Na wprost

Coś zgrzyta w języku miłości, pomyślał bez słów,

kiedy leżeli sobie na wprost, a jego pierwszy raz

był razem, gdy jej na świecie nie było. Kojarzysz?

Był, ale jej nie było. Nie było, a on był.

Jak pięknie tętniły tętnice. Jak dotyk się dookreślał,

a skóra uczyła się mówić otwartym jak oczy

tekstem. Niby tak samo jak dziś.

Nadrobić czas, kto wie? mógłby w tej chwili pomyśleć,

a plótł trzy po trzy palcami. Raz po raz.

I pierwszy raz. Tym razem zmieniając kierunek,

pstrągi wróciły do źródeł. Kochali się pod prąd.