się swymi skarbami, Jan wrzucił do nich własny pierścień mówiąc, że Polacy ufają żelazu. Z odpowiedzi cesarza: „Hab Dank — dziękuję” wywodzono nazwę herbu. [przypis redakcyjny]

260. pod zimne Tryjony — do kraju północnego. [przypis redakcyjny]

261. łzy krokodylowe — przysłowiowe łzy fałszywego współczucia. [przypis redakcyjny]

262. wrzód... szkodliwy — cierpienie. [przypis redakcyjny]

263. podwika (starop.) — dziewczyna, panna. [przypis edytorski]

264. lice (a. lico) — twarz. [przypis edytorski]

265. obiad nie chciał pojąć żony — obiad nie chciał połączyć się z wieczerzą. [przypis redakcyjny]

266. mimo libraryją — koło księgarni. [przypis redakcyjny]

267. Lubimir — Kochanowski nazywa tchórza ironicznie Lubimirem, tj. miłośnikiem miru (pokoju). [przypis redakcyjny]

268. Bitwa u Huły — zapewne pieśń o bitwie nad Ułą (1564), gdzie Mikołaj Radziwiłł rozbił wojsko moskiewskie. [przypis redakcyjny]

269. Łaski (trzy Gracje) były służebnicami Wenus i Apollina. [przypis redakcyjny]

270. różą oboje — białą i czerwoną. [przypis redakcyjny]

271. kasztelan — Mikołaj Firlej mianowany został kasztelanem wiślickim na sejmie Unii Lubelskiej (1569 r.). [przypis redakcyjny]

272. Mikołaj Wolski (1550–1630) — miecznik koronny, a za Zygmunta III marszałek wielki, miłośnik sztuki i literatury, po którym zachował się w Bibliotece Jagiellońskiej duży zbiór książek hiszpańskich, podróżował wiele po Europie, zwłaszcza w młodości. Odbywał poselstwo m.in. do papieża Klemensa VIII. [przypis redakcyjny]

273. Symplegady — mityczne ruchome skały, miażdżące przepływający między nimi statek. [przypis edytorski]

274. korab — statek. [przypis edytorski]

275. od umarzłego morza... do brzegu murzyńskiej granice — od bieguna do równika. [przypis redakcyjny]

276. Według jednego z mniej znanych podań greckich, Orfeusz zginął od pioruna za zdradzenie tajemnicy bogów. [przypis redakcyjny]

277. ono jabłko... pierzchliwej Atalanty — Atalanta, słynna z piękności córka króla Scyru. Warunkiem otrzymania jej ręki była wygrana w wyścigach z nią w biegu. Udało się to Hippomenesowi, który ścigając się z królewną rzucał po drodze otrzymane od Wenus złote jabłka, a Atalanta zatrzymywała się, aby je podnosić. [przypis redakcyjny]

278. taśma szczęśliwa — przepaska Wenery rozbudzająca miłość. [przypis redakcyjny]

279. do zimnej wody — do samobójstwa. [przypis redakcyjny]

280. marmurowy — u Kochanowskiego zgodnie z dawną ortografią jest: „marmórowy”. [przypis edytorski]

281. zewłoki poimania swego — zwłoki swego niewolnika. [przypis redakcyjny]

282. Facelet (a. falcelit) — chusteczka, chusteczka do nosa. [przypis edytorski]

283. z uszyma puść do domu... — staropolskie przysłowie: „Ze złego targu — z uszyma do domu” o znaczeniu: z awantury (bójki) wyjść możliwie cało. [przypis redakcyjny]

284. skrzydlatych Miłości — Amorków. [przypis redakcyjny]

285. wóz... białym łabęciom zwierzony — Wenus wyobrażano na wozie zaprzężonym w gołębie lub łabędzie. [przypis redakcyjny]

286. służywa (starop. liczba podwójna) — (niechaj ci) służymy. [przypis edytorski]

287. Pokryłeś dudki — ukryłeś pieniądze. [przypis edytorski]

288. płaci kryć — czy opłaca się ukrywać. [przypis edytorski]

