Poeci

Zosi i Antkowi

To wiatr wieczny z Ciebie wiejący

Przypadł ku nam i o nas zaczepił,

Wywiał język słowem naglącym

I język ze słowem nam zlepił.

Drogi Tobie ten szum, szelest piersi

Boś Ty sam w bryłę gliny dmuchał —

To nieprawda, byś Ty poetów

Nie kochał, ich słów nie słuchał.

Skądże słowo tak biegnie do dźwięku

Gdy go inne po imieniu zowie,

Jakiż płomień świeci nad ziemią,

Ze tak widno w sercu i słowie.

Czemu wciąż się ocieram o wieczność

Jak o domu mojego ścianę —

Toś Ty chyba zamieszkał we mnie:

Śpiewa słowo jak ptak przed Panem.

Ty sam dwoisz ten dar i mnożysz,

Sam wywiewasz z nas mgłę i ogień,

Świat widzimy na dłoni bożej,

Cud w nas samych dzieje się co dzień.

Dmuchaj w piersi a z Twojej ręki

Niech nam płynie na płuca oliwa.

Od słowa ciemnego chroń nas,

Od słowa ciemnego wybaw!