Nokturn

Pudel, w psim świecie mędrca cieszący się sławą,

Że tłuste z alfabetu wywęsza litery;

Kundel, co zwykł urągać niepojętym zjawom —

Więc krytyk, dalej Buldog z wejrzeniem megiery1,

Obraz cnoty i statku — i Jamnik, co szparko

Dołki kopie, jako też drobniejszy psi ludek,

Powstawszy z materaców lub wylazłszy z budek,

W noc, zwolnione z oków,

Jęły szczekać na księżyc.

— Sam!

— Taki odludek!

— Tylko w gwiazdach, śród obłoków!

— Toteż nie ma zdrowej cery!

— W rzeczy samej!

— Jak cytryna wygląda!

— Która ma plamy!

— A jak niegrzecznie

Ku nam wypina okrągłość ronda

W tak zwanej pełni!

— Taki zarozumialec!

— Nie zna, co bud kadry!

— Objętość zmienia!

— Ma jakieś kwadry2!

— Młodzież uczy rozmarzenia!

— Nic wart społecznie!

— Najzupełniej!

— Lada świeca ma więcej uspołecznienia!

— A już porównać nie da się z latarką!

— Podczas zaćmienia tli się,

Że wstyd by było ogarkom!

— Albo znów, gdy nów,

Tak źle przyświeca,

Że choć wal w gębę!

— Rzekłbyś, iż chlubi się,

Że oświatę śćmił nocnym Markom3.

— Dojąłbym ci go zębem,

Ażby mi posoką z nieba lunął...

— Cóż, kiedy wysoko!

— Kto z nim tam wskóra!

Tak co noc wybucha, to cieniej, to grubiej,

Z ziemi do księżyca

Niechętny zgiełk wrzawy

Psich synów,

Z których tresura

Wytrzebiła ducha.

Ten go oto pies gubi pod kijem

W czas prędki,

Ów go dla kęsa strawy

Powolniej zatraca,

W miarę gdy tyje,

A inny — dla obroży malowanej w cętki,

Lub dla materaca,

Ten wreszcie żywić ducha wcale nie ma chętki.

Świeć im kat!

Stryk nie minie psiej kamaryli4.

Jej mniemania szczekliwe

Gasną tam, w wyżynie,

Skąd księżyc jasne lice chyli,

Niemy,

Jako świetlana myśl i cicha

Nad padołem,

Nad ziemią, która pono jak wszystko

Co ziemskie, czyli kobiece,

Przyciąga społem i odpycha;

Mórz mu łono odsłania

W pierś wydęte

I psów mu szle ujadania —

Tu westchniemy...

Z astronomów to wiemy, że przed iluś laty

Księżyc z ziemią był żonaty,

I wspólnie upędzali się wokoło słońca.

Niech kryje milczenie,

Żali miły był związek ten,

Czy wiercenie się to wspólne,

Czy ta jednia —

Dość, że siła odśrednia,

Alias5 dusza bryły,

Wyrwawszy go z ziemskości, rzuciła w przestrzenie.

Tam, choć łatwiej mu bytu

Przenikać istotę,

Choć bliższym jest końca

Czy może rozkwitu nowego,

A przecież nieraz czytasz z bladych lic księżyca

Tęsknotę,

I że go mami wiecznie

Ta ziemia ziemska, z mierzwą6,

Marglem7, błotem,

Nawet z jej psami.

A kiedy nocna cisza w nim żałość podsyca,

Wtedy ziemską szatę

Jej olśniewa,

W srebrne jej opony

Marzenia stroi,

Aż mu zalśni majestatem.

Oto dom, z gliny lepiony,

Stoi ziemski,

Jak proch widny mu z bezbrzeży;

Oto ze ścian, ścieka lama8,

Mieniąca się od pozłoty;

Oto dach tam leży, jak głowa

W koronie, w której lśnień tkwią groty

Strzeliste, i płonie

Licha nad nią gałązka drzewiny

I zda się berłem.

Tak muszla perłowa

Proch obleka w perłę.

Przypisy:

1. megiera — mit. gr. jedna z trzech furii piekielnych; ogólnie: jędza. [przypis redakcyjny]

2. kwadra — faza Księżyca, podczas której widoczna jest połowa półkuli. [przypis edytorski]

3. nocny Marek — aluzja do przysłowia: „tłucze się jak Marek po piekle”. [przypis redakcyjny]

4. kamaryla (z hiszp.) — tu: „godna kompania”, klika. [przypis redakcyjny]

5. alias (łac.) — czyli, innymi słowy. [przypis redakcyjny]

6. mierzwa (gw.) — zgnieciona słoma, używana najczęściej na ściółkę lub naturalny, organiczny nawóz, gnój. [przypis edytorski]

7. margiel — rodzaj gliny. [przypis redakcyjny]

8. lama — tkanina o osnowie jedwabnej, używana dawniej do ozdoby bogatych strojów, szat liturgicznych i do dekoracji wnętrz; złotogłów. [przypis edytorski]