289. Lecz kiedy czas do ciebie — czy pora dla ciebie dogodna. [przypis redakcyjny]

290. syna pięknej Kalijopy — Orfeusza, który brał udział w wyprawie argonautów do Kolchidy po złote runo, „po kożuch barani”. [przypis redakcyjny]

291. zacni poetowie — przypuszczać można, że chodzi tu o przyjaciół dworzan, wspomnianych we Fraszkach: Górnickiego, Trzecieskiego, Rojzjusza, Porębskiego, którzy odwiedzali Kochanowskiego w Czarnym Lesie. [przypis redakcyjny]

292. Pryszko — imię utworzone może od łac. prisca (stara, dawna). [przypis redakcyjny]

293. Pelijas (właśc. Pelias) — król Jolkos w Tesalii. Zabiły go własne córki zwiedzione przez Medeę, która dała im zioła mające jakoby po wygotowaniu w nich ciała Peliasa przywrócić mu młodość. [przypis redakcyjny]

294. Reina (z łac. regina) — królowa. [przypis redakcyjny]

295. przewirzgnąć — przedzieżgnąć, przemienić. [przypis edytorski]

296. Jeśli jest czas do niego — czy w porę właściwą. [przypis redakcyjny]

297. wczas — wypoczynek. [przypis edytorski]

298. wiłować — zachowywać nieodpowiedzialnie, oddawać się szaleństwom (od: wiła: żartowniś, błazen, a nawet: szalony). [przypis edytorski]

299. Stanisław Wapowski (zm. ok. 1564) — podkomorzy sanocki, dworzanin i dyplomata. [przypis redakcyjny]

300. giermak szary — zwykły strój szlachecki. [przypis redakcyjny]

301. ty — tu: te (dzisiejsze). [przypis edytorski]

302. Jedwabne bramy — wystawną odzież bramowano jedwabiem lub futrem. [przypis redakcyjny]

303. maszkary — tu: strojne przebrania. [przypis redakcyjny]

304. na staniu — w stajni. [przypis redakcyjny]

305. Biskupom... u świętego Frącka — biskupom krakowskim, których portrety wiszą w krużgankach kościoła Franciszka. [przypis redakcyjny]

306. Adresatem fraszki był zapewne Stanisław Kempiński, starosta muszyński w latach 1579–1589. [przypis redakcyjny]

307. na Muszynie — Muszyna leży pod Nowym Sączem na ważnym szlaku handlowym wiodącym na Węgry. [przypis redakcyjny]

308. Uhry (z czes.) — Węgry. [przypis redakcyjny]

309. umieć alfę z betą — być uczonym; znać język grecki. [przypis redakcyjny]

310. się zachować prawie — naprawdę zdobyć ich względy. [przypis redakcyjny]

311. Wacław Ostroróg (zm. 1574) — kasztelan kaliski, zwolennik i protektor braci czeskich. [przypis redakcyjny]

312. Adrastyja — Adrastia (Nemezis), bogini sprawiedliwości, personifikacja doli ludzkiej, przeznaczenia. [przypis redakcyjny]

313. Bierzmuj się — przy bierzmowaniu otrzymuje się nowe imię. Nim to podstarzała Zofia powinna zastąpić imię chrzestne. [przypis redakcyjny]

314. proście — potoczny skrót: proszę cię. [przypis redakcyjny]

315. Erazm Kroczewski (zm. ok. 1570) — kuchmistrz koronny za Zygmunta Augusta. [przypis redakcyjny]

316. Ten proporzec — w XVI i XVII w. zamiast nagrobka umieszczano w kościele kosztowną chorągiew żałobną z nazwiskiem i herbem zmarłego [przypis redakcyjny]

317. Grzegorz Podlodowski (zm. ok. 1581) — starosta radomski, był szwagrem Jana Kochanowskiego. [przypis redakcyjny]

318. Jóst Glac — kupiec krakowski, potem lwowski, zapewne skarbnik królewski za Zygmunta Augusta, zmarł w r. 1575. [przypis redakcyjny]

319. liczbę czynić — wyliczać się. [przypis redakcyjny]

320. zwierzę o jednym oku — lufa muszkietu, opieranego na widłach, lub armaty osadzonej na lawecie. [przypis redakcyjny]

