Skręty
Mógłby jej skręcić te okulary,
śrubka, jak ziarnko kminku,
już nie spajała oprawki. Trzymał się
jej dłoni nad półmiskiem warzyw,
gdy ciepły zapach parmezanu
podpowiadał mu w obcym języku:
jest dziewięć bram, a ty
jesteś panem klucza.
Podniecały go jej długie, marcowe palce.
Był marzec i miał je w ustach.
Do czasu, gdy kelner przyniósł
solniczkę z otworkami,
przez które nie sypała się sól.
Taksówkarz wyciągnął wkrętak.
Lub śrubokręt. Rozkręcała się
ta historia na dobre, rozkręcona
na drobne, jak ten, epizody. Demontaż,
któremu nie dotrzymał kroku.
Skręciła. Kurs na Karową.
Dziewięć.