Mokry parkiet

Zawsze byłem przeciw Lisom. A ty

przeciw komu będziesz? Po chwili

kalkulacji odłożyłaś «Dziennik», odpięłaś

klamerkę na pochylonej szyi,

zatrzasnęłaś drzwi i zagrałaś na giełdzie.

Ach, ten gest sprytnej wyprzedaży

pod osłoną nocy, gdy

z wargi na chybcika zlizywałaś śnieg,

tak bardzo w mroku lepki. Przeciw mnie

to robisz? Znam

ten podprogowy język odwróconych pleców

gotowych na ryzyko większe niż

wysłanie naszych chłopców — źle

mówię? — do Czadu. A tymczasem

przyjdzie dzień, będą notowania. Indeksy

zaczną pikować.

Koncerny już tną inwestycje.

Kończy się budżet przeszacowanych dochodów.

Słyszysz? Z sufitu kapie na parkiet,

jakby nas ostatecznie zważono i podliczono.