321. Ślepym bełtem — okrągłą kulą, a nie ostrą strzałą; dowcip zagadki polega na jej dwuznacznym rozwiązaniu: na pierwszy rzut oka chodzi tu o zadek, naprawdę o broń palną. [przypis redakcyjny]

322. Fraszka adresowana do Mikołaja Radziwiłła (1574–1577) — zmarłego w dzieciństwie syna hetmana Krzysztofa Pioruna Radziwiłła i Katarzyny Anny Sobkówny. [przypis redakcyjny]

323. róść — rośnij. [przypis redakcyjny]

324. oczy... dziadowskie — Mikołaja Radziwiłła, wojewody wileńskiego. [przypis redakcyjny]

325. w pierścień ugadzając — ćwiczenie wojskowe we władaniu kopią. [przypis redakcyjny]

326. Parki — boginie losu (trzy siostry) przędące nić życia i ucinające ją w chwili śmierci. [przypis redakcyjny]

327. rossę — oryginalnie u Kochanowskiego, zgodnie z dawną ortografią jest: rossę. [przypis edytorski]

328. marmurowe — u Kochanowskiego, zgodnie z dawną ortografią: „marmórowe” [przypis edytorski]

329. dwiema braciej (starop. liczba podwójna) — dwóm braciom. [przypis edytorski]

330. „Pod Operyjaszem” — winiarnia krakowska z winem węgierskim z Eperies. [przypis redakcyjny]

331. glótów — kulek ołowianych. [przypis redakcyjny]

332. w dole — w podziemiu zmarłych, królestwie Persefony. [przypis redakcyjny]

333. rękawki — kopca mogilnego. Nazwa wywodzi się od kopca Krakusa. Kopiec ten według legendy lud usypał znosząc ziemię w rękawach. Później nazwa święta ludowego, zapewne pamiątka dawnej uroczystości obchodzonej przez Słowian. [przypis redakcyjny]

334. suknią szachowaną — tzw. domino, szata błaznów. [przypis redakcyjny]

335. twardo kowaną — wykutą z kamienia; zwrot mieści w sobie aluzję zarówno do nazwiska zmarłego błazna, jak i do jego zawodu w związku z przysłowiem o krainie głupców, gdzie podkuwa się gęsi. [przypis redakcyjny]

336. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg trzecich pt. Nagrobek Gąsce. [przypis edytorski]

337. Hanna Spinkowa — córka Anny Kobylińskiej, 2. voto Bzickiej (por. fr. II 28), zmarła między kwietniem 1570 a czerwcem 1572. [przypis redakcyjny]

338. Zofia Firlejowa z Bonerów (zm. po 1563) — żona wojewody lubelskiego Jana, którego dworzaninem był młody Kochanowski. [przypis redakcyjny]

339. mieccie — miotajcie, rzucajcie. [przypis edytorski]

340. marmur — u Kochanowskiego oryginalnie, zgodnie z dawną ortografią jest: marmór. [przypis edytorski]

341. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg trzecich pt. Nagrobek jej M. P. wojewodzinej lubelskiej. [przypis edytorski]

342. marmurem — oryginalnie u Kochanowskiego, zgodnie z dawną ortografią jest: „marmórem”. [przypis edytorski]

343. na... niebie przy... Pegazie — Pegaz, skrzydlaty rumak Muz i poetów (symbol natchnienia poetyckiego), przeniesiony na firmament tworzył gwiazdozbiór Pegaza. [przypis redakcyjny]

344. z jastrząby — z jastrzębiami, z którymi ramię w ramię polował na gołębie. [przypis redakcyjny]

345. półmiski — wyszukane potrawy. [przypis redakcyjny]

346. Stanisław Strus, opłakiwany również wierszem Mikołaja Sępa Szarzynskiego, poległ w r. 1571 w bitwie z Tatarami nad Rastawicą na Ukrainie. [przypis redakcyjny]

347. Przysłowie oparte na Ewangelii św. Mateusza (Mt 7:3). [przypis redakcyjny]

348. a kędy rozdawają — fraszka wymierzona jest przeciw tym protestantom, którzy dla korzyści materialnej udawali stronników kościoła panującego. [przypis redakcyjny]

349. wodę święcił albo też krzcił dzwony — święcenie wody i chrzczenie dzwonów nie dawało dochodu księdzu. [przypis redakcyjny]

350. Orfeus — syn Muzy Kaliope i Apollina, śpiewem swym i grą na lutni poskramiał dzikie zwierzęta, wzruszał drzewa i kamienie, uspokajał burze morskie i wiatry. [przypis redakcyjny]

351. czego się dowcip... — z czego pomysłowość ludzka nie może znaleźć wyjścia. [przypis redakcyjny]

352. Stanisław Głoskowski — od r. 1576 dworzaninowi Zygmunta Augusta, a potem jego następców. [przypis redakcyjny]

353. Gdy zdrowie w cale — gdy zdrowie jest zachowane w całości, tj. nie nadszarpnięte chorobą. [przypis edytorski]

354. nie g’rzeczy — niedorzecznym. [przypis edytorski]

355. kaleta — sakiewka, woreczek na pieniądze. [przypis edytorski]

356. Nierozstrzygnięty pojedynek Hektora z Ajaksem (bohaterem greckim, uczestnikiem wojny trojańskiej) zakończył się wymianą darów, które w niedalekiej przyszłości przyniosły przeciwnikom nieszczęście: pasem Ajaksa zwycięski Achilles przywiązał zwłoki Hektora do swego wozu; Ajaks zaś przebił się mieczem Hektora. Stąd greckie przysłowie: dary nieprzyjaciół przynoszą nieszczęście. [przypis redakcyjny]

357. delija — delia, rodzaj okrycia wierzchniego noszonego przez szlachtę; płaszcz, opończa. [przypis edytorski]

358. Miłosnicy mądrości — filozofowie, przyrodnicy. [przypis redakcyjny]

359. Anegdotę cytuje również Górnicki w II księdze Dworzanina polskiego. [przypis redakcyjny]

360. Jan się rzezał w koszu — ośmieszająca kara: winny, zawieszony w koszu nad rzeką lub błotem, chcąc się uwolnić musiał przeciąć sznury i wpaść wraz z koszem do wody. [przypis redakcyjny]

361. Utwór odnosi się do fraszki z Ksiąg trzecich pt. O miłości (Głód a praca miłość kazi...). [przypis edytorski]

362. Ale tym sakiem Miłość już o płatne łowi — miłość łowi siecią nie na żarty, lecz naprawdę. [przypis redakcyjny]

363. Telefów rozum — Telefos, raniony przez Achillesa, za radą wyroczni wyleczył niegojącą się ranę rdzą tego oszczepu, którym była zadana. [przypis redakcyjny]

364. Prometeus — Prometeusz, olbrzym z rodu tytanów, wykradł na użytek ludzi ogień z nieba, za co Jowisz kazał przykuć go do skały Kaukazu, gdzie orzeł szarpał mu odrastającą wciąż wątrobę. Wybawcą jego był Herkules. [przypis redakcyjny]

365. Andromeda — córka króla Etiopii, Cefeusza (syna Jowisza), i Kasjopei, oddana na pożarcie smokowi morskiemu, wielorybowi (pustoszącemu kraj za bluźnierstwo Kasjopei, która twierdziła, że jest piękniejsza od nereid). Ocalił Andromedę Perseusz, który poślubił ją zabiwszy potwora. [przypis redakcyjny]

366. sykofancyja — sykofancja; umiejętność przypodobania się, pochlebstwo. [przypis edytorski]

367. Stanisław Grzepski (1524–1570) — profesor filozofii na Uniwersytecie Krakowskim, autor pierwszego podręcznika geometrii w języku polskim (1566). [przypis redakcyjny]

368. Fraszka wydrukowana w 1. wydaniu Szachów z ozdobionym herbem Tarnowskich (gwiazda nad półksiężycem), zawiera przepowiednię niespełnioną, młody bowiem Tarnowski „zszedł” rychło po ojcu, hetmanie. [przypis redakcyjny]

369. By słówkiem nie wyleciał — przysłowie zanotowane już przez Rysińskiego: „Słówko wróblem wyleci, a wołem się wraca”. [przypis redakcyjny]