Przedwiośnie

Pod nimi miasto obłapuje horyzont. A tu łagodność

wzgórza wyrasta ponad charkot zabłoconych quadów

i prowadzi ich skrycie poza zasięgiem sieci. Z Hecą u nogi.

Wchodzi w krew ta skradziona wspólność, spacer

wskroś linii wyznaczonych przez rozmyte drogi

i przełamaną geometrię pól. Dziś jeszcze nie,

ale za chwilę ten świat zacznie się grodzić. Heca

nie trzyma się nogi. Lekceważy quady i gwizdy,

przybiega po czasie. Na ścieżce błoto,

przejściowe jak kaszel, ściele się do stóp, a glina

lepi się do podeszew. Tak fatalnie dobranych na ten

przedwczesny coming-out. Na wzgórzu ponad miastem,

są nadzy jak na dłoni. Muszą psu zmienić imię.

Nazwać miasto inicjałem. Ścieżkę zatrzymać, zawrócić,

puścić w